<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Archiwa: mentor - Kasjanski.pl</title>
	<atom:link href="https://kasjanski.pl/tag/mentor/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>https://kasjanski.pl/tag/mentor/</link>
	<description>&#124; PRZEDSIĘBIORCZOŚĆ TO NASTAWIENIE &#124;</description>
	<lastBuildDate>Fri, 16 Feb 2024 10:32:04 +0000</lastBuildDate>
	<language>pl-PL</language>
	<sy:updatePeriod>
	hourly	</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>
	1	</sy:updateFrequency>
	

<image>
	<url>https://kasjanski.pl/wp-content/uploads/2021/03/cropped-blog-logo-fix-75x75.png</url>
	<title>Archiwa: mentor - Kasjanski.pl</title>
	<link>https://kasjanski.pl/tag/mentor/</link>
	<width>32</width>
	<height>32</height>
</image> 
<site xmlns="com-wordpress:feed-additions:1">190599604</site>	<item>
		<title>Cepeliada, lata 90-te.</title>
		<link>https://kasjanski.pl/cepeliada-lata-90-te/</link>
					<comments>https://kasjanski.pl/cepeliada-lata-90-te/#comments</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Tomasz Kasjański]]></dc:creator>
		<pubDate>Thu, 29 Apr 2021 11:32:29 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Biznes]]></category>
		<category><![CDATA[Historia biznesu]]></category>
		<category><![CDATA[Osobiste]]></category>
		<category><![CDATA[Historia]]></category>
		<category><![CDATA[lata 90-te]]></category>
		<category><![CDATA[mentor]]></category>
		<category><![CDATA[moja historia]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://kasjanski.pl/?p=2506</guid>

					<description><![CDATA[<p>Co tak śmierdzi? Czyżby trąciło myszką? „Pamiętasz, była jesień, Mały hotel „Pod Różami” pokój numer 8…” Tak, pamiętam i postaram się młodemu pokoleniu (cóż to za ohydne porównania – młode/stare pokolenie) opowiedzieć jak to drzewiej bywało. Młoda osoba urodzona na początku 90-tych poprosiła mnie, abym przybliżył bóle porodowe polskiego kapitalizmu, co chętnie uczynię. Na zdjęciu powyżej młody ja, składam zamówienia w hurtowni. Czas królującej gotówki, starych komputerów i młodych przedsiębiorców 🙂 Lata 90-te. Legendarne lata 90-te, kiedy w naszych sklepach nie ma nic ciekawego, zaczynamy wyjeżdżać na zachód i tęsknimy za tym, aby u nas było tak dobrze jak co najmniej w Berlinie Zachodnim lub Wiedniu. Tam jest wszystko, wszyscy wszystko mają, a do tego jest kolorowo. U nas po 40 latach komuny nic nie ma, nikt nic nie ma i jest szaro, buro i byle jak. Jeżeli nie żyłeś w tych czasach, to warto pooglądać Kroniki Filmowe z tamtych lat. Są na YouTube.&#160; Ten specyficzny język, już nie socrealizm, ale na pewno jeszcze nie kapitalizm. Ja zachęcam swoje dzieci do obejrzenia tych Kronik, aby nie oceniać tamtych czasów bez zrozumienia kontekstu. Oczywiście nie mam zamiaru wspominać jakiejś traumy, ciut nie wojennej, ale też na pewno nie wychwalać, jak to kiedyś było dobrze. Proszę, nie odbierajcie tego jako narzekania na trudne początki, dla nas one nie były trudne. One były wtedy normalne, trudne wydają się z dzisiejszej perspektywy. Wtedy ludzie nie szukali szkół przetrwania, a codzienne życie, a na pewno prowadzenie własnej firmy to był swoisty bushcraft.&#160; Z pewnością nie było nudno. Po prostu zróbmy sobie podróż w czasie do lat 90-tych, gdy powstały polskie firmy, polskie fortuny i polscy miliarderzy. &#160;Nie będę zagłębiał się w tematy komunistycznej nomenklatury i uwłaszczania się na majątku narodowym, bo to nie blog historyczny, ani tym bardziej o polityce. Przeciętny Polak do 1989 roku na zachodzie nie był, a na pewno nie uczył się na zachodnich uniwersytetach. Za to każdy przeciętny Polak miał ochotę na romans z biznesem. Nasza ówczesna wiedza o biznesie i pieniądzach: Carringtonowie i Niewolnica Isaura jadący Trabantem. Na początku muszę przypomnieć, że wychowałem się w ciekawych czasach. Braki w sklepach, masło, cukier i mięso na kartki, każdy ma pracę, ale nie jest ona nikomu potrzebna. Ludzie mają czas i pieniądze, tyle tylko, że nic nie mogą za to kupić. Domy wycenia się w prawdziwych pieniądzach – czyli dolarach, ale zarabia się miesięcznie kwoty w złotówkach o wartości 2 śniadań na zachodzie Europy. Paszporty leżą na Milicji, a właściwie w UB i poza krajami socjalistycznymi, wszędzie indziej trzeba było mieć wizy. WOW I nagle po 4 czerwca 1989 wszytko się zmienia, skaczemy w wolnorynkowe warunki z głową pełną marzeń i całkowitym brakiem wiedzy jak to działa. Nie wiem, może tylko ja miałem taki mętlik w głowie. Z jednej strony, byłem szczęśliwcem i widziałem kraje Europy zachodniej i jak tam żyli ludzie, ale też widziałem nędzę i bylejakość krajów, (jak to się kiedyś mówiło), byłych Krajów Demokracji Ludowej. Krajów gdzie nie rządził lud i gdzie nie było demokracji. Przy tym, byliśmy wielopokoleniowo indoktrynowani i nawet nie zdawaliśmy sobie sprawy z tego. Pamiętam, jako „kaszojad” miałem książeczkę dla dzieci, taką kolorową i pełną rysunków. Była o zmaganiach dwóch samochodów: „dobrego” (bo socjalistycznego) białego i delikatnego Trabanta oraz „złego” (bo kapitalistycznego) czarnego i agresywnego Mercedesa. Taka socrealistyczna apoteoza walki Dawida z Goliatem. A na temat wspaniałości zachodu oglądaliśmy tasiemcowe telenowele opowiadające o życiu przebogatych Carringtonów w serialu Dynastia i identyfikowaliśmy się z biedą brazylijskich niewolników i Niewolnicy Isaury. To chyba taki standardowy zestaw wyobrażeń jak działa kapitalizm. Może niektórzy pamiętali jeszcze, że przed wojną, sklep najlepiej umieli prowadzić Żydzi, ale oni to mieli podobno w genach, a do tego całkowicie zniknęli z polskiego krajobrazu. I tak na początku lat 90-tych, w znakomitej większości byliśmy naiwni, zakompleksieni i bez znajomości mechanizmów wolnorynkowych. Zaczęły się czasy bezrobocia, brak prawnej ochrony w interesach (pobieżna implementacja przedwojennego jeszcze Kodeksu Handlowego), a co najgorsze brak doświadczenia. Dla tego też mam nietypowe skojarzenia ze zmianą ustroju polityczno-ekonomicznego w Polsce w końcówce lat 80-tych. Zmiana ta kojarzy mi się z Krystle Carrington i Niewolnicą Isaurą jadących białym, plastikowym i „dobrym” Trabantem 🙂 Co wybierasz, łóżko czy szczęki? A może stadion? Czyli czas faksów, budek telefonicznych i mocnych trampek. Jak wytłumaczyć młodemu pokoleniu, że można nie mieć dostępu do telefonu, a powszechna wtedy budka telefoniczna, o ile działa, to najlepsze narzędzie na start biznesu? Na przełomie tych dwóch światów, bardzo wielu ludzi zaczynało swoją przygodę z kapitalizmem dzwoniąc z budki telefonicznej. Wielu korzystało z telefonu w pracy, a faks w zasięgu ręki to było największe szczęście. Pamiętam kolegę, który chcąc umawiać spotkania z klientami stał w deszczu pod takim pół-daszkiem z budką telefoniczną i godzinę dzwonił moknąc. Miał za to świetne wyniki i wyprzedzał konkurencję pomimo braku telefonu w domu. Bo i z domu wielu ludzi zaczynało swoje firmy. Taki widok, jak może pamiętacie, Czaruś Pazura dzwoniący z budki w filmie „Nic śmiesznego” z 1995 roku. To były czasy takiej ogromnej kreatywności, takiego trochę klejenia na ślinę i plaster. Ale działało. Na przykład handel. System sklepów państwowych upada, hipermarketów jeszcze nie ma, a lud chce kupować. To pozwala na najprostszy biznes świata &#8211; można handlować. Więc każdy handluje czym tylko może i gdzie może. A robić to można najłatwiej na łóżku polowym rozkładanym na rogu ulicy, albo w przejściu podziemnym. A może na stadionie? Stadiony nie działają, bo sport dotowany przez państwo się skończył. Tak więc, lokalni włodarze zdecydowali o zamianie stadionów na ogromne targowiska. W ten sposób powstają te słynne stadiony-rynki w Warszawie czy też u nas handelek mydłem i powidłem na targu stadionowym w Białymstoku. Mieliśmy nawet dwa takie stadiony, na ul. Kawaleryjskiej i na ul. Jurowieckiej. Bardzo wielu ludzi w tamtym czasie odnalazło się w handlu, nic prostszego. To najstarszy biznes świata – kupił taniej a sprzedał drożej. Pamiętam czasy, gdy ci bardziej obrotni zamieniali swe łóżka polowe na tzw. szczęki (takie blaszane stargany rozkładane, wyglądające jak szczęki Godzilli). Pod koniec lat 90-tych szczęki przy dobrej alejce na rynku przy Kawaleryjskiej kosztowały tyle co mieszkanie. Bo tam też robiło się biznes. Z takich szczęk w dobrej lokalizacji można było naprawdę dobrze prosperować. Poza tym transport. Samochód był wskaźnikiem luksusu, a nie normalnym środkiem transportu. Wielu używało dobrego obuwia, sam pamiętam jak jednym z moich pierwszych zajęć jako wolny strzelec, było bieganie po mieście od firmy do firmy i zbieranie zamówień na reklamy w gazecie. Kurczę, kto dziś ogłasza się jeszcze w codziennej gazecie? Pamiętam lata, gdy nie miałem jeszcze samochodu, gdy niezbędne podróże na początku mojej firmy oparłem na podróżach pociągiem. Do tego stopnia się wyrobiłem, że miałem w głowie pełny rozkład pociągów dalekobieżnych stacji Białystok. A w tamtych czasach jeździło jeszcze dużo pociągów. Patrząc z perspektywy trzech dekad widać, że wielu nie zauważyło zmian na rynku oraz dynamicznego rozwoju Polski, a po nieuniknionym wejściu na Polski rynek sklepów wielkopowierzchniowych, ich stargany, szczęki i budki nie przerodziły się w dochodowe sklepy. Po prostu znikły z widoku. A już zupełnie niewielu tamtejszych przedsiębiorców poradziło sobie z kolejną wielką zmianą, przeniesieniu się handlu do „internetów” Kapitalizm bez kapitału. Czyli koło fortuny się toczy. Nie wszyscy w tych czasach rozumieli, że wyrażenie kapitalizm pochodzi od słowa kapitał, czyli inaczej mówiąc pieniądze. Każdy chciał zarabiać jako przedsiębiorca, ale prawie wszyscy mieli brak pieniędzy na start swojego biznesu. Często też ludziom którzy coś ciekawego uruchomili i zaczęli nawet nieźle zarabiać, zabrakło elementarnej wiedzy o finansach i zarządzaniu firma. Nagminne było mieszanie portfeli, wkładanie obrotu jak zysku do prywatnego portfela właściciela, przejadanie zysków i życie ponad stan. Taki polskie „zastaw się, a postaw się”. A firmy na tym, cierpiały i to bardzo. Wielu się zadłużało, nie płaciło podatków lub składek na ZUS. W następstwie tego pojawiał się komornik i stemplował szafę. Jeszcze gorzej było gdy kapitał pochodził z nieformalnych źródeł. Wtedy, w tamtych niebezpiecznych czasach przychodził łysy, barczysty pan bez szyi, ale za to z kijem bejsbolowym. Mieliśmy wtedy chyba największy współczynnik ilości sprzedanych kijów bejsbolowych na głowę zawodnika tej dyscypliny. Nie pamiętam, czy wtedy w Polsce były chociaż dwie drużyny grające w bejsbol. Dzisiaj w ekstralidze mamy ich zaledwie sześć. Nie wiedzieliśmy wtedy, że w każdym rodzaju biznesu są cykle rozwojowe i wahania rynkowe. Generalnie panowało wieczne niedoinwestowanie. Nagminne i tragiczne w skutkach było niepłacenie faktur. Pamiętam, że gdy na początku lat 2000-ych sprzedałem swoją mikro przetwórnię spożywczą, to dałem na mszę z wdzięczności, że udało mi się wyegzekwować płatności za wszystkie dostarczone przeze mnie towary i faktury. Temat kont bankowych, kredytów i leasingów wcale nie stał lepiej. Opowiem Wam o moim pierwszym biznesowym fochu. Świeżo po zarejestrowaniu działalności gospodarczej w urzędach, pobiegłem do banku założyć konto. Poszedłem do takiego najbardziej prozachodniego jak mi się wtedy wydawało. Tego co teraz ma logo z żubrem. W tamtych czasach był to bank dewizowy, to tam trzymało się prawdziwe pieniądze czyli dolary w czasach komuny.&#160; Z powodu takiego pokomunistycznego wizerunku, nadal uchodził on za nowoczesny i zachodni. Zachodzę, wyobraź sobie, taki studenciak pełen zachwytu nad faktem, że mam swoja firmę i wyłuszczam paniusi w okienku, że chcę założyć u nich konto. Kobieta pooglądała mój wpis do ewidencji gospodarczej, parsknęła, prychnęła, wydęła wargi w cynicznym uśmieszku i powiedziała: takich małych firm to my nie obsługujemy. Jak widać rozmiar ma znaczenie 😉 Nie wiem jak to się stało, ale do dzisiaj ani jedna moja złotówka nie powędrowała do tego banku. Jakoś się zaparłem i w późniejszych poszukiwaniach banku, konta czy innych produktów bankowych, nie brałem tego banku w ogóle pod uwagę. Taki mój bankowy foch. To były też czasy bardzo drogich telefonów komórkowych oraz pierwszych komputerów używanych w firmie. Ludzie tak bardzo chcieli posiadać taki walizkowy telefon, że brali taki sprzęt w leasingu. To nic, że nie było zasięgu sieci komórkowej i nie można było się nigdzie dodzwonić. Oni szli po mieście z telefonem-walizką w ręku. Wyglądali poważnie, bogato i profesjonalnie. W tym też czasie powstało bardzo dużo firm leasingowych zgodnie z hossą na rynku finansowania biznesowego. Ja sam, chcąc mieć komputer, dobrze pamiętam moją przygodę z leasingiem. Wyszukałem najbardziej wiarygodną firmę leasingową – Bank Gdański Leasing i dokonałem zakupu. Wiadomo jest, że sprzęt przez cały okres leasingu, aż do momentu wykupu należy do leasingodawcy. Rozumiemy też, zwykła firma leasingowa może upaść ale firma której właścicielem jest nie jakiś Jan Kowalski, ale sam Bank Gdański? Spłacałem solidnie raty leasingowe i na 1 czy 2 raty przed końcem czyli przed wykupem komputera, dostałem list o postawieniu BG Leasing w stan upadłości. Wezwano mnie do zwrotu „prawie” mojego sprzętu. No nie, „bankowy” leasing upada? To się nie zdarzyło do tej pory. To był mój Czarny Łabędź z książki Nassima. Okazało się, że byłem w 8 kategorii wierzycieli, więc szanse na wykup sprzętu miałem znikome. Ale jak to się często w życiu zdarza, kto jest wystarczająco uparty, a do tego grzeczny i lubiany – udało mi się jakoś ten komputer cało wykupić. A wzorce? Skąd mam wiedzieć co robić? Dzisiejsze społeczeństwo nie wyobraża sobie czasów bez ogromu dostępnych szkoleń, wszelkiej maści coachów, uczelni i szkół biznesu oraz YouTube z masą podpowiedzi. Skąd czerpać wzorce, kto może podpowiedzieć, doradzić? Przecież jeszcze wczoraj, cały otaczający nas świat kpił z badylarzy, cinkciarzy i wszelkiej maści prywaciarzy. Te określenia to była obelga. A tu nagle trzeba samemu prowadzić firmę i za wszystko być odpowiedzialnym. Przedwojenne pokolenie ludzi biznesu albo zginęło na wojnie, albo w Katyniu, zostało zamęczone w kazamatach UB jako element wrogi ustrojowo. W najlepszym razie zdążyli wyemigrować lub nie wrócić do kraju. Izraelici zaś, naród z którym współistnieliśmy na tych terenach od wielu wieków, a który znał się na robieniu biznesów niejako z wychowania. Naród ten został całkowicie wymordowany przez Niemców w czasie ostatniej wojny. Skąd czerpać wiedzę, wzorce? Osobiście uważam siebie za szczęściarza pod wieloma względami. Po pierwsze mogłem na wsi u dziadków widzieć tą podstawową, biznesową logikę małego gospodarstwa. Tą codzienną odpowiedzialność za wynik finansowy rolnika. Taka bazowa logika przyrody – aby zebrać trzeba posiać, trzeba zaryzykować, trafić w czas i do tego pracować od świtu do zmroku. Jeździłem z rodzicami po wielu krajach środkowej Europy na wakacyjne handle – takie połączenie przyjemnego z pożytecznym. Po tym widziałem mojego ojca który po...</p>
<p>Artykuł <a href="https://kasjanski.pl/cepeliada-lata-90-te/">Cepeliada, lata 90-te.</a> pochodzi z serwisu <a href="https://kasjanski.pl">Kasjanski.pl</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[
<h4 class="wp-block-heading">Co tak śmierdzi? Czyżby trąciło myszką?</h4>



<p>„Pamiętasz, była jesień, Mały hotel „Pod Różami” pokój numer 8…” Tak, pamiętam i postaram się młodemu pokoleniu (cóż to za ohydne porównania – młode/stare pokolenie) opowiedzieć jak to drzewiej bywało. Młoda osoba urodzona na początku 90-tych poprosiła mnie, abym przybliżył bóle porodowe polskiego kapitalizmu, co chętnie uczynię. </p>



<p>Na zdjęciu powyżej młody ja, składam zamówienia w hurtowni. Czas królującej gotówki, starych komputerów i młodych przedsiębiorców <img src="https://s.w.org/images/core/emoji/17.0.2/72x72/1f642.png" alt="🙂" class="wp-smiley" style="height: 1em; max-height: 1em;" /> Lata 90-te.</p>



<p>Legendarne lata 90-te, kiedy w naszych sklepach nie ma nic ciekawego, zaczynamy wyjeżdżać na zachód i tęsknimy za tym, aby u nas było tak dobrze jak co najmniej w Berlinie Zachodnim lub Wiedniu. Tam jest wszystko, wszyscy wszystko mają, a do tego jest kolorowo. U nas po 40 latach komuny nic nie ma, nikt nic nie ma i jest szaro, buro i byle jak. Jeżeli nie żyłeś w tych czasach, to warto pooglądać Kroniki Filmowe z tamtych lat. Są na YouTube.&nbsp; Ten specyficzny język, już nie socrealizm, ale na pewno jeszcze nie kapitalizm. Ja zachęcam swoje dzieci do obejrzenia tych Kronik, aby nie oceniać tamtych czasów bez zrozumienia kontekstu.</p>



<p>Oczywiście nie mam zamiaru wspominać jakiejś traumy, ciut nie wojennej, ale też na pewno nie wychwalać, jak to kiedyś było dobrze.</p>



<p>Proszę, nie odbierajcie tego jako narzekania na trudne początki, dla nas one nie były trudne. One były wtedy normalne, trudne wydają się z dzisiejszej perspektywy. Wtedy ludzie nie szukali szkół przetrwania, a codzienne życie, a na pewno prowadzenie własnej firmy to był swoisty bushcraft.&nbsp; Z pewnością nie było nudno.</p>



<p>Po prostu zróbmy sobie podróż w czasie do lat 90-tych, gdy powstały polskie firmy, polskie fortuny i polscy miliarderzy. &nbsp;Nie będę zagłębiał się w tematy komunistycznej nomenklatury i uwłaszczania się na majątku narodowym, bo to nie blog historyczny, ani tym bardziej o polityce. Przeciętny Polak do 1989 roku na zachodzie nie był, a na pewno nie uczył się na zachodnich uniwersytetach. Za to każdy przeciętny Polak miał ochotę na romans z biznesem.</p>



<p> </p>



<h4 class="wp-block-heading">Nasza ówczesna wiedza o biznesie i pieniądzach: Carringtonowie i Niewolnica Isaura jadący Trabantem.</h4>



<p>Na początku muszę przypomnieć, że wychowałem się w ciekawych czasach. Braki w sklepach, masło, cukier i mięso na kartki, każdy ma pracę, ale nie jest ona nikomu potrzebna. Ludzie mają czas i pieniądze, tyle tylko, że nic nie mogą za to kupić. Domy wycenia się w prawdziwych pieniądzach – czyli dolarach, ale zarabia się miesięcznie kwoty w złotówkach o wartości 2 śniadań na zachodzie Europy. Paszporty leżą na Milicji, a właściwie w UB i poza krajami socjalistycznymi, wszędzie indziej trzeba było mieć wizy. WOW</p>



<p>I nagle po 4 czerwca 1989 wszytko się zmienia, skaczemy w wolnorynkowe warunki z głową pełną marzeń i całkowitym brakiem wiedzy jak to działa. Nie wiem, może tylko ja miałem taki mętlik w głowie. Z jednej strony, byłem szczęśliwcem i widziałem kraje Europy zachodniej i jak tam żyli ludzie, ale też widziałem nędzę i bylejakość krajów, (jak to się kiedyś mówiło), byłych Krajów Demokracji Ludowej. Krajów gdzie nie rządził lud i gdzie nie było demokracji. Przy tym, byliśmy wielopokoleniowo indoktrynowani i nawet nie zdawaliśmy sobie sprawy z tego. </p>



<p>Pamiętam, jako „kaszojad” miałem książeczkę dla dzieci, taką kolorową i pełną rysunków. Była o zmaganiach dwóch samochodów: „dobrego” (bo socjalistycznego) białego i delikatnego Trabanta oraz „złego” (bo kapitalistycznego) czarnego i agresywnego Mercedesa. Taka socrealistyczna apoteoza walki Dawida z Goliatem.</p>



<div class="wp-block-image"><figure class="aligncenter size-large"><img fetchpriority="high" decoding="async" width="799" height="533" src="https://kasjanski.pl/wp-content/uploads/2021/04/Kasjanski-blog-o-przedsiebiorczosci-lata-90-te-2.jpg" alt="kasjanski.pl Blog o przedsiębiorczości cepeliada lata 90-te Trabant
" class="wp-image-2510" srcset="https://kasjanski.pl/wp-content/uploads/2021/04/Kasjanski-blog-o-przedsiebiorczosci-lata-90-te-2.jpg 799w, https://kasjanski.pl/wp-content/uploads/2021/04/Kasjanski-blog-o-przedsiebiorczosci-lata-90-te-2-300x200.jpg 300w, https://kasjanski.pl/wp-content/uploads/2021/04/Kasjanski-blog-o-przedsiebiorczosci-lata-90-te-2-768x512.jpg 768w" sizes="(max-width: 799px) 100vw, 799px" /><figcaption>Trabant inaczej zwany mydelniczką z powodu materiału z którego był zrobiony. &#8222;Dobry&#8221; bo nie rdzewiał i był biały <img src="https://s.w.org/images/core/emoji/17.0.2/72x72/1f609.png" alt="😉" class="wp-smiley" style="height: 1em; max-height: 1em;" /><br>Photo by&nbsp;<a href="https://foter.co/a6/7c90b7">Adrian Kot</a>&nbsp;on&nbsp;<a href="http://Foter.com">Foter.com</a></figcaption></figure></div>



<p>A na temat wspaniałości zachodu oglądaliśmy tasiemcowe telenowele opowiadające o życiu przebogatych Carringtonów w serialu Dynastia i identyfikowaliśmy się z biedą brazylijskich niewolników i Niewolnicy Isaury. To chyba taki standardowy zestaw wyobrażeń jak działa kapitalizm. Może niektórzy pamiętali jeszcze, że przed wojną, sklep najlepiej umieli prowadzić Żydzi, ale oni to mieli podobno w genach, a do tego całkowicie zniknęli z polskiego krajobrazu.</p>



<p>I tak na początku lat 90-tych, w znakomitej większości byliśmy naiwni, zakompleksieni i bez znajomości mechanizmów wolnorynkowych. Zaczęły się czasy bezrobocia, brak prawnej ochrony w interesach (pobieżna implementacja przedwojennego jeszcze Kodeksu Handlowego), a co najgorsze brak doświadczenia.</p>



<p>Dla tego też mam nietypowe skojarzenia ze zmianą ustroju polityczno-ekonomicznego w Polsce w końcówce lat 80-tych. Zmiana ta kojarzy mi się z Krystle Carrington i Niewolnicą Isaurą jadących białym, plastikowym i „dobrym” Trabantem <img src="https://s.w.org/images/core/emoji/17.0.2/72x72/1f642.png" alt="🙂" class="wp-smiley" style="height: 1em; max-height: 1em;" /></p>



<p> </p>



<h4 class="wp-block-heading">Co wybierasz, łóżko czy szczęki? A może stadion? Czyli czas faksów, budek telefonicznych i mocnych trampek.</h4>



<div class="wp-block-image"><figure class="aligncenter size-large"><img decoding="async" width="798" height="600" src="https://kasjanski.pl/wp-content/uploads/2021/04/Kasjanski-blog-o-przedsiebiorczosci-lata-90-te-3.jpg" alt="Kasjański.pl Blog o przedsiębiorczości Cepeliada lata 90-te Ostatni dzień handlu stadion" class="wp-image-2511" srcset="https://kasjanski.pl/wp-content/uploads/2021/04/Kasjanski-blog-o-przedsiebiorczosci-lata-90-te-3.jpg 798w, https://kasjanski.pl/wp-content/uploads/2021/04/Kasjanski-blog-o-przedsiebiorczosci-lata-90-te-3-300x226.jpg 300w, https://kasjanski.pl/wp-content/uploads/2021/04/Kasjanski-blog-o-przedsiebiorczosci-lata-90-te-3-768x577.jpg 768w" sizes="(max-width: 798px) 100vw, 798px" /><figcaption>Ostatni dzień handlu na koronie Stadionu X-lecia, Warszawa &#8211; <a href="https://pl.wikipedia.org/wiki/Wikipedysta:Masti">https://pl.wikipedia.org/wiki/Wikipedysta:Masti</a></figcaption></figure></div>



<p>Jak wytłumaczyć młodemu pokoleniu, że można nie mieć dostępu do telefonu, a powszechna wtedy budka telefoniczna, o ile działa, to najlepsze narzędzie na start biznesu? Na przełomie tych dwóch światów, bardzo wielu ludzi zaczynało swoją przygodę z kapitalizmem dzwoniąc z budki telefonicznej. Wielu korzystało z telefonu w pracy, a faks w zasięgu ręki to było największe szczęście. Pamiętam kolegę, który chcąc umawiać spotkania z klientami stał w deszczu pod takim pół-daszkiem z budką telefoniczną i godzinę dzwonił moknąc. Miał za to świetne wyniki i wyprzedzał konkurencję pomimo braku telefonu w domu. Bo i z domu wielu ludzi zaczynało swoje firmy. Taki widok, jak może pamiętacie, Czaruś Pazura dzwoniący z budki w filmie „Nic śmiesznego” z 1995 roku. </p>



<p>To były czasy takiej ogromnej kreatywności, takiego trochę klejenia na ślinę i plaster. Ale działało. Na przykład handel. System sklepów państwowych upada, hipermarketów jeszcze nie ma, a lud chce kupować. To pozwala na najprostszy biznes świata &#8211; można handlować. Więc każdy handluje czym tylko może i gdzie może. A robić to można najłatwiej na łóżku polowym rozkładanym na rogu ulicy, albo w przejściu podziemnym. A może na stadionie? Stadiony nie działają, bo sport dotowany przez państwo się skończył. Tak więc, lokalni włodarze zdecydowali o zamianie stadionów na ogromne targowiska. W ten sposób powstają te słynne stadiony-rynki w Warszawie czy też u nas handelek mydłem i powidłem na targu stadionowym w Białymstoku. Mieliśmy nawet dwa takie stadiony, na ul. Kawaleryjskiej i na ul. Jurowieckiej. </p>



<p>Bardzo wielu ludzi w tamtym czasie odnalazło się w handlu, nic prostszego. To najstarszy biznes świata – kupił taniej a sprzedał drożej. Pamiętam czasy, gdy ci bardziej obrotni zamieniali swe łóżka polowe na tzw. szczęki (takie blaszane stargany rozkładane, wyglądające jak szczęki Godzilli). Pod koniec lat 90-tych szczęki przy dobrej alejce na rynku przy Kawaleryjskiej kosztowały tyle co mieszkanie. Bo tam też robiło się biznes. Z takich szczęk w dobrej lokalizacji można było naprawdę dobrze prosperować.</p>



<p>Poza tym transport. Samochód był wskaźnikiem luksusu, a nie normalnym środkiem transportu. Wielu używało dobrego obuwia, sam pamiętam jak jednym z moich pierwszych zajęć jako wolny strzelec, było bieganie po mieście od firmy do firmy i zbieranie zamówień na reklamy w gazecie. Kurczę, kto dziś ogłasza się jeszcze w codziennej gazecie?</p>



<p>Pamiętam lata, gdy nie miałem jeszcze samochodu, gdy niezbędne podróże na początku mojej firmy oparłem na podróżach pociągiem. Do tego stopnia się wyrobiłem, że miałem w głowie pełny rozkład pociągów dalekobieżnych stacji Białystok. A w tamtych czasach jeździło jeszcze dużo pociągów.</p>



<p>Patrząc z perspektywy trzech dekad widać, że wielu nie zauważyło zmian na rynku oraz dynamicznego rozwoju Polski, a po nieuniknionym wejściu na Polski rynek sklepów wielkopowierzchniowych, ich stargany, szczęki i budki nie przerodziły się w dochodowe sklepy. Po prostu znikły z widoku. A już zupełnie niewielu tamtejszych przedsiębiorców poradziło sobie z kolejną wielką zmianą, przeniesieniu się handlu do „internetów”</p>



<p> </p>



<h4 class="wp-block-heading">Kapitalizm bez kapitału. Czyli koło fortuny się toczy.</h4>



<div class="wp-block-image"><figure class="aligncenter size-large"><img decoding="async" width="800" height="533" src="https://kasjanski.pl/wp-content/uploads/2021/04/Kasjanski-blog-o-przedsiebiorczosci-lata-90-te-4.jpeg" alt="Kasjanski.pl Blog o przedsiębiorczości Cepeliada lat 90-te Kapitał" class="wp-image-2512" srcset="https://kasjanski.pl/wp-content/uploads/2021/04/Kasjanski-blog-o-przedsiebiorczosci-lata-90-te-4.jpeg 800w, https://kasjanski.pl/wp-content/uploads/2021/04/Kasjanski-blog-o-przedsiebiorczosci-lata-90-te-4-300x200.jpeg 300w, https://kasjanski.pl/wp-content/uploads/2021/04/Kasjanski-blog-o-przedsiebiorczosci-lata-90-te-4-768x512.jpeg 768w" sizes="(max-width: 800px) 100vw, 800px" /><figcaption>Po prostu kapitał. Photo by&nbsp;<a href="https://foter.co/a6/7d9e9c">renata mascarello /</a>&nbsp;on&nbsp;<a href="https://foter.com/re8/36ec07">Foter.com</a></figcaption></figure></div>



<p>Nie wszyscy w tych czasach rozumieli, że wyrażenie kapitalizm pochodzi od słowa kapitał, czyli inaczej mówiąc pieniądze. Każdy chciał zarabiać jako przedsiębiorca, ale prawie wszyscy mieli brak pieniędzy na start swojego biznesu. Często też ludziom którzy coś ciekawego uruchomili i zaczęli nawet nieźle zarabiać, zabrakło elementarnej wiedzy o finansach i zarządzaniu firma. Nagminne było mieszanie portfeli, wkładanie obrotu jak zysku do prywatnego portfela właściciela, przejadanie zysków i życie ponad stan. Taki polskie „zastaw się, a postaw się”. A firmy na tym, cierpiały i to bardzo. Wielu się zadłużało, nie płaciło podatków lub składek na ZUS. W następstwie tego pojawiał się komornik i stemplował szafę. </p>



<p>Jeszcze gorzej było gdy kapitał pochodził z nieformalnych źródeł. Wtedy, w tamtych niebezpiecznych czasach przychodził łysy, barczysty pan bez szyi, ale za to z kijem bejsbolowym. Mieliśmy wtedy chyba największy współczynnik ilości sprzedanych kijów bejsbolowych na głowę zawodnika tej dyscypliny. Nie pamiętam, czy wtedy w Polsce były chociaż dwie drużyny grające w bejsbol. Dzisiaj w ekstralidze mamy ich zaledwie sześć.</p>



<p>Nie wiedzieliśmy wtedy, że w każdym rodzaju biznesu są cykle rozwojowe i wahania rynkowe. Generalnie panowało wieczne niedoinwestowanie.</p>



<p>Nagminne i tragiczne w skutkach było niepłacenie faktur. Pamiętam, że gdy na początku lat 2000-ych sprzedałem swoją mikro przetwórnię spożywczą, to dałem na mszę z wdzięczności, że udało mi się wyegzekwować płatności za wszystkie dostarczone przeze mnie towary i faktury.</p>



<p>Temat kont bankowych, kredytów i leasingów wcale nie stał lepiej. Opowiem Wam o moim pierwszym biznesowym fochu. Świeżo po zarejestrowaniu działalności gospodarczej w urzędach, pobiegłem do banku założyć konto. Poszedłem do takiego najbardziej prozachodniego jak mi się wtedy wydawało. Tego co teraz ma logo z żubrem. W tamtych czasach był to bank dewizowy, to tam trzymało się prawdziwe pieniądze czyli dolary w czasach komuny.&nbsp; Z powodu takiego pokomunistycznego wizerunku, nadal uchodził on za nowoczesny i zachodni.</p>



<p>Zachodzę, wyobraź sobie, taki studenciak pełen zachwytu nad faktem, że mam swoja firmę i wyłuszczam paniusi w okienku, że chcę założyć u nich konto. Kobieta pooglądała mój wpis do ewidencji gospodarczej, parsknęła, prychnęła, wydęła wargi w cynicznym uśmieszku i powiedziała: takich małych firm to my nie obsługujemy. Jak widać rozmiar ma znaczenie <img src="https://s.w.org/images/core/emoji/17.0.2/72x72/1f609.png" alt="😉" class="wp-smiley" style="height: 1em; max-height: 1em;" /> Nie wiem jak to się stało, ale do dzisiaj ani jedna moja złotówka nie powędrowała do tego banku. Jakoś się zaparłem i w późniejszych poszukiwaniach banku, konta czy innych produktów bankowych, nie brałem tego banku w ogóle pod uwagę. Taki mój bankowy foch. </p>



<p>To były też czasy bardzo drogich telefonów komórkowych oraz pierwszych komputerów używanych w firmie. Ludzie tak bardzo chcieli posiadać taki walizkowy telefon, że brali taki sprzęt w leasingu. To nic, że nie było zasięgu sieci komórkowej i nie można było się nigdzie dodzwonić. Oni szli po mieście z telefonem-walizką w ręku. Wyglądali poważnie, bogato i profesjonalnie. W tym też czasie powstało bardzo dużo firm leasingowych zgodnie z hossą na rynku finansowania biznesowego.</p>



<p>Ja sam, chcąc mieć komputer, dobrze pamiętam moją przygodę z leasingiem. Wyszukałem najbardziej wiarygodną firmę leasingową – Bank Gdański Leasing i dokonałem zakupu. Wiadomo jest, że sprzęt przez cały okres leasingu, aż do momentu wykupu należy do leasingodawcy. Rozumiemy też, zwykła firma leasingowa może upaść ale firma której właścicielem jest nie jakiś Jan Kowalski, ale sam Bank Gdański? Spłacałem solidnie raty leasingowe i na 1 czy 2 raty przed końcem czyli przed wykupem komputera, dostałem list o postawieniu BG Leasing w stan upadłości. Wezwano mnie do zwrotu „prawie” mojego sprzętu. No nie, „bankowy” leasing upada? To się nie zdarzyło do tej pory. To był mój Czarny Łabędź z książki Nassima.</p>



<p>Okazało się, że byłem w 8 kategorii wierzycieli, więc szanse na wykup sprzętu miałem znikome. Ale jak to się często w życiu zdarza, kto jest wystarczająco uparty, a do tego grzeczny i lubiany – udało mi się jakoś ten komputer cało wykupić.</p>



<p> </p>



<h4 class="wp-block-heading">A wzorce? Skąd mam wiedzieć co robić?</h4>



<p>Dzisiejsze społeczeństwo nie wyobraża sobie czasów bez ogromu dostępnych szkoleń, wszelkiej maści coachów, uczelni i szkół biznesu oraz YouTube z masą podpowiedzi. Skąd czerpać wzorce, kto może podpowiedzieć, doradzić? Przecież jeszcze wczoraj, cały otaczający nas świat kpił z badylarzy, cinkciarzy i wszelkiej maści prywaciarzy. Te określenia to była obelga. A tu nagle trzeba samemu prowadzić firmę i za wszystko być odpowiedzialnym. </p>



<p>Przedwojenne pokolenie ludzi biznesu albo zginęło na wojnie, albo w Katyniu, zostało zamęczone w kazamatach UB jako element wrogi ustrojowo. W najlepszym razie zdążyli wyemigrować lub nie wrócić do kraju. Izraelici zaś, naród z którym współistnieliśmy na tych terenach od wielu wieków, a który znał się na robieniu biznesów niejako z wychowania. Naród ten został całkowicie wymordowany przez Niemców w czasie ostatniej wojny. Skąd czerpać wiedzę, wzorce?</p>



<p>Osobiście uważam siebie za szczęściarza pod wieloma względami. Po pierwsze mogłem na wsi u dziadków widzieć tą podstawową, biznesową logikę małego gospodarstwa. Tą codzienną odpowiedzialność za wynik finansowy rolnika. Taka bazowa logika przyrody – aby zebrać trzeba posiać, trzeba zaryzykować, trafić w czas i do tego pracować od świtu do zmroku.</p>



<p>Jeździłem z rodzicami po wielu krajach środkowej Europy na wakacyjne handle – takie połączenie przyjemnego z pożytecznym. Po tym widziałem mojego ojca który po pracy, w piwnicy budował maszyny do swojej firmy, wtedy nazywanej dla niepoznaki rzemiosłem. I na koniec, a właściwie mój przedsiębiorczy początek, natrafiłem na prawdziwych „aniołów biznesu”, amerykańskich mentorów z USA i Polaków powracających z USA, którzy uczyli mnie na czym polega gra wolnorynkowa. Takie wręcz filmowe, amerykańskie nastawienie, że można spełniać swoje marzenia zakładając swoją firmę.</p>



<p>Z perspektywy czasu uważam, że te obserwacje, te podpowiedzi miały decydujący wpływ na moją karierę i moją przedsiębiorczość. Do dzisiaj uważam, że nie doceniamy roli szczerego, uczciwego mentora. Ponad wszelką cenę chcemy grać rolę Zosi Samosi. Na pewno wielu nie jest mentalnie gotowych do okazania wdzięczności za czyjąś pomoc, a wielu po prostu nie ma dostępu do mentorów, przy tym uczciwych i zaangażowanych w sukces mentorowanego.</p>



<h4 class="wp-block-heading">A może jakaś szkoła?</h4>



<p>Co do szkół to nie chcę uogólniać, opowiem tylko o moich przygodach ze szkolnictwem wyższym. Po ustabilizowaniu firmy i regularnym generowaniu finansowego spokoju rodzinie, zapragnąłem dokończyć rzeczy niedokończone, czyli osiągnąć wyższe wykształcenie. Jako, że od ponad 20-tu lat nie miałem kontaktu z ekologią (moim pierwszym wyborem studiów), a za to związałem się z biznesem, postanowiłem zmienić kierunek i pójść na studia biznesowe. Wybrałem najlepszą prywatną uczelnię zarządzania i marketingu w regionie. Wtedy to postanowiłem sprawdzić na własnej skórze moje wątpliwości co do jakości takiej edukacji. </p>



<p>Czy szkoły finansów, zarządzania i marketingu uczą biznesu, czy tylko szkolą pracowników do pracy w czyichś biznesach. Jakie mam obserwacje? Nie uwierzycie, co wam teraz napiszę. Studiowałem w prywatnej szkole wyższej. Z moich wszystkich wykładowców, chyba tylko 2 lub 3 miało jakikolwiek realny kontakt z prowadzeniem firmy. I do tego, często była to firma szkoleniowa lub jakaś forma konsultingu.</p>



<div class="wp-block-image"><figure class="aligncenter size-large"><img loading="lazy" decoding="async" width="601" height="768" src="https://kasjanski.pl/wp-content/uploads/2021/04/Kasjanski-blog-o-przedsiebiorczosci-lata-90-te-5.jpeg" alt="Kasjanski.pl Blog o przedsiębiorczości Cepeliada lat 90-te Plan 6-letni" class="wp-image-2514" srcset="https://kasjanski.pl/wp-content/uploads/2021/04/Kasjanski-blog-o-przedsiebiorczosci-lata-90-te-5.jpeg 601w, https://kasjanski.pl/wp-content/uploads/2021/04/Kasjanski-blog-o-przedsiebiorczosci-lata-90-te-5-235x300.jpeg 235w" sizes="(max-width: 601px) 100vw, 601px" /><figcaption>Plan 6-letni jako pierwowzór biznesplanu? Że niby jak?<br>Foto: Kazimierz Sayse-Tobiczyk, Public domain, via Wikimedia Commons</figcaption></figure></div>



<p>Rekordem wszechczasów były wykłady profesora belwederskiego który był tam wykładowcą chyba tylko ze względu na jego tytuł potrzebny uczelni do akredytacji. Bardzo, bardzo leciwy pan profesor prowadził przedmiot który nosił nazwę Biznesplan. I nie uwierzycie, na samym początku wykładów uprzedził, że będzie używał foliogramów (to taka archaiczna forma rzutnika obrazów na ekran) i uwaga, do tego foliogramów o socjalistycznym Planie 5-letnim. Argumentował to tym, że socjalistyczny plan 5-letni był taką formą biznesplanu. Przypominam, że było to po roku 2010.</p>



<p>Tak więc mądra, biznesowa nazwa uczelni nie gwarantuje praktycznej wiedzy do dzisiaj. Mamy w Polsce cały czas jeszcze problem z posocjalistyczną inflacją znaczenia niektórych pojęć.</p>



<p> </p>



<h4 class="wp-block-heading">Uprzedzenia, paradygmaty i biznesowe przekonania. Takie „każdy Polak to inżynier, polityk, lekarz i biznesmen w jednym”.</h4>



<div class="wp-block-image"><figure class="aligncenter size-large"><img loading="lazy" decoding="async" width="800" height="532" src="https://kasjanski.pl/wp-content/uploads/2021/04/Kasjanski-blog-o-przedsiebiorczosci-lata-90-te-6.jpeg" alt="Kasjanski.pl Blog o przedsiębiorczości Cepeliada lat 90-te Polak ekspert od wszystkiego" class="wp-image-2516" srcset="https://kasjanski.pl/wp-content/uploads/2021/04/Kasjanski-blog-o-przedsiebiorczosci-lata-90-te-6.jpeg 800w, https://kasjanski.pl/wp-content/uploads/2021/04/Kasjanski-blog-o-przedsiebiorczosci-lata-90-te-6-300x200.jpeg 300w, https://kasjanski.pl/wp-content/uploads/2021/04/Kasjanski-blog-o-przedsiebiorczosci-lata-90-te-6-768x511.jpeg 768w" sizes="(max-width: 800px) 100vw, 800px" /><figcaption>Polak to ekspert od wszystkiego. Czyli uczyć się nie musi, to dla mięczaków. <br>Photo by&nbsp;<a href="https://foter.co/a6/e3fef3">JD Hancock</a>&nbsp;on&nbsp;<a href="http://Foter.com">Foter.com</a></figcaption></figure></div>



<p>Nie bardzo chce teraz pisać o tych legendarnych przekonaniach, że „dobre bo niemieckie”, że ładne bo włoskie itp. Mam na myśli bardziej szkodliwe przekonania na temat biznesu. Jest ich kilka. Widziałem to w latach 90-tych i uważam, że pokutują do dziś. Do tego są szkodliwe i nie odpowiadają faktom.</p>



<p>Zapytajcie o powody porażki kogoś, kto miał firmę, ale już jej nie prowadzi. Prawie nigdy nie powie uczciwie, że sam czegoś nie wiedział, nie rozumiał czy nie chciał zrobić. Zawsze znajdzie się jakieś ładnie brzmiące usprawiedliwienie. Wiele jest takich biznesowych legend w które wielu ludzi cały czas wierzy. Patrząc od początku polskiej przedsiębiorczości, widzę pewne powtarzające się problemy. Do najczęstszych mentalnych min na drodze do sukcesu zaliczyłbym:</p>



<p>&#8211; Mentalność dobrych „dili”, czyli tak zwane biznesowe okazje i jednorazowe strzały. Nie do końca wiem z czego to wynika, ale podejrzewam, że z chciwości i chytrości. Co by tu robić, aby się nie narobić, ale za to dużo zarobić. Często słyszę wręcz nutkę zachwytu u osób opowiadających, jak to ktoś zrobił interes życia i do tego bez wysiłku. Nie wiemy, że często pozostawił za sobą kontrahenta, który w odróżnieniu od naszego bohatera, nie zrobił „interesu stulecia” i liczy swoje starty na tym „dilu”. Jak to się czasem słyszy, a szczególnie często było to słyszane na początku polskiej wersji eldorado, biznesmeni dzielą się na dwie grupy: robiących interesy i wrobionych w interesy. Czasy w których stawiało się domy za marżę ze sprzedania jednego TIR-a bananów minęły bezpowrotnie. Domy zdrożały a banany staniały <img src="https://s.w.org/images/core/emoji/17.0.2/72x72/1f642.png" alt="🙂" class="wp-smiley" style="height: 1em; max-height: 1em;" /></p>



<p>&#8211; Brak myślenia długofalowego i brak cierpliwości – powody podobne do powyższych. Taka mentalność kawy rozpuszczalnej i mikrofalówki – ma być szybko i bez wysiłku.</p>



<p>&#8211; Całkowity brak umiejętności miękkich, brak szacunku do klientów i pracowników.</p>



<p>&#8211; Brak elastyczności, polotu i kreatywności – temat rzeka, pewnie na osobny wpis.</p>



<p>&#8211; Niechęć do uczenia się.</p>



<p>&#8211; Paraliżujący strach i zachowawczość.</p>



<p>&#8211; Kompletny chaos i bałagan w finansach.</p>



<p>&#8211; Podwójne standardy jakościowe, np. cennik zmieniany w zależności od podejrzewanej zasobności portfela klienta.</p>



<p>&#8211; Kombinowanie przy unikaniu opodatkowania, kreatywna, często podwójna księgowość, handelek bez faktury, oszukiwanie pracowników i wiele innych.</p>



<p> </p>



<h4 class="wp-block-heading">I chyba najważniejszy problem transformacji – niegotowość na zmiany.</h4>



<div class="wp-block-image"><figure class="aligncenter size-large"><img loading="lazy" decoding="async" width="800" height="487" src="https://kasjanski.pl/wp-content/uploads/2021/04/Kasjanski-blog-o-przedsiebiorczosci-lata-90-te-7.jpeg" alt="Kasjanski.pl Blog o przedsiębiorczości Cepeliada  Zmiany" class="wp-image-2519" srcset="https://kasjanski.pl/wp-content/uploads/2021/04/Kasjanski-blog-o-przedsiebiorczosci-lata-90-te-7.jpeg 800w, https://kasjanski.pl/wp-content/uploads/2021/04/Kasjanski-blog-o-przedsiebiorczosci-lata-90-te-7-300x183.jpeg 300w, https://kasjanski.pl/wp-content/uploads/2021/04/Kasjanski-blog-o-przedsiebiorczosci-lata-90-te-7-768x468.jpeg 768w" sizes="(max-width: 800px) 100vw, 800px" /><figcaption>Jedyne co jest niezmienne to ciągłe zmiany. <br>Photo by&nbsp;<a href="https://foter.co/a6/f7c07c">SomeDriftwood</a>&nbsp;on&nbsp;<a href="https://foter.com/re8/36ec07">Foter.com</a></figcaption></figure></div>



<p>Jest to przyczyna która nie zniknęła wraz z okrzepnięciem polskiego kapitalizmu. Co więcej, czas COVID-u jeszcze bardziej uwypuklił ten problem. Jest to brak odporności na coraz szybsze zmiany. Zmiany zarówno technologiczne, jak i czysto psychologiczne.</p>



<p>Ludzie startujący swoje biznesy w czasach hossy nie są kompletnie przygotowani na zmiany rynkowe czy naturalne cykle w gospodarce. Lata 90-te to fala praktycznie ciągłej prosperity w każdym niemal biznesie. Wielkie braki na rynku, tania siła robocza, polska kreatywność i umiejętność logicznego łączenia faktów w okazje biznesowe, spowodowała, że nagle każdy chce i zaczyna być biznesmenem. Właściwie za co się nie weźmiesz, zamienia się to w złoto. Począwszy od fali bezinwestycyjnych pomysłów na start swojej firmy bycie agentem ubezpieczeniowym, sprzedaż bezpośrednia, network marketing, drobne sklepy czy usługi. Punkty gastronomiczne, czy nowe branże jak np. telefonia komórkowa, dały szansę na zaistnienie nowym pokoIeniom przedsiębiorców.</p>



<p>A tu, mijają lata 90-te,  następują rynkowe korekty, przychodzą jakieś zmiany przyzwyczajeń zakupowych lub zmiany w technologii. I człowiek przyzwyczajony do ciągłego pasma nieustających sukcesów, załamuje się gdy jego firma trafia na pierwsze poważniejsze przeszkody. Podobnie jak inwestor który wszedł na rynek w dobie hossy, nie spodziewa się zmian warunków rynkowych. Może i o nich słyszał, ale przecież jego to nie dotknie. &nbsp;A jak wiemy, fortuna kołem się toczy i regularnie warunki się zmieniają. Człowiek nieznający czasów dekoniunktury, nie potrafi się odnaleźć się w nowych (specjalnie nie pisze gorszych) warunkach. Tak to firmy upadają, a rynek przejmuje konkurencja. </p>



<p>Bardzo ciekawy przykład mamy w centrach miast. Na przykład ulica Lipowa w Białymstoku. Na tej samej ulicy: w lata 90-te dominują sklepy, lata 2000-ne to banki, a po 2010 same restauracje i ogródki piwne. Jedna ulica kilka całkowitych zwrotów akcji. I ci którzy przespali te zmiany lądują z pustym portfelem. Podobnie właściciele najróżniejszych sklepów którzy zignorowali masową i nieodwracalną migrację klienta do internetu. Ta nieelastyczność i sztywność w myśleniu to także jest pokłosie złotodajnych, ale przemijających czasów lat 90-tych.</p>



<p>Szerzej o moich przygodach na stronie <a href="https://kasjanski.pl/zaczynamy-przedsiebiorczosc/" target="_blank" rel="noreferrer noopener">https://kasjanski.pl/zaczynamy-przedsiebiorczosc/</a></p>



<h4 class="wp-block-heading">„To se ne vrati, pane Havranek” – I dobrze.</h4>



<p>Tytułowe zdanie z kultowego czechosłowackiego (tak, było kiedyś takie państwo) serialu „Nemocnice na kraji města” pasuje jak ulał do czasów startu polskiego kapitalizmu lat 90-tych. Nie ma co tak tęsknić do lat minionych bo już minęły i kropka. Było fajnie, było ciekawie, czasem strasznie, ale było. Było i minęło.</p>



<p>I marzy mi się, abyśmy umieli wyciągać wnioski z przeszłości. Aby nigdy samemu sobie nie powiedzieć zdania z cytowanego powyżej filmu. Zdania które wypowiedział doktor Strossmayer: „Gdyby głupota miała skrzydła, latałaby pani jak gołębica”. Uczmy się na historii, ale jej nie powtarzajmy.</p>



<div class="wp-block-image"><figure class="aligncenter size-large"><img loading="lazy" decoding="async" width="799" height="533" src="https://kasjanski.pl/wp-content/uploads/2021/04/Kasjanski-blog-o-przedsiebiorczosci-lata-90-te-8.jpeg" alt="Kasjanski.pl Blog o przedsiębiorczości Cepeliada  Gołębica" class="wp-image-2520" srcset="https://kasjanski.pl/wp-content/uploads/2021/04/Kasjanski-blog-o-przedsiebiorczosci-lata-90-te-8.jpeg 799w, https://kasjanski.pl/wp-content/uploads/2021/04/Kasjanski-blog-o-przedsiebiorczosci-lata-90-te-8-300x200.jpeg 300w, https://kasjanski.pl/wp-content/uploads/2021/04/Kasjanski-blog-o-przedsiebiorczosci-lata-90-te-8-768x512.jpeg 768w" sizes="(max-width: 799px) 100vw, 799px" /><figcaption>„Gdyby głupota miała skrzydła, latałaby pani jak gołębica” <br>Photo by&nbsp;<a href="https://foter.co/a6/9daf17">LB Photo.</a>&nbsp;on&nbsp;<a href="http://Foter.com">Foter.com</a></figcaption></figure></div>



<p>To co od tamtych czasów bardzo się poprawiło, to uznanie roli kobiety jako przedsiębiorcy. O roli wspaniałych kobiet przedsiębiorczych piszę <a href="https://kasjanski.pl/kobieta-przedsiebiorcza-byc/">tutaj</a>.</p>
<p>Artykuł <a href="https://kasjanski.pl/cepeliada-lata-90-te/">Cepeliada, lata 90-te.</a> pochodzi z serwisu <a href="https://kasjanski.pl">Kasjanski.pl</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://kasjanski.pl/cepeliada-lata-90-te/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>2</slash:comments>
		
		
		<post-id xmlns="com-wordpress:feed-additions:1">2506</post-id>	</item>
		<item>
		<title>Razem czy osobno? Robić coś wspólnie z żoną/mężem? A może wspólna firma? Mity wspólnotowe &#8211; czyli Singlom wstęp (nie)wzbroniony.</title>
		<link>https://kasjanski.pl/razem-czy-osobno-robic-cos-wspolnie-z-zona-mezem-a-moze-wspolna-firma-zebranie-zarzadu/</link>
					<comments>https://kasjanski.pl/razem-czy-osobno-robic-cos-wspolnie-z-zona-mezem-a-moze-wspolna-firma-zebranie-zarzadu/#comments</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Tomasz Kasjański]]></dc:creator>
		<pubDate>Thu, 08 Apr 2021 18:16:00 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Biznes]]></category>
		<category><![CDATA[Osobiste]]></category>
		<category><![CDATA[mentor]]></category>
		<category><![CDATA[praca nad sobą]]></category>
		<category><![CDATA[relacje]]></category>
		<category><![CDATA[rodzina]]></category>
		<category><![CDATA[rozwój osobisty]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://kasjanski.pl/?p=2447</guid>

					<description><![CDATA[<p>Zarzut 1: Tak już powinno być i kropka. „Chłopy na pole, a Baby do garów”. Wcale nie lepiej jest z innym schematem. „Kobiety na traktory, a faceci do przedszkoli” (bardzo proszę nie identyfikować autora z powyższymi stwierdzeniami). Chłopie, zwariowałeś? Pracujesz z żoną? I do tego własną? 😉 No tak, bardzo częsta reakcja gdy mówię że prowadzimy naszą firmę wspólnie, razem z żoną. Działamy ręka w rękę od ponad dwóch dekad i jakoś tak z każdym rokiem czujemy się w tym lepiej i lepiej. Mam na myśli naszą sytuację, a kto nas zna, ocenia to jako naturalny stan rzeczy w naszym domu. O wspaniałych, przedsiębiorczych kobietach piszę tutaj. Chcę się podzielić moim spojrzeniem na ten problem nie z punktu widzenia porad prawnych, czy podatkowych, ale czysto praktycznych i „okołożyciowych”. Przyznam jednak, że nie zawsze tak myślałem. Co więcej, gdy spotykam się z ostrą krytyką takiej małżeńskiej współpracy, zawsze staram się odgadnąć motywy takich wypowiedzi. Co więcej, pomyślmy ile takich obiegowych opinii i rad życiowych często powtarzamy bezwiednie na zasadzie: tak jest i kropka. Bo tak mówił dziadek, starszy kolega czy sąsiad. A kto Ciebie uczył szynkę na święta przyrządzać? Tutaj przypomina mi się słynna anegdota z szynką w garnku. Córka pierwszy raz zabiera się za przygotowanie szynki na święta. Pamięta, jak jej matka tłumaczyła, że zawsze trzeba obciąć brzegi szynki przed włożeniem do garnka. Córka posłusznie obcina te brzegi, ale nie daje jej spokoju ciekawość o powody takiego przygotowania mięsa. Pyta więc matkę i otrzymuje odpowiedź: &#8211; Bo tak trzeba – mówi rodzicielka. &#8211; No ale dlaczego? – docieka przyszła zwyciężczyni Master Chefa. &#8211; Bo tak trzeba i już. Babcia tak robiła. Na co córka dzwoni do babci i pyta o motywy okrajania brzegów szynki. Na co babcia z rozbrajającą szczerością: &#8211; Kochanieńka, moja brytfanna była za mała i szynka się w niej nie mieściła. I tak z ojca na syna, z dziada na dziada…. Mam wrażenie, że podobnie sprawy się mają w temacie relacji damsko-męskich. Synowie powielają błędy ojców, a ci swoich ojców i tak od bez końca. U nas na Podlasiu U nas na Podlasiu podejście mężczyzn do kobiet jest dużo bliższe wschodnim standardom niż zachodnim. Między innymi w tym upatruję genezę podejścia na Macho i Samca Alfa w temacie zarabiania pieniędzy oraz roli kobiety w domu. Zaradny facet to oczywiście wspaniała sprawa. Chyba nad tym nie ma dyskusji. Ale te nasze wzorce kulturowe relacji małżeńskich utrudniają podejmowanie racjonalnych decyzji w temacie wspólnego prowadzenia rodzinnej firmy. Żeby nie było tak jednostronnie, to mam też przykłady innego podejścia do tego tematu. Znam spółkę trzech kolegów, która działa bez większych zawirowań chyba ostatnie 35 lat. Wspólnicy, panowie, maja jedną żelazną zasadę: żonom do firmy wstęp zakazany. Ale to chyba przykład na inny problem. W tym przypadku zagrały też rolę wzorce tradycyjne, kulturowe. Żonom tak było wygodniej i one również prezentowały tradycyjny stosunek do roli kobiety w rodzinie. W dzisiejszych czasach, gdy zmieniają się granice pomiędzy rolami płciowymi, wielu ludzi będzie musiało zrewidować swoje poglądy na te tematy. Myślę, że jakiekolwiek schematy, czy: „Kobiety na traktory lub do hut” czy to „Kobiety do garów” są krzywdzące i po prostu prostackie. Pozwólmy swoim żonom i mężom wybrać swoje miejsce w życiu. Podsumowując ten wątek, chcę zadać Ci pytanie na temat genezy Twojego stosunku do Waszych ról w rodzinie. Czemu myślisz tak jak myślisz? Skąd wiesz to co wiesz? I skąd wzięły się Twoje poglądy w tej sprawie? Masz może jakieś osobiste doświadczenia w tym temacie? A może są to tylko obiegowe opinie? Zarzut nr 2: Mieć szefa w domu?&#160; A czy przypadkiem teraz to nie masz szefa w domu? Pewnie myślisz, że sam jesteś szefem 😉 Wiele razy słyszę, że nie będę prowadzić wspólnej firmy ze współmałżonkiem, bo nie chce mieć szefa w domu. I to szczególnie mnie śmieszy, gdy te słowa wypowiada facet. Proszę nie rzucać we mnie pomidorami, ale nie jestem ślepy. Nie spotkałem domu, w którym rządziłby facet. Co więcej, jak mawia Dorota (moja szefowa ;)), kobiety inteligentne sprawiają takie pozory, aby facet myślał że rządzi. I chyba każdy słyszał porzekadło o głowie domu i szyi, która tą głową kręci. U nas w domu podzieliliśmy się strefami za które jesteśmy odpowiedzialni. Ja bym tego szefowaniem nie nazwał. Ja nazywam to strefą odpowiedzialności, a nie rządzenia innymi. Myślenie kategoriami szef-podwładny wydaje mi się takim odpryskiem negatywnej strony mentalności pracownika. Taka trochę stara zasada rekruta w wojsku: Jak najdalej przełożonych, a jak najbliżej kuchni. Ponownie wyskakują z nas schematy bezwiednie powielane od pokoleń. Zarzut 3: Przecież się pozabijamy gdy będziemy całodobowo. Tu stoi pytanie, takie w formie papierka lakmusowego. Czy przypadkiem fakt takiego postawienia sprawy nie wynika z obawy o wypłynięcie na wierzch jakichś naszych problemów w relacjach? Oczywiście, nikt z nas nie jest automatem, mamy swoje emocje. Przyznam, że każdy potrzebuje swojej strefy wolności, swojego azylu. To nie jest tak, że zawsze będziemy jak papużki nierozłączki. W takich sytuacjach braku osobistej, mentalnej przestrzeni nasze relacje wcale się nie poprawiają.&#160; Z drugiej strony chyba jestem mało reprezentatywnym przykładem w tym temacie. Jako licealista przykleiłem się do koleżanki Doroty prawie całodobowo i przychodziłem często do niej przed lekcjami, razem szliśmy do szkoły, a po szkole razem spędzaliśmy czas przeznaczony na odrabianie lekcji. Następnie razem poszliśmy na ten sam kierunek studiów. W tamtym czasie ważniejsze było być razem niż to, jaki kierunek to będzie. Oczywiście są zwolennicy i przeciwnicy homogeniczności poglądów i pracy w tym samym zawodzie. My na pewno wyznajemy podobne zasady i mamy zbliżone poglądy, ale często myślimy inaczej. Nie jesteśmy klonami. Pamiętam, gdy lockdown w pandemii COVID-19 zmusił wiele małżeństw do całodobowego przebywania razem i niektórzy mieli z tym ogromny problem. W naszym wypadku nic się nie zmieniło. Od wielu lat razem pijamy poranną kawkę, jadamy śniadania, obiady i kolacje. Nam się nic nie zmieniło. I to stało się przy okazji wspólnego budowania firmy rodzinnej. Wypracowaliśmy bardzo dobrze samoregulujący się mechanizm. W naszej działalności sporo jest wyjazdów i po prostu raz na jakiś czas jedziemy oddzielnie. Czasami terminy konferencji się nakładają i wtedy jeździmy na nie oddzielnie. I to jest strefa naszego odreagowywania, zatęsknienia i czas na przemyślenia i wnioski. Do tego mieszkamy w wygodnym domu i możemy swoje biznesowe obowiązki wykonywać oddzielnie. Poza tym mamy swoje hobby i nie „wciągamy” w nie współmałżonka. Temat 4: Wasze relacje &#8211; czyli przy rozwodzie winne są zawsze dwie strony: 1. żona (wymiennie mąż) i 2. teściowa. Wszelkie obawy sprowadzają się do strachu i prostego: czy nasze relacje wytrzymają taką próbę. I to jest bardzo dobre pytanie. Mam przekonanie, że każdy w duchu marzy o wspaniałych relacjach i małżeństwach. I warto o to powalczyć. Może warto się czegoś nauczyć, może książki poczytać, a może czasem i do terapeuty warto trafić. Nie wiem. To trochę jak z nadwagą. Niekiedy metoda ŻP (żreć połowę) i trochę ćwiczeń wystarczy. A czasem trzeba pójść do specjalisty dietetyka i uzyskać wsparcie i poradę. Tą obawę o trwałość relacji warto przemyśleć. Nas spotkało ogromne szczęście. Na naszej drodze spotkaliśmy wspaniałe pary i rodziny. Nasi „Aniołowie Biznesu”, jak nazywam naszych mentorów, to są ludzie we wspaniałych, zdrowych wieloletnich związkach. Takich na całe życie. Od nich uczyliśmy się zarówno prowadzenia biznesu, jak i budowania silnego małżeństwa. Wartość zdrowej rodziny widzieliśmy jako jedną z nagród właściwie prowadzonej firmy. Pewnie dlatego tak promujemy biznesy rodzinne. Jeżeli Wam obojgu miałaby nie wyjść wspólna firma, to jakie masz szansę na szczęśliwą rodzinę? Dużo widziałem przykładów toksycznych relacji w domu. Czasami brak symetrii w relacjach aż kłuje w oczy. Czasem widzi się nawet domowego hegemona (niezależnie od płci). I takie pary wcześniej czy później musiały poprawić swoje relacje. W innym wypadku rozpadały się z powodu rozpuszczenia, wyparowania relacji. Podobają mi się symetryczne relacje w domu, gdzie ludzie mają ogromny szacunek do siebie, jasno określone strefy odpowiedzialności i prawdziwie przyjacielskie, partnerskie relacje. Co bardzo ważne, te strefy odpowiedzialności sami sobie ustalili, więc się tego pilnują. Wspólna firma może być katalizatorem zmian i to zmian na lepsze. Można tez zapytać czy wspólnik to przyjaciel? A współmałżonek nie powinien być przyjacielem? To czemu nie mógłby być wspólnikiem? Zachęcam do czytania książek. Kilka pozycji na dole wpisu. Temat albo sugestia nr 5.&#160; Randki – czyli zebranie zarządu. Dużo pracujemy z ludźmi i mamy ciekawe obserwacje. Najczęstszym problemem jest zła komunikacja między ludźmi. W rodzinach czy spółkach to widać bardzo wyraźnie. Takie „jechanie” na domysłach i powtarzanie tych samych błędów bez końca.&#160; Np.: „Przecież JA wiem co on/ona myśli”. Chyba każdy zna sytuacje par, którym z biegiem lat coś tam się wypaliło, coś tam wyblakło. Takie standardy, że on miał być wysportowany i mieć wytrenowany na siłowni „kaloryfer”. Zamiast tego ma „bojler”. A ona, często nieumalowana biega po domu cały dzień w dziurawych dresach lub nie daj Boże w pikowanej podomce. Wtedy najlepiej wprowadzić jakieś ożywcze zmiany. I tutaj wspólna firma może pomóc. Widzimy bardzo proste rozwiązania większości kłopotów pomiędzy wspólnikami-małżonkami. Zachęcam do wprowadzenia niezbędnego narzędzia w każdej firmie, czyli do zebrania zarządu. Mnóstwo ludzi uważa randki za atrybut czysto przedmałżeński. Coś na kształt marketingu przedwyborczego. Ona zawsze pięknie umalowana, on wysportowany i z czystymi paznokciami.&#160; A po ślubie – znów doganiają nas wzorce przodków, nasze kulturowe DNA &#8211; jak mawia mój mentor biznesowy. Nasze metody na zebranie zarządu My z Dorotą namawiamy każdą parę, aby nie kończyć ze zwyczajem chodzenia na randki po ślubie. Wręcz odwrotnie, zwiększyć ich nieodzowność. Może raz w miesiącu, może z inną częstotliwością, ale za to regularnie. Trzeba wyjść z domu i zrobić ZEBRANIE ZARZĄDU Waszej firmy, czyli rodziny.&#160; Gdy przy tym prowadzicie wspólną firmę to jeszcze lepiej, rozumiecie wagę takich wymian myśli, poglądów, marzeń, czy trosk. Czasem wymianę smutków lub potrzeb, ale zawsze „Ku Chwale Ojczyzny”. Z własnego doświadczenia podpowiem, że pierwsze kilka randek czy jak kto woli zebrań zarządu po dłuższej przerwie najlepiej zrobić w jakimś lokalu. Tam nie można rzucać talerzami. Jeżeli razi Cię słowo randka to zamień je na wyrażenie: zebranie zarządu. Ale nie bój się i rozmawiaj, komunikuj i walcz o lepszą firmę oraz związek. Temat 6: Jak to mówią w USA – Wuj Sam zawsze głodny. W USA personifikacją rządu jest mityczny Wuj Sam. Taki zawsze głodny Ciebie jako rekruta i Twoich pieniędzy jako podatków. Na tym blogu nie dowiesz się która forma prawno-podatkowa będzie najlepsza dla waszej firmy rodzinnej. Każdy ma inną sytuacje. Każda forma opodatkowania ma swoje zalety i wady. Czasami rodzaj działalności implikuje wybór formy opodatkowania. Znajdź mądrego doradcę podatkowego lub księgową i dopytaj co będzie najlepsze w twojej sytuacji. Polskie prawo przewiduje cały szereg form prowadzenia działalności gospodarczej. Po prostu, wybierz właściwie, płać podatki i śpij spokojnie. Podsumowując cały ten podniecający temat mogę żartobliwie zdradzić, że gdy nas spytają co robimy, my odpowiadamy, że prowadzimy ciekawe życie. Ja sypiam ze swoją sekretarka, a Dorota flirtuje ze swoim kierowcą. Zdecydowanie polecam robić takie zebranie zarządu we własnym małżeństwie prowadząc własną firmę. Firmę rodzinną. A do poprawy relacji w zarządzie polecam tytuły: &#8222;Osobowość Plus&#8221; Florence Littauer, &#8222;Pięć języków miłości&#8221; Gary Chapman, &#8222;Małżeństwo jakiego zawsze chcieliście&#8221; Gary Chapman, &#8222;Mężczyźni są z Marsa, kobiety z Wenus&#8221; John Gray, &#8222;Pozytywne profile osobowości&#8221; Robert Rohm</p>
<p>Artykuł <a href="https://kasjanski.pl/razem-czy-osobno-robic-cos-wspolnie-z-zona-mezem-a-moze-wspolna-firma-zebranie-zarzadu/">Razem czy osobno? Robić coś wspólnie z żoną/mężem? A może wspólna firma? Mity wspólnotowe &#8211; czyli Singlom wstęp (nie)wzbroniony.</a> pochodzi z serwisu <a href="https://kasjanski.pl">Kasjanski.pl</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[
<h4 class="has-text-align-left wp-block-heading">Zarzut 1: Tak już powinno być i kropka.</h4>



<p>„Chłopy na pole, a Baby do garów”. Wcale nie lepiej jest z innym schematem. „Kobiety na traktory, a faceci do przedszkoli” (bardzo proszę nie identyfikować autora z powyższymi stwierdzeniami).</p>



<div class="wp-block-image"><figure class="aligncenter size-large is-resized"><img loading="lazy" decoding="async" src="https://kasjanski.pl/wp-content/uploads/2021/04/Kasjanski-blog-o-przedsiebiorczosci-razem-czy-osobno-2.jpeg" alt="Kasjanski.pl Razem czy osobno Blog o przedsiębiorczości Kobiety na traktory. Zebranie zarządu" class="wp-image-2449" width="600" height="479" srcset="https://kasjanski.pl/wp-content/uploads/2021/04/Kasjanski-blog-o-przedsiebiorczosci-razem-czy-osobno-2.jpeg 800w, https://kasjanski.pl/wp-content/uploads/2021/04/Kasjanski-blog-o-przedsiebiorczosci-razem-czy-osobno-2-300x239.jpeg 300w, https://kasjanski.pl/wp-content/uploads/2021/04/Kasjanski-blog-o-przedsiebiorczosci-razem-czy-osobno-2-768x612.jpeg 768w" sizes="(max-width: 600px) 100vw, 600px" /><figcaption>&#8222;Kobiety na traktory, a faceci do przedszkoli&#8221; Photo by&nbsp;<a href="https://foter.co/a6/81564d">sycamoretrees</a>&nbsp;on&nbsp;<a href="http://Foter.com">Foter.com</a>&nbsp;</figcaption></figure></div>



<p>Chłopie, zwariowałeś? Pracujesz z żoną? I do tego własną? <img src="https://s.w.org/images/core/emoji/17.0.2/72x72/1f609.png" alt="😉" class="wp-smiley" style="height: 1em; max-height: 1em;" /> No tak, bardzo częsta reakcja gdy mówię że prowadzimy naszą firmę wspólnie, razem z żoną. Działamy ręka w rękę od ponad dwóch dekad i jakoś tak z każdym rokiem czujemy się w tym lepiej i lepiej. Mam na myśli naszą sytuację, a kto nas zna, ocenia to jako naturalny stan rzeczy w naszym domu. O wspaniałych, przedsiębiorczych kobietach piszę <a href="https://kasjanski.pl/kobieta-przedsiebiorcza-byc/">tutaj</a>.</p>



<p>Chcę się podzielić moim spojrzeniem na ten problem nie z punktu widzenia porad prawnych, czy podatkowych, ale czysto praktycznych i „okołożyciowych”.</p>



<p>Przyznam jednak, że nie zawsze tak myślałem. Co więcej, gdy spotykam się z ostrą krytyką takiej małżeńskiej współpracy, zawsze staram się odgadnąć motywy takich wypowiedzi. Co więcej, pomyślmy ile takich obiegowych opinii i rad życiowych często powtarzamy bezwiednie na zasadzie: tak jest i kropka. Bo tak mówił dziadek, starszy kolega czy sąsiad. </p>



<p>   </p>



<h4 class="wp-block-heading">A kto Ciebie uczył szynkę na święta przyrządzać?</h4>



<p>Tutaj przypomina mi się słynna anegdota z szynką w garnku. Córka pierwszy raz zabiera się za przygotowanie szynki na święta. Pamięta, jak jej matka tłumaczyła, że zawsze trzeba obciąć brzegi szynki przed włożeniem do garnka. Córka posłusznie obcina te brzegi, ale nie daje jej spokoju ciekawość o powody takiego przygotowania mięsa. Pyta więc matkę i otrzymuje odpowiedź:</p>



<p>&#8211; Bo tak trzeba – mówi rodzicielka.</p>



<p>&#8211; No ale dlaczego? – docieka przyszła zwyciężczyni Master Chefa.</p>



<p>&#8211; Bo tak trzeba i już. Babcia tak robiła.</p>



<p>Na co córka dzwoni do babci i pyta o motywy okrajania brzegów szynki. Na co babcia z rozbrajającą szczerością:</p>



<p>&#8211; Kochanieńka, moja brytfanna była za mała i szynka się w niej nie mieściła.</p>



<p>I tak z ojca na syna, z dziada na dziada….</p>



<p>Mam wrażenie, że podobnie sprawy się mają w temacie relacji damsko-męskich. Synowie powielają błędy ojców, a ci swoich ojców i tak od bez końca.</p>



<p>  </p>



<h4 class="wp-block-heading">U nas na Podlasiu</h4>



<p>U nas na Podlasiu podejście mężczyzn do kobiet jest dużo bliższe wschodnim standardom niż zachodnim. Między innymi w tym upatruję genezę podejścia na Macho i Samca Alfa w temacie zarabiania pieniędzy oraz roli kobiety w domu. Zaradny facet to oczywiście wspaniała sprawa. Chyba nad tym nie ma dyskusji. Ale te nasze wzorce kulturowe relacji małżeńskich utrudniają podejmowanie racjonalnych decyzji w temacie wspólnego prowadzenia rodzinnej firmy.</p>



<p>Żeby nie było tak jednostronnie, to mam też przykłady innego podejścia do tego tematu. Znam spółkę trzech kolegów, która działa bez większych zawirowań chyba ostatnie 35 lat. Wspólnicy, panowie, maja jedną żelazną zasadę: żonom do firmy wstęp zakazany. Ale to chyba przykład na inny problem. W tym przypadku zagrały też rolę wzorce tradycyjne, kulturowe. Żonom tak było wygodniej i one również prezentowały tradycyjny stosunek do roli kobiety w rodzinie.</p>



<p>W dzisiejszych czasach, gdy zmieniają się granice pomiędzy rolami płciowymi, wielu ludzi będzie musiało zrewidować swoje poglądy na te tematy. Myślę, że jakiekolwiek schematy, czy: „Kobiety na traktory lub do hut” czy to  „Kobiety do garów” są krzywdzące i po prostu prostackie. Pozwólmy swoim żonom i mężom wybrać swoje miejsce w życiu.</p>



<p>Podsumowując ten wątek, chcę zadać Ci pytanie na temat genezy Twojego stosunku do Waszych ról w rodzinie. Czemu myślisz tak jak myślisz? Skąd wiesz to co wiesz? I skąd wzięły się Twoje poglądy w tej sprawie? Masz może jakieś osobiste doświadczenia w tym temacie? A może są to tylko obiegowe opinie?</p>



<p> </p>



<h4 class="wp-block-heading">Zarzut nr 2: Mieć szefa w domu?&nbsp; A czy przypadkiem teraz to nie masz szefa w domu? Pewnie myślisz, że sam jesteś szefem <img src="https://s.w.org/images/core/emoji/17.0.2/72x72/1f609.png" alt="😉" class="wp-smiley" style="height: 1em; max-height: 1em;" /></h4>



<p>Wiele razy słyszę, że nie będę prowadzić wspólnej firmy ze współmałżonkiem, bo nie chce mieć szefa w domu. I to szczególnie mnie śmieszy, gdy te słowa wypowiada facet. Proszę nie rzucać we mnie pomidorami, ale nie jestem ślepy. Nie spotkałem domu, w którym rządziłby facet. Co więcej, jak mawia Dorota (moja szefowa ;)), kobiety inteligentne sprawiają takie pozory, aby facet myślał że rządzi. I chyba każdy słyszał porzekadło o głowie domu i szyi, która tą głową kręci.</p>



<p>U nas w domu podzieliliśmy się strefami za które jesteśmy odpowiedzialni. Ja bym tego szefowaniem nie nazwał. Ja nazywam to strefą odpowiedzialności, a nie rządzenia innymi. Myślenie kategoriami szef-podwładny wydaje mi się takim odpryskiem negatywnej strony mentalności pracownika. Taka trochę stara zasada rekruta w wojsku: Jak najdalej przełożonych, a jak najbliżej kuchni. Ponownie wyskakują z nas schematy bezwiednie powielane od pokoleń.</p>



<p>  </p>



<h4 class="wp-block-heading">Zarzut 3: Przecież się pozabijamy gdy będziemy całodobowo.</h4>



<p>  </p>



<div class="wp-block-image"><figure class="aligncenter size-large"><img loading="lazy" decoding="async" width="800" height="600" src="https://kasjanski.pl/wp-content/uploads/2021/04/Kasjanski-blog-o-przedsiebiorczosci-razem-czy-osobno-3.jpeg" alt="Kasjanski.pl Blog o przedsiębiorczości Razem czy osobno Wspólna firma ze współmałżonkiem Całodobowo? " class="wp-image-2450" srcset="https://kasjanski.pl/wp-content/uploads/2021/04/Kasjanski-blog-o-przedsiebiorczosci-razem-czy-osobno-3.jpeg 800w, https://kasjanski.pl/wp-content/uploads/2021/04/Kasjanski-blog-o-przedsiebiorczosci-razem-czy-osobno-3-300x225.jpeg 300w, https://kasjanski.pl/wp-content/uploads/2021/04/Kasjanski-blog-o-przedsiebiorczosci-razem-czy-osobno-3-768x576.jpeg 768w" sizes="(max-width: 800px) 100vw, 800px" /><figcaption>Całodobowo? Chyba się pozabijamy będąc razem bez przerwy. Photo by&nbsp;<a href="https://foter.co/a6/2f02a2">Infomastern</a>&nbsp;on&nbsp;<a href="http://Foter.com">Foter.com</a></figcaption></figure></div>



<p>Tu stoi pytanie, takie w formie papierka lakmusowego. Czy przypadkiem fakt takiego postawienia sprawy nie wynika z obawy o wypłynięcie na wierzch jakichś naszych problemów w relacjach?</p>



<p>Oczywiście, nikt z nas nie jest automatem, mamy swoje emocje. Przyznam, że każdy potrzebuje swojej strefy wolności, swojego azylu. To nie jest tak, że zawsze będziemy jak papużki nierozłączki. W takich sytuacjach braku osobistej, mentalnej przestrzeni nasze relacje wcale się nie poprawiają.&nbsp; </p>



<p>Z drugiej strony chyba jestem mało reprezentatywnym przykładem w tym temacie. Jako licealista przykleiłem się do koleżanki Doroty prawie całodobowo i przychodziłem często do niej przed lekcjami, razem szliśmy do szkoły, a po szkole razem spędzaliśmy czas przeznaczony na odrabianie lekcji. Następnie razem poszliśmy na ten sam kierunek studiów. W tamtym czasie ważniejsze było być razem niż to, jaki kierunek to będzie. Oczywiście są zwolennicy i przeciwnicy homogeniczności poglądów i pracy w tym samym zawodzie. My na pewno wyznajemy podobne zasady i mamy zbliżone poglądy, ale często myślimy inaczej. Nie jesteśmy klonami.</p>



<p>Pamiętam, gdy lockdown w pandemii COVID-19 zmusił wiele małżeństw do całodobowego przebywania razem i niektórzy mieli z tym ogromny problem. W naszym wypadku nic się nie zmieniło. Od wielu lat razem pijamy poranną kawkę, jadamy śniadania, obiady i kolacje. Nam się nic nie zmieniło. I to stało się przy okazji wspólnego budowania firmy rodzinnej. Wypracowaliśmy bardzo dobrze samoregulujący się mechanizm. W naszej działalności sporo jest wyjazdów i po prostu raz na jakiś czas jedziemy oddzielnie. Czasami terminy konferencji się nakładają i wtedy jeździmy na nie oddzielnie. I to jest strefa naszego odreagowywania, zatęsknienia i czas na przemyślenia i wnioski. Do tego mieszkamy w wygodnym domu i możemy swoje biznesowe obowiązki wykonywać oddzielnie. Poza tym mamy swoje hobby i nie „wciągamy” w nie współmałżonka.</p>



<p>   </p>



<h4 class="wp-block-heading">Temat 4: Wasze relacje &#8211; czyli przy rozwodzie winne są zawsze dwie strony: <br>1. żona (wymiennie mąż) i 2. teściowa.</h4>



<p>  </p>



<figure class="wp-block-image size-large"><img loading="lazy" decoding="async" width="1024" height="684" src="https://kasjanski.pl/wp-content/uploads/2021/04/Kasjanski-blog-o-przedsiebiorczosci-razem-czy-osobno-4-1024x684.png" alt="Kasjanski.pl Razem czy osobno Blog o przedsiębiorczości Wasze relacje zebranie zarządu" class="wp-image-2451" srcset="https://kasjanski.pl/wp-content/uploads/2021/04/Kasjanski-blog-o-przedsiebiorczosci-razem-czy-osobno-4-1024x684.png 1024w, https://kasjanski.pl/wp-content/uploads/2021/04/Kasjanski-blog-o-przedsiebiorczosci-razem-czy-osobno-4-300x200.png 300w, https://kasjanski.pl/wp-content/uploads/2021/04/Kasjanski-blog-o-przedsiebiorczosci-razem-czy-osobno-4-768x513.png 768w, https://kasjanski.pl/wp-content/uploads/2021/04/Kasjanski-blog-o-przedsiebiorczosci-razem-czy-osobno-4-1536x1025.png 1536w, https://kasjanski.pl/wp-content/uploads/2021/04/Kasjanski-blog-o-przedsiebiorczosci-razem-czy-osobno-4-1140x761.png 1140w, https://kasjanski.pl/wp-content/uploads/2021/04/Kasjanski-blog-o-przedsiebiorczosci-razem-czy-osobno-4.png 1618w" sizes="(max-width: 1024px) 100vw, 1024px" /><figcaption>Wasze relacje.</figcaption></figure>



<p>Wszelkie obawy sprowadzają się do strachu i prostego: czy nasze relacje wytrzymają taką próbę.</p>



<p>I to jest bardzo dobre pytanie. Mam przekonanie, że każdy w duchu marzy o wspaniałych relacjach i małżeństwach. I warto o to powalczyć. Może warto się czegoś nauczyć, może książki poczytać, a może czasem i do terapeuty warto trafić. Nie wiem. To trochę jak z nadwagą. Niekiedy metoda ŻP (żreć połowę) i trochę ćwiczeń wystarczy. A czasem trzeba pójść do specjalisty dietetyka i uzyskać wsparcie i poradę.</p>



<p>  </p>



<h4 class="wp-block-heading">Tą obawę o trwałość relacji warto przemyśleć.</h4>



<p>Nas spotkało ogromne szczęście. Na naszej drodze spotkaliśmy wspaniałe pary i rodziny. Nasi „Aniołowie Biznesu”, jak nazywam naszych mentorów, to są ludzie we wspaniałych, zdrowych wieloletnich związkach. Takich na całe życie. Od nich uczyliśmy się zarówno prowadzenia biznesu, jak i budowania silnego małżeństwa. Wartość zdrowej rodziny widzieliśmy jako jedną z nagród właściwie prowadzonej firmy. Pewnie dlatego tak promujemy biznesy rodzinne.</p>



<p>Jeżeli Wam obojgu miałaby nie wyjść wspólna firma, to jakie masz szansę na szczęśliwą rodzinę? Dużo widziałem przykładów toksycznych relacji w domu. Czasami brak symetrii w relacjach aż kłuje w oczy. Czasem widzi się nawet domowego hegemona (niezależnie od płci). I takie pary wcześniej czy później musiały poprawić swoje relacje. W innym wypadku rozpadały się z powodu rozpuszczenia, wyparowania relacji. Podobają mi się symetryczne relacje w domu, gdzie ludzie mają ogromny szacunek do siebie, jasno określone strefy odpowiedzialności i prawdziwie przyjacielskie, partnerskie relacje. Co bardzo ważne, te strefy odpowiedzialności sami sobie ustalili, więc się tego pilnują.</p>



<p>Wspólna firma może być katalizatorem zmian i to zmian na lepsze. Można tez zapytać czy wspólnik to przyjaciel? A współmałżonek nie powinien być przyjacielem? To czemu nie mógłby być wspólnikiem?</p>



<p>Zachęcam do czytania <a href="https://kasjanski.pl/ksiazki_czytac_czy_nie_czytac/" target="_blank" rel="noreferrer noopener">książek</a>. Kilka pozycji na dole wpisu.</p>



<p>   </p>



<h4 class="wp-block-heading">Temat albo sugestia nr 5.&nbsp; Randki – czyli zebranie zarządu.</h4>



<p>  </p>



<figure class="wp-block-image size-large"><img loading="lazy" decoding="async" width="1024" height="683" src="https://kasjanski.pl/wp-content/uploads/2021/04/Kasjanski-blog-o-przedsiebiorczosci-razem-czy-osobno-5-1024x683.png" alt="kasjanski.pl blog o przedsiębiorczości razem czy osobno zebranie zarządu" class="wp-image-2452" srcset="https://kasjanski.pl/wp-content/uploads/2021/04/Kasjanski-blog-o-przedsiebiorczosci-razem-czy-osobno-5-1024x683.png 1024w, https://kasjanski.pl/wp-content/uploads/2021/04/Kasjanski-blog-o-przedsiebiorczosci-razem-czy-osobno-5-300x200.png 300w, https://kasjanski.pl/wp-content/uploads/2021/04/Kasjanski-blog-o-przedsiebiorczosci-razem-czy-osobno-5-768x512.png 768w, https://kasjanski.pl/wp-content/uploads/2021/04/Kasjanski-blog-o-przedsiebiorczosci-razem-czy-osobno-5-1536x1024.png 1536w, https://kasjanski.pl/wp-content/uploads/2021/04/Kasjanski-blog-o-przedsiebiorczosci-razem-czy-osobno-5-1140x760.png 1140w, https://kasjanski.pl/wp-content/uploads/2021/04/Kasjanski-blog-o-przedsiebiorczosci-razem-czy-osobno-5.png 1618w" sizes="(max-width: 1024px) 100vw, 1024px" /><figcaption>Zebranie zarządu czy jak kto woli randka wspólników &#8211; małżonków.</figcaption></figure>



<p>Dużo pracujemy z ludźmi i mamy ciekawe obserwacje. Najczęstszym problemem jest zła komunikacja między ludźmi. W rodzinach czy spółkach to widać bardzo wyraźnie. Takie „jechanie” na domysłach i powtarzanie tych samych błędów bez końca.&nbsp; Np.: „Przecież JA wiem co on/ona myśli”.</p>



<p>Chyba każdy zna sytuacje par, którym z biegiem lat coś tam się wypaliło, coś tam wyblakło. Takie standardy, że on miał być wysportowany i mieć wytrenowany na siłowni „kaloryfer”. Zamiast tego ma „bojler”. A ona, często nieumalowana biega po domu cały dzień w dziurawych dresach lub nie daj Boże w pikowanej podomce.</p>



<p>Wtedy najlepiej wprowadzić jakieś ożywcze zmiany. I tutaj wspólna firma może pomóc. Widzimy bardzo proste rozwiązania większości kłopotów pomiędzy wspólnikami-małżonkami. Zachęcam do wprowadzenia niezbędnego narzędzia w każdej firmie, czyli do zebrania zarządu. Mnóstwo ludzi uważa randki za atrybut czysto przedmałżeński. Coś na kształt marketingu przedwyborczego. Ona zawsze pięknie umalowana, on wysportowany i z czystymi paznokciami.&nbsp; A po ślubie – znów doganiają nas wzorce przodków, nasze kulturowe DNA &#8211; jak mawia mój mentor biznesowy.</p>



<p> </p>



<h4 class="wp-block-heading">Nasze metody na zebranie zarządu</h4>



<p>My z Dorotą namawiamy każdą parę, aby nie kończyć ze zwyczajem chodzenia na randki po ślubie. Wręcz odwrotnie, zwiększyć ich nieodzowność. Może raz w miesiącu, może z inną częstotliwością, ale za to regularnie. Trzeba wyjść z domu i zrobić ZEBRANIE ZARZĄDU Waszej firmy, czyli rodziny.&nbsp; Gdy przy tym prowadzicie wspólną firmę to jeszcze lepiej, rozumiecie wagę takich wymian myśli, poglądów, marzeń, czy trosk. Czasem wymianę smutków lub potrzeb, ale zawsze „Ku Chwale Ojczyzny”. Z własnego doświadczenia podpowiem, że pierwsze kilka randek czy jak kto woli zebrań zarządu po dłuższej przerwie najlepiej zrobić w jakimś lokalu. Tam nie można rzucać talerzami. Jeżeli razi Cię słowo randka to zamień je na wyrażenie: zebranie zarządu. Ale nie bój się i rozmawiaj, komunikuj i walcz o lepszą firmę oraz związek.</p>



<p>  </p>



<h4 class="wp-block-heading">Temat 6: Jak to mówią w USA – Wuj Sam zawsze głodny.</h4>



<p>  </p>



<div class="wp-block-image"><figure class="aligncenter size-large is-resized"><img loading="lazy" decoding="async" src="https://kasjanski.pl/wp-content/uploads/2021/04/Kasjanski-blog-o-przedsiebiorczosci-razem-czy-osobno-6-1.png" alt="Kasjanski.pl Blog o Przedsiębiorczości Razem czy osobno Wuj Sam potrzebuje Ciebie " class="wp-image-2454" width="599" height="601" srcset="https://kasjanski.pl/wp-content/uploads/2021/04/Kasjanski-blog-o-przedsiebiorczosci-razem-czy-osobno-6-1.png 798w, https://kasjanski.pl/wp-content/uploads/2021/04/Kasjanski-blog-o-przedsiebiorczosci-razem-czy-osobno-6-1-300x300.png 300w, https://kasjanski.pl/wp-content/uploads/2021/04/Kasjanski-blog-o-przedsiebiorczosci-razem-czy-osobno-6-1-150x150.png 150w, https://kasjanski.pl/wp-content/uploads/2021/04/Kasjanski-blog-o-przedsiebiorczosci-razem-czy-osobno-6-1-768x771.png 768w, https://kasjanski.pl/wp-content/uploads/2021/04/Kasjanski-blog-o-przedsiebiorczosci-razem-czy-osobno-6-1-75x75.png 75w" sizes="(max-width: 599px) 100vw, 599px" /><figcaption>Wuj Sam potrzebuje Ciebie</figcaption></figure></div>



<p>W USA personifikacją rządu jest mityczny Wuj Sam. Taki zawsze głodny Ciebie jako rekruta i Twoich pieniędzy jako podatków. Na tym blogu nie dowiesz się która forma prawno-podatkowa będzie najlepsza dla waszej firmy rodzinnej. Każdy ma inną sytuacje. Każda forma opodatkowania ma swoje zalety i wady. Czasami rodzaj działalności implikuje wybór formy opodatkowania. Znajdź mądrego doradcę podatkowego lub księgową i dopytaj co będzie najlepsze w twojej sytuacji. Polskie prawo przewiduje cały szereg form prowadzenia działalności gospodarczej. Po prostu, wybierz właściwie, płać podatki i śpij spokojnie.</p>



<p>  </p>



<p>Podsumowując cały ten podniecający temat mogę żartobliwie zdradzić, że gdy nas spytają co robimy, my odpowiadamy, że prowadzimy ciekawe życie. Ja sypiam ze swoją sekretarka, a Dorota flirtuje ze swoim kierowcą. Zdecydowanie polecam robić takie zebranie zarządu we własnym małżeństwie prowadząc własną firmę. Firmę rodzinną. </p>



<p>  </p>



<p>A do poprawy relacji w zarządzie polecam tytuły:</p>



<p>&#8222;<a href="https://lubimyczytac.pl/ksiazka/18049/osobowosc-plus" target="_blank" rel="noreferrer noopener">Osobowość Plus</a>&#8221; Florence Littauer, &#8222;<a href="https://lubimyczytac.pl/ksiazka/219014/5-jezykow-milosci">Pięć </a><a href="https://lubimyczytac.pl/ksiazka/219014/5-jezykow-milosci" target="_blank" rel="noreferrer noopener">języków</a><a href="https://lubimyczytac.pl/ksiazka/219014/5-jezykow-milosci"> miłości</a>&#8221; Gary Chapman, &#8222;<a href="https://lubimyczytac.pl/ksiazka/3746003/malzenstwo-jakiego-zawsze-chcieliscie" target="_blank" rel="noreferrer noopener">Małżeństwo jakiego zawsze chcieliście</a>&#8221; Gary Chapman, &#8222;<a href="https://lubimyczytac.pl/ksiazka/4912715/mezczyzni-sa-z-marsa-kobiety-z-wenus" target="_blank" rel="noreferrer noopener">Mężczyźni są z Marsa, kobiety z Wenus</a>&#8221; John Gray, &#8222;<a href="https://lubimyczytac.pl/ksiazka/4911254/pozytywne-profile-osobowosci" target="_blank" rel="noreferrer noopener">Pozytywne profile osobowości</a>&#8221; Robert Rohm</p>



<div class="wp-block-kadence-spacer aligncenter kt-block-spacer-_e1c62a-96"><div class="kt-block-spacer kt-block-spacer-halign-center" style="height:60px"><hr class="kt-divider" style="border-top-color:#eee;border-top-width:1px;width:80%;border-top-style:solid"/></div></div>
<p>Artykuł <a href="https://kasjanski.pl/razem-czy-osobno-robic-cos-wspolnie-z-zona-mezem-a-moze-wspolna-firma-zebranie-zarzadu/">Razem czy osobno? Robić coś wspólnie z żoną/mężem? A może wspólna firma? Mity wspólnotowe &#8211; czyli Singlom wstęp (nie)wzbroniony.</a> pochodzi z serwisu <a href="https://kasjanski.pl">Kasjanski.pl</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://kasjanski.pl/razem-czy-osobno-robic-cos-wspolnie-z-zona-mezem-a-moze-wspolna-firma-zebranie-zarzadu/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>2</slash:comments>
		
		
		<post-id xmlns="com-wordpress:feed-additions:1">2447</post-id>	</item>
		<item>
		<title>Książki, czytać czy nie czytać?</title>
		<link>https://kasjanski.pl/ksiazki_czytac_czy_nie_czytac/</link>
					<comments>https://kasjanski.pl/ksiazki_czytac_czy_nie_czytac/#comments</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Tomasz Kasjański]]></dc:creator>
		<pubDate>Thu, 25 Mar 2021 08:45:00 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Biznes]]></category>
		<category><![CDATA[Książki]]></category>
		<category><![CDATA[biznes]]></category>
		<category><![CDATA[finanse]]></category>
		<category><![CDATA[książki]]></category>
		<category><![CDATA[mentor]]></category>
		<category><![CDATA[praca nad sobą]]></category>
		<category><![CDATA[rozwój osobisty]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://wordpress-486734-1610623.cloudwaysapps.com/index.php/2020/10/23/et-harum-quidem-rerum-facilis-est-et-expedita-distinctio/</guid>

					<description><![CDATA[<p>Czytać książki czy nie czytać? Oto jest pytanie. Oczywiście, że warto czytać książki. Tylko co czytać, jak wybrać autora i ze dwa tuziny innych, podobnych pytań. Wiele razy spotykam się z taką opinią, że czytanie książek typowo biznesowych lub branżowych to czyste teoretyzowanie. Poniekąd prawda, szczególnie gdy nie potrafimy czytać a zamiast tego poczytujemy. Ponadto, gdy nie potrafimy wybierać wartościowych autorów w odróżnieniu od całej masy kompilatorów. Pytanie drugie: Czyjego autorstwa czytać książki? Mam to szczęście, że zaczynałem czytanie na tematy zawodowe w latach 90-tych. Wtedy to właśnie, wydanie i wydrukowanie książki było relatywnie drogie. Wydawnictwa dość gruntownie sprawdzały każdy maszynopis czy uda im się to sprzedać i na tym zarobić. Wielu kusiło się nawet o badania marketingowe, pozostali wydawcy poprzestali na tłumaczeniach sprawdzonych książek z rynku najczęściej amerykańskiego. Ci mieli dużo łatwiej. Dzisiaj, każdy z klawiaturą w ręku staje się natychmiast pisarzem, promotorem i wydawcą w jednym. Ktoś kto ma duże zasięgi na Instagramie, YouTube czy Facebooku stara się od razu to zmonetyzować i wydać jakąś książkę a w najgorszym wypadku „ekspercki” poradnik. Z tego też powodu w dzisiejszych czasach aż roi się od najróżniejszych autorów małych i dużych. Mamy swoisty smog księgarski. Pełne regały poradników biznesowych, psychologicznych, setki innych pozycji w które to tytuły da się wpleść słowo biznes, firma czy rozwój osobisty. I to odmieniany przez wszystkie przypadki. A gdy dodamy tysiące książek wydawanych w formie jedynie elektronicznej to można dostać oczopląsu. Panie Premierze, jak żyć? Co wybrać? My z żoną zawsze zaczynamy zainteresowanie się książką od notki o autorze na wewnętrznej lub zewnętrznej części okładki. Czy istnieje jakaś szansa, że autor ma na myśli jakieś myśli 🙂 Tu, podobnie jak na drodze, powinniśmy pamiętać o zasadzie ograniczonego zaufania. Najprościej zadać sobie pytanie o tzw. OWOCE NA DRZEWIE autora. A może jakaś podpowiedź? Może mentor? Najprostszym wyjściem gdy nie masz pewności czy potrafisz wymienić uszczelkę w kranie (a w niedzielę nie chcesz wołać hydraulika) jest zapytać fachowca. Każdy ma jakiegoś Pana Maćka czy Pana Arka którzy podpowiedzą najważniejsze ruchy aby nie zalać mieszkania czy nie spalić komputera. Podobnie możesz postąpić w temacie wiedzy biznesowej zawartej w książkach. Może tak jak ja, masz wokół siebie „aniołów biznesu” lub mentorów lub oddanych przyjaciół którzy podpowiedzą od których książek zacząć. A może masz dostęp do jakiegoś zespołu, systemu szkoleniowego czy klastra biznesowego? Nie krępuj się, pytaj. Zwróć tylko uwagę na Wasze relacje, czy możesz być pewny szczerości odpowiedzi. &#160;I czy zapytany ma owoce na swoim drzewie oraz czy rzeczywiście wie co warto przeczytać. Znakomitą większość książek około-biznesowych którą przeczytałem w swoim życiu, stanowiły rekomendacje prawdziwych praktyków. Pytałem o książkę wartą przeczytania tylko kogoś, kto miał taki styl życia, jaki ja chciałbym osiągnąć. Dzisiaj po prawie 30-tu latach pracy z ludźmi chcącymi wystartować swoją przygodę z byciem swoim własnym szefem, sami już recenzujemy i wybieramy książki. Doradzamy też dla jednego z amerykańskich z systemów edukacji biznesowej w Polsce. I tu muszę przyznać, największą rolę i najważniejsze zdanie na tym polu ma moja wspaniała wspólniczka, czyli moja żona Dorota. Ona najszybciej i najwięcej czyta w naszym małżeństwie i ma niesłychane wyczucie co do książek i autorów. Ma też alergię na wodolejstwo oraz kompilacje innych autorów niepopartą życiowym doświadczeniem. Jedna idea i 15 pozycji wydawniczych Pragnę zwrócić Waszą uwagę na bardzo popularną modę polegającą na klonowaniu własnych książek zawierających jedną i tą samą ideę. To trochę tak jak z nawozami do kwiatów. Producent ma jeden dobry nawóz dla kwiatów. Ale żeby zarobić, klonuje ten sam lub bardzo nieznacznie zmieniony nawóz jako specjalny nawóz do paprotek, inny do pelargonii, jeszcze inny dla kwiatów cebulowych itd. Znam dziesiątki takich klonów jednej idei. Zawsze sprawdzajcie która pozycja danego autora jest najważniejsza w jego dorobku i zacznijcie od niej. Bardzo często nie warto czytać pozostałych. Ja najczęściej sprawdzam nowych dla mnie autorów i książki do czytania na lubimyczytac.pl i goodreads.com Jaka tematyka? Na temat wyboru tematyki książek to na moich wykładach zawsze powtarzam: różne ale z rekomendacji. Pieniądze dziś zarabiają nie technokraci, a osoby rozumiejące relacje międzyludzkie i nasze charaktery. Dlaczego? Ponieważ to ludzie przynoszą Ci pieniądze do firmy a nie maszyny. To żywi klienci kupują Twoje towary lub usługi. Tematów technicznych nauczysz się z wielu książek i filmów na YT oraz blogów. Ale tylko z przepracowanych przez Ciebie książek nauczysz się być atrakcyjną osobowością, wartościową osobą z którą warto pohandlować lub ubijać większe lub mniejsze interesy. Do dziś nie zapomnę, gdy dawno temu miałem świetnego mechanika z jedną wadą. Musiałem mu przywieść części niezbędne do naprawy. W związku z tym jeździłem do wielu sklepów i szukałem tychże. Wyobraź sobie, że miałem do wyboru dwa sklepy, w jednym był większy wybór i było taniej, za to był wyjątkowo chamski sprzedawca. Miał niesłychany dar cynicznego uśmiechu gdy klient miał kłopot z wyjaśnieniem szczegółów dotyczących jakiejś części. Zawsze wychodziłem z jego sklepu z uczuciem bycia „samochodowo niepełnosprytnym”. W drugim sklepie był bardzo pomocny personel gotowy za każdym razem podpowiedzieć, poszukać i doradzić. Szczególnie, że miałem wtedy Volvo z silnikiem Renault i było trudno dobrać właściwe jak to się na Podlasiu czasem mówi „zapczasci”. Ten drugi sklep był droższy, ale zawsze był sklepem mojego pierwszego wyboru. Wszytko z powodu braku tzw. miękkich umiejętności u właściciela pierwszego sklepu. Warto o tym sobie poczytać i czasem trzeba będzie się zmienić. No dobra, nie czasem a zawsze czeka nas praca nad sobą 🙂 Finanse Temat rzeka. Czy znacie kogoś komu własna firma „nie wyszła”? Chyba każdy kogoś takiego zna. Nie lubię generalizować, ale mam odczucie graniczące z pewnością, że znakomita większość takich firm padła z powodu finansowego analfabetyzmu właścicieli. Niezliczoną ilość razy widziałem młodych stażem biznesmenów nierozumiejących podstawowych zasad finansowania, nieznających pojęcia opóźnionej gratyfikacji i najczęściej mieszających portfele. Mam na myśli brak higieny i galwanicznej (jak to mówią elektronicy) separacji portfeli. Czym innym jest Twój osobisty portfel a czym innym są pieniądze firmy. Bierzesz z firmy ołówek – zapłać do kasy. Poznaj różnicę pomiędzy przychodem, dochodem a dochodem netto. Po prostu naucz się. A książek na ten temat jest mnóstwo. Youtube-owa wyrocznia Apollina Wcale nie chcę pisać źle o YT. Wręcz odwrotnie. Poza biznesowymi poradami mentorów oraz książkami i podcastami z branżowego systemu edukacyjnego, to właśnie YT nauczył mnie miliona rzeczy. Od prowadzenia zrównoważonego akwarium po prowadzenie bloga 😉 tak, tego bloga 🙂 Nie polecam po prostu, aby w 100% polegać na wiedzy z YT. Są branże, w tym branża skupiona wokół internetu i mediów społecznościowych, w których działa taka oto technika sprzedaży. Najpierw, musisz dawać dużo wartościowej i darmowej treści, masę podpowiedzi i skrótów. Jednak najważniejsze porady są tylko do kupienia, często w formie szkoleń. Nam najczęściej brakuje tych właśnie wisienek na torcie, których to nie ma w darmowym dostępie. I tu kłania się książka. Ja zachęcam do sprawdzenia w źródłach pisanych, często bywa że trzeba szukać w innych językach. To czego nie ma po polsku, najczęściej znajdę po angielsku i rosyjsku. Podejrzewam, że z niemieckim czy hiszpańskim jest podobnie. Na temat japońskiego się nie wypowiadam.&#160; W naszym domu to nasz średni „potomny” nim włada. Tak, zaczął od filmów i YouTube-ów ale w pewnym momencie nie dało się już bez książek. Z tego powodu zachęcam: szukaj, szperaj w tematyce głębiej i nie bój się innych języków. To świetna droga aby się danego języka nauczyć. Pierwszą książką w pełni przeczytaną przeze mnie po angielsku była pozycja wydana wyłącznie w tym języku. Potrzeba matką wynalazków. Nie podejmuj decyzji po przeczytaniu tylko jednej książki. Moje pokolenie doskonale pamięta niesłychany boom książek Roberta Kiyosaki na początku lat 2000-ch. Jestem fanem jego pisarstwa, co więcej korzystam z jego książek zawodowo wręcz mógłbym rzec, na bazie codziennej. Co więcej, gorąco polecam i zachęcam do przeczytania „Bogaty ojciec, biedny ojciec”, „Kwadrant przepływu pieniędzy” i wielu innych. Zachęcam dosłownie każdego. Wierzę, że każdy odniesie pożytek z tych lektur, niezależnie czy chce żyć jak przedsiębiorca czy nie. Są to bardzo pożyteczne lektury i Robert K. ma niesłychanie nowatorskie spojrzenie na obieg pieniądza w przyrodzie. Jedyne co chcę zasugerować, to aby nie sprzedawać wszystkiego i nie zacząć bawić się w inwestora jedynie po przeczytaniu jednej pozycji. Uwierzcie, myślenie i działanie w nieruchomościach wymaga sporo wiedzy. Zachęcam, szukaj głębiej i zapragnij zostać profesjonalistą. Znam kilka osób które za szybko uznały, że wiedzą kto to inwestor i uwierzyli że oni właśnie nim już się stali. W czasach zalewu informacji w internecie, jedynie zawodowcy zarobią wielkie worki dukatów i to stabilnie. Amatorzy będą tylko tymi, którzy dostarczą gotówkę na rynek. I chyba najważniejsze – studiuj dogłębnie. Bądź dociekliwy i konsekwentny. Chyba wszystko w biznesie (może poza produkcją) wymaga miękkich umiejętności. Co więcej, chcąc sprzedawać swoje wyroby też musisz wyzbyć się jaskiniowca i zacząć przyciągać właściwych ludzi. Mam na myśli zarówno klientów jak i kontrahentów. Tego typu nawyki wyrabia się konsekwentnie i codziennie. Właśnie z tego powodu warto nauczyć się studiować książkę i niejako przepuszczać ją przez siebie aby nastąpiły w nas pożądane i trwałe zmiany. Ja to robię przy pomocy notesu i zakreślacza. Pracuję z książką i nie przechodzę do następnego rozdziału zanim nie zrobię zadań z poprzedniego. Przy tym książki dotyczące charakteru, nawyków i relacji trzeba koniecznie sobie odświeżać co kilka lat, a niektóre nawet częściej. Zmieniamy się i z tego powodu wyciągamy inne wnioski za każdym razem gdy czytamy daną książkę. Papierowe czy elektroniczne? Ja bardzo lubię zapach druku i papieru oraz pięknie wydane książki. Ale z racji przepełnienia regałów i witrynek książkami, na co dzień używam czytnika Kindle i książek elektronicznych. Oczywiście jeżeli wersja elektroniczna jest dostępna. W czasach przed covid-em bardzo dużo latałem i przy dziesiątkach segmentów lotu rocznie, tylko Kindle wchodził w grę. Zajmuje mało miejsca, jest lekki i może zawierać setki książek. Ja mam wersję z podświetleniem i jest to bardzo wygodne. W naszej rodzinie mamy zasadę, że jeżeli jakaś książka jest wybitna to koniecznie musimy ją mieć również w formie papierowej. Na koniec słów kilka na temat pracy online. Bardzo żałuję, że dzisiaj bardzo modne stało się robienie wideo konferencji i nagrywanie filmów na tle półek przepełnionych książkami. Szkoda, że to się tak oklepało, bo ja osobiście mógłbym zamieszkać w bibliotece. Podobno istnieje zależność, że kto mniej przeczytał książek, ten ma większą biblioteczną „tapetę” Bardzo jestem ciekaw jakie masz podejście do czytania, do książki i przedsiębiorczości, zachęcam więc do komentowania. O autorze Moim domowym konkurentem do książek, na zasadzie współzawodnictwa jest moja wspaniała żona Dorota. O wartości budowania firmy rodzinnej piszę tutaj.</p>
<p>Artykuł <a href="https://kasjanski.pl/ksiazki_czytac_czy_nie_czytac/">Książki, czytać czy nie czytać?</a> pochodzi z serwisu <a href="https://kasjanski.pl">Kasjanski.pl</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[
<h4 class="kt-adv-heading218_c4cf28-b6 wp-block-kadence-advancedheading" data-kb-block="kb-adv-heading218_c4cf28-b6">Czytać książki czy nie czytać? Oto jest pytanie.</h4>



<p>Oczywiście, że warto czytać książki. Tylko co czytać, jak wybrać autora i ze dwa tuziny innych, podobnych pytań. Wiele razy spotykam się z taką opinią, że czytanie książek typowo biznesowych lub branżowych to czyste teoretyzowanie. Poniekąd prawda, szczególnie gdy nie potrafimy czytać a zamiast tego poczytujemy. Ponadto, gdy nie potrafimy wybierać wartościowych autorów w odróżnieniu od całej masy kompilatorów.</p>



<p></p>



<h4 class="kt-adv-heading218_12f5d9-ec wp-block-kadence-advancedheading" data-kb-block="kb-adv-heading218_12f5d9-ec">Pytanie drugie: Czyjego autorstwa czytać książki?</h4>



<p>Mam to szczęście, że zaczynałem czytanie na tematy zawodowe w latach 90-tych. Wtedy to właśnie, wydanie i wydrukowanie książki było relatywnie drogie. Wydawnictwa dość gruntownie sprawdzały każdy maszynopis czy uda im się to sprzedać i na tym zarobić. Wielu kusiło się nawet o badania marketingowe, pozostali wydawcy poprzestali na tłumaczeniach sprawdzonych książek z rynku najczęściej amerykańskiego. Ci mieli dużo łatwiej. Dzisiaj, każdy z klawiaturą w ręku staje się natychmiast pisarzem, promotorem i wydawcą w jednym. Ktoś kto ma duże zasięgi na Instagramie, YouTube czy Facebooku stara się od razu to zmonetyzować i wydać jakąś książkę a w najgorszym wypadku „ekspercki” poradnik.</p>



<p>Z tego też powodu w dzisiejszych czasach aż roi się od najróżniejszych autorów małych i dużych. Mamy swoisty smog księgarski. Pełne regały poradników biznesowych, psychologicznych, setki innych pozycji w które to tytuły da się wpleść słowo biznes, firma czy rozwój osobisty. I to odmieniany przez wszystkie przypadki. A gdy dodamy tysiące książek wydawanych w formie jedynie elektronicznej to można dostać oczopląsu. Panie Premierze, jak żyć? Co wybrać?</p>



<p>My z żoną zawsze zaczynamy zainteresowanie się książką od notki o autorze na wewnętrznej lub zewnętrznej części okładki. Czy istnieje jakaś szansa, że autor ma na myśli jakieś myśli <img src="https://s.w.org/images/core/emoji/17.0.2/72x72/1f642.png" alt="🙂" class="wp-smiley" style="height: 1em; max-height: 1em;" /></p>



<p>Tu, podobnie jak na drodze, powinniśmy pamiętać o zasadzie ograniczonego zaufania. Najprościej zadać sobie pytanie o tzw. OWOCE NA DRZEWIE autora.</p>



<p></p>



<h4 class="kt-adv-heading218_da57fe-83 wp-block-kadence-advancedheading" data-kb-block="kb-adv-heading218_da57fe-83">A może jakaś podpowiedź? Może mentor?</h4>



<p>Najprostszym wyjściem gdy nie masz pewności czy potrafisz wymienić uszczelkę w kranie (a w niedzielę nie chcesz wołać hydraulika) jest zapytać fachowca. Każdy ma jakiegoś Pana Maćka czy Pana Arka którzy podpowiedzą najważniejsze ruchy aby nie zalać mieszkania czy nie spalić komputera. Podobnie możesz postąpić w temacie wiedzy biznesowej zawartej w książkach. </p>



<p>Może tak jak ja, masz wokół siebie „aniołów biznesu” lub mentorów lub oddanych przyjaciół którzy podpowiedzą od których książek zacząć. A może masz dostęp do jakiegoś zespołu, systemu szkoleniowego czy klastra biznesowego? Nie krępuj się, pytaj. Zwróć tylko uwagę na Wasze relacje, czy możesz być pewny szczerości odpowiedzi. &nbsp;I czy zapytany ma owoce na swoim drzewie oraz czy rzeczywiście wie co warto przeczytać.</p>



<p>Znakomitą większość książek około-biznesowych którą przeczytałem w swoim życiu, stanowiły rekomendacje prawdziwych praktyków. Pytałem o książkę wartą przeczytania tylko kogoś, kto miał taki styl życia, jaki ja chciałbym osiągnąć. Dzisiaj po prawie 30-tu latach pracy z ludźmi chcącymi wystartować swoją przygodę z byciem swoim własnym szefem, sami już recenzujemy i wybieramy książki.</p>



<p>Doradzamy też dla jednego z amerykańskich z systemów edukacji biznesowej w Polsce. I tu muszę przyznać, największą rolę i najważniejsze zdanie na tym polu ma moja wspaniała wspólniczka, czyli moja żona Dorota. Ona najszybciej i najwięcej czyta w naszym małżeństwie i ma niesłychane wyczucie co do książek i autorów. Ma też alergię na wodolejstwo oraz kompilacje innych autorów niepopartą życiowym doświadczeniem.</p>



<p></p>



<h4 class="kt-adv-heading218_d45c75-a8 wp-block-kadence-advancedheading" data-kb-block="kb-adv-heading218_d45c75-a8">Jedna idea i 15 pozycji wydawniczych</h4>



<p>Pragnę zwrócić Waszą uwagę na bardzo popularną modę polegającą na klonowaniu własnych książek zawierających jedną i tą samą ideę. To trochę tak jak z nawozami do kwiatów. Producent ma jeden dobry nawóz dla kwiatów. Ale żeby zarobić, klonuje ten sam lub bardzo nieznacznie zmieniony nawóz jako specjalny nawóz do paprotek, inny do pelargonii, jeszcze inny dla kwiatów cebulowych itd. Znam dziesiątki takich klonów jednej idei. Zawsze sprawdzajcie która pozycja danego autora jest najważniejsza w jego dorobku i zacznijcie od niej. Bardzo często nie warto czytać pozostałych. Ja najczęściej sprawdzam nowych dla mnie autorów i książki do czytania na <a href="https://lubimyczytac.pl/" target="_blank" rel="noreferrer noopener">lubimyczytac.pl</a> i <a href="https://www.goodreads.com/" target="_blank" rel="noreferrer noopener">goodreads.com</a></p>


<div class="wp-block-image is-style-default">
<figure class="aligncenter size-large is-resized"><img loading="lazy" decoding="async" width="1024" height="682" src="https://kasjanski.pl/wp-content/uploads/2021/03/Kasjanski-blog-o-przedsiebiorczosci-czytac-czy-nie-czytac-2.jpg" alt="Kasjanski.p blog o przedsiebiorczosci czytac czy nie czytac. Biblioteka przydomowa, ,marzenie. Zamek Festetics w Heviz. Photo by Thomas Hackl on Foter.com" class="wp-image-2395" style="width:800px" srcset="https://kasjanski.pl/wp-content/uploads/2021/03/Kasjanski-blog-o-przedsiebiorczosci-czytac-czy-nie-czytac-2.jpg 1024w, https://kasjanski.pl/wp-content/uploads/2021/03/Kasjanski-blog-o-przedsiebiorczosci-czytac-czy-nie-czytac-2-300x200.jpg 300w, https://kasjanski.pl/wp-content/uploads/2021/03/Kasjanski-blog-o-przedsiebiorczosci-czytac-czy-nie-czytac-2-768x512.jpg 768w" sizes="(max-width: 1024px) 100vw, 1024px" /><figcaption class="wp-element-caption">Ta biblioteka przydomowa mnie zachwyciła, moje marzenie. Zamek Festetics w Heviz. Photo by&nbsp;<a href="https://foter.co/a6/1f8a07">Thomas Hackl</a>&nbsp;on&nbsp;<a href="https://foter.com/re8/ac5242">Foter.com</a></figcaption></figure>
</div>


<p></p>



<h4 class="kt-adv-heading218_33ce60-85 wp-block-kadence-advancedheading" data-kb-block="kb-adv-heading218_33ce60-85">Jaka tematyka?</h4>



<p>Na temat wyboru tematyki książek to na moich wykładach zawsze powtarzam: różne ale z rekomendacji. Pieniądze dziś zarabiają nie technokraci, a osoby rozumiejące relacje międzyludzkie i nasze charaktery. Dlaczego? Ponieważ to ludzie przynoszą Ci pieniądze do firmy a nie maszyny. To żywi klienci kupują Twoje towary lub usługi. Tematów technicznych nauczysz się z wielu książek i filmów na YT oraz blogów. </p>



<p>Ale tylko z przepracowanych przez Ciebie książek nauczysz się być atrakcyjną osobowością, wartościową osobą z którą warto pohandlować lub ubijać większe lub mniejsze interesy.</p>



<p>Do dziś nie zapomnę, gdy dawno temu miałem świetnego mechanika z jedną wadą. Musiałem mu przywieść części niezbędne do naprawy. W związku z tym jeździłem do wielu sklepów i szukałem tychże. Wyobraź sobie, że miałem do wyboru dwa sklepy, w jednym był większy wybór i było taniej, za to był wyjątkowo chamski sprzedawca. Miał niesłychany dar cynicznego uśmiechu gdy klient miał kłopot z wyjaśnieniem szczegółów dotyczących jakiejś części. Zawsze wychodziłem z jego sklepu z uczuciem bycia „samochodowo niepełnosprytnym”.</p>



<p>W drugim sklepie był bardzo pomocny personel gotowy za każdym razem podpowiedzieć, poszukać i doradzić. Szczególnie, że miałem wtedy Volvo z silnikiem Renault i było trudno dobrać właściwe jak to się na Podlasiu czasem mówi „zapczasci”. Ten drugi sklep był droższy, ale zawsze był sklepem mojego pierwszego wyboru. Wszytko z powodu braku tzw. miękkich umiejętności u właściciela pierwszego sklepu. Warto o tym sobie poczytać i czasem trzeba będzie się zmienić. No dobra, nie czasem a zawsze czeka nas praca nad sobą <img src="https://s.w.org/images/core/emoji/17.0.2/72x72/1f642.png" alt="🙂" class="wp-smiley" style="height: 1em; max-height: 1em;" /></p>



<p></p>



<h4 class="kt-adv-heading218_e7412f-be wp-block-kadence-advancedheading" data-kb-block="kb-adv-heading218_e7412f-be">Finanse</h4>



<p>Temat rzeka. Czy znacie kogoś komu własna firma „nie wyszła”? Chyba każdy kogoś takiego zna. Nie lubię generalizować, ale mam odczucie graniczące z pewnością, że znakomita większość takich firm padła z powodu finansowego analfabetyzmu właścicieli. Niezliczoną ilość razy widziałem młodych stażem biznesmenów nierozumiejących podstawowych zasad finansowania, nieznających pojęcia opóźnionej gratyfikacji i najczęściej mieszających portfele. Mam na myśli brak higieny i galwanicznej (jak to mówią elektronicy) separacji portfeli. Czym innym jest Twój osobisty portfel a czym innym są pieniądze firmy. Bierzesz z firmy ołówek – zapłać do kasy. Poznaj różnicę pomiędzy przychodem, dochodem a dochodem netto. Po prostu naucz się. A książek na ten temat jest mnóstwo.</p>



<p></p>



<h4 class="kt-adv-heading218_0d34f8-99 wp-block-kadence-advancedheading" data-kb-block="kb-adv-heading218_0d34f8-99">Youtube-owa wyrocznia Apollina</h4>



<p>Wcale nie chcę pisać źle o YT. Wręcz odwrotnie. Poza biznesowymi poradami mentorów oraz książkami i podcastami z branżowego systemu edukacyjnego, to właśnie YT nauczył mnie miliona rzeczy. Od prowadzenia zrównoważonego akwarium po prowadzenie bloga <img src="https://s.w.org/images/core/emoji/17.0.2/72x72/1f609.png" alt="😉" class="wp-smiley" style="height: 1em; max-height: 1em;" /> tak, tego bloga <img src="https://s.w.org/images/core/emoji/17.0.2/72x72/1f642.png" alt="🙂" class="wp-smiley" style="height: 1em; max-height: 1em;" /> </p>



<p>Nie polecam po prostu, aby w 100% polegać na wiedzy z YT. Są branże, w tym branża skupiona wokół internetu i mediów społecznościowych, w których działa taka oto technika sprzedaży. Najpierw, musisz dawać dużo wartościowej i darmowej treści, masę podpowiedzi i skrótów. Jednak najważniejsze porady są tylko do kupienia, często w formie szkoleń. Nam najczęściej brakuje tych właśnie wisienek na torcie, których to nie ma w darmowym dostępie.</p>



<p>I tu kłania się książka. Ja zachęcam do sprawdzenia w źródłach pisanych, często bywa że trzeba szukać w innych językach. To czego nie ma po polsku, najczęściej znajdę po angielsku i rosyjsku. Podejrzewam, że z niemieckim czy hiszpańskim jest podobnie. Na temat japońskiego się nie wypowiadam.&nbsp; W naszym domu to nasz średni „potomny” nim włada. Tak, zaczął od filmów i YouTube-ów ale w pewnym momencie nie dało się już bez książek. Z tego powodu zachęcam: szukaj, szperaj w tematyce głębiej i nie bój się innych języków. To świetna droga aby się danego języka nauczyć. Pierwszą książką w pełni przeczytaną przeze mnie po angielsku była pozycja wydana wyłącznie w tym języku. Potrzeba matką wynalazków.</p>



<p></p>



<h4 class="kt-adv-heading218_44ef07-d2 wp-block-kadence-advancedheading" data-kb-block="kb-adv-heading218_44ef07-d2">Nie podejmuj decyzji po przeczytaniu tylko jednej książki.</h4>



<p>Moje pokolenie doskonale pamięta niesłychany boom książek Roberta Kiyosaki na początku lat 2000-ch. Jestem fanem jego pisarstwa, co więcej korzystam z jego książek zawodowo wręcz mógłbym rzec, na bazie codziennej.</p>



<p>Co więcej, gorąco polecam i zachęcam do przeczytania „Bogaty ojciec, biedny ojciec”, „Kwadrant przepływu pieniędzy” i wielu innych. Zachęcam dosłownie każdego. Wierzę, że każdy odniesie pożytek z tych lektur, niezależnie czy chce żyć jak przedsiębiorca czy nie. Są to bardzo pożyteczne lektury i Robert K. ma niesłychanie nowatorskie spojrzenie na obieg pieniądza w przyrodzie.</p>



<p>Jedyne co chcę zasugerować, to aby nie sprzedawać wszystkiego i nie zacząć bawić się w inwestora jedynie po przeczytaniu jednej pozycji. Uwierzcie, myślenie i działanie w nieruchomościach wymaga sporo wiedzy. Zachęcam, szukaj głębiej i zapragnij zostać profesjonalistą. Znam kilka osób które za szybko uznały, że wiedzą kto to inwestor i uwierzyli że oni właśnie nim już się stali. W czasach zalewu informacji w internecie, jedynie zawodowcy zarobią wielkie worki dukatów i to stabilnie. Amatorzy będą tylko tymi, którzy dostarczą gotówkę na rynek.</p>



<p></p>



<h4 class="kt-adv-heading218_21e64d-ed wp-block-kadence-advancedheading" data-kb-block="kb-adv-heading218_21e64d-ed">I chyba najważniejsze – studiuj dogłębnie. Bądź dociekliwy i konsekwentny.</h4>



<p>Chyba wszystko w biznesie (może poza produkcją) wymaga miękkich umiejętności. Co więcej, chcąc sprzedawać swoje wyroby też musisz wyzbyć się jaskiniowca i zacząć przyciągać właściwych ludzi. Mam na myśli zarówno klientów jak i kontrahentów. Tego typu nawyki wyrabia się konsekwentnie i codziennie. Właśnie z tego powodu warto nauczyć się studiować książkę i niejako przepuszczać ją przez siebie aby nastąpiły w nas pożądane i trwałe zmiany. Ja to robię przy pomocy notesu i zakreślacza.</p>



<p>Pracuję z książką i nie przechodzę do następnego rozdziału zanim nie zrobię zadań z poprzedniego. Przy tym książki dotyczące charakteru, nawyków i relacji trzeba koniecznie sobie odświeżać co kilka lat, a niektóre nawet częściej. Zmieniamy się i z tego powodu wyciągamy inne wnioski za każdym razem gdy czytamy daną książkę.</p>


<div class="wp-block-image is-style-default">
<figure class="aligncenter size-large is-resized"><img loading="lazy" decoding="async" width="1024" height="802" src="https://kasjanski.pl/wp-content/uploads/2021/03/Kasjanski-blog-o-przedsiebiorczosci-czytac-czy-nie-czytac-3-1024x802.jpg" alt="Kasjanski.p blog o przedsiebiorczosci czytac czy nie czytac. Praca z książką" class="wp-image-2399" style="width:673px;height:auto" srcset="https://kasjanski.pl/wp-content/uploads/2021/03/Kasjanski-blog-o-przedsiebiorczosci-czytac-czy-nie-czytac-3-1024x802.jpg 1024w, https://kasjanski.pl/wp-content/uploads/2021/03/Kasjanski-blog-o-przedsiebiorczosci-czytac-czy-nie-czytac-3-300x235.jpg 300w, https://kasjanski.pl/wp-content/uploads/2021/03/Kasjanski-blog-o-przedsiebiorczosci-czytac-czy-nie-czytac-3-768x602.jpg 768w, https://kasjanski.pl/wp-content/uploads/2021/03/Kasjanski-blog-o-przedsiebiorczosci-czytac-czy-nie-czytac-3-1536x1204.jpg 1536w, https://kasjanski.pl/wp-content/uploads/2021/03/Kasjanski-blog-o-przedsiebiorczosci-czytac-czy-nie-czytac-3-2048x1605.jpg 2048w, https://kasjanski.pl/wp-content/uploads/2021/03/Kasjanski-blog-o-przedsiebiorczosci-czytac-czy-nie-czytac-3-1140x893.jpg 1140w, https://kasjanski.pl/wp-content/uploads/2021/03/Kasjanski-blog-o-przedsiebiorczosci-czytac-czy-nie-czytac-3-scaled.jpg 1600w" sizes="(max-width: 1024px) 100vw, 1024px" /><figcaption class="wp-element-caption">Praca z książką. Fot. Tomasz Kasjański</figcaption></figure>
</div>


<p></p>



<h4 class="kt-adv-heading218_a9ad50-97 wp-block-kadence-advancedheading" data-kb-block="kb-adv-heading218_a9ad50-97">Papierowe czy elektroniczne?</h4>



<p>Ja bardzo lubię zapach druku i papieru oraz pięknie wydane książki. Ale z racji przepełnienia regałów i witrynek książkami, na co dzień używam czytnika Kindle i książek elektronicznych. Oczywiście jeżeli wersja elektroniczna jest dostępna. W czasach przed covid-em bardzo dużo latałem i przy dziesiątkach segmentów lotu rocznie, tylko Kindle wchodził w grę. Zajmuje mało miejsca, jest lekki i może zawierać setki książek. Ja mam wersję z podświetleniem i jest to bardzo wygodne.</p>



<p>W naszej rodzinie mamy zasadę, że jeżeli jakaś książka jest wybitna to koniecznie musimy ją mieć również w formie papierowej.</p>



<p></p>



<p>Na koniec słów kilka na temat pracy online. Bardzo żałuję, że dzisiaj bardzo modne stało się robienie wideo konferencji i nagrywanie filmów na tle półek przepełnionych książkami. Szkoda, że to się tak oklepało, bo ja osobiście mógłbym zamieszkać w bibliotece. Podobno istnieje zależność, że kto mniej przeczytał książek, ten ma większą biblioteczną „tapetę” </p>



<p>Bardzo jestem ciekaw jakie masz podejście do czytania, do książki i przedsiębiorczości, zachęcam więc do komentowania.</p>



<p><a href="https://kasjanski.pl/o-mnie/" target="_blank" rel="noreferrer noopener">O autorze</a></p>



<p>Moim domowym konkurentem do książek, na zasadzie współzawodnictwa jest moja wspaniała żona Dorota. O wartości budowania firmy rodzinnej piszę <a href="https://kasjanski.pl/razem-czy-osobno-robic-cos-wspolnie-z-zona-mezem-a-moze-wspolna-firma-zebranie-zarzadu/">tutaj</a>. </p>
<p>Artykuł <a href="https://kasjanski.pl/ksiazki_czytac_czy_nie_czytac/">Książki, czytać czy nie czytać?</a> pochodzi z serwisu <a href="https://kasjanski.pl">Kasjanski.pl</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://kasjanski.pl/ksiazki_czytac_czy_nie_czytac/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>4</slash:comments>
		
		
		<post-id xmlns="com-wordpress:feed-additions:1">218</post-id>	</item>
		<item>
		<title>Odwaga czy strach? Co ma do tego przedsiębiorcze myślenie?</title>
		<link>https://kasjanski.pl/odwaga-czy-strach/</link>
					<comments>https://kasjanski.pl/odwaga-czy-strach/#comments</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Tomasz Kasjański]]></dc:creator>
		<pubDate>Tue, 23 Feb 2021 08:43:27 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Biznes]]></category>
		<category><![CDATA[Nastawienie]]></category>
		<category><![CDATA[ambicja]]></category>
		<category><![CDATA[biznes]]></category>
		<category><![CDATA[decyzyjność]]></category>
		<category><![CDATA[mentor]]></category>
		<category><![CDATA[odwaga]]></category>
		<category><![CDATA[przedsiębiorczość]]></category>
		<category><![CDATA[rozwój osobisty]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://wordpress-486734-1610623.cloudwaysapps.com/index.php/2020/10/23/nemo-enim-ipsam-voluptatem-quia-voluptas-sit-aspernatur-aut/</guid>

					<description><![CDATA[<p>Czy zastanawialiście się nad ideą prowadzenia własnej firmy? W przedsiębiorczym myśleniu (w odróżnieniu od myślenia w stylu pracownika lub myślenia w typie stypendysty ZUS-u), najbardziej istotną cechą jest odwaga. I to wcale nie oznacza braku strachu. Moim zdaniem odwaga to wcale nie brak strachu. Odwaga to działanie pomimo strachu. Jestem ciekaw Twoich doświadczeń z odwagą i strachem. Uważam siebie za osobę niesamowicie asekuracyjną a pomimo tego cały czas walczącą ze sobą. Przełamuję się i staram się działać pomimo lęków. Moja żona/wspólniczka/przyjaciółka bardzo często zwraca mi uwagę, abym wyłączył to swoje asekuranctwo. Istnieje spore ryzyko zarażenia tym wirusem (fuj, jakie brzydkie słowo) własne dzieci. Nie ma chyba nic straszniejszego niż dzieci siedzące na plecach rodziców ze strachu jednych i drugich o to, że sobie nie poradzą w życiu. Wracając do pytania z tytułu tego wpisu. Podjęcie tego ryzyka, włączenie guzika START WŁASNEJ FIRMY, uważam za drugą najlepszą decyzję w swoim życiu. Drugą po decyzji umówienia się z koleżanką Dorotą z mojej licealnej klasy na randkę. I ta randka, a potem radykalne przebranżowienie się z ekologa na samozatrudnionego a pózniej na przedsiębiorcę, zaważyło na tym jak teraz żyjemy. Żyjemy po prostu na własnych zasadach i oczywiście nie zawsze było różowo, ale kto to dzisiaj pamięta? Moje bitwy, moje wojny I tak wspominając moje różne strachy i obawy chcę się z Tobą podzielić moimi wewnętrznymi walkami na polu strach-odwaga. Nie wiem jak to bywa z Tobą, ale odkąd pamietam to inspirowali mnie ludzie oraz książki. Jeżeli chodzi o książki, to najważniejsze pozycje które wpłynęły na moje wychodzenie ze strefy komfortu, to były: &#8222;Kto zabrał mój ser&#8221; Spencera Johnsona oraz &#8222;Tak czy nie. Jak podejmować dobre decyzje&#8221; tego samego autora. Oczywiście, cała masa innych pozycji również dodawała mi pewności, że jakakolwiek decyzja jest lepsza niż brak decyzji. O wadze czytelnictwa w rozwoju przedsiębiorcy piszę tutaj. Największą siłą oddziaływania na mój sposób myślenia były osobiste spotkania z wybitnymi ludźmi. Nie wiem czy masz podobnie, ale gdy dużo pracujesz, to jedynie najbardziej przełomowe momenty zapadają w pamięć. Tak było w połowie lat 90-tych gdy budując swoją firmę potrafiłem najeździć 80000 km rocznie. W tamtych czasach, przy tamtym stanie dróg oraz samochodów, w pewnej chwili po kolejnym wypadku na jaki się natknąłem, zacząłem odczuwać przemożny starch przed prowadzeniem samochodu. Taki przepełniony strachem o swoje bezpieczeństwo spotkałem się z jednym z moich &#8222;aniołów biznesu&#8221; którzy wywarli na moje życie ogromny wpływ. Mam na myśli Hannah E. K. z USA. Zadałem jej pytanie o to jak przełamać w sobie ten paraliżujący strach gdy wjeżdżając na krajową &#8222;ósemkę&#8221; przed oczami wyświetlają mi się te powidoki wypadków o których chciałbym zapomnieć. Hannach, jak to ma w zwyczaju, spojrzała mi głęboko w oczy i powiedziała: &#8222;Wiesz Tomasz, statki najbezpieczniejsze są w porcie, ale nie dla stania w porcie zostały zbudowane&#8221; Takie proste zdanie całkowicie mnie odblokowało. Przestałem tak bardzo koncentrować się na sobie a przeniosłem uwagę na moich klientów i partnerów w interesach. Zadziałało. &#8222;Czołem tankisty&#8221; czyli moje obawy w marszu na wschód Podobne, niesłychanie jasne wspomnienie mam z przełamywaniem strachów gdy walczyłem ze sobą o to czy rozwinąć działania mojej firmy na rynku rosyjskim. Wychowałem się w czasach pewnej pogardy do dławiącego prymatu &#8222;Wiecznej przyjaźni polsko-radzieckiej&#8221;. Myślę, że podobne odczucia ma wielu z Was z podobnym do mojego PESEL-em. Na tą niechęć nałożył się strach medialnych doniesień o dzikości rosyjskiego rynku i wręcz kryminalnych &#8222;przygodach&#8221; obcokrajowców w interesach w tym kraju. Nie miałem żadnych problemów na zachodzie Europy, tam zawsze wszystko było przewidywalne i bezpieczne. Ale przemożne wizje czarnej wołgi porywającej dzieci, czy też ogolonych panów &#8222;bez szyi&#8221; wysiadających z czarnego BMW, brrrr Jakoś nie mogłem się zdobyć na odwagę. Myślałem, liczyłem zarobki po które nie sięgałem, ale jakoś siedziałem na miejscu. Byłem aktywny na Ukrainie, ale Lwów to jeszcze nie Moskwa. Po prostu strach. Pewnego dnia wpadłem nam pomysł, że może za dużo się naoglądałem telewizji, może nie taki diabeł straszny jak go malują? Zaplanowałem sobie metodę na oswajanie się z Rosją. Najpierw, myślę sobie, pojadę do Kaliningradu na lotnisko samochodem. Gdy tam nie zjedzą mnie wilki to z Kaliningradu polecę do Moskwy samolotem. I wiecie co się stało? Wylądowałem w Moskwie Domodiedovo, świeżo wybudowanym lotnisku i tak stoję tam i sobie myślę. Kurcze, to nasze Okęcie (wtedy), to taki trochę dworzec PKS-u w porównaniu z tym nowoczesnym lotniskiem. I po kilku dniach w Moskwie poczułem, że oswoiłem rosyjskiego niedźwiedzia. Wyobraź sobie, wcześniej latami odwlekałem kuszącą propozycję zawalczenia o ten duży rynek. A po oswojeniu się i takim etapowym zwalczaniu swojego strachu w przeciągu pól roku byłem na Syberii a wciągu następnych lat byłem chyba we wszystkich większych miastach Rosji aż po Chabarowsk na Dalekim Wschodzie przy granicy z Chinami. &#8222;Strach ma wielkie oczy ale najczęściej jest bezzębny&#8221; O wartości wspólnego budowania firmy rodzinnej wraz z żoną piszę tutaj.</p>
<p>Artykuł <a href="https://kasjanski.pl/odwaga-czy-strach/">Odwaga czy strach? Co ma do tego przedsiębiorcze myślenie?</a> pochodzi z serwisu <a href="https://kasjanski.pl">Kasjanski.pl</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[
<p>Czy zastanawialiście się nad ideą prowadzenia własnej firmy? W przedsiębiorczym myśleniu (w odróżnieniu od myślenia w stylu pracownika lub myślenia w typie stypendysty ZUS-u), najbardziej istotną cechą jest odwaga. I to wcale nie oznacza braku strachu. Moim zdaniem odwaga to wcale nie brak strachu.  Odwaga to działanie pomimo strachu. </p>



<p>Jestem ciekaw Twoich doświadczeń z odwagą i strachem. Uważam siebie za osobę niesamowicie asekuracyjną a pomimo tego cały czas walczącą ze sobą. Przełamuję się i staram się działać pomimo lęków. Moja żona/wspólniczka/przyjaciółka bardzo często zwraca mi uwagę, abym wyłączył to swoje asekuranctwo. Istnieje spore ryzyko zarażenia tym wirusem (fuj, jakie brzydkie słowo) własne dzieci. Nie ma chyba nic straszniejszego niż dzieci siedzące na plecach rodziców ze strachu jednych i drugich o to, że sobie nie poradzą w życiu. </p>



<p>Wracając do pytania z tytułu tego wpisu. Podjęcie tego ryzyka, włączenie guzika START WŁASNEJ FIRMY, uważam za drugą najlepszą decyzję w swoim życiu. Drugą po decyzji umówienia się z koleżanką Dorotą z  mojej licealnej klasy na randkę. I ta randka, a potem radykalne przebranżowienie się z ekologa na samozatrudnionego a pózniej na przedsiębiorcę, zaważyło na tym jak teraz żyjemy. Żyjemy po prostu na własnych zasadach i oczywiście nie zawsze było różowo, ale kto to dzisiaj pamięta?</p>



<p></p>



<h3 class="kt-adv-heading205_9ac8e0-20 wp-block-kadence-advancedheading" data-kb-block="kb-adv-heading205_9ac8e0-20">Moje bitwy, moje wojny</h3>



<p>I tak wspominając moje różne strachy i obawy chcę się z Tobą podzielić moimi wewnętrznymi walkami na polu strach-odwaga. Nie wiem jak to bywa z Tobą, ale odkąd pamietam to inspirowali mnie ludzie oraz książki. Jeżeli chodzi o <a href="https://kasjanski.pl/ksiazki_czytac_czy_nie_czytac/" target="_blank" rel="noreferrer noopener">książki</a>, to najważniejsze pozycje które wpłynęły na moje wychodzenie ze strefy komfortu, to były: &#8222;<a href="https://lubimyczytac.pl/ksiazka/58072/kto-zabral-moj-ser" target="_blank" rel="noreferrer noopener">Kto zabrał mój ser</a>&#8221; Spencera Johnsona oraz &#8222;<a href="https://lubimyczytac.pl/ksiazka/78470/tak-czy-nie-jak-podejmowac-dobre-decyzje" target="_blank" rel="noreferrer noopener">Tak czy nie. Jak podejmować dobre decyzje</a>&#8221; tego samego autora. Oczywiście, cała masa innych pozycji również dodawała mi  pewności, że jakakolwiek decyzja jest lepsza niż brak decyzji. O wadze czytelnictwa w rozwoju przedsiębiorcy piszę <a href="https://kasjanski.pl/ksiazki_czytac_czy_nie_czytac/">tutaj</a>. </p>



<p>Największą  siłą oddziaływania na mój sposób myślenia były osobiste spotkania z wybitnymi ludźmi. Nie wiem czy masz podobnie, ale gdy dużo pracujesz, to jedynie najbardziej przełomowe momenty zapadają w pamięć. Tak było w połowie lat 90-tych gdy budując swoją firmę potrafiłem najeździć 80000 km rocznie. W tamtych czasach, przy tamtym stanie dróg oraz samochodów, w pewnej chwili po kolejnym wypadku na jaki się natknąłem, zacząłem odczuwać przemożny starch przed prowadzeniem samochodu.</p>



<p>Taki przepełniony strachem o swoje bezpieczeństwo spotkałem się z jednym z moich &#8222;aniołów biznesu&#8221; którzy wywarli na moje życie ogromny wpływ. Mam na myśli Hannah E. K. z USA. Zadałem jej pytanie o to jak przełamać w sobie ten paraliżujący strach gdy wjeżdżając na krajową &#8222;ósemkę&#8221; przed oczami wyświetlają mi się te powidoki wypadków o których chciałbym zapomnieć. Hannach, jak to ma w zwyczaju, spojrzała mi głęboko w oczy i powiedziała: &#8222;Wiesz Tomasz, statki najbezpieczniejsze są w porcie, ale nie dla stania w porcie zostały zbudowane&#8221; Takie proste zdanie całkowicie mnie odblokowało. Przestałem tak bardzo koncentrować się na sobie a przeniosłem uwagę na moich klientów i partnerów w interesach. Zadziałało.</p>


<div class="wp-block-image is-style-default">
<figure class="aligncenter size-large is-resized"><img loading="lazy" decoding="async" width="1024" height="768" src="https://kasjanski.pl/wp-content/uploads/2021/03/Kasjanski-blog-o-przedsiebiorczosci-odwaga-czy-strach-2-1024x768.jpeg" alt="Kasjanski blog o przedsiebiorczosci odwaga czy strach jachty w porcie" class="wp-image-2378" style="width:736px;height:auto" title="Odwaga czy strach - jacht w porcie" srcset="https://kasjanski.pl/wp-content/uploads/2021/03/Kasjanski-blog-o-przedsiebiorczosci-odwaga-czy-strach-2-1024x768.jpeg 1024w, https://kasjanski.pl/wp-content/uploads/2021/03/Kasjanski-blog-o-przedsiebiorczosci-odwaga-czy-strach-2-300x225.jpeg 300w, https://kasjanski.pl/wp-content/uploads/2021/03/Kasjanski-blog-o-przedsiebiorczosci-odwaga-czy-strach-2-768x576.jpeg 768w, https://kasjanski.pl/wp-content/uploads/2021/03/Kasjanski-blog-o-przedsiebiorczosci-odwaga-czy-strach-2-1536x1152.jpeg 1536w, https://kasjanski.pl/wp-content/uploads/2021/03/Kasjanski-blog-o-przedsiebiorczosci-odwaga-czy-strach-2-2048x1536.jpeg 2048w, https://kasjanski.pl/wp-content/uploads/2021/03/Kasjanski-blog-o-przedsiebiorczosci-odwaga-czy-strach-2-1140x855.jpeg 1140w, https://kasjanski.pl/wp-content/uploads/2021/03/Kasjanski-blog-o-przedsiebiorczosci-odwaga-czy-strach-2-scaled.jpeg 1600w" sizes="(max-width: 1024px) 100vw, 1024px" /><figcaption class="wp-element-caption">Bezpieczne jachty w porcie Key West, Floryda. fot. Tomasz Kasjański</figcaption></figure>
</div>


<p></p>



<h3 class="kt-adv-heading205_abf0ed-6f wp-block-kadence-advancedheading" data-kb-block="kb-adv-heading205_abf0ed-6f">&#8222;Czołem tankisty&#8221; czyli moje obawy  w marszu na wschód</h3>



<p>Podobne, niesłychanie jasne wspomnienie mam z przełamywaniem strachów gdy walczyłem ze sobą o to czy  rozwinąć działania mojej firmy na rynku rosyjskim. Wychowałem się w czasach pewnej pogardy do dławiącego prymatu &#8222;Wiecznej przyjaźni polsko-radzieckiej&#8221;. Myślę, że podobne odczucia ma wielu z Was z podobnym do mojego PESEL-em. Na tą niechęć nałożył się strach medialnych doniesień o dzikości rosyjskiego rynku i wręcz kryminalnych &#8222;przygodach&#8221; obcokrajowców w interesach w tym kraju. Nie miałem żadnych problemów na zachodzie Europy, tam zawsze wszystko było przewidywalne i bezpieczne. Ale przemożne wizje czarnej wołgi porywającej dzieci, czy też ogolonych panów &#8222;bez szyi&#8221; wysiadających z czarnego BMW, brrrr</p>



<p>Jakoś nie mogłem się zdobyć na odwagę. Myślałem, liczyłem zarobki po które nie sięgałem, ale jakoś siedziałem na miejscu. Byłem aktywny na Ukrainie, ale Lwów to jeszcze nie Moskwa. Po prostu strach. Pewnego dnia wpadłem nam pomysł, że  może za dużo się naoglądałem telewizji, może nie taki diabeł straszny jak go malują? Zaplanowałem sobie metodę na oswajanie się z Rosją. Najpierw, myślę sobie, pojadę do Kaliningradu na lotnisko samochodem. Gdy tam nie zjedzą mnie wilki to z Kaliningradu polecę do Moskwy samolotem. </p>



<p>I wiecie co się stało? Wylądowałem w Moskwie Domodiedovo, świeżo wybudowanym lotnisku i tak stoję tam i sobie myślę. Kurcze, to nasze Okęcie (wtedy), to taki trochę dworzec PKS-u w porównaniu z tym nowoczesnym lotniskiem. I po kilku dniach w Moskwie poczułem, że oswoiłem rosyjskiego niedźwiedzia. Wyobraź sobie, wcześniej latami odwlekałem kuszącą propozycję zawalczenia o ten duży rynek. A po oswojeniu się i takim etapowym zwalczaniu swojego strachu w przeciągu pól roku byłem na Syberii a wciągu następnych lat byłem chyba we wszystkich większych miastach Rosji aż po Chabarowsk na Dalekim Wschodzie przy granicy z Chinami.</p>



<p>&#8222;Strach ma wielkie oczy ale najczęściej jest bezzębny&#8221;</p>


<div class="wp-block-image is-style-default">
<figure class="aligncenter size-large is-resized"><img loading="lazy" decoding="async" width="768" height="1024" src="https://kasjanski.pl/wp-content/uploads/2021/03/Kasjanski-blog-o-przedsiebiorczosci-odwaga-czy-strach-3-768x1024.jpg" alt="Kasjanski.pl blog o przedsiębiorczości odwaga czy strach? Sobór Przemienienia Pańskiego – prawosławny sobór w Chabarowsku" class="wp-image-2385" style="width:647px;height:auto" srcset="https://kasjanski.pl/wp-content/uploads/2021/03/Kasjanski-blog-o-przedsiebiorczosci-odwaga-czy-strach-3-768x1024.jpg 768w, https://kasjanski.pl/wp-content/uploads/2021/03/Kasjanski-blog-o-przedsiebiorczosci-odwaga-czy-strach-3-225x300.jpg 225w, https://kasjanski.pl/wp-content/uploads/2021/03/Kasjanski-blog-o-przedsiebiorczosci-odwaga-czy-strach-3-1152x1536.jpg 1152w, https://kasjanski.pl/wp-content/uploads/2021/03/Kasjanski-blog-o-przedsiebiorczosci-odwaga-czy-strach-3-1536x2048.jpg 1536w, https://kasjanski.pl/wp-content/uploads/2021/03/Kasjanski-blog-o-przedsiebiorczosci-odwaga-czy-strach-3-1140x1520.jpg 1140w, https://kasjanski.pl/wp-content/uploads/2021/03/Kasjanski-blog-o-przedsiebiorczosci-odwaga-czy-strach-3-scaled.jpg 1200w" sizes="(max-width: 768px) 100vw, 768px" /><figcaption class="wp-element-caption">Prawosławny Sobór Przemienienia Pańskiego w Chabarowsku na Dalekim Wschodzie, fot. T. Kasjański</figcaption></figure>
</div>


<p>O wartości wspólnego budowania firmy rodzinnej wraz z żoną piszę <a href="https://kasjanski.pl/razem-czy-osobno-robic-cos-wspolnie-z-zona-mezem-a-moze-wspolna-firma-zebranie-zarzadu/">tutaj</a>. </p>
<p>Artykuł <a href="https://kasjanski.pl/odwaga-czy-strach/">Odwaga czy strach? Co ma do tego przedsiębiorcze myślenie?</a> pochodzi z serwisu <a href="https://kasjanski.pl">Kasjanski.pl</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://kasjanski.pl/odwaga-czy-strach/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>4</slash:comments>
		
		
		<post-id xmlns="com-wordpress:feed-additions:1">205</post-id>	</item>
	</channel>
</rss>
