<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Kasjanski.pl</title>
	<atom:link href="https://kasjanski.pl/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>https://kasjanski.pl/</link>
	<description>&#124; PRZEDSIĘBIORCZOŚĆ TO NASTAWIENIE &#124;</description>
	<lastBuildDate>Sat, 24 Feb 2024 14:42:30 +0000</lastBuildDate>
	<language>pl-PL</language>
	<sy:updatePeriod>
	hourly	</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>
	1	</sy:updateFrequency>
	

<image>
	<url>https://kasjanski.pl/wp-content/uploads/2021/03/cropped-blog-logo-fix-75x75.png</url>
	<title>Kasjanski.pl</title>
	<link>https://kasjanski.pl/</link>
	<width>32</width>
	<height>32</height>
</image> 
<site xmlns="com-wordpress:feed-additions:1">190599604</site>	<item>
		<title>Klątwa samozatrudnionego czyli wyzwania współpracy międzyludzkiej w biznesie. Każdego rodzaju biznesie.</title>
		<link>https://kasjanski.pl/samozatrudniony-klatwa-samozatrudnionego-czyli-wyzwania-wspolpracy-miedzyludzkiej-w-biznesie/</link>
					<comments>https://kasjanski.pl/samozatrudniony-klatwa-samozatrudnionego-czyli-wyzwania-wspolpracy-miedzyludzkiej-w-biznesie/#comments</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Tomasz Kasjański]]></dc:creator>
		<pubDate>Sat, 24 Feb 2024 14:42:28 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Biznes]]></category>
		<category><![CDATA[Książki]]></category>
		<category><![CDATA[Nastawienie]]></category>
		<category><![CDATA[Osobiste]]></category>
		<category><![CDATA[biznes]]></category>
		<category><![CDATA[praca nad sobą]]></category>
		<category><![CDATA[przedsiębiorczość]]></category>
		<category><![CDATA[rozwój osobisty]]></category>
		<category><![CDATA[samozatrudniony]]></category>
		<category><![CDATA[współpraca]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://kasjanski.pl/?p=2714</guid>

					<description><![CDATA[<p>Klątwy bywają różne, jedne mniej inne bardziej groźne. Może tytułowe przekleństwo nie jest tym z gatunku klątwy Tutenchamona, ale efekty w biznesie przynosi podobne. Czy nie zastanawialiście się, czemu wiele firm dorasta do pewnych rozmiarów a potem nic, ani kroku naprzód? Na pewno wielokrotnie spotykaliśmy się z taka myślą, jak to się dzieje? I w dużej części nie ma to nic wspólnego z brakiem kapitału. Obecna gospodarka daje bardzo wiele możliwości na pozyskanie kapitału zewnętrznego do rozwoju firm. I to kapitału wcale nie takiego drogiego w obsłudze jak większości się wydaje.&#160; Nie będę odkrywał Ameryki na nowo, podzielę się z Wami tylko mymi myślami na ten temat z wielu lat obserwacji. Rzemiosło jako protoplasta samozatrudnienia Dawno, dawno temu była sobie taka grupa, warstwa społeczna jak rzemieślnicy. Setki lat kształtował się etos rzemieślnika, podobnie jak rolnika (na własnej ziemi) i z reguły dziedziczyło się zawód po ojcu. Tak, kobiety miały wtedy inne zadania i nie miały za dużo miejsc do realizowania swoich ambicji.&#160; Ten sposób myślenia rzemieślnika, nie zmieniał się przez pokolenia i był odpowiednikiem dzisiejszego samozatrudnionego. Czas rozwoju maszyn i narzędzi spowodował powolny zanik znaczenia rzemiosła na rzecz manufaktur a potem fabryk zatrudniających setki czy tysiące osób.&#160; Za czasów PRL była to wręcz jedyna furtka na posiadanie własnego warsztatu pracy w gospodarce ręcznie sterowanej. Dodajmy gospodarce opartej na fałszywych, politycznych przesłankach. W czasach słusznie minionych bycie rzemieślnikiem było ściśle reglamentowane, obłożone wszelakimi restrykcjami, ale na szczęście nie umarło. Zasada pracy na swoim była często tematem żartów i kpin świadomie kreowanych przez tzw. „politruków”. Mały, drobny handel warzywami, proste rzemiosła usługowe były po roku 1989 zarzewiem powstawania ogromu polskich firm. I to akurat, że przetrwały, w tym naszym rozmyślaniu jest bardzo pozytywne. Ograniczenia myślenia właścicieli firm Mój dzisiejszy temat jest związany z blokadą wyjścia poza sztywne ramy samozatrudnienia do czegoś więcej, do gotowości do współpracy. W prostym skalowaniu firmy zgodnie z rozwojem rynku, opierając się na zatrudnianiu i doskonałej współpracy szef-pracownik. Zwiększenie skali firmy czy poprzez powołanie spółki, i/lub też powiększanie zespołu pracowników wymaga tzw. umiejętności miękkich. Zdolności z zakresu angielsko brzmiącego wyrażenia HR (human resources), czyli z zarzadzania zasobami ludzkimi. I tu właśnie jest pies pogrzebany. Z jednej strony nikt nas nie uczy, jak postępować z ludźmi zatrudnionymi, z drugiej strony walczymy o rentowność firmy, z trzeciej obawiamy się o kradzież know-how firmy. A z czwartej i to chyba najważniejszej strony, brak elementarnych umiejętności:&#160; &#8211; pracy zespołowej,&#160; &#8211; umiejętności nawiązywania partnerskiej długofalowej współpracy &#8211; oraz zarzadzania ludźmi poprzez wartości.&#160; Bardzo często brak tych umiejętności oraz obawy przed zmianą w tym kierunku powodują, że cala masa firm, w każdej chyba branży osiąga szklany sufit i nie umie go przebić, aby wydostać się na zupełnie inny poziom biznesu.&#160; Poza wyżej wymienionymi przyczynami, chciałbym tu szerzej omówić kilka z przeszkód do skalowalności firmy w kontekście HR. Ma to miejsce zarówno w klasycznych formach zatrudnienia, jak tez w wielu innych formach współpracy na polu biznesowym. Nie wyłączając dobrowolnych zespołów projektowych kilku firm, spółek czy klastrów przedsiębiorstw w jakiejś branży lub regionie. Dotyka to też biznesu tak bardzo głęboko opartego na umiejętnościach współpracy międzyludzkiej jakim jest biznes Multi Level Marketingu, czy biznes oparty o media społecznościowe. Samozatrudniony niezdobytą twierdzą. Brak zaufania do jakiejkolwiek współpracy z powodu obaw o konkurencję i utratę rynku Są zawody szczególnie narażone na ryzyko wrogiej współpracy czy zatrudniania się stricte dla podkradania know-how i klientów. Tu przodują fryzjerzy i fryzjerki, kosmetolożki, manikiurzystki i bardzo wiele podobnych usług. Najczęstszym pomysłem na początku kariery jest zatrudnienie się za bezcen w jakimś renomowanym zakładzie, w celu zdobycie wiedzy, doświadczenia oraz poznania klientów. Potem następuje ucieczka na swoje z zagarnięciem powyższych zasobów poprzedniego pracodawcy. Nie zamierzam tego oceniać, nie czuję się kompetentny w temacie ocen moralnych przytoczonych tu praktyk. Po prostu obserwuję jak działa świat. Chyba podobny mechanizm jest wśród zawodów takich jak lekarz, architekt czy prawnik, gdzie jest ogromna presja niewyjeżdżania na wakacje z powodu obaw o podkradanie klientów/pacjentów. Mamy przyjaciół i znajomych w tych branżach i czasami włos mi się jeży od opowieści, jak często jeden, niezbędny przecież wyjazd na wakacje, o mało nie doprowadził do ruiny wieloletniej praktyki. Koledzy i koleżanki chętnie zaopiekują się Twoimi pacjentami lub klientami, ale nie licz na powrót pacjentów czy klientów do Ciebie.&#160; Bardzo zrozumiale jest w takim przypadku, że kumulowany przez lata stres osadza się bardzo głęboko. Tak bardzo, że osoby zawodowo narażone na takie ryzyko, mają zakodowany permanentny strach przed nawiązywaniem współpracy z kimkolwiek. Nawet gdy temat dotyczy innych dziedzin biznesowych. Następuje tu taka niejako automatyczna ekstrapolacja strachów na inne dziedziny i trzeba lat świadomego samorozwoju, aby to zauważać w sobie a potem skutecznie zwalczyć. Zdaję sobie sprawę, że takie okazanie zaufania nie jest łatwe z definicji. Rozumiem potrzebę stosowania zasady ograniczonego zaufania, podobnie jak w Kodeksie Ruchu Drogowego.&#160; Osobiście jednak wolę wykazać się pewną dozą naiwności i jestem gotów dać każdemu z definicji „carte blanche”.&#160; Tak, bywało, że się zawiodłem, ale po latach potwierdzam, że dochody z okazania zaufania wielokrotnie przewyższają straty związane z nieosiągnięciem dochodów związanych z okazaniem braku zaufania. Z tym większą wdzięcznością spoglądam na dziedzinę mojego biznesowego zaangażowania, gdzie bez zaufania nie zbudujemy długofalowej współpracy a co za tym idzie pieniądze będą jednoazowe lub bardzo krótkotrwale. Ja to zrobię najlepiej. Samozatrudniony „Miszczem” Jest też taka rzemieślnicza maniera „Ja to zrobię najlepiej” albo „A kto to Panu tak spartaczył?”. No dobrze, to drugie nie jest związane z perfekcjonizmem, ale z tanimi sztuczkami marketingowymi w stylu: „Będzie Pan zadowolony” 😉 Perfekcjonizm jest jedną z kolejnych, moim zdaniem, przeszkód w rozwoju firm. Nie tylko wtedy, gdy szef nie pozwala nikomu innemu być za coś odpowiedzialnym, ale również, gdy&#160;&#160;boi się delegować zadania swoim podwładnym lub współpracownikom. Trzeba ogromnej cierpliwości oraz taktu, aby nie zabić w ludziach i tak już wymierających form inicjatywy własnej. Pokolenie wychowane na sitcom-ach i coraz słabszej jakości edukacji głównego nurtu, ma ogromny problem z własną inicjatywą. Czują się niewystarczająco dobrzy, czasem wręcz leniwi i bierni. Zbyt łatwo popadają w utopię: nie zrobię nic, bo albo dobrze, albo wcale. U mnie było wiele razy źle i beznadziejnie zanim stało się znośnie, a po tym dobrze czy wręcz doskonale.&#160; W dziedzinach biznesu opartych na liderstwie i budowaniu dużych społeczności wokół jakiejś idei biznesowej jest to bardzo wrażliwa domena. Transformacja firm z małej do większej czy ogromnej, bez poskromienia swojego perfekcjonizmu oraz mozolnego budowania zaufania wewnątrz organizacji jest praktycznie niemożliwe. Mam tu na myśli coś, co mój kolega z branży nazywa leżeniem na swoim biznesie betonową płytą.&#160; Oszczędny jeszcze, czy już skąpy? Nie będę inwestował w rozwój, czyli we współpracę z kimkolwiek. Ani nie znajdę lepszych fachowców za większe pieniądze. Samozatrudniony z dolarami w oczach. Strach przed inwestycją a czasem wielka chciwość to kolejna przeszkoda w przeskoczeniu firmy na kolejny wyższy poziom. Pracowałem kiedyś w firmie z dziedziny FMCG która znana była z tak niskich zarobków, że podobnie jak znana restauracja na M, stała się dla pracowników firmą pierwszego wyboru. Nigdy jednak na długo. Na pewno było to wkalkulowane w ich biznes plan. Moim zdaniem, wielu przedsiębiorców nie skaluje zatrudnienia w oparciu o jakiś przemyślany plan HR. Często jedynym wyznacznikiem jest optymalizacja kosztów pracownika bez względu na wszystko. Mam w głowie przykład rodzinny pokazujący, że tanio prawie nigdy nie znaczy dobrze.&#160; Mój kuzyn miał małą gastronomię w miejscu, gdzie obok siebie stało chyba 5 czy 7 podobnych biznesów. Zrobił bardzo genialny ruch. Wyszpiegował ile konkurenci płacą swoim pracownikom i zatrudniał swoich za większą stawkę. Kobiety, przy papierosku wymieniały się informacjami. Co dało taki efekt, że pracownice mego kuzyna były najdłużej i najrzetelniej pracującymi osobami w gastronomii w tej okolicy. Dziś, w dobie wszechobecnego internetu, każdy szukający pracy zajrzy na portal typu&#160;www.gowork.pl&#160;i przeczyta opinie o pracodawcy zanim się u niego zatrudni. Kopalnia wiedzy.&#160; Zarządzanie poprzez kij i marchewkę. Przedsiębiorca pastuchem czy ogrodnikiem? Kilka lat temu byłem na konferencji, na której jednym z prelegentów był prof. Blikle który mówił o swojej Doktrynie Jakości. Mowa tam o zarzadzaniu przez tzw. turkusową doktrynę zarzadzania. Przeczytasz o niej w tej książce. W skrócie można to ująć jako zarzadzanie partnerskie, zarządzanie poprzez wolność, zaufanie i współpracę wewnątrz organizacji. Bardzo wielu przedsiębiorcom nie mieści się w głowie takie podejście do pracownika. Nie jest to jedyna forma zarzadzania zespołami w dzisiejszym świecie, ale z pewnością jest ciekawym pomysłem do przeanalizowania.&#160; Rozmawiając z przedsiębiorcami na temat metod motywacji, zauważysz, że znakomicie przeważa jeszcze dzisiaj ta archaiczna i wcale nie efektywna metoda: kija i marchewki. W latach 90-tych, przy przejściu z metody „czy się stoi czy się leży, 2000 się należy”, metoda kija i marchewki była najprostszą do nauczenia się i zastosowania zasadą motywacji pracowników.&#160; Dzisiaj, w dobie budowania zespołów często zorientowanych na efektywność czasową i zadaniowe podejściem do zarządzania, trzeba trochę unowocześnić metody motywacyjne.&#160; Ta archaiczna metoda ogrodniczo-pasterska powodowała niezdrowe emocje w zespole, postawy spychania zadań zamiast prawdziwego zarzadzania. To co najgorsze, skutkowała ona szybkim i często nieodwracalnym wewnętrznym wypaleniem się ludzi. I wtedy musisz od nowa szukać pracowników i tak bez końca.&#160; Mądry samozatrudniony jednak się uczy Od wielu już lat „rozwalała mój system” definicja, która zaszczepił we mnie Robert T. Kiyosaki. Słyszałem ją na konferencji z jego osobistym udziałem. Ten podział na samozatrudnienie oraz na biznes, oparty na wielkości firmy oraz na tym czy generuje jakieś pasywne składowe dochodu. Podział oparty na tym jak długo firma przetrwa bez fizycznego udziału szefa.&#160; I to pytanie bardzo zmieniło mój odbiór wielu firm oraz odpowiedziało mi na wiele pytań odnośnie do tego, jakie podejście gwarantuje rozwój a jakie nie. Przeczytasz o tym w książce &#8222;Bogaty ojciec, biedny ojciec&#8221;. Od niego też (Roberta T. Kiyosaki) nauczysz się podstawowych prawd na temat wyzwań bycia samozatrudnionym. Przy okazji pewnie zmienisz swoje podejście do pieniędzy w myśl zdania: &#8222;to przepływ pieniężny, a nie pieniądze, uwalniają od niepokoju&#8221;. Powyższe idee zawarte są w książce: &#8222;Kwadrant przepływu pieniędzy&#8221; Wiele firm, które pod względem ilości zatrudnionych wydają się duże, po określeniu ich kryteriami Roberta Kiyosakiego okazuje się przerośniętymi firmami samozatrudnionych. Tak, zdaję sobie sprawę, że świat jest pełny krytyków a mało w nim artystów.&#160; Pragnę zachęcić tymi moimi tekstami do spojrzenia na rzeczywistość z innej strony, na poszerzenie swojego światopoglądu, a szczególnie chcę zachęcić do dalszej edukacji zawodowej. Do permanentnej edukacji niezależnie od wielkości Twojego zeszłorocznego PIT-u. To jest foto części mojej biblioteki związanej jedynie z samorozwojem, przedsiębiorczością i dziedzinami pokrewnymi. Zachęcam nie tylko do czytania, co bardziej do tego, aby książki przerabiać. Bardzo, bardzo zachęcam do zmieniania swojego paradygmatu w oparciu o przerabianie książek. Pracę nad sobą w myśl podpowiedzi z książek. Wielu czyta, ale niewielu wprowadza zmiany w swoje życie. Zapraszam do pozostałych artykułów na mym blogu. Na temat paradygmatów zapraszam na mój wpis Tutaj W temacie potrzeby permanentnej edukacji opartej o wartościowe książki zapraszam Tutaj. Jeżeli masz uwagi, pytania i sugestie, gorąco zachęcam do komentowania pod tym postem, w Instagramie oraz na Facebooku. Napisz mi proszę, o czym chciałbyś przeczytać następnym razem. Foto główne wpisu: Image by&#160;Alexandra_Koch&#160;from&#160;Pixabay</p>
<p>Artykuł <a href="https://kasjanski.pl/samozatrudniony-klatwa-samozatrudnionego-czyli-wyzwania-wspolpracy-miedzyludzkiej-w-biznesie/">Klątwa samozatrudnionego czyli wyzwania współpracy międzyludzkiej w biznesie. Każdego rodzaju biznesie.</a> pochodzi z serwisu <a href="https://kasjanski.pl">Kasjanski.pl</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[
<p></p>



<p>Klątwy bywają różne, jedne mniej inne bardziej groźne. Może tytułowe przekleństwo nie jest tym z gatunku klątwy Tutenchamona, ale efekty w biznesie przynosi podobne.</p>



<p>Czy nie zastanawialiście się, czemu wiele firm dorasta do pewnych rozmiarów a potem nic, ani kroku naprzód? Na pewno wielokrotnie spotykaliśmy się z taka myślą, jak to się dzieje? I w dużej części nie ma to nic wspólnego z brakiem kapitału. Obecna gospodarka daje bardzo wiele możliwości na pozyskanie kapitału zewnętrznego do rozwoju firm. I to kapitału wcale nie takiego drogiego w obsłudze jak większości się wydaje.&nbsp;</p>



<p>Nie będę odkrywał Ameryki na nowo, podzielę się z Wami tylko mymi myślami na ten temat z wielu lat obserwacji.</p>



<h2 class="wp-block-heading">Rzemiosło jako protoplasta samozatrudnienia </h2>


<div class="wp-block-image">
<figure class="aligncenter size-full"><img fetchpriority="high" decoding="async" width="800" height="530" src="https://kasjanski.pl/wp-content/uploads/2024/02/Kasjanski-blog-o-przedsiebiorczosci-klatwa-samozatrudnionego-2.jpg" alt="Kasjanski-blog-o-przedsiebiorczosci-klatwa-samozatrudniony" class="wp-image-2734" srcset="https://kasjanski.pl/wp-content/uploads/2024/02/Kasjanski-blog-o-przedsiebiorczosci-klatwa-samozatrudnionego-2.jpg 800w, https://kasjanski.pl/wp-content/uploads/2024/02/Kasjanski-blog-o-przedsiebiorczosci-klatwa-samozatrudnionego-2-300x199.jpg 300w, https://kasjanski.pl/wp-content/uploads/2024/02/Kasjanski-blog-o-przedsiebiorczosci-klatwa-samozatrudnionego-2-768x509.jpg 768w" sizes="(max-width: 800px) 100vw, 800px" /><figcaption class="wp-element-caption">Image by&nbsp;<a href="https://pixabay.com/users/hjwigge-14014540/?utm_source=link-attribution&amp;utm_medium=referral&amp;utm_campaign=image&amp;utm_content=4599405">Heinz-Josef Wigge</a>&nbsp;from&nbsp;<a href="https://pixabay.com/?utm_source=link-attribution&amp;utm_medium=referral&amp;utm_campaign=image&amp;utm_content=4599405">Pixabay</a></figcaption></figure>
</div>


<p>Dawno, dawno temu była sobie taka grupa, warstwa społeczna jak rzemieślnicy. Setki lat kształtował się etos rzemieślnika, podobnie jak rolnika (na własnej ziemi) i z reguły dziedziczyło się zawód po ojcu. Tak, kobiety miały wtedy inne zadania i nie miały za dużo miejsc do realizowania swoich ambicji.&nbsp;</p>



<p>Ten sposób myślenia rzemieślnika, nie zmieniał się przez pokolenia i był odpowiednikiem dzisiejszego samozatrudnionego. Czas rozwoju maszyn i narzędzi spowodował powolny zanik znaczenia rzemiosła na rzecz manufaktur a potem fabryk zatrudniających setki czy tysiące osób.&nbsp;</p>



<p>Za czasów PRL była to wręcz jedyna furtka na posiadanie własnego warsztatu pracy w gospodarce ręcznie sterowanej. Dodajmy gospodarce opartej na fałszywych, politycznych przesłankach. W czasach słusznie minionych bycie rzemieślnikiem było ściśle reglamentowane, obłożone wszelakimi restrykcjami, ale na szczęście nie umarło. Zasada pracy na swoim była często tematem żartów i kpin świadomie kreowanych przez tzw. „politruków”. Mały, drobny handel warzywami, proste rzemiosła usługowe były po roku 1989 zarzewiem powstawania ogromu polskich firm. I to akurat, że przetrwały, w tym naszym rozmyślaniu jest bardzo pozytywne.</p>



<h2 class="wp-block-heading">Ograniczenia myślenia właścicieli firm</h2>



<p>Mój dzisiejszy temat jest związany z blokadą wyjścia poza sztywne ramy samozatrudnienia do czegoś więcej, do gotowości do współpracy. W prostym skalowaniu firmy zgodnie z rozwojem rynku, opierając się na zatrudnianiu i doskonałej współpracy szef-pracownik. Zwiększenie skali firmy czy poprzez powołanie spółki, i/lub też powiększanie zespołu pracowników wymaga tzw. umiejętności miękkich. Zdolności z zakresu angielsko brzmiącego wyrażenia HR (human resources), czyli z zarzadzania zasobami ludzkimi. I tu właśnie jest pies pogrzebany. Z jednej strony nikt nas nie uczy, jak postępować z ludźmi zatrudnionymi, z drugiej strony walczymy o rentowność firmy, z trzeciej obawiamy się o kradzież know-how firmy. A z czwartej i to chyba najważniejszej strony, brak elementarnych umiejętności:&nbsp;</p>



<p>&#8211; pracy zespołowej,&nbsp;</p>



<p>&#8211; umiejętności nawiązywania partnerskiej długofalowej współpracy</p>



<p>&#8211; oraz zarzadzania ludźmi poprzez wartości.&nbsp;</p>



<p>Bardzo często brak tych umiejętności oraz obawy przed zmianą w tym kierunku powodują, że cala masa firm, w każdej chyba branży osiąga szklany sufit i nie umie go przebić, aby wydostać się na zupełnie inny poziom biznesu.&nbsp;</p>



<p>Poza wyżej wymienionymi przyczynami, chciałbym tu szerzej omówić kilka z przeszkód do skalowalności firmy w kontekście HR. Ma to miejsce zarówno w klasycznych formach zatrudnienia, jak tez w wielu innych formach współpracy na polu biznesowym. Nie wyłączając dobrowolnych zespołów projektowych kilku firm, spółek czy klastrów przedsiębiorstw w jakiejś branży lub regionie. Dotyka to też biznesu tak bardzo głęboko opartego na umiejętnościach współpracy międzyludzkiej jakim jest biznes Multi Level Marketingu, czy biznes oparty o media społecznościowe.</p>



<h2 class="wp-block-heading">Samozatrudniony niezdobytą twierdzą. Brak zaufania do jakiejkolwiek współpracy z powodu obaw o konkurencję i utratę rynku</h2>


<div class="wp-block-image">
<figure class="aligncenter size-large is-resized"><img decoding="async" width="1024" height="768" src="https://kasjanski.pl/wp-content/uploads/2024/02/Kasjanski-blog-o-przedsiebiorczosci-klatwa-samozatrudnionego-3-1024x768.jpeg" alt="" class="wp-image-2736" style="object-fit:cover;width:747px;height:auto" srcset="https://kasjanski.pl/wp-content/uploads/2024/02/Kasjanski-blog-o-przedsiebiorczosci-klatwa-samozatrudnionego-3-1024x768.jpeg 1024w, https://kasjanski.pl/wp-content/uploads/2024/02/Kasjanski-blog-o-przedsiebiorczosci-klatwa-samozatrudnionego-3-300x225.jpeg 300w, https://kasjanski.pl/wp-content/uploads/2024/02/Kasjanski-blog-o-przedsiebiorczosci-klatwa-samozatrudnionego-3-768x576.jpeg 768w, https://kasjanski.pl/wp-content/uploads/2024/02/Kasjanski-blog-o-przedsiebiorczosci-klatwa-samozatrudnionego-3-1536x1152.jpeg 1536w, https://kasjanski.pl/wp-content/uploads/2024/02/Kasjanski-blog-o-przedsiebiorczosci-klatwa-samozatrudnionego-3-2048x1536.jpeg 2048w, https://kasjanski.pl/wp-content/uploads/2024/02/Kasjanski-blog-o-przedsiebiorczosci-klatwa-samozatrudnionego-3-1140x855.jpeg 1140w" sizes="(max-width: 1024px) 100vw, 1024px" /><figcaption class="wp-element-caption">Zamek Pernštejn na Morawach. Foto autora.</figcaption></figure>
</div>


<p>Są zawody szczególnie narażone na ryzyko wrogiej współpracy czy zatrudniania się stricte dla podkradania know-how i klientów. Tu przodują fryzjerzy i fryzjerki, kosmetolożki, manikiurzystki i bardzo wiele podobnych usług. Najczęstszym pomysłem na początku kariery jest zatrudnienie się za bezcen w jakimś renomowanym zakładzie, w celu zdobycie wiedzy, doświadczenia oraz poznania klientów. Potem następuje ucieczka na swoje z zagarnięciem powyższych zasobów poprzedniego pracodawcy. Nie zamierzam tego oceniać, nie czuję się kompetentny w temacie ocen moralnych przytoczonych tu praktyk. Po prostu obserwuję jak działa świat.</p>



<p>Chyba podobny mechanizm jest wśród zawodów takich jak lekarz, architekt czy prawnik, gdzie jest ogromna presja niewyjeżdżania na wakacje z powodu obaw o podkradanie klientów/pacjentów. Mamy przyjaciół i znajomych w tych branżach i czasami włos mi się jeży od opowieści, jak często jeden, niezbędny przecież wyjazd na wakacje, o mało nie doprowadził do ruiny wieloletniej praktyki. Koledzy i koleżanki chętnie zaopiekują się Twoimi pacjentami lub klientami, ale nie licz na powrót pacjentów czy klientów do Ciebie.&nbsp;</p>



<p>Bardzo zrozumiale jest w takim przypadku, że kumulowany przez lata stres osadza się bardzo głęboko. Tak bardzo, że osoby zawodowo narażone na takie ryzyko, mają zakodowany permanentny strach przed nawiązywaniem współpracy z kimkolwiek. Nawet gdy temat dotyczy innych dziedzin biznesowych. Następuje tu taka niejako automatyczna ekstrapolacja strachów na inne dziedziny i trzeba lat świadomego samorozwoju, aby to zauważać w sobie a potem skutecznie zwalczyć.</p>



<p>Zdaję sobie sprawę, że takie okazanie zaufania nie jest łatwe z definicji. Rozumiem potrzebę stosowania zasady ograniczonego zaufania, podobnie jak w Kodeksie Ruchu Drogowego.&nbsp;</p>



<p>Osobiście jednak wolę wykazać się pewną dozą naiwności i jestem gotów dać każdemu z definicji „carte blanche”.&nbsp;</p>



<p>Tak, bywało, że się zawiodłem, ale po latach potwierdzam, że dochody z okazania zaufania wielokrotnie przewyższają straty związane z nieosiągnięciem dochodów związanych z okazaniem braku zaufania.</p>



<p>Z tym większą wdzięcznością spoglądam na dziedzinę mojego biznesowego zaangażowania, gdzie bez zaufania nie zbudujemy długofalowej współpracy a co za tym idzie pieniądze będą jednoazowe lub bardzo krótkotrwale.</p>



<h2 class="wp-block-heading">Ja to zrobię najlepiej. Samozatrudniony „Miszczem”</h2>



<p>Jest też taka rzemieślnicza maniera „Ja to zrobię najlepiej” albo „A kto to Panu tak spartaczył?”. No dobrze, to drugie nie jest związane z perfekcjonizmem, ale z tanimi sztuczkami marketingowymi w stylu: „Będzie Pan zadowolony” <img src="https://s.w.org/images/core/emoji/17.0.2/72x72/1f609.png" alt="😉" class="wp-smiley" style="height: 1em; max-height: 1em;" /></p>



<p>Perfekcjonizm jest jedną z kolejnych, moim zdaniem, przeszkód w rozwoju firm. Nie tylko wtedy, gdy szef nie pozwala nikomu innemu być za coś odpowiedzialnym, ale również, gdy&nbsp;&nbsp;boi się delegować zadania swoim podwładnym lub współpracownikom. Trzeba ogromnej cierpliwości oraz taktu, aby nie zabić w ludziach i tak już wymierających form inicjatywy własnej. Pokolenie wychowane na sitcom-ach i coraz słabszej jakości edukacji głównego nurtu, ma ogromny problem z własną inicjatywą. Czują się niewystarczająco dobrzy, czasem wręcz leniwi i bierni. Zbyt łatwo popadają w utopię: nie zrobię nic, bo albo dobrze, albo wcale. U mnie było wiele razy źle i beznadziejnie zanim stało się znośnie, a po tym dobrze czy wręcz doskonale.&nbsp;</p>



<p>W dziedzinach biznesu opartych na liderstwie i budowaniu dużych społeczności wokół jakiejś idei biznesowej jest to bardzo wrażliwa domena. Transformacja firm z małej do większej czy ogromnej, bez poskromienia swojego perfekcjonizmu oraz mozolnego budowania zaufania wewnątrz organizacji jest praktycznie niemożliwe.</p>



<p>Mam tu na myśli coś, co mój kolega z branży nazywa leżeniem na swoim biznesie betonową płytą.&nbsp;</p>



<h2 class="wp-block-heading">Oszczędny jeszcze, czy już skąpy?</h2>



<p>Nie będę inwestował w rozwój, czyli we współpracę z kimkolwiek. Ani nie znajdę lepszych fachowców za większe pieniądze. Samozatrudniony z dolarami w oczach.</p>



<p>Strach przed inwestycją a czasem wielka chciwość to kolejna przeszkoda w przeskoczeniu firmy na kolejny wyższy poziom. Pracowałem kiedyś w firmie z dziedziny FMCG która znana była z tak niskich zarobków, że podobnie jak znana restauracja na M, stała się dla pracowników firmą pierwszego wyboru.  Nigdy jednak na długo. Na pewno było to wkalkulowane w ich biznes plan. Moim zdaniem, wielu przedsiębiorców nie skaluje zatrudnienia w oparciu o jakiś przemyślany plan HR.  Często jedynym wyznacznikiem jest optymalizacja kosztów pracownika bez względu na wszystko. Mam w głowie przykład rodzinny pokazujący, że tanio prawie nigdy nie znaczy dobrze.&nbsp;</p>



<p>Mój kuzyn miał małą gastronomię w miejscu, gdzie obok siebie stało chyba 5 czy 7 podobnych biznesów. Zrobił bardzo genialny ruch. Wyszpiegował ile konkurenci płacą swoim pracownikom i zatrudniał swoich za większą stawkę. Kobiety, przy papierosku wymieniały się informacjami. Co dało taki efekt, że pracownice mego kuzyna były najdłużej i najrzetelniej pracującymi osobami w gastronomii w tej okolicy. Dziś, w dobie wszechobecnego internetu, każdy szukający pracy zajrzy na portal typu&nbsp;<a href="http://www.gowork.pl/">www.gowork.pl</a>&nbsp;i przeczyta opinie o pracodawcy zanim się u niego zatrudni. Kopalnia wiedzy.&nbsp;</p>



<h2 class="wp-block-heading">Zarządzanie poprzez kij i marchewkę. Przedsiębiorca pastuchem czy ogrodnikiem?</h2>


<div class="wp-block-image">
<figure class="aligncenter size-full"><img decoding="async" width="800" height="468" src="https://kasjanski.pl/wp-content/uploads/2024/02/Kasjanski-blog-o-przedsiebiorczosci-klatwa-samozatrudnionego-4.jpg" alt="kasjanski.pl samozatrudniony" class="wp-image-2738" srcset="https://kasjanski.pl/wp-content/uploads/2024/02/Kasjanski-blog-o-przedsiebiorczosci-klatwa-samozatrudnionego-4.jpg 800w, https://kasjanski.pl/wp-content/uploads/2024/02/Kasjanski-blog-o-przedsiebiorczosci-klatwa-samozatrudnionego-4-300x176.jpg 300w, https://kasjanski.pl/wp-content/uploads/2024/02/Kasjanski-blog-o-przedsiebiorczosci-klatwa-samozatrudnionego-4-768x449.jpg 768w" sizes="(max-width: 800px) 100vw, 800px" /><figcaption class="wp-element-caption">Image by&nbsp;<a href="https://pixabay.com/users/alexas_fotos-686414/?utm_source=link-attribution&amp;utm_medium=referral&amp;utm_campaign=image&amp;utm_content=2574251">Alexa</a>&nbsp;from&nbsp;<a href="https://pixabay.com/?utm_source=link-attribution&amp;utm_medium=referral&amp;utm_campaign=image&amp;utm_content=2574251">Pixabay</a></figcaption></figure>
</div>


<p>Kilka lat temu byłem na konferencji, na której jednym z prelegentów był prof. Blikle który mówił o swojej Doktrynie Jakości. Mowa tam o zarzadzaniu przez tzw. turkusową doktrynę zarzadzania. Przeczytasz o niej w tej <a href="https://lubimyczytac.pl/ksiazka/4804238/doktryna-jakosci-wydanie-ii-turkusowe-rzecz-o-turkusowej-samoorganizacji">książce</a>. W skrócie można to ująć jako zarzadzanie partnerskie, zarządzanie poprzez wolność, zaufanie i współpracę wewnątrz organizacji. Bardzo wielu przedsiębiorcom nie mieści się w głowie takie podejście do pracownika. Nie jest to jedyna forma zarzadzania zespołami w dzisiejszym świecie, ale z pewnością jest ciekawym pomysłem do przeanalizowania.&nbsp;</p>



<p>Rozmawiając z przedsiębiorcami na temat metod motywacji, zauważysz, że znakomicie przeważa jeszcze dzisiaj ta archaiczna i wcale nie efektywna metoda: kija i marchewki. W latach 90-tych, przy przejściu z metody „czy się stoi czy się leży, 2000 się należy”, metoda kija i marchewki była najprostszą do nauczenia się i zastosowania zasadą motywacji pracowników.&nbsp;</p>



<p>Dzisiaj, w dobie budowania zespołów często zorientowanych na efektywność czasową i zadaniowe podejściem do zarządzania, trzeba trochę unowocześnić metody motywacyjne.&nbsp;</p>



<p>Ta archaiczna metoda ogrodniczo-pasterska powodowała niezdrowe emocje w zespole, postawy spychania zadań zamiast prawdziwego zarzadzania.  To co najgorsze, skutkowała ona szybkim i często nieodwracalnym wewnętrznym wypaleniem się ludzi. I wtedy musisz od nowa szukać pracowników i tak bez końca.&nbsp;</p>



<h2 class="wp-block-heading">Mądry samozatrudniony jednak się uczy</h2>



<p>Od wielu już lat „rozwalała mój system” definicja, która zaszczepił we mnie Robert T. Kiyosaki.  Słyszałem ją na konferencji z jego osobistym udziałem. Ten podział na samozatrudnienie oraz na biznes, oparty na wielkości firmy oraz na tym czy generuje jakieś pasywne składowe dochodu. Podział oparty na tym jak długo firma przetrwa bez fizycznego udziału szefa.&nbsp;</p>



<p>I to pytanie bardzo zmieniło mój odbiór wielu firm oraz odpowiedziało mi na wiele pytań odnośnie do tego, jakie podejście gwarantuje rozwój a jakie nie. Przeczytasz o tym w książce <a href="https://lubimyczytac.pl/ksiazka/15379/bogaty-ojciec-biedny-ojciec">&#8222;Bogaty ojciec, biedny ojciec&#8221;.</a> </p>



<p>Od niego też (Roberta T. Kiyosaki) nauczysz się podstawowych prawd na temat wyzwań bycia samozatrudnionym. Przy okazji pewnie zmienisz swoje podejście do pieniędzy w myśl zdania: &#8222;to przepływ pieniężny, a nie pieniądze, uwalniają od niepokoju&#8221;. Powyższe  idee zawarte są w książce: <a href="https://lubimyczytac.pl/ksiazka/1874/kwadrant-przeplywu-pieniedzy">&#8222;Kwadrant przepływu pieniędzy&#8221;</a></p>



<p>Wiele firm, które pod względem ilości zatrudnionych wydają się duże, po określeniu ich kryteriami Roberta Kiyosakiego okazuje się przerośniętymi firmami samozatrudnionych.</p>



<p>Tak, zdaję sobie sprawę, że świat jest pełny krytyków a mało w nim artystów.&nbsp;</p>



<p>Pragnę zachęcić tymi moimi tekstami do spojrzenia na rzeczywistość z innej strony, na poszerzenie swojego światopoglądu, a szczególnie chcę zachęcić do dalszej edukacji zawodowej. Do permanentnej edukacji niezależnie od wielkości Twojego zeszłorocznego PIT-u.</p>


<div class="wp-block-image">
<figure class="aligncenter size-full"><img loading="lazy" decoding="async" width="600" height="800" src="https://kasjanski.pl/wp-content/uploads/2024/02/Kasjanski-blog-o-przedsiebiorczosci-klatwa-samozatrudnionego-5.jpg" alt="kasjanski.pl samozatrudniony" class="wp-image-2740" srcset="https://kasjanski.pl/wp-content/uploads/2024/02/Kasjanski-blog-o-przedsiebiorczosci-klatwa-samozatrudnionego-5.jpg 600w, https://kasjanski.pl/wp-content/uploads/2024/02/Kasjanski-blog-o-przedsiebiorczosci-klatwa-samozatrudnionego-5-225x300.jpg 225w" sizes="(max-width: 600px) 100vw, 600px" /><figcaption class="wp-element-caption">Moja biblioteka samorozwoju. Foto autora.</figcaption></figure>
</div>


<p>To jest foto części mojej biblioteki związanej jedynie z samorozwojem, przedsiębiorczością i dziedzinami pokrewnymi. Zachęcam nie tylko do czytania, co bardziej do tego, aby książki przerabiać. Bardzo, bardzo zachęcam do zmieniania swojego paradygmatu w oparciu o przerabianie książek. Pracę nad sobą w myśl podpowiedzi z książek. Wielu czyta, ale niewielu wprowadza zmiany w swoje życie.</p>



<p>Zapraszam do pozostałych artykułów na mym blogu.</p>



<p>Na temat paradygmatów zapraszam na mój wpis <a href="https://kasjanski.pl/paradygmat-praprzyczyna-niepowodzen-czyli-ustawienia-domyslne-programu/">Tutaj</a></p>



<p>W temacie potrzeby permanentnej edukacji opartej o wartościowe książki zapraszam <a href="https://kasjanski.pl/ksiazki_czytac_czy_nie_czytac/">Tutaj</a>.</p>



<p>Jeżeli masz uwagi, pytania i sugestie, gorąco zachęcam do komentowania pod tym postem, w <a href="https://www.instagram.com/tomaszkasjanski/">Instagramie</a> oraz na <a href="https://www.facebook.com/tomasz.kasjanski">Facebooku</a>.</p>



<p>Napisz mi proszę, o czym chciałbyś przeczytać następnym razem.</p>



<hr class="wp-block-separator has-alpha-channel-opacity"/>



<p>Foto główne wpisu: Image by&nbsp;<a href="https://pixabay.com/users/alexandra_koch-621802/?utm_source=link-attribution&amp;utm_medium=referral&amp;utm_campaign=image&amp;utm_content=6112236">Alexandra_Koch</a>&nbsp;from&nbsp;<a href="https://pixabay.com/?utm_source=link-attribution&amp;utm_medium=referral&amp;utm_campaign=image&amp;utm_content=6112236">Pixabay</a> </p>
<p>Artykuł <a href="https://kasjanski.pl/samozatrudniony-klatwa-samozatrudnionego-czyli-wyzwania-wspolpracy-miedzyludzkiej-w-biznesie/">Klątwa samozatrudnionego czyli wyzwania współpracy międzyludzkiej w biznesie. Każdego rodzaju biznesie.</a> pochodzi z serwisu <a href="https://kasjanski.pl">Kasjanski.pl</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://kasjanski.pl/samozatrudniony-klatwa-samozatrudnionego-czyli-wyzwania-wspolpracy-miedzyludzkiej-w-biznesie/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>4</slash:comments>
		
		
		<post-id xmlns="com-wordpress:feed-additions:1">2714</post-id>	</item>
		<item>
		<title>Praprzyczyna niepowodzeń, czyli &#8222;Ustawienia domyślne programu&#8221;</title>
		<link>https://kasjanski.pl/paradygmat-praprzyczyna-niepowodzen-czyli-ustawienia-domyslne-programu/</link>
					<comments>https://kasjanski.pl/paradygmat-praprzyczyna-niepowodzen-czyli-ustawienia-domyslne-programu/#comments</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Tomasz Kasjański]]></dc:creator>
		<pubDate>Thu, 08 Feb 2024 15:53:37 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Biznes]]></category>
		<category><![CDATA[Książki]]></category>
		<category><![CDATA[Nastawienie]]></category>
		<category><![CDATA[Osobiste]]></category>
		<category><![CDATA[biznes]]></category>
		<category><![CDATA[praca nad sobą]]></category>
		<category><![CDATA[przedsiębiorczość]]></category>
		<category><![CDATA[rozwój osobisty]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://kasjanski.pl/?p=2679</guid>

					<description><![CDATA[<p>Witajcie po pewnej przerwie. Na samym początku chcę podziękować wszystkim, którzy tęsknili za wpisami i motywowali mnie do dodawania kolejnych. Wasza zachęta była dla mnie ogromną inspiracją. Trochę czekałem na dokończenie mojej pracy (nad sobą) w myśl jednej z książek o której poniżej.&#160; Chyba każdy spotkał się w komputerze lub telefonie z taką opcja programów, jak ustawienia domyślne. I w większości wypadków to działa, o ile nie mamy ponadprzeciętnych wymagań. Podobnie do komputerów, zauważam, że ludzie coraz częściej i coraz bardziej bezrefleksyjnie żyją na zasadzie ustawień domyślnych. I ma to zastosowanie do każdej dziedziny ich życia, zarówno prywatnej jak i biznesowej. Wpływ paradygmatu na wielkość łopaty Przełom roku 2023/2024 jakoś na Podlasiu zimny, śnieżny i jak dla mnie fitnessowy. Fitnessowy, tzn., że na siłkę nie muszę, bo zamiast tego mam szuflowanie śniegu przed domem. Patrząc na mój BMI to nawet powiem, że to błogosławieństwo&#160;🙂 I jak co roku, a bliżej prawdy to co kilka lat, mam podobne przemyślenia odnośnie do powtarzalności zjawisk około-chodnikowych. Ta powtarzalność ma związek ze sposobem myślenia poszczególnych mieszkańców naszej ulicy. A ma się to mniej więcej tak. Część chodników jest już o 6:05 codziennie odśnieżona, a część długo nie jest odśnieżona albo i wcale. Jako, że mamy dość wygodny styl życia, nie muszę wstawać na którąś tam rano do pracy. Z tego to powodu, chodnik przed naszym domem nie jest odśnieżany w pierwszej kolejności. Moje sumienie i przepisy prawa zmuszają mnie do odśnieżania, ale jak powiedziałem, nie jest to zadanie pierwszorzędne w mojej głowie. I właśnie, to jak my działamy, bierze się z naszych ustawień domyślnych.&#160;Jedni są bardzo rzetelni i zgodnie z zasadami lub po prostu przed wyjściem do pracy odśnieżają. Innym zajmuje to kilka godzin o ile nie dni. Ta oblodzeniowa sytuacja przywodzi mi na myśl porównanie do stylu działania przedsiębiorców. Każdy działa według jakiegoś, nie zawsze zrozumianego przez innych, programu ustawień domyślnych. Bardzo często podstawą jest myślenie o przedsiębiorczości wyniesione z domu. Oczywiście bardzo łatwo recenzować czyjeś zachowania, zwyczaje czy programy domyślne. Ale czy ja nie jestem takim właśnie bezrefleksyjnym odtwórcą czyichś programów? I ta myśl nie dawała mi spokoju. Jakimi programami jestem wypełniony, jakie mam osobiste te: „czym skorupka za młodu nasiąknie”?&#160; Książka wielokrotnego zastosowania Kolejny rok i kolejne podsumowania, postanawiam prześwietlić siebie i powalczyć z własnymi wiatrakami. Wiele wody w Wiśle upłynęło od mojej poprzedniej lektury książki na temat paradygmatów. Może się mylę, bo praktycznie każda książka o rozwoju osobistym o tym pisze, ale takie dogłębne analizy jaki paradygmat mną steruje, który program wewnętrzny, rzadko można znaleźć jako główny temat książki. Właśnie skończyłem przerabiać pozycję znaną mi od dawna, ale dopiero teraz chyba tak dogłębnie ją przepracowałem. Wiecie, jak to jest, czyta się, czyta, ale nie zawsze się przerabia wewnętrznie. Ostatnie miesiące, tak, miesiące, upłynęły mi pod tytułem „Zmień swój paradygmat a odmienisz swoje życie” Boba Proctora. Jakoś tak nieśpiesznie to przerabiałem, tak jakbym nie chciał za szybko książki, a co ważniejsze tematu, zakończyć.&#160; Książka od dawna mi znana, ale przerobiona teraz rezonuje we mnie codziennie. Nawet papierowa wersja gdzieś „zaginęła w walce” ale mi to nie straszne, bardzo lubię czytać na Kindle.&#160; Zastanawiałem się bardzo często czemu ja sam postępuję tak a nie inaczej? Czemu ten czy ów zareagował w ten, zdawałoby się nielogiczny i niekonstruktywny sposób. Otóż, wygląda na to, że bardzo często działamy w myśl sztywnych paradygmatów i przekonań. Szybciej reagujemy zamiast logicznie analizować sytuację, kontrolować nasze reakcje i wyciągać z tego wnioski. Ja o sobie Moim zdaniem, pierwszym i najważniejszym przekonaniem na swój temat, które ma na nas decydujący wpływ, jest to, mówiące o naszej wartości. Przede wszystkim wartości nas samych w naszych własnych oczach oraz o naszej życiowej zaradności. I mam na myśli zaradność we wszystkich ważnych sferach ludzkiego życia. Jakże ważne było nasze wychowanie, często nacechowane brakiem wspierającej atmosfery. Jak to się na Podlasiu mówi: &#8222;Nie chwalę dziecka, bo przecież zrobił tak jak powinien. Reaguję tylko krytycznie, gdy coś zawali&#8221;. Ten wizerunek własny potem rzutuje na nasze relacje, na podejście do własnego zdrowia i do innych ludzi. Inni o mnie Bardzo wielu z nas ma od dzieciństwa zaszyty mechanizm zabiegania o to jak nas postrzegają, jak o nas myślą i co o nas mówią. Słynny Earl Nightingale kiedyś zauważył: „Ludzie w ogóle nie myślą. Gdybyś o tym wiedział, zupełnie nie przejmowałbyś się tym, co myślą.” Ja dodam do tego „co myślą na Twój temat” Ile dramatów, wypalonych relacji czy miałkich życiorysów powstało na bazie tego bardzo zgubnego paradygmatu: co o mnie pomyślą?&#160; Ja o sukcesie i pieniądzach Bardzo ważny w życiu przedsiębiorcy jest nasz stosunek do pieniędzy. Najczęściej jest on nacechowany pejoratywnie lub na odwrót, jest celem nadrzędnym w życiu. Bardzo wiele osób powiela schematy o tym, że pieniądze są złe same w sobie. Kopiujemy takie sztuczki na usprawiedliwianie siebie, że jestem biedny ponieważ jestem dobry. Dzisiaj wiele się mówi i pisze o tym, że pieniądze są neutralne. Dobry lub zły może być człowiek, który je używa. Innym utartym schematem jest myślenie o sukcesie jak o mecie a nie o drodze. Oczywiście jest wiele, wiele innych przekonań, które nam wmówiono i sami sobie je potem powtarzamy przy każdej okazji.&#160;Warto je wszystkie przeanalizować. Ja i mój czas Na pytanie autora do Earla Nightingale o to jak nauczył się zarządzać swoim czasem, Earl odparł:&#160; —&#160;Nie rozumiem, o czym mówisz. Nigdy nie próbowałem nawet zarządzać czasem, bo nikt tego nie potrafi. Czasem nie da się zarządzać, można tylko kontrolować własne działania. A potem wyjął z kieszeni notes i dodał: —&#160;Wieczorami spisuję po prostu to, co chciałbym zrobić następnego dnia, a potem to robię, bo wiem, czym powinienem się zajmować. Często powtarzane to nie znaczy prawdziwe. Nie chcę tu cytować całej książki. Wszystkie nasze programy nadają się do przeglądu. Wiele, bardzo wiele z nich, kwalifikuje się do całkowitej zmiany czy nawet likwidacji. Tyle razy nam powtarzano, że w końcu sami uważamy to za prawdę objawioną i jedyną.&#160; Zapominamy przy tym, że jest mechanizm powtarzania kłamstwa tyle razy, że wydaje nam się, że te kłamstwa są prawdą. Dobitnie to udowadniali Hitler i Stalin w poprzednim stuleciu.&#160; Musimy też zrozumieć, że zmiana paradygmatów, w które wierzyliśmy tyle lat czy dekad, będzie wymagała od nas sporo czasu i uważności. Proces kodowania był długi, więc proces przekodowania nie może zająć tylko chwili.&#160; W tym procesie świadomego kształtowania przekonań, najważniejsze jest zrozumienie wagi naszej woli. Zrozumienie tego, że to my sami powinniśmy dbać o nasze przekonania i o to w co wierzymy. Bycie jedynie odbiorcą bodźców generowanych przez innych nie doprowadzi nas tam, gdzie MY sami chcieli byśmy dotrzeć.&#160; Na ten temat pisał słynny psychiatra Viktor Frankl, były więzień kilku obozów koncentracyjnych w czasie II wojny: — „Niezależnie od intelektualnych lub fizycznych tortur, jakim można poddawać człowieka, nikt nie może sprawić, aby zaczął on myśleć w sposób, w jaki myśleć nie chce”. Kilka podpowiedzi na zakończenie W takim podejściu do naszych celów i dążeń, bardzo spodobała mi się technika opisana w książce. Jest to spisywanie, a potem nagrywanie własnego głosu czytającego scenariusz naszego dobrego życia. Taki wytrych na wewnętrzną walkę idei z naszej podświadomości (starego, błędnego paradygmatu) oraz idei z naszej świadomości (czyli tego co intencjonalnie sobie zakładamy jako cel). Walka o prymat scenariusza dobrego życia jaki chcemy przeżyć. Kolejną wspaniałą podpowiedzią jest codzienne spisywanie i odczytywanie dziennika wdzięczności. Mogę tak wymieniać genialne podpowiedzi Boba Proctora bez końca. Zachęcam gorąco do zadumania się nad naszymi przekonaniami, zachęcam do lektury książki, a potem do codziennego, mozolnego przerabiania tej książki. Jeżeli ta książka trafi do Waszej listy życiowych podręczników będę czuł, że jestem, jesteśmy w dobrym klubie. Zapraszam do wpisu o tym czy warto czytać i co czytać: TUTAJ Zachęcam do komentowania i podzielenia się Twoimi doświadczeniami w tym temacie. Przy okazji proszę o powtórne zalogowanie się do formularza o wysyłce Newslettera (ten w prawej kolumnie). Zmieniłem dostawcę tej usługi. Aby wszystko hulało, najlepiej dodajcie adres email z potwierdzenia które otrzymacie do swojej książki adresowej na Waszej poczcie email.</p>
<p>Artykuł <a href="https://kasjanski.pl/paradygmat-praprzyczyna-niepowodzen-czyli-ustawienia-domyslne-programu/">Praprzyczyna niepowodzeń, czyli &#8222;Ustawienia domyślne programu&#8221;</a> pochodzi z serwisu <a href="https://kasjanski.pl">Kasjanski.pl</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[
<p>Witajcie po pewnej przerwie. Na samym początku chcę podziękować wszystkim, którzy tęsknili za wpisami i motywowali mnie do dodawania kolejnych. Wasza zachęta była dla mnie ogromną inspiracją. Trochę czekałem na dokończenie mojej pracy (nad sobą) w myśl jednej z książek o której poniżej.&nbsp;</p>



<p>Chyba każdy spotkał się w komputerze lub telefonie z taką opcja programów, jak ustawienia domyślne. I w większości wypadków to działa, o ile nie mamy ponadprzeciętnych wymagań. Podobnie do komputerów, zauważam, że ludzie coraz częściej i coraz bardziej bezrefleksyjnie żyją na zasadzie ustawień domyślnych. I ma to zastosowanie do każdej dziedziny ich życia, zarówno prywatnej jak i biznesowej.</p>



<h4 class="wp-block-heading">Wpływ paradygmatu na wielkość łopaty</h4>


<div class="wp-block-image">
<figure class="aligncenter size-full is-resized"><a href="https://foter.co/a7/e75c7d"><img loading="lazy" decoding="async" width="1024" height="683" src="https://kasjanski.pl/wp-content/uploads/2024/02/Kasjanski-blog-o-przedsiebiorczosci-praprzyczyna-niepowodzen-czyli-ustawienia-domyslne-2.jpg" alt="Paradygmat, jakie wielkości łopatę wybrać?" class="wp-image-2687" style="width:800px" srcset="https://kasjanski.pl/wp-content/uploads/2024/02/Kasjanski-blog-o-przedsiebiorczosci-praprzyczyna-niepowodzen-czyli-ustawienia-domyslne-2.jpg 1024w, https://kasjanski.pl/wp-content/uploads/2024/02/Kasjanski-blog-o-przedsiebiorczosci-praprzyczyna-niepowodzen-czyli-ustawienia-domyslne-2-300x200.jpg 300w, https://kasjanski.pl/wp-content/uploads/2024/02/Kasjanski-blog-o-przedsiebiorczosci-praprzyczyna-niepowodzen-czyli-ustawienia-domyslne-2-768x512.jpg 768w" sizes="(max-width: 1024px) 100vw, 1024px" /></a><figcaption class="wp-element-caption">Ulubione poranne zajęcie mieszkańców domów/Photo by <a href="https://foter.co/a7/e75c7d">OregonDOT</a> on <a href="https://foter.com/re9/4a14aa">Foter /</a></figcaption></figure>
</div>


<p>Przełom roku 2023/2024 jakoś na Podlasiu zimny, śnieżny i jak dla mnie fitnessowy. Fitnessowy, tzn., że na siłkę nie muszę, bo zamiast tego mam szuflowanie śniegu przed domem. Patrząc na mój BMI to nawet powiem, że to błogosławieństwo&nbsp;<img src="https://s.w.org/images/core/emoji/17.0.2/72x72/1f642.png" alt="🙂" class="wp-smiley" style="height: 1em; max-height: 1em;" /></p>



<p>I jak co roku, a bliżej prawdy to co kilka lat, mam podobne przemyślenia odnośnie do powtarzalności zjawisk około-chodnikowych. Ta powtarzalność ma związek ze sposobem myślenia poszczególnych mieszkańców naszej ulicy. A ma się to mniej więcej tak. Część chodników jest już o 6:05 codziennie odśnieżona, a część długo nie jest odśnieżona albo i wcale. Jako, że  mamy dość wygodny styl życia, nie muszę wstawać na którąś tam rano do pracy. Z tego to powodu, chodnik przed naszym domem nie jest odśnieżany w pierwszej kolejności. Moje sumienie i przepisy prawa zmuszają mnie do odśnieżania, ale jak powiedziałem, nie jest to zadanie pierwszorzędne w mojej głowie. I właśnie, to jak my działamy, bierze się z naszych ustawień domyślnych.&nbsp;Jedni są bardzo rzetelni i zgodnie z zasadami lub po prostu przed wyjściem do pracy odśnieżają. Innym zajmuje to kilka godzin o ile nie dni.</p>



<p>Ta oblodzeniowa sytuacja przywodzi mi na myśl porównanie do stylu działania przedsiębiorców. Każdy działa według jakiegoś, nie zawsze zrozumianego przez innych, programu ustawień domyślnych. Bardzo często podstawą jest myślenie o przedsiębiorczości wyniesione z domu. Oczywiście bardzo łatwo recenzować czyjeś zachowania, zwyczaje czy programy domyślne. Ale czy ja nie jestem takim właśnie bezrefleksyjnym odtwórcą czyichś programów? I ta myśl nie dawała mi spokoju. Jakimi programami jestem wypełniony, jakie mam osobiste te: „czym skorupka za młodu nasiąknie”?&nbsp;</p>



<h4 class="wp-block-heading">Książka wielokrotnego zastosowania</h4>



<p>Kolejny rok i kolejne podsumowania, postanawiam prześwietlić siebie i powalczyć z własnymi wiatrakami. Wiele wody w Wiśle upłynęło od mojej poprzedniej lektury książki na temat paradygmatów. Może się mylę, bo praktycznie każda książka o rozwoju osobistym o tym pisze, ale takie dogłębne analizy jaki paradygmat mną steruje, który program wewnętrzny, rzadko można znaleźć jako główny temat książki.</p>



<p>Właśnie skończyłem przerabiać pozycję znaną mi od dawna, ale dopiero teraz chyba tak dogłębnie ją przepracowałem. Wiecie, jak to jest, czyta się, czyta, ale nie zawsze się przerabia wewnętrznie. Ostatnie miesiące, tak, miesiące, upłynęły mi pod tytułem „<a href="https://lubimyczytac.pl/ksiazka/5038212/zmien-swoj-paradygmat-a-odmienisz-swoje-zycie">Zmień swój paradygmat a odmienisz swoje życie</a>” Boba Proctora. Jakoś tak nieśpiesznie to przerabiałem, tak jakbym nie chciał za szybko książki, a co ważniejsze tematu, zakończyć.&nbsp;</p>



<p>Książka od dawna mi znana, ale przerobiona teraz rezonuje we mnie codziennie. Nawet papierowa wersja gdzieś „zaginęła w walce” ale mi to nie straszne, bardzo lubię czytać na Kindle.&nbsp;</p>



<p>Zastanawiałem się bardzo często czemu ja sam postępuję tak a nie inaczej? Czemu ten czy ów zareagował w ten, zdawałoby się nielogiczny i niekonstruktywny sposób. Otóż, wygląda na to, że bardzo często działamy w myśl sztywnych paradygmatów i przekonań. Szybciej reagujemy zamiast logicznie analizować sytuację, kontrolować nasze reakcje i wyciągać z tego wnioski. </p>



<h4 class="wp-block-heading">Ja o sobie</h4>



<p>Moim zdaniem, pierwszym i najważniejszym przekonaniem na swój temat, które ma na nas decydujący wpływ, jest to, mówiące o naszej wartości. Przede wszystkim wartości nas samych w naszych własnych oczach oraz o naszej życiowej zaradności. I mam na myśli zaradność we wszystkich ważnych sferach ludzkiego życia. Jakże ważne było nasze wychowanie, często nacechowane brakiem wspierającej atmosfery. Jak to się na Podlasiu mówi: &#8222;Nie chwalę dziecka, bo przecież zrobił tak jak powinien. Reaguję tylko krytycznie, gdy coś zawali&#8221;. Ten wizerunek własny potem rzutuje na nasze relacje, na podejście do własnego zdrowia i do innych ludzi.</p>



<h4 class="wp-block-heading">Inni o mnie</h4>



<p>Bardzo wielu z nas ma od dzieciństwa zaszyty mechanizm zabiegania o to jak nas postrzegają, jak o nas myślą i co o nas mówią.</p>



<p>Słynny Earl Nightingale kiedyś zauważył: „Ludzie w ogóle nie myślą. Gdybyś o tym wiedział, zupełnie nie przejmowałbyś się tym, co myślą.” Ja dodam do tego „co myślą na Twój temat”</p>



<p>Ile dramatów, wypalonych relacji czy miałkich życiorysów powstało na bazie tego bardzo zgubnego paradygmatu: co o mnie pomyślą?&nbsp;</p>



<h4 class="wp-block-heading">Ja o sukcesie i pieniądzach</h4>



<p>Bardzo ważny w życiu przedsiębiorcy jest nasz stosunek do pieniędzy. Najczęściej jest on nacechowany pejoratywnie lub na odwrót, jest celem nadrzędnym w życiu. Bardzo wiele osób powiela schematy o tym, że pieniądze są złe same w sobie. Kopiujemy takie sztuczki na usprawiedliwianie siebie, że jestem biedny ponieważ jestem dobry. Dzisiaj wiele się mówi i pisze o tym, że pieniądze są neutralne. Dobry lub zły może być człowiek, który je używa. </p>



<p>Innym utartym schematem jest myślenie o sukcesie jak o mecie a nie o drodze.  Oczywiście jest wiele, wiele innych przekonań, które nam wmówiono i sami sobie je potem powtarzamy przy każdej okazji.&nbsp;Warto je wszystkie przeanalizować.</p>



<h4 class="wp-block-heading">Ja i mój czas</h4>


<div class="wp-block-image">
<figure class="aligncenter size-full"><img loading="lazy" decoding="async" width="800" height="600" src="https://kasjanski.pl/wp-content/uploads/2021/04/Kasjanski-blog-o-przedsiebiorczosci-razem-czy-osobno-3.jpeg" alt="Paradygmat czasu" class="wp-image-2450" srcset="https://kasjanski.pl/wp-content/uploads/2021/04/Kasjanski-blog-o-przedsiebiorczosci-razem-czy-osobno-3.jpeg 800w, https://kasjanski.pl/wp-content/uploads/2021/04/Kasjanski-blog-o-przedsiebiorczosci-razem-czy-osobno-3-300x225.jpeg 300w, https://kasjanski.pl/wp-content/uploads/2021/04/Kasjanski-blog-o-przedsiebiorczosci-razem-czy-osobno-3-768x576.jpeg 768w" sizes="(max-width: 800px) 100vw, 800px" /><figcaption class="wp-element-caption">Zarządzasz czasem czy sobą w czasie? Photo by&nbsp;<a href="https://foter.co/a6/2f02a2">Infomastern</a>&nbsp;on&nbsp;<a href="http://Foter.com">Foter.com</a></figcaption></figure>
</div>


<p>Na pytanie autora do Earla Nightingale o to jak nauczył się zarządzać swoim czasem, Earl odparł:&nbsp;</p>



<p>—&nbsp;Nie rozumiem, o czym mówisz. Nigdy nie próbowałem nawet zarządzać czasem, bo nikt tego nie potrafi. Czasem nie da się zarządzać, można tylko kontrolować własne działania. A potem wyjął z kieszeni notes i dodał: </p>



<p>—&nbsp;Wieczorami spisuję po prostu to, co chciałbym zrobić następnego dnia, a potem to robię, bo wiem, czym powinienem się zajmować.</p>



<h4 class="wp-block-heading">Często powtarzane to nie znaczy prawdziwe.</h4>



<p>Nie chcę tu cytować całej książki. Wszystkie nasze programy nadają się do przeglądu. Wiele, bardzo wiele z nich, kwalifikuje się do całkowitej zmiany czy nawet likwidacji. Tyle razy nam powtarzano, że w końcu sami uważamy to za prawdę objawioną i jedyną.&nbsp;</p>



<p>Zapominamy przy tym, że jest mechanizm powtarzania kłamstwa tyle razy, że wydaje nam się, że te kłamstwa są prawdą. Dobitnie to udowadniali Hitler i Stalin w poprzednim stuleciu.&nbsp;</p>



<p>Musimy też zrozumieć, że zmiana paradygmatów, w które wierzyliśmy tyle lat czy dekad, będzie wymagała od nas sporo czasu i uważności. Proces kodowania był długi, więc proces przekodowania nie może zająć tylko chwili.&nbsp; W tym procesie świadomego kształtowania przekonań, najważniejsze jest zrozumienie wagi naszej woli. Zrozumienie tego, że to my sami powinniśmy dbać o nasze przekonania i o to w co wierzymy. Bycie jedynie odbiorcą bodźców generowanych przez innych nie doprowadzi nas tam, gdzie MY sami chcieli byśmy dotrzeć.&nbsp;</p>



<p>Na ten temat pisał słynny psychiatra <a href="https://lubimyczytac.pl/ksiazka/4924482/czlowiek-w-poszukiwaniu-sensu">Viktor Frankl</a>, były więzień kilku obozów koncentracyjnych w czasie II wojny: </p>



<p>— „Niezależnie od intelektualnych lub fizycznych tortur, jakim można poddawać człowieka, nikt nie może sprawić, aby zaczął on myśleć w sposób, w jaki myśleć nie chce”.</p>



<h4 class="wp-block-heading">Kilka podpowiedzi na zakończenie</h4>



<p>W takim podejściu do naszych celów i dążeń, bardzo spodobała mi się technika opisana w książce.  Jest to spisywanie, a potem nagrywanie własnego głosu czytającego scenariusz naszego dobrego życia. Taki wytrych na wewnętrzną walkę idei z naszej podświadomości (starego, błędnego paradygmatu) oraz idei z naszej świadomości (czyli tego co intencjonalnie sobie zakładamy jako cel). Walka o prymat scenariusza dobrego życia jaki chcemy przeżyć. Kolejną wspaniałą podpowiedzią jest codzienne spisywanie i odczytywanie dziennika wdzięczności.</p>



<p>Mogę tak wymieniać genialne podpowiedzi Boba Proctora bez końca. Zachęcam gorąco do zadumania się nad naszymi przekonaniami, zachęcam do lektury książki, a potem do codziennego, mozolnego przerabiania tej książki. Jeżeli ta książka trafi do Waszej listy życiowych podręczników będę czuł, że jestem, jesteśmy w dobrym klubie.</p>



<p>Zapraszam do wpisu o tym czy warto czytać i co czytać: <a href="http://kasjanski.pl/ksiazki_czytac_czy_nie_czytac/">TUTAJ</a></p>



<p>Zachęcam do komentowania i podzielenia się Twoimi doświadczeniami w tym temacie.</p>



<p>Przy okazji proszę o powtórne zalogowanie się do formularza o wysyłce Newslettera (ten w prawej kolumnie). Zmieniłem dostawcę tej usługi. </p>



<p>Aby wszystko hulało, najlepiej dodajcie adres email z potwierdzenia które otrzymacie do swojej książki adresowej na Waszej poczcie email.</p>
<p>Artykuł <a href="https://kasjanski.pl/paradygmat-praprzyczyna-niepowodzen-czyli-ustawienia-domyslne-programu/">Praprzyczyna niepowodzeń, czyli &#8222;Ustawienia domyślne programu&#8221;</a> pochodzi z serwisu <a href="https://kasjanski.pl">Kasjanski.pl</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://kasjanski.pl/paradygmat-praprzyczyna-niepowodzen-czyli-ustawienia-domyslne-programu/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>6</slash:comments>
		
		
		<post-id xmlns="com-wordpress:feed-additions:1">2679</post-id>	</item>
		<item>
		<title>Strzelił focha, czyli handlowanie to gra.</title>
		<link>https://kasjanski.pl/strzelil-focha-czyli-handlowanie-to-gra/</link>
					<comments>https://kasjanski.pl/strzelil-focha-czyli-handlowanie-to-gra/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Tomasz Kasjański]]></dc:creator>
		<pubDate>Fri, 22 Oct 2021 12:29:23 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Biznes]]></category>
		<category><![CDATA[Książki]]></category>
		<category><![CDATA[Nastawienie]]></category>
		<category><![CDATA[Osobiste]]></category>
		<category><![CDATA[biznes]]></category>
		<category><![CDATA[handlowanie]]></category>
		<category><![CDATA[postawa]]></category>
		<category><![CDATA[praca nad sobą]]></category>
		<category><![CDATA[profesjonalizm]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://kasjanski.pl/?p=2610</guid>

					<description><![CDATA[<p>Czy kiedykolwiek czułeś się obrażany absurdalną ceną lub niestosownymi warunkami współpracy? Ja, do początków lat 2000-ych wielokrotnie. Wcale nie było mi z tym dobrze. Wręcz czułem się obco w świecie handlu czy targów z powodu emocji jakie wtedy odczuwałem. Handlowanie było mi wtedy kompletnie obce i wręcz niemoralne. Mam wrażenie, że to była spuścizna wyśmiewania przedsiębiorczych ludzi w czasach słusznie minionych. W PRL-u handlowców najłagodniej nazywano mianem spekulanta. Przecież system socjalistyczny miał nam wszystko dostarczyć wedle naszych potrzeb. Jak żyć, gdy każdy z nas musiał przynajmniej od czasu do czasu pójść na rynek i kupić tam, niedostępne w sklepach dobra. Z takim balastem weszliśmy w pionierskie czasy polskiego kapitalizmu lat 90-tych. &#160; Książka ratująca życie Na pewno każdy z Was ma takie książki w życiu, które może określić jako te „ratujące życie”. To tak jak z jakąś medyczną procedurą lub lekiem, który jest niezbędny, aby przeżyć w danych warunkach zdrowotnych. Więcej o wadze czytania i rozwoju osobistego piszę we wpisie: Książki, czytać czy nie czytać? Dla mnie (mówiąc po białostocku 😉 ), jedną z takich książek jest „Handlowanie to gra” Wojciecha Hamana i Jerzego Guta. Przeczytałem ją po raz pierwszy równo 21 lat temu. To taka pozycja, która była przełomowa w mojej drodze biznesowej, a co więcej, bardzo pomogła w codziennym życiu. Dzięki tej pozycji wyzbyłem się (mam taką nadzieję) bardzo negatywnej postawy, którą prezentowałem podczas wielu transakcji czy rozmów biznesowych. Wyzbyłem się poczucia bycia obrażanym przez kontrahenta lub sprzedawcę. Było to spowodowane tym co i w jaki sposób mi zaproponował.&#160; Po prosu podchodziłem do takich rozmów czy targów bardzo serio i przyjmowałem bardzo poważnie każde zdanie wypowiedziane przez rozmówcę. Często ucinałem dalsze rozmowy czy negocjacje oraz czułem się dogłębnie dotknięty „taką” propozycją. W ogóle nie zdawałem sobie sprawy, że to co do mnie mówi rozmówca, to może być część handlowania, negocjacji, coś co Haman i Gut określili w książce mianem gry. Takie jak to mówi młodzież „wyjęcie kija z d…y” pozwoliło mi po wielokroć na kontynuowanie rozmów czy targów i przyjęcia partnerskiej postawy w rozmowie. Tak się składa, że zrozumienie roli uczestników gry, a nie branie wszystkich „wistów” czy deklaracji drugiej strony jako śmiertelnie poważnych i ostatecznych, dało mi ogromna swobodę i kompletnie oczyściło moje emocje. Mogłem z radością bawić się dalej. Jak później zauważyłem, takie podejście jest bazowe i powszechne przy wszystkich transakcjach w narodach od Bliskiego Wschodu aż po krańce wschodniego świata. Mam wrażenie, że tą podświadomą formę gry podczas handlowania, narody wschodu mają jako część swojej tożsamości. W wielu krajach obraźliwe jest niepodjęcie żadnej próby targowania się. Na zachodzie z tym bywa różnie. Przypomina mi się sytuacja którą opisywałem we wpisie „Chytry Dymitry”, czyli rzetelność przedsiębiorcy, gdzie na moje pytanie do żydowskiego handlowca o to, czy ktoś w ogóle kupuje za pierwszą, absurdalnie wysoką cenę, odpowiedział, że Niemcy zawsze tak robią. Dlatego też, on zawsze pierwszą cenę daje z sufitu a dopiero gdy to nie zadziała, zaczyna się właściwa gra. I to w tej książce jest chyba najważniejsze. Gorąco zachęcam do przeczytania tej książki. Brak postawy a złe emocje. Jest takie amerykańskie określenie, że ktoś ma dobrą, (silną) lub złą, (słabą) postawę. Oni nazywają to „posture”. Analizując moje odczucia, doszedłem do wniosku, że moja łatwość do obrażania się, rzucania tzw. focha, wynikała z moje złej, słabej postawy. Słaba postawa wynikała z poczucia niskiego wizerunku własnego. Zauważyłem, że osoby z właściwym wizerunkiem własnym nie przejmują się tak dogłębnie i nie biorą wszystkiego tak na poważnie. Mają większą swobodę w rozmowach i nie zrywają negocjacji z byle powodu. Co więcej, zauważyłem, że nie tylko ja odczuwam te złe emocje, ale też dając je odczuć rozmówcy, zatruwam niejako atmosferę czegoś, co druga strona odbierała do tej pory jako świetną zabawę. To nic, że zabawa ta skutkowała konkretnymi, bardzo namacalnymi skutkami, np. kwotami realnych pieniędzy. Z perspektywy fachowców nadal była zabawą. Takie mentalne przeciąganie liny. A tu ja, taki „niedoucony” i słaby wewnętrznie rozmówca obrażał się i psuł całą zabawę. Te złe emocje natychmiast „rozlewały” się na wszystkich biorących udział w rozmowie czy postronnych obserwatorów. To takie trochę biologiczne, gdy do grupy bawiących się szczeniaków dołącza agresywny pies i nagle wszyscy się gryzą. Jeden osobnik zmienia nastrój grupy. Po prostu koniec zabawy, zabieram swoje łopatki, wiaderka i zmieniam piaskownicę. Mniej więcej w taki sposób oceniam dziś moje odczucia w tamtym czasie. Czasie przed zmianą jaką spowodowała we mnie ta książka. Właściwe podejście daje radę. Tak jak napisali autorzy książki, podobnie jak w każdej grze, profesjonaliści wygrywają z amatorami. My wraz z Dorotką, odkąd przestudiowaliśmy tą książkę, zaczęliśmy stosować te porady na każdym właściwie kroku. Nie tylko w prowadzonej przez nas firmie, ale na każdych zakupach czy innych negocjacjach. Podchodzimy do tego wesoło i lekko, jak do zabawy i do gry. I to nam się bardzo opłaca. Dzisiaj wiemy, że gdy sprzedawca mówi tą czy inna frazę, nie chce nas obrazić, tylko zaczyna z nami grę. I my, wcale się na te pierwsze ruchy nie nabieramy, tylko dajemy się wciągnąć w grę i gramy naszymi kartami. Od czasu do czasu udajemy, że nie widzimy, że ktoś gra znaczonymi kartami, podchodzimy do tego o wiele swobodniej. Często jakieś dziwne promocje czy zachęty to tylko czysta gra i do tego nagle przypominamy sobie, że już w nią graliśmy. I zaczynamy rozumieć, gdzie mogą kryć się prawdziwe okazje, a gdzie nie warto „licytować”. Sami też nauczyliśmy się tego podejścia i gdy kupujemy coś zawsze wchodzimy w ten ton zabawy, gry. Pytamy o jakąś super zniżkę z takiego czy innego powodu. Często jedynym powodem jest to, że się uśmiechniemy do sprzedawcy naszym magicznym uśmiechem nr 8. I wiecie co? Bardzo, ale to bardzo często dostajemy to o co prosimy, tylko dlatego, że zaczęliśmy bawić się w grę zwaną handlowaniem. We wcześniejszych wpisach opowiadałem Wam, że Dorota najbardziej lubi prezenty. Ale nie ze względu na ich cenę, tylko na fakt, ile przy okazji udało mi się wytargować i obniżyć kwotę do zapłaty. Muszę pamiętać, że handlowanie to GRA 🙂 My robimy to na wesoło i bez spiny, zachowując cały czas dobry nastrój i utrzymując dobrą postawę zarówno naszą jak i naszego rozmówcy. &#160; Mam nadzieję, że zaintrygowałem Was na tyle, abyście sięgnęli po tą książkę. Może zmieni ona Wasze postrzeganie negocjacji handlowych jako gry i oszczędzi mnóstwa złych emocji oraz pozwoli zarobić mnóstwo pieniędzy. Zachęcam też do wpisu na temat Kobiet Przedsiębiorczych TUTAJ.</p>
<p>Artykuł <a href="https://kasjanski.pl/strzelil-focha-czyli-handlowanie-to-gra/">Strzelił focha, czyli handlowanie to gra.</a> pochodzi z serwisu <a href="https://kasjanski.pl">Kasjanski.pl</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[
<p>Czy kiedykolwiek czułeś się obrażany absurdalną ceną lub niestosownymi warunkami współpracy? Ja, do początków lat 2000-ych wielokrotnie. Wcale nie było mi z tym dobrze. Wręcz czułem się obco w świecie handlu czy targów z powodu emocji jakie wtedy odczuwałem. Handlowanie było mi wtedy kompletnie obce i wręcz niemoralne. Mam wrażenie, że to była spuścizna wyśmiewania przedsiębiorczych ludzi w czasach słusznie minionych. W PRL-u handlowców najłagodniej nazywano mianem spekulanta. Przecież system socjalistyczny miał nam wszystko dostarczyć wedle naszych potrzeb. Jak żyć, gdy każdy z nas musiał przynajmniej od czasu do czasu pójść na rynek i kupić tam, niedostępne w sklepach dobra. Z takim balastem weszliśmy w pionierskie czasy polskiego kapitalizmu lat 90-tych. &nbsp;</p>



<div class="wp-block-image"><figure class="aligncenter size-full"><img loading="lazy" decoding="async" width="799" height="534" src="https://kasjanski.pl/wp-content/uploads/2021/10/Kasjanski-blog-o-przedsiebiorczosci-strzelil-focha-handlowanie-to-gra-2.jpg" alt="Kasjanski.pl Blog o Przedsiębiorczość handlowanie" class="wp-image-2613" srcset="https://kasjanski.pl/wp-content/uploads/2021/10/Kasjanski-blog-o-przedsiebiorczosci-strzelil-focha-handlowanie-to-gra-2.jpg 799w, https://kasjanski.pl/wp-content/uploads/2021/10/Kasjanski-blog-o-przedsiebiorczosci-strzelil-focha-handlowanie-to-gra-2-300x201.jpg 300w, https://kasjanski.pl/wp-content/uploads/2021/10/Kasjanski-blog-o-przedsiebiorczosci-strzelil-focha-handlowanie-to-gra-2-768x513.jpg 768w" sizes="(max-width: 799px) 100vw, 799px" /><figcaption>Książki &#8222;ratujące życie&#8221; /Photo by <a href="https://foter.co/a7/20b2f0">shixart1985</a> on <a href="https://foter.com/re9/9e00a8">Foter.com</a>/</figcaption></figure></div>



<p></p>



<h4 class="wp-block-heading">Książka ratująca życie</h4>



<p>Na pewno każdy z Was ma takie książki w życiu, które może określić jako te „ratujące życie”. To tak jak z jakąś medyczną procedurą lub lekiem, który jest niezbędny, aby przeżyć w danych warunkach zdrowotnych. Więcej o wadze czytania i rozwoju osobistego piszę we wpisie: <a href="https://kasjanski.pl/ksiazki_czytac_czy_nie_czytac/">Książki, czytać czy nie czytać?</a></p>



<p>Dla mnie (mówiąc po białostocku <img src="https://s.w.org/images/core/emoji/17.0.2/72x72/1f609.png" alt="😉" class="wp-smiley" style="height: 1em; max-height: 1em;" /> ), jedną z takich książek jest „<a href="https://lubimyczytac.pl/ksiazka/186582/handlowanie-to-gra-od-namawiania-i-zebrania-do-zaspokojenia-potrzeb-klienta">Handlowanie to gra</a>” Wojciecha Hamana i Jerzego Guta. Przeczytałem ją po raz pierwszy równo 21 lat temu. To taka pozycja, która była przełomowa w mojej drodze biznesowej, a co więcej, bardzo pomogła w codziennym życiu. Dzięki tej pozycji wyzbyłem się (mam taką nadzieję) bardzo negatywnej postawy, którą prezentowałem podczas wielu transakcji czy rozmów biznesowych. Wyzbyłem się poczucia bycia obrażanym przez kontrahenta lub sprzedawcę. Było to spowodowane tym co i w jaki sposób mi zaproponował.&nbsp; </p>



<p>Po prosu podchodziłem do takich rozmów czy targów bardzo serio i przyjmowałem bardzo poważnie każde zdanie wypowiedziane przez rozmówcę. Często ucinałem dalsze rozmowy czy negocjacje oraz czułem się dogłębnie dotknięty „taką” propozycją. W ogóle nie zdawałem sobie sprawy, że to co do mnie mówi rozmówca, to może być część handlowania, negocjacji, coś co Haman i Gut określili w książce mianem gry. Takie jak to mówi młodzież „wyjęcie kija z d…y” pozwoliło mi po wielokroć na kontynuowanie rozmów czy targów i przyjęcia partnerskiej postawy w rozmowie. Tak się składa, że zrozumienie roli uczestników gry, a nie branie wszystkich „wistów” czy deklaracji drugiej strony jako śmiertelnie poważnych i ostatecznych, dało mi ogromna swobodę i kompletnie oczyściło moje emocje. Mogłem z radością bawić się dalej. </p>



<div class="wp-block-image"><figure class="aligncenter size-full"><img loading="lazy" decoding="async" width="799" height="533" src="https://kasjanski.pl/wp-content/uploads/2021/10/Kasjanski-blog-o-przedsiebiorczosci-strzelil-focha-handlowanie-to-gra-3.jpg" alt="Kasjanski.pl Blog o Przedsiębiorczość handlowanie" class="wp-image-2614" srcset="https://kasjanski.pl/wp-content/uploads/2021/10/Kasjanski-blog-o-przedsiebiorczosci-strzelil-focha-handlowanie-to-gra-3.jpg 799w, https://kasjanski.pl/wp-content/uploads/2021/10/Kasjanski-blog-o-przedsiebiorczosci-strzelil-focha-handlowanie-to-gra-3-300x200.jpg 300w, https://kasjanski.pl/wp-content/uploads/2021/10/Kasjanski-blog-o-przedsiebiorczosci-strzelil-focha-handlowanie-to-gra-3-768x512.jpg 768w" sizes="(max-width: 799px) 100vw, 799px" /><figcaption>Handlowanie to GRA / Photo by <a href="ttps://foter.co/a7/07921b">PMillera4</a> on <a href="https://foter.com/re9/973120">Foter.com</a>/</figcaption></figure></div>



<p>Jak później zauważyłem, takie podejście jest bazowe i powszechne przy wszystkich transakcjach w narodach od Bliskiego Wschodu aż po krańce wschodniego świata. Mam wrażenie, że tą podświadomą formę gry podczas handlowania, narody wschodu mają jako część swojej tożsamości. W wielu krajach obraźliwe jest niepodjęcie żadnej próby targowania się. Na zachodzie z tym bywa różnie. Przypomina mi się sytuacja którą opisywałem we wpisie <a href="https://kasjanski.pl/chytry-dymitry-czyli-rzetelnosc-przedsiebiorcy/">„Chytry Dymitry”, czyli rzetelność przedsiębiorcy</a>, gdzie na moje pytanie do żydowskiego handlowca o to, czy ktoś w ogóle kupuje za pierwszą, absurdalnie wysoką cenę, odpowiedział, że Niemcy zawsze tak robią. Dlatego też, on zawsze pierwszą cenę daje z sufitu a dopiero gdy to nie zadziała, zaczyna się właściwa gra. I to w tej książce jest chyba najważniejsze. Gorąco zachęcam do przeczytania tej książki.</p>



<h4 class="wp-block-heading">Brak postawy a złe emocje.</h4>



<p>Jest takie amerykańskie określenie, że ktoś ma dobrą, (silną) lub złą, (słabą) postawę. Oni nazywają to „posture”. Analizując moje odczucia, doszedłem do wniosku, że moja łatwość do obrażania się, rzucania tzw. focha, wynikała z moje złej, słabej postawy. Słaba postawa wynikała z poczucia niskiego wizerunku własnego. Zauważyłem, że osoby z właściwym wizerunkiem własnym nie przejmują się tak dogłębnie i nie biorą wszystkiego tak na poważnie. Mają większą swobodę w rozmowach i nie zrywają negocjacji z byle powodu. Co więcej, zauważyłem, że nie tylko ja odczuwam te złe emocje, ale też dając je odczuć rozmówcy, zatruwam niejako atmosferę czegoś, co druga strona odbierała do tej pory jako świetną zabawę. To nic, że zabawa ta skutkowała konkretnymi, bardzo namacalnymi skutkami, np. kwotami realnych pieniędzy. Z perspektywy fachowców nadal była zabawą. </p>



<p>Takie mentalne przeciąganie liny. A tu ja, taki „niedoucony” i słaby wewnętrznie rozmówca obrażał się i psuł całą zabawę. Te złe emocje natychmiast „rozlewały” się na wszystkich biorących udział w rozmowie czy postronnych obserwatorów. To takie trochę biologiczne, gdy do grupy bawiących się szczeniaków dołącza agresywny pies i nagle wszyscy się gryzą. Jeden osobnik zmienia nastrój grupy. Po prostu koniec zabawy, zabieram swoje łopatki, wiaderka i zmieniam piaskownicę. Mniej więcej w taki sposób oceniam dziś moje odczucia w tamtym czasie. Czasie przed zmianą jaką spowodowała we mnie ta książka.</p>



<h4 class="wp-block-heading">Właściwe podejście daje radę.</h4>



<p>Tak jak napisali autorzy książki, podobnie jak w każdej grze, profesjonaliści wygrywają z amatorami. My wraz z Dorotką, odkąd przestudiowaliśmy tą książkę, zaczęliśmy stosować te porady na każdym właściwie kroku. Nie tylko w prowadzonej przez nas firmie, ale na każdych zakupach czy innych negocjacjach. Podchodzimy do tego wesoło i lekko, jak do zabawy i do gry. I to nam się bardzo opłaca. </p>



<p>Dzisiaj wiemy, że gdy sprzedawca mówi tą czy inna frazę, nie chce nas obrazić, tylko zaczyna z nami grę. I my, wcale się na te pierwsze ruchy nie nabieramy, tylko dajemy się wciągnąć w grę i gramy naszymi kartami. Od czasu do czasu udajemy, że nie widzimy, że ktoś gra znaczonymi kartami, podchodzimy do tego o wiele swobodniej. Często jakieś dziwne promocje czy zachęty to tylko czysta gra i do tego nagle przypominamy sobie, że już w nią graliśmy. I zaczynamy rozumieć, gdzie mogą kryć się prawdziwe okazje, a gdzie nie warto „licytować”.</p>



<div class="wp-block-image"><figure class="aligncenter size-full"><img loading="lazy" decoding="async" width="797" height="529" src="https://kasjanski.pl/wp-content/uploads/2021/10/Kasjanski-blog-o-przedsiebiorczosci-strzelil-focha-handlowanie-to-gra-4.png" alt="Kasjanski.pl Blog o Przedsiębiorczość handlowanie" class="wp-image-2615" srcset="https://kasjanski.pl/wp-content/uploads/2021/10/Kasjanski-blog-o-przedsiebiorczosci-strzelil-focha-handlowanie-to-gra-4.png 797w, https://kasjanski.pl/wp-content/uploads/2021/10/Kasjanski-blog-o-przedsiebiorczosci-strzelil-focha-handlowanie-to-gra-4-300x199.png 300w, https://kasjanski.pl/wp-content/uploads/2021/10/Kasjanski-blog-o-przedsiebiorczosci-strzelil-focha-handlowanie-to-gra-4-768x510.png 768w" sizes="(max-width: 797px) 100vw, 797px" /><figcaption>Grając w karty najważniejsze jest aby dobrze się bawić.</figcaption></figure></div>



<p>Sami też nauczyliśmy się tego podejścia i gdy kupujemy coś zawsze wchodzimy w ten ton zabawy, gry. Pytamy o jakąś super zniżkę z takiego czy innego powodu. Często jedynym powodem jest to, że się uśmiechniemy do sprzedawcy naszym magicznym uśmiechem nr 8. I wiecie co? Bardzo, ale to bardzo często dostajemy to o co prosimy, tylko dlatego, że zaczęliśmy bawić się w grę zwaną handlowaniem. We wcześniejszych wpisach opowiadałem Wam, że Dorota najbardziej lubi prezenty. Ale nie ze względu na ich cenę, tylko na fakt, ile przy okazji udało mi się wytargować i obniżyć kwotę do zapłaty. Muszę pamiętać, że handlowanie to GRA <img src="https://s.w.org/images/core/emoji/17.0.2/72x72/1f642.png" alt="🙂" class="wp-smiley" style="height: 1em; max-height: 1em;" /></p>



<p>My robimy to na wesoło i bez spiny, zachowując cały czas dobry nastrój i utrzymując dobrą postawę zarówno naszą jak i naszego rozmówcy. &nbsp;</p>



<p>Mam nadzieję, że zaintrygowałem Was na tyle, abyście sięgnęli po tą książkę. Może zmieni ona Wasze postrzeganie negocjacji handlowych jako gry i oszczędzi mnóstwa złych emocji oraz pozwoli zarobić mnóstwo pieniędzy.</p>



<p>Zachęcam też do wpisu na temat Kobiet Przedsiębiorczych <strong><a href="https://kasjanski.pl/kobieta-przedsiebiorcza-byc/">TUTAJ</a></strong>.</p>
<p>Artykuł <a href="https://kasjanski.pl/strzelil-focha-czyli-handlowanie-to-gra/">Strzelił focha, czyli handlowanie to gra.</a> pochodzi z serwisu <a href="https://kasjanski.pl">Kasjanski.pl</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://kasjanski.pl/strzelil-focha-czyli-handlowanie-to-gra/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
		<post-id xmlns="com-wordpress:feed-additions:1">2610</post-id>	</item>
		<item>
		<title>„Chytry Dymitry”, czyli rzetelność  przedsiębiorcy. Szybkie biznesowe strzały czy może jednak firma na pokolenia?</title>
		<link>https://kasjanski.pl/chytry-dymitry-czyli-rzetelnosc-przedsiebiorcy/</link>
					<comments>https://kasjanski.pl/chytry-dymitry-czyli-rzetelnosc-przedsiebiorcy/#comments</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Tomasz Kasjański]]></dc:creator>
		<pubDate>Wed, 29 Sep 2021 15:20:09 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Biznes]]></category>
		<category><![CDATA[Nastawienie]]></category>
		<category><![CDATA[Osobiste]]></category>
		<category><![CDATA[biznes]]></category>
		<category><![CDATA[odwaga]]></category>
		<category><![CDATA[przedsiębiorczość]]></category>
		<category><![CDATA[rodzina]]></category>
		<category><![CDATA[rzetelność]]></category>
		<category><![CDATA[uczciwość]]></category>
		<category><![CDATA[wiarygodność]]></category>
		<category><![CDATA[wygrał-wygrał]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://kasjanski.pl/?p=2575</guid>

					<description><![CDATA[<p>Wakacje, wakacje i po wakacjach. Właśnie wróciliśmy ze wspaniałych dwóch (prawie) tygodni w Grecji z przyjaciółmi i od razu ręce mi się wyrywają do napisania powakacyjnych wniosków. Wniosków z tego wyjazdu mam wiele, a do tego takich, które samego mnie bardzo zaskoczyły. Jedne dotyczą odkrycia fizjologii naszych organizmów, inne są typowo biznesowe. Takie magiczne słowo rzetelność. Pierwsze to nieoczekiwane odkrycie, że wraz z Dorotką jesteśmy jednak stworzeniami w pełni fotowoltaicznymi. To takie modne ostatnio słowo doskonale pasuje do opisu naszego zachowania w kolejnym już wrześniu.&#160; Wrzesień nadchodzi i my hyc! i do Grecji. My fotowoltaiczni. Wychodzi na to, że jesteśmy napędzani słońcem, szczególnie wtedy, gdy na ukochanym Podlasiu leje i jest po prostu zimno. Chyba wrzesień i marzec to takie specjalne miesiące na przełomie pór roku, w których musimy się doładowywać fotowoltaicznie słoneczkiem, a to na Florydzie a to w Grecji. I marzec świetnie nadaje się do odwiedzin „Florci” a wrzesień idealny jest na wyjazd do Grecji. I na tym ostatnim wygrzewaniu kuperków odwiedziliśmy tzw. „Laiki” czyli miejscowy lokalny targ warzywny. W naszym miasteczku odbywa się w poniedziałki. To co było tam uderzające, to swoisty system miar i wag. Fakt, oczywiście każdy sprzedawca miał wagę i nawet jej używał. Wrzucał nasze bakłażany czy inne ociekające sokiem brzoskwinie na wagę, ale za każdym razem liczył i mnożył w pełnych kilogramach, 1, 2, 3 razy cena za kilogram. I przy tym wiadomo, turysta dziś jest a jutro go nie ma. Miałem zabawę, aby uchwycić ten szybki moment wrzucenia towaru na wagę i dopatrzeć się ile to dokładnie waży. Raz mi się udało. Na wadze było chyba z 1,60 kg. Przystojny Grek, z uśmiechem na ustach liczy 2 kg. I aby jeszcze nas odprawić w dobrych nastrojach, dorzuca „od siebie” po 1-2 sztuki owocu, aby wyglądać hojnie i elegancko. Dorzucił może do tych 1,80 kg, a klient szczęśliwy i dziękuję po stokroć w obcym dla siebie języku. Taka lokalna kupiecka rzetelność. Przypomina mi się takie podlaskie powiedzenie. Jak to na Podlasiu przeważnie bywa, powiedzenie pogranicza kultur, języków i mentalności. Brzmi ono “Chytry Dymitry, no Wania toże nie durak” co na nasze w wolnym tłumaczeniu brzmi: „Chytry Dymitr, ale Janek też nie jest głupi”. Mówi ono o takiej ciekawej cesze ludzi zaradnych albo nawet “nad-zaradnych” jaką jest chytrość.&#160; Tutaj świetnie pasuje wyjaśnienie, które stosuje na wykładach moja żona Dorota, na temat różnic pomiędzy sprytem a chytrością. Dorota zawsze opisuje te dwa zjawiska prostym zdaniem: Spryt wynika z inteligencji, a chytrość z głupoty. Ja widzę tu bardzo wiele odniesień do naszej codzienności biznesowej. Popatrzmy na często spotykaną niespójność założeń, oczekiwań i działań. Ludzie bardzo często inwestują ogromny wysiłek, nieprzespane noce, nieprzeliczone zasoby, szczególnie finansowe, aby ich wymarzona firma wystartowała i działała sprawnie. Bardzo często obok niezwykłych obciążeń finansów rodziny, hipotek i podpisanych w banku weksli, przypłacają to ceną dysfunkcyjnych rodzin czy małżeństw. Wiadomo, każdy z nas ma 24 godziny na dobę, więc czas włożony w firmę nie może być jednocześnie zainwestowany w rodzinę. Na temat rodzinnej przedsiębiorczości, robienia biznesu przez małżeństwa piszę tutaj. Prosty rachunek zysków i strat. Czyli, z jednej strony mamy zaangażowane maksimum środków, postawione na szalę ryzyko bankructwa rodziny i często wypracowany wcześniej lub odziedziczony majątek. Z drugiej strony poprzez brak kupieckiej rzetelności ryzykujemy wszytko. Czyli patrząc na to z pewnej odległości, suma ryzyka, zobowiązań i poświęceń jest jak najbardziej długofalowa. I to przy hipotekach i kredytach liczona dekadami a nie latami. Na temat odwagi w życiu przedsiębiorcy piszę TUTAJ. Zdarza się, że właściciel danej firmy robi ruchy, wchodzi w interesy, dokonuje zakupów absolutnie obliczonych na krótki szybki i “łatwy” zarobek. Jeżeli ma być łatwy, to pewnie kosztem klienta lub kontrahenta. Jakby można było pogodzić krótkoterminowe, czasem jednorazowe zyski z długoterminowym ryzykiem i ceną liczoną w rozwodach, zaprzepaszczonych relacjach z dziećmi czy utratą zdrowia. Jakoś tak mi się to nie spina w żadną całość.&#160; Chcę wetknąć kij w mrowisko i zapytać: Czy to ma sens? Czy przypadkiem nie warto byłoby przemyśleć porządek naszych priorytetów i naszych motywacji. Oczywiście niezbędne jest być przedsiębiorczym i nie unikać okazji, ale jednocześnie jak ognia wystrzegać się “łatwych”, “szybkich deal-i” czyli tzw. złotych strzałów w biznesie. Takich działań, które mogą zszargać reputację i niekoniecznie przynieść upragniony zysk. Może zbyt wiele oczekuję, ale mam w pamięci wszystkie moje transakcje w których jako klient, czyli płatnik otrzymałem za swoje ciężko zarobione pieniądze co najmniej tyle ile oczekiwałem. Takie firmy, takich ludzi się pamięta. To właśnie jest reputacja, która zaprocentuje. Często gdy nie wciśniemy na siłę, a nawet odradzamy szkodliwy zakup, klient wraca i dokona ogromnych zakupów ponieważ poczuł się uczciwie potraktowany. Jednocześnie pamiętam wszystkich moich kontrahentów, którym nie zależało na długofalowym zysku, tylko na tym maksymalnym, ale przez to jednorazowym zarobku. Często sami „post factum” mówimy do siebie: nie wszystko złoto co się świeci. Wśród moich znajomych często pojawia się to czy inne nazwisko w kontekście: -Z nim/nią interesy?&#160; &#8211; Przenigdy. Popatrzmy, jak działa system ocen i opinii w dzisiejszym handlu internetowym. Tak, zgadza się, masz rację, że często ten system jest nieudolny. Opłacone trolle wypisują opinie pochlebne o firmie zamawiającej taką opinię i paszkwile pisane pod zamówienie, aby zniszczyć, oczernić konkurencję. Chcę zwrócić jedynie uwagę na zmianę mentalności klienta internetowego w porównaniu do klienta stacjonarnego. Dzisiaj, szczególnie w dobie lockdown-ów, nasze zakupy online zastępują zakupy offline. Kupując na odległość musimy jakoś wyrobić sobie opinie w którym sklepie zamienić nasze pieniądze na towar czy usługę. I tu zadajmy sobie pytanie: czy szybki, łatwy zarobek na już, nie zabierze nam możliwości na przyszłość? Pamiętajmy, że z internetu nic nie znika na zawsze. Tutaj wielu z Was powie, że zmiany w dzisiejszym świecie zachodzą tak szybko. Szczególnie w biznesie online zmiany prześcigają możliwości percepcji właściciela firmy czy inwestora. Czy to jest rzeczywiście prawda w przypadku Twojej firmy? Czy to przypadkiem nie jest tak, że twój klient podobnie jak ty, woli kupić u kogoś kogo zna z poprzednich udanych transakcji i po prostu nie chce ryzykować? Zapytasz więc czy mam prawo o tym tak jasno pisać? Myślę, że tak. Moich dwóch największych i najdłużej z nami współdziałających klientów, współpracuje z naszą rodzinną firmą ponad 20 lat. Do tego łączą nas bardzo przyjacielskie i już dawno pozabiznesowe relacje. Gdy pojawiły się problemy zdrowotne, jak to w każdej rodzinie, nasz najlepszy klient sam zorganizował i zaproponował pomoc i okazał troskę. Do tego zarobiliśmy wspólnie przez dekady całkiem przyjemne sumy. Taki wymarzony układ: wygrał-wygrał. Wygrał-wygrał. Mam nadzieję, że może ten przykład pomoże niektórym uwierzyć, że prawdziwe pieniądze biorą się z zaufania i dobrych relacji. Pamiętam film dokumentalny o handlu diamentami w belgijskiej Antwerpii. Odbywa się to wewnątrz bardzo hermetycznej społeczności tamtejszych jubilerów. Dzieje się to w grupie naszych „starszych braci w wierze” czyli w diasporze żydowskiej. Wniosek wynikający z filmu był bardzo prosty. Przy tak dużych kwotach nie wymaga się jakiś skomplikowanych umów. Wystarczy, że ktoś cieszący się zaufaniem poręczy za Ciebie, że jesteś uczciwy. Tam to jest ważniejsze niż reklama. Na koniec, ciśnie mi się takie porównanie pomiędzy sprytnym, przedsiębiorczym a chytrym i chciwym: „niektórym monety na dzisiaj tak dokładnie zasłaniają oczy, że nie widzą banknotów na jutro”</p>
<p>Artykuł <a href="https://kasjanski.pl/chytry-dymitry-czyli-rzetelnosc-przedsiebiorcy/">„Chytry Dymitry”, czyli rzetelność  przedsiębiorcy. Szybkie biznesowe strzały czy może jednak firma na pokolenia?</a> pochodzi z serwisu <a href="https://kasjanski.pl">Kasjanski.pl</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[
<p>Wakacje, wakacje i po wakacjach. Właśnie wróciliśmy ze wspaniałych dwóch (prawie) tygodni w Grecji z przyjaciółmi i od razu ręce mi się wyrywają do napisania powakacyjnych wniosków. Wniosków z tego wyjazdu mam wiele, a do tego takich, które samego mnie bardzo zaskoczyły. Jedne dotyczą odkrycia fizjologii naszych organizmów, inne są typowo biznesowe. Takie magiczne słowo rzetelność.</p>



<p>Pierwsze to nieoczekiwane odkrycie, że wraz z Dorotką jesteśmy jednak stworzeniami w pełni fotowoltaicznymi. To takie modne ostatnio słowo doskonale pasuje do opisu naszego zachowania w kolejnym już wrześniu.&nbsp; Wrzesień nadchodzi i my hyc! i do Grecji. </p>



<p> </p>



<div class="wp-block-image"><figure class="aligncenter size-large is-resized"><img decoding="async" src="https://kasjanski.pl/wp-content/uploads/2021/09/Kasjanski-blog-o-przedsiebiorczosci-chytry-dymitry-rzetelnosc-2-1024x768.jpeg" alt="" class="wp-image-2578" width="800" srcset="https://kasjanski.pl/wp-content/uploads/2021/09/Kasjanski-blog-o-przedsiebiorczosci-chytry-dymitry-rzetelnosc-2-1024x768.jpeg 1024w, https://kasjanski.pl/wp-content/uploads/2021/09/Kasjanski-blog-o-przedsiebiorczosci-chytry-dymitry-rzetelnosc-2-300x225.jpeg 300w, https://kasjanski.pl/wp-content/uploads/2021/09/Kasjanski-blog-o-przedsiebiorczosci-chytry-dymitry-rzetelnosc-2-768x576.jpeg 768w, https://kasjanski.pl/wp-content/uploads/2021/09/Kasjanski-blog-o-przedsiebiorczosci-chytry-dymitry-rzetelnosc-2-1536x1152.jpeg 1536w, https://kasjanski.pl/wp-content/uploads/2021/09/Kasjanski-blog-o-przedsiebiorczosci-chytry-dymitry-rzetelnosc-2-2048x1536.jpeg 2048w, https://kasjanski.pl/wp-content/uploads/2021/09/Kasjanski-blog-o-przedsiebiorczosci-chytry-dymitry-rzetelnosc-2-1140x855.jpeg 1140w" sizes="(max-width: 1024px) 100vw, 1024px" /><figcaption>Wrześniowa Grecja &#8211; wyspa Aegina. Foto Tomasz Kasjański</figcaption></figure></div>



<h4 class="wp-block-heading">My fotowoltaiczni.</h4>



<p>Wychodzi na to, że jesteśmy napędzani słońcem, szczególnie wtedy, gdy na ukochanym Podlasiu leje i jest po prostu zimno. Chyba wrzesień i marzec to takie specjalne miesiące na przełomie pór roku, w których musimy się doładowywać fotowoltaicznie słoneczkiem, a to na Florydzie a to w Grecji. I marzec świetnie nadaje się do odwiedzin „Florci” a wrzesień idealny jest na wyjazd do Grecji.</p>



<p>I na tym ostatnim wygrzewaniu kuperków odwiedziliśmy tzw. „Laiki” czyli miejscowy lokalny targ warzywny. W naszym miasteczku odbywa się w poniedziałki. </p>



<p> </p>



<div class="wp-block-image"><figure class="aligncenter size-large is-resized"><img loading="lazy" decoding="async" src="https://kasjanski.pl/wp-content/uploads/2021/09/Kasjanski-blog-o-przedsiebiorczosci-chytry-dymitry-rzetelnosc-3-1024x768.jpeg" alt="" class="wp-image-2580" width="800" height="562"/><figcaption>Laiki czyli poniedziałkowy targ w Saronidzie. Foto Tomasz Kasjański</figcaption></figure></div>



<p>To co było tam uderzające, to swoisty system miar i wag. Fakt, oczywiście każdy sprzedawca miał wagę i nawet jej używał. Wrzucał nasze bakłażany czy inne ociekające sokiem brzoskwinie na wagę, ale za każdym razem liczył i mnożył w pełnych kilogramach, 1, 2, 3 razy cena za kilogram. I przy tym wiadomo, turysta dziś jest a jutro go nie ma. Miałem zabawę, aby uchwycić ten szybki moment wrzucenia towaru na wagę i dopatrzeć się ile to dokładnie waży. Raz mi się udało. Na wadze było chyba z 1,60 kg. Przystojny Grek, z uśmiechem na ustach liczy 2 kg. I aby jeszcze nas odprawić w dobrych nastrojach, dorzuca „od siebie” po 1-2 sztuki owocu, aby wyglądać hojnie i elegancko. Dorzucił może do tych 1,80 kg, a klient szczęśliwy i dziękuję po stokroć w obcym dla siebie języku. Taka lokalna kupiecka rzetelność.</p>



<p> </p>



<div class="wp-block-image"><figure class="aligncenter size-large is-resized"><img decoding="async" src="https://kasjanski.pl/wp-content/uploads/2021/09/Kasjanski-blog-o-przedsiebiorczosci-chytry-dymitry-rzetelnosc-4-768x1024.jpeg" alt="" class="wp-image-2581" width="800" srcset="https://kasjanski.pl/wp-content/uploads/2021/09/Kasjanski-blog-o-przedsiebiorczosci-chytry-dymitry-rzetelnosc-4-768x1024.jpeg 768w, https://kasjanski.pl/wp-content/uploads/2021/09/Kasjanski-blog-o-przedsiebiorczosci-chytry-dymitry-rzetelnosc-4-225x300.jpeg 225w, https://kasjanski.pl/wp-content/uploads/2021/09/Kasjanski-blog-o-przedsiebiorczosci-chytry-dymitry-rzetelnosc-4-1152x1536.jpeg 1152w, https://kasjanski.pl/wp-content/uploads/2021/09/Kasjanski-blog-o-przedsiebiorczosci-chytry-dymitry-rzetelnosc-4-1536x2048.jpeg 1536w, https://kasjanski.pl/wp-content/uploads/2021/09/Kasjanski-blog-o-przedsiebiorczosci-chytry-dymitry-rzetelnosc-4-1140x1520.jpeg 1140w, https://kasjanski.pl/wp-content/uploads/2021/09/Kasjanski-blog-o-przedsiebiorczosci-chytry-dymitry-rzetelnosc-4-scaled.jpeg 1920w" sizes="(max-width: 768px) 100vw, 768px" /><figcaption>Oliwki, oliweczki. A najlepsze to te z Kalamaty. Foto Tomasz Kasjański</figcaption></figure></div>



<h4 class="wp-block-heading">Przypomina mi się takie podlaskie powiedzenie.</h4>



<p>Jak to na Podlasiu przeważnie bywa, powiedzenie pogranicza kultur, języków i mentalności. </p>



<p>Brzmi ono “<em>Chytry Dymitry, no Wania toże nie durak</em>” co na nasze w wolnym tłumaczeniu brzmi: „<em>Chytry Dymitr, ale Janek też nie jest głupi</em>”. Mówi ono o takiej ciekawej cesze ludzi zaradnych albo nawet “nad-zaradnych” jaką jest chytrość.&nbsp; Tutaj świetnie pasuje wyjaśnienie, które stosuje na wykładach moja żona Dorota, na temat różnic pomiędzy sprytem a chytrością. Dorota zawsze opisuje te dwa zjawiska prostym zdaniem: Spryt wynika z inteligencji, a chytrość z głupoty. Ja widzę tu bardzo wiele odniesień do naszej codzienności biznesowej.</p>



<p>Popatrzmy na często spotykaną niespójność założeń, oczekiwań i działań. Ludzie bardzo często inwestują ogromny wysiłek, nieprzespane noce, nieprzeliczone zasoby, szczególnie finansowe, aby ich wymarzona firma wystartowała i działała sprawnie. Bardzo często obok niezwykłych obciążeń finansów rodziny, hipotek i podpisanych w banku weksli, przypłacają to ceną dysfunkcyjnych rodzin czy małżeństw. Wiadomo, każdy z nas ma 24 godziny na dobę, więc czas włożony w firmę nie może być jednocześnie zainwestowany w rodzinę. </p>



<p>Na temat rodzinnej przedsiębiorczości, robienia biznesu przez małżeństwa piszę <a href="https://kasjanski.pl/razem-czy-osobno-robic-cos-wspolnie-z-zona-mezem-a-moze-wspolna-firma-zebranie-zarzadu/">tutaj</a>.</p>



<p> </p>



<div class="wp-block-image"><figure class="aligncenter size-full is-resized"><img decoding="async" src="https://kasjanski.pl/wp-content/uploads/2021/09/Kasjanski-blog-o-przedsiebiorczosci-chytry-dymitry-rzetelnosc-7.jpeg" alt="" class="wp-image-2586" width="800" srcset="https://kasjanski.pl/wp-content/uploads/2021/09/Kasjanski-blog-o-przedsiebiorczosci-chytry-dymitry-rzetelnosc-7.jpeg 799w, https://kasjanski.pl/wp-content/uploads/2021/09/Kasjanski-blog-o-przedsiebiorczosci-chytry-dymitry-rzetelnosc-7-300x213.jpeg 300w, https://kasjanski.pl/wp-content/uploads/2021/09/Kasjanski-blog-o-przedsiebiorczosci-chytry-dymitry-rzetelnosc-7-768x545.jpeg 768w" sizes="(max-width: 799px) 100vw, 799px" /><figcaption>Najważniejsza inwestycja &#8211; rodzina / Photo by <a href="https://foter.co/a7/2e9fb5">San Diego Shooter</a> on <a href="https://foter.com/re9/6138dc">Foter</a> /</figcaption></figure></div>



<h4 class="wp-block-heading">Prosty rachunek zysków i strat.</h4>



<p>Czyli, z jednej strony mamy zaangażowane maksimum środków, postawione na szalę ryzyko bankructwa rodziny i często wypracowany wcześniej lub odziedziczony majątek. Z drugiej strony poprzez brak kupieckiej rzetelności ryzykujemy wszytko. Czyli patrząc na to z pewnej odległości, suma ryzyka, zobowiązań i poświęceń jest jak najbardziej długofalowa. I to przy hipotekach i kredytach liczona dekadami a nie latami. Na temat odwagi w życiu przedsiębiorcy piszę <a href="https://kasjanski.pl/odwaga-czy-strach/"><span class="has-inline-color has-vivid-red-color">TUTAJ</span></a>.</p>



<p>Zdarza się, że właściciel danej firmy robi ruchy, wchodzi w interesy, dokonuje zakupów absolutnie obliczonych na krótki szybki i “łatwy” zarobek. Jeżeli ma być łatwy, to pewnie kosztem klienta lub kontrahenta. Jakby można było pogodzić krótkoterminowe, czasem jednorazowe zyski z długoterminowym ryzykiem i ceną liczoną w rozwodach, zaprzepaszczonych relacjach z dziećmi czy utratą zdrowia. Jakoś tak mi się to nie spina w żadną całość.&nbsp;</p>



<h4 class="wp-block-heading">Chcę wetknąć kij w mrowisko i zapytać: Czy to ma sens?</h4>



<p>Czy przypadkiem nie warto byłoby przemyśleć porządek naszych priorytetów i naszych motywacji. Oczywiście niezbędne jest być przedsiębiorczym i nie unikać okazji, ale jednocześnie jak ognia wystrzegać się “łatwych”, “szybkich deal-i” czyli tzw. złotych strzałów w biznesie. Takich działań, które mogą zszargać reputację i niekoniecznie przynieść upragniony zysk.</p>



<p>Może zbyt wiele oczekuję, ale mam w pamięci wszystkie moje transakcje w których jako klient, czyli płatnik otrzymałem za swoje ciężko zarobione pieniądze co najmniej tyle ile oczekiwałem. Takie firmy, takich ludzi się pamięta. To właśnie jest reputacja, która zaprocentuje. Często gdy nie wciśniemy na siłę, a nawet odradzamy szkodliwy zakup, klient wraca i dokona ogromnych zakupów ponieważ poczuł się uczciwie potraktowany.</p>



<p>Jednocześnie pamiętam wszystkich moich kontrahentów, którym nie zależało na długofalowym zysku, tylko na tym maksymalnym, ale przez to jednorazowym zarobku. Często sami „post factum” mówimy do siebie: nie wszystko złoto co się świeci. Wśród moich znajomych często pojawia się to czy inne nazwisko w kontekście:</p>



<p>-Z nim/nią interesy?&nbsp; &#8211; Przenigdy.</p>



<h4 class="wp-block-heading">Popatrzmy, jak działa system ocen i opinii w dzisiejszym handlu internetowym. </h4>



<p>Tak, zgadza się, masz rację, że często ten system jest nieudolny. Opłacone trolle wypisują opinie pochlebne o firmie zamawiającej taką opinię i paszkwile pisane pod zamówienie, aby zniszczyć, oczernić konkurencję. Chcę zwrócić jedynie uwagę na zmianę mentalności klienta internetowego w porównaniu do klienta stacjonarnego. Dzisiaj, szczególnie w dobie lockdown-ów, nasze zakupy online zastępują zakupy offline. Kupując na odległość musimy jakoś wyrobić sobie opinie w którym sklepie zamienić nasze pieniądze na towar czy usługę.</p>



<p>I tu zadajmy sobie pytanie: czy szybki, łatwy zarobek na już, nie zabierze nam możliwości na przyszłość? Pamiętajmy, że z internetu nic nie znika na zawsze.</p>



<p>Tutaj wielu z Was powie, że zmiany w dzisiejszym świecie zachodzą tak szybko. Szczególnie w biznesie online zmiany prześcigają możliwości percepcji właściciela firmy czy inwestora. Czy to jest rzeczywiście prawda w przypadku Twojej firmy? Czy to przypadkiem nie jest tak, że twój klient podobnie jak ty, woli kupić u kogoś kogo zna z poprzednich udanych transakcji i po prostu nie chce ryzykować?</p>



<p>Zapytasz więc czy mam prawo o tym tak jasno pisać? Myślę, że tak. Moich dwóch największych i najdłużej z nami współdziałających klientów, współpracuje z naszą rodzinną firmą ponad 20 lat. Do tego łączą nas bardzo przyjacielskie i już dawno pozabiznesowe relacje. Gdy pojawiły się problemy zdrowotne, jak to w każdej rodzinie, nasz najlepszy klient sam zorganizował i zaproponował pomoc i okazał troskę. Do tego zarobiliśmy wspólnie przez dekady całkiem przyjemne sumy. Taki wymarzony układ: wygrał-wygrał.</p>



<p> </p>



<h4 class="wp-block-heading">Wygrał-wygrał.</h4>



<p>Mam nadzieję, że może ten przykład pomoże niektórym uwierzyć, że prawdziwe pieniądze biorą się z zaufania i dobrych relacji. Pamiętam film dokumentalny o handlu diamentami w belgijskiej Antwerpii.</p>



<p> Odbywa się to wewnątrz bardzo hermetycznej społeczności tamtejszych jubilerów. Dzieje się to w grupie naszych „starszych braci w wierze” czyli w diasporze żydowskiej. Wniosek wynikający z filmu był bardzo prosty. Przy tak dużych kwotach nie wymaga się jakiś skomplikowanych umów. Wystarczy, że ktoś cieszący się zaufaniem poręczy za Ciebie, że jesteś uczciwy. Tam to jest ważniejsze niż reklama.</p>



<div class="wp-block-image"><figure class="aligncenter size-large is-resized"><img decoding="async" src="https://kasjanski.pl/wp-content/uploads/2021/09/Kasjanski-blog-o-przedsiebiorczosci-chytry-dymitry-rzetelnosc-6-1024x664.png" alt="" class="wp-image-2583" width="800" srcset="https://kasjanski.pl/wp-content/uploads/2021/09/Kasjanski-blog-o-przedsiebiorczosci-chytry-dymitry-rzetelnosc-6-1024x664.png 1024w, https://kasjanski.pl/wp-content/uploads/2021/09/Kasjanski-blog-o-przedsiebiorczosci-chytry-dymitry-rzetelnosc-6-300x194.png 300w, https://kasjanski.pl/wp-content/uploads/2021/09/Kasjanski-blog-o-przedsiebiorczosci-chytry-dymitry-rzetelnosc-6-768x498.png 768w, https://kasjanski.pl/wp-content/uploads/2021/09/Kasjanski-blog-o-przedsiebiorczosci-chytry-dymitry-rzetelnosc-6-1536x995.png 1536w, https://kasjanski.pl/wp-content/uploads/2021/09/Kasjanski-blog-o-przedsiebiorczosci-chytry-dymitry-rzetelnosc-6-2048x1327.png 2048w, https://kasjanski.pl/wp-content/uploads/2021/09/Kasjanski-blog-o-przedsiebiorczosci-chytry-dymitry-rzetelnosc-6-1140x739.png 1140w" sizes="(max-width: 1024px) 100vw, 1024px" /><figcaption>Taki kawałek węgla, tylko trochę wartościowy.</figcaption></figure></div>



<p><strong>Na koniec, ciśnie mi się takie porównanie pomiędzy sprytnym, przedsiębiorczym a chytrym i chciwym: „niektórym monety na dzisiaj tak dokładnie zasłaniają oczy, że nie widzą banknotów na jutro”</strong></p>



<p></p>
<p>Artykuł <a href="https://kasjanski.pl/chytry-dymitry-czyli-rzetelnosc-przedsiebiorcy/">„Chytry Dymitry”, czyli rzetelność  przedsiębiorcy. Szybkie biznesowe strzały czy może jednak firma na pokolenia?</a> pochodzi z serwisu <a href="https://kasjanski.pl">Kasjanski.pl</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://kasjanski.pl/chytry-dymitry-czyli-rzetelnosc-przedsiebiorcy/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>4</slash:comments>
		
		
		<post-id xmlns="com-wordpress:feed-additions:1">2575</post-id>	</item>
		<item>
		<title>Kobietą przedsiębiorczą być. I to na przełomie XIX i XX wieku? A jak jest dzisiaj?</title>
		<link>https://kasjanski.pl/kobieta-przedsiebiorcza-byc/</link>
					<comments>https://kasjanski.pl/kobieta-przedsiebiorcza-byc/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Tomasz Kasjański]]></dc:creator>
		<pubDate>Sat, 26 Jun 2021 17:10:50 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Historia biznesu]]></category>
		<category><![CDATA[Nastawienie]]></category>
		<category><![CDATA[Osobiste]]></category>
		<category><![CDATA[ambicja]]></category>
		<category><![CDATA[Historia]]></category>
		<category><![CDATA[inicjatywa]]></category>
		<category><![CDATA[kobieta przedsiębiorcza]]></category>
		<category><![CDATA[odwaga]]></category>
		<category><![CDATA[przedsiębiorczość]]></category>
		<category><![CDATA[rodzina]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://kasjanski.pl/?p=2543</guid>

					<description><![CDATA[<p>Od audiobooka, poprzez plan zwiedzania zamków, do niemieckiego wzoru kobiety 3K. Niby przypadek. Podczas poszukiwania atrakcji KO (kulturalno-oświatowych) przed kolejnym pożytecznym wyjazdem na Dolny Śląsk, Dorotka natrafiła na historię Śląskiego Kopciuszka. Ta bardzo przedsiębiorcza kobieta miała ciekawą historię którą przedstawię poniżej. Jednak zanim to zrobię, chcę zauważyć, że dziś, na początku XXI wieku, pozycja kobiet przedsiębiorczych w polskim społeczeństwie nadal nie jest łatwa. Mam wrażenie, że pokutuje w naszym narodzie cały wachlarz nieprawdziwych uogólnień, prezentowanych zarówno przez tradycjonalistów jak i „awangardowców”. Temat roli jaką „powinniśmy” grać według opinii innych ludzi, najczęściej jest wypadkową ich kompleksów, mód głoszonych przez media społecznościowe tzw. głównego nurtu, czy chociażby kiepskich wzorców rodzinnych naszych recenzentów. Popatrzmy, ile my sami mamy blokad i paradygmatów na ten temat. Z jednej strony pokutuje staroniemiecki wzorzec kobiety idealnej, opisanej skrótem 3K: Kinder, Küche, Kirche, co po naszemu znaczy: Dzieci, Kuchnia, Kościół. W Polsce przedwojennej niektórzy tłumaczyli to na polskie 3K: Kościół, Kuchnia, Kołyska. Powojenne niemieckie społeczeństwo zamieniło to na bardziej nowoczesne 3K: Kinder, Küche, Karriere (czyli Dzieci, Kuchnia, Kariera). Mam wrażenie, że dzisiejsze 3K jest jeszcze bardziej skupione na karierze, a często nie ma tam miejsca na nic więcej. Jako, że nie mam w sobie za dużo z kobiety, nawet nie śmiem wypowiadać się, co bardziej, a co mniej mi się podoba. Mogę jedynie obserwować żonę oraz córkę i próbować wyciągać jakieś wnioski. Wiem, wiem, już niektórym ręce świerzbią, aby komentować mniej czy bardziej pochlebnie moje rozkminy, do czego zachęcam 😉 Na pogodzenie obu zwaśnionych opcji roli kobiety (jak to szpetnie brzmi &#8222;roli kobiety&#8221;) dodam, że niezależnie czy komuś się to podoba czy nie, trzymanie się obu skrajnych postaw, często generuje nieszczęścia u kobiet. Szczególnie, gdy my, swoimi ocenami wzmacniamy u kobiet chęć bycia akceptowanym, czy to przez „modnych i nowoczesnych” lub też przez „moralnych i właściwie wierzących”. Zostawmy każdemu wybór jego drogi a recenzujmy nasz własny. Nikt nie dał nam prawa do oceny! Dziewczyny, jestem szczęśliwy widząc jak walczycie z uporem o realizację Waszych decyzji. Mam nieodparte wrażenie, że szczególnie my, mężczyźni za mało adorujemy nasze Królowe, niezależnie od drogi jaką wybrały w życiu. Kurczaczki, a miało być o przedsiębiorczych kobietach 😉 Kawałek, a właściwie kawał historii. Tak więc, podczas planowania przyjemnego z pożytecznym, Dorotka natrafiła na pałac w Kopicach, a właściwie jego ruiny oraz na historię jego właścicielki, Joanny Gryzik von Schaffgotch Godula, czyli Śląskiego Kopciuszka. Opisze Wam po krótce jej historię. Warto wspomnieć, że ta przedsiębiorcza kobieta spełniała chyba wszystkie warianty „K”. Kobieta przedsiębiorcza, nawet rzekłbym bardzo, do tego kochająca i kochana żona, matka 4 dzieci, ochocza fundatorka domów dziecka i bardzo wielu kościołów. W telegraficznym skrócie, bo szczegóły są świetnie opisane w książkach. Ślązaczka, trzylatka, z bardzo, ale to bardzo biednej rodziny zostaje zaadoptowana przez jednego z najbogatszych przemysłowców Europy tamtych czasów. Karol Godula to fundament całego przemysłu na Górnym Śląsku a jednocześnie bezdzietny i oszpecony w młodości samotnik. Zachwycony jest Joanną, a szczególnie tym, że nie zwraca uwagi na jego oszpeconą twarz i nawiązuje z Karolem iście dziecięco-rodzicielską relację. Ten zapisuje jej w testamencie cały majątek w wyniku czego sześciolatka staje się najbogatszym dzieckiem w połowie XIX wieku. Dalsza rodzina Karola nie otrzymawszy nic z jego majątku, postanawia wykorzystać paragraf testamentu. Testament w którym nieopatrznie zostawiono zapis, że po bezpotomnej śmierci Joanny, odziedziczony przez nią majątek przechodzi na dalszą rodzinę Karola. Na całe szczęście dwie próby otrucia sześciolatki nie powiodły się i kurator prawny Joanny, przyjaciel Karola schował ją w klasztorze we Wrocławiu sowicie płacąc za dyskrecję i edukację. Co ciekawe, ten szlachetny człowiek zadbał też o niespotykaną na ówczesną epokę, edukację panny w dziedzinie rachunkowości i zarządzania majątkiem. Tak więc, szczęśliwie wydana za mąż (w wieku 16 lat) dorasta do wieku zezwalającego jej samodzielnie zarządzać majątkiem (w wieku 23 lat dopiero). Wyobraź sobie, że w ciągu swojego życia pomnaża ona OŚMIOKROTNIE odziedziczone aktywa. Cała historia Joanny została błyskotliwie opisana &#160;przez Gabrielę Annę Kańtor w dwóch pozycjach: „Śląski Kopciuszek” i „Pani na Kopicach”. Zachęcam do lektury. My z radością wysłuchaliśmy audiobooka, co w drodze do Kopic dało nam niesamowitego „kopa” i rozbudziło ciekawość. Aspekt 1 &#8211; Kobietą być. Połowa XIX wieku, tradycyjne społeczeństwo Śląskie, gdzie od wieków role społeczne są ściśle określone. 99,99% przedsiębiorców, dyrektorów i zarządców fabryk, kopalń, hut czy majątków ziemskich to mężczyźni. A tu niespodziewanie Karol Godula (na nasze obecne parametry multimiliarder), świadomie zapisuje w spadku całą fortunę kobiecie (do tego 6-letniej wtedy) i prosi swojego przyjaciela o dopilnowanie, aby tak się stało. Przyjaciel, prawnik rodziny, wywiązuje się z powierzonego zadania znakomicie. Dba o należyte wykonanie spadku i tą młodą kobietę chroni przed chciwością spokrewnionych z przemysłowcem ewentualnych spadkobierców. Do czasu osiągnięcia pełni praw spadkowych przez Joannę, zarządza powierzonym majątkiem. Co istotne, nie idzie na łatwiznę i nie szuka szybkiego wybawienia od ciążących na nim obowiązków, np. przez scedowanie zadania zarządzania firmami na męża Joanny. Co ważne, przygotowuje dziewczynę do trudnej roli zarządcy całą gałęzią przemysłu Górnego Śląska. Zapewnienia jej odpowiednią edukację handlową, buchalteryjną oraz prawniczą. I nie zaniedbuje też edukacji w tej drugiej roli kobiety ówczesnego świata. Joanna otrzymuje edukację zarówno z zasad prowadzenia domu, macierzyństwa, dobrych manier, jak też języków obcych. W wyniku mądrości i ambicji, oba kierunki edukacji i wychowania, czyli zarządzania majątkiem i prowadzenia domu, nasz śląski kopciuszek nauczyła się wzorowo. Warto zauważyć, że Joanna, jak to byśmy ją dzisiaj określili &#8211; lider przez wielkie L &#8211; nie tylko podołała obowiązkom przemysłowca, ale co jest równie ważne, miała ambicje być kobietą szczęśliwą i spełnioną jako wspaniała żona i matka czwórki dzieci. Tak opisują Joannę jej współcześni. Ja osobiście bardzo podziwiam w tej postaci ambicję realizacji swoich zamierzeń na wszystkich płaszczyznach. Joanna nie zrobiła drogi na skróty, czyli prostego wyboru, co ważniejsze: kariera, czy szczęście rodzinne. Ona zgarnęła wszystko co było w zasięgu. Tak, wiem, że miała finansowe zaplecze. Zadaj sobie tylko pytanie: ile kobiet pod koniec XIX wieku miało zaplecze, ale nie było ani wybitnymi przemysłowcami, ani wspaniałymi żonami, ani troskliwymi matkami. Jak wcześniej napisałem, nie uważam siebie za sędziego co kto ma robić, co jest komu lepsze a co gorsze. Tym bardziej daleki jestem od uogólnień co do ról społecznych. Ja tylko podkreślam z lekkim przymrużeniem oka, że od zawsze jestem feministą, ale w moim pojęciu tego słowa. Bardzo podziwiam kobiety szczęśliwe, realizujące swoje ambicje, ale też i troskliwe, delikatne i empatyczne, po prostu kochające i kochane. Może też to ma związek z tym, że od ponad 25-ciu lat staram się dognać ideał: „happy wife, happy life” (szczęśliwa żona, szczęśliwe życie). Aspekt 2 – Profesjonalizm poprzez gruntowną, zawodową edukację. Nie wiem na ile Joanna w wieku sześciu lat zdawała sobie sprawę z ciążącej na niej odpowiedzialności. Biografowie wspominają jedynie, że będąc we Wrocławiu w zakonie, schowana przed krwiożerczymi spadkobiercami, uczyła się pilnie wszystkich „męskich” przedmiotów, których nie uczyła się żadna dziewczyna w jej wieku. To dało w przyszłości wspaniałe rezultaty. Joanna, kobieta przedsiębiorcza, potrafi unieść ciężar zarządzania koncernem przemysłowym po osiągnięciu wieku, w którym zapisy spadku zezwalały jej na samodzielne działanie w tej materii. Szczerze podziwiam, że młoda osoba, otoczona w klasztorze kobietami skupionymi na zupełnie innej sferze życia, potrafi latami zgłębiać tajniki księgowości i handlu. Do tego, po zamążpójściu, zostaje przez prawnego opiekuna zapraszana do rozmów biznesowych oraz poznawania procesu podejmowania decyzji w firmach. Nie uchyla się, nie przerzuca tego na męża jak to było wtedy w zwyczaju. Cierpliwie się uczy i chce poznać tajniki przemysłu. Po prostu zdaje sobie sprawę, że w tym świecie zdominowanym przez mężczyzn, jej wiedza i zaangażowanie muszą przewyższać konkurentów. Jej płeć w tamtym czasie nie była atutem. Nie zadowala się prostymi sztuczkami przekupek handlujących warzywem na straganie. Takie role najczęściej mogły w tych czasach zajmować kobiety w handlu. Nasza bohaterka, kobieta przedsiębiorcza wie, że w świecie biznesu takie proste sztuczki nie wystarczą i potrzebna jest rzetelna wiedza i profesjonalizm. Zapraszam przy okazji do mojego wpisu o czytaniu książek. Widzę oczami wyobraźni te pobłażliwe spojrzenia męskich kontrahentów czy konkurentów przy pierwszym kontakcie z Joanną. Widzę też zdziwienie, gdy zauważają, że w ciągle zmieniającym się świecie biznesu to ona, kobieta nieoczekiwanie dla nich, wygrywa. Aspekt 3 – wizjonerstwo. Zastanawiam się, jak silnym trzeba być, aby w tym w pełni zmaskulinizowanym świecie fabrykantów, pokusić się o realizację nowatorskich wizji. Nie zadowalać się jedynie zaistnieniem i przetrwaniem, ale wyznaczać standardy nie oglądając się za siebie. Zupełnie bez kompleksów. To piękne. Na temat odwagi w ujęciu przedsiębiorcy piszę TUTAJ. Próbuję oczami wyobraźni poczuć jak Joanna podziwiając nowatorskie spojrzenie i wyczucie biznesowe Karola Goduli, stawia sobie za cel równie ambitne posunięcia inwestycyjne, w stylu tych, jakie podejmował Karol Godula. Ma się wrażenie ciągłej komunikacji, wymiany idei pomiędzy nieżyjącym Karolem a jego spadkobierczynią. Miała taką chęć niezmarnowania tej jedynej w swoim rodzaju szansy jaką otrzymała. Nasza bohaterka, podążając niejako wzorem Karola, wprowadza w swoje firmy nowatorskie rozwiązania. Reaguje z wyprzedzeniem na nadchodzące czasy i nowe wyzwania. Pozawala swojej kobiecej intuicji podpowiadać i niejako wyprzedzić takie zimne, męskie, pragmatyczne myślenie. Wbrew obowiązującym wtedy zasadom, wprowadza do swoich kopalni, jako pierwsza w regionie maszyny parowe. Zastępuje tym katorżniczą pracę koni a jednocześnie łamie ówczesne, skostniałe schematy. Nie tylko myśli przyszłościowo, niejako w duchu działań Goduli, ale ma odwagę zaryzykować. Zaryzykować i wygrać. Jej profesjonalne przygotowanie, wizjonerstwo, odwaga dają rezultaty. Pomnaża otrzymany majątek ośmiokrotnie i to w czasach bardzo burzliwych zmian i zawirowań w przemyśle. Aspekt 4 – Kobieta z zasadami. Dbająca o ludzi, wierząca, wrażliwa dusza. Realizatorka zasady „Compassionate Capitalism”. Bardzo ciekawie wyglądają opisy podejścia Joanny do ludzi. Nie tylko do tych z górnej półki, ale co ważniejsze do górników, robotników, czy służby pałacowej. Może ma na to wpływ fakt, że pochodziła z biednej rodziny, może przykład Karola Goduli? Wiadomo z całą pewnością, że przez całe życie nie zapomniała o swoim pochodzeniu. Wspierała ludzi, którzy mieli w życiu o wiele mniej szczęścia od niej. Nie wywyższała się, a była uważana za opiekunkę słabszych i wykluczonych. Byli wraz z mężem fundatorami wielu domów dziecka, przytułków dla samotnych matek, zakładali przychodnie dla ludzi biednych. Ufundowali naście kościołów. I co ciekawe, Joanna stworzyła specjalny fundusz wypłacający posag dla niezamożnych panien umożliwiający zamążpójście w tamtych czasach. Nasza bohaterka, kobieta przedsiębiorcza – Joanna była niesłychanie szanowana przez swoje otoczenie. Było to szczególnie widoczne, gdy jej bardzo zdolny ogrodnik dostał propozycję objęcia posady głównego ogrodnika cesarskiego w pałacu Sanssouci w Poczdamie. To tak jakbyś został takim Lewandowskim ogrodnictwa w Cesartstwie Niemieckim. Taki ogrodnik z pozycją nr 1 w kraju. Ten ogrodnik z przywiązania i wdzięczności do Joanny oraz całej rodziny odrzucił tą propozycję i pozostał ogrodnikiem Shaffgotchów do końca życia. To chyba dobry przykład na to jak był traktowany przez Joannę. Przypominam, że czasy nie były sprzyjające zbytniemu zatroskaniu o pracownika, czasy rewolucji przemysłowej. To były czasy, gdzie nie znano idei Kapitalizmu Współczującego, a takie ludzkie podejście do personelu jakie prezentowała Joanna było całkowicie dla niej naturalne. Pracownicy swój wielki szacunek i wdzięczność za to jaką była Joanna, zademonstrowali przybywając tłumnie na jej pogrzeb. Były delegacje z wszystkich kopalń i hut, cała służba i pracownicy pałacu. Wieść głosi, że nie trzeba było nikogo namawiać na oddanie jej hołdu. Ileż znamy odwrotnych przykładów, gdy człowiek dokonawszy awansu społecznego zapomina o swoim starcie i patrzy na wszystkich z góry. To musiała być „babka z klasą”. Nie zapomniała o swoich śląskich korzeniach, rozmawiała z pracownikami po śląsku i nauczyła męża tego języka. Jej mąż też był &#8222;gościem na poziomie&#8221;. W ramach protestu przeciw Bismarckowskiej polityce Kulturkampf-u, zrzekł się stanowiska i zmienił partię polityczną którą chciał reprezentować, na partię przeciwną Bismarckowi. Oboje z Joanna bojkotowali idee wynaradawiania Ślązaków. Co by nie pisać na koniec smętnie. Chce uniknąć dzielenia się smutnymi wnioskami co z pałacem w Kopicach, tą niegdysiejszą perłą posiadłości na Opolszczyźnie zrobili ludzie napływowi oraz system słusznie miniony. Kto tam zajedzie ten sam oceni. Przykładem Śląskiego Kopciuszka chcę jedynie podkreślić mój zachwyt nad kobietami przedsiębiorczymi. Mam wrażenie, że dzisiaj nadal bycie przedsiębiorcą w spódnicy wymaga nie lada odwagi i hartu ducha. To połączenie walki na frontach: firmy i rodziny, łączenie interesów i jednocześnie zachowanie w sobie ciepła i empatii. Mamy w naszym kraju mnóstwo takich przykładów. Rozmawiam z wieloma kobietami startującymi ścieżkę kariery biznesowej, jak i kobietami sukcesu przez wielkie S. W obu przypadkach słyszę podobne idee....</p>
<p>Artykuł <a href="https://kasjanski.pl/kobieta-przedsiebiorcza-byc/">Kobietą przedsiębiorczą być. I to na przełomie XIX i XX wieku? A jak jest dzisiaj?</a> pochodzi z serwisu <a href="https://kasjanski.pl">Kasjanski.pl</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[
<h4 class="wp-block-heading">Od audiobooka, poprzez plan zwiedzania zamków, do niemieckiego wzoru kobiety 3K.</h4>



<p>Niby przypadek. Podczas poszukiwania atrakcji KO (kulturalno-oświatowych) przed kolejnym pożytecznym wyjazdem na Dolny Śląsk, Dorotka natrafiła na historię Śląskiego Kopciuszka. Ta bardzo przedsiębiorcza kobieta miała ciekawą historię którą przedstawię poniżej. Jednak zanim to zrobię, chcę zauważyć, że dziś, na początku XXI wieku, pozycja kobiet przedsiębiorczych w polskim społeczeństwie nadal nie jest łatwa. Mam wrażenie, że pokutuje w naszym narodzie cały wachlarz nieprawdziwych uogólnień, prezentowanych zarówno przez tradycjonalistów jak i „awangardowców”. Temat roli jaką „powinniśmy” grać według opinii innych ludzi, najczęściej jest wypadkową ich kompleksów, mód głoszonych przez media społecznościowe tzw. głównego nurtu, czy chociażby kiepskich wzorców rodzinnych naszych recenzentów. Popatrzmy, ile my sami mamy blokad i paradygmatów na ten temat. </p>



<p>Z jednej strony pokutuje staroniemiecki wzorzec kobiety idealnej, opisanej skrótem 3K: Kinder, Küche, Kirche, co po naszemu znaczy: Dzieci, Kuchnia, Kościół. W Polsce przedwojennej niektórzy tłumaczyli to na polskie 3K: Kościół, Kuchnia, Kołyska. Powojenne niemieckie społeczeństwo zamieniło to na bardziej nowoczesne 3K: Kinder, Küche, Karriere (czyli Dzieci, Kuchnia, Kariera). </p>



<p>Mam wrażenie, że dzisiejsze 3K jest jeszcze bardziej skupione na karierze, a często nie ma tam miejsca na nic więcej. Jako, że nie mam w sobie za dużo z kobiety, nawet nie śmiem wypowiadać się, co bardziej, a co mniej mi się podoba. Mogę jedynie obserwować żonę oraz córkę i próbować wyciągać jakieś wnioski. </p>



<p>Wiem, wiem, już niektórym ręce świerzbią, aby komentować mniej czy bardziej pochlebnie moje rozkminy, do czego zachęcam <img src="https://s.w.org/images/core/emoji/17.0.2/72x72/1f609.png" alt="😉" class="wp-smiley" style="height: 1em; max-height: 1em;" /> Na pogodzenie obu zwaśnionych opcji roli kobiety (jak to szpetnie brzmi &#8222;roli kobiety&#8221;) dodam, że niezależnie czy komuś się to podoba czy nie, trzymanie się obu skrajnych postaw, często generuje nieszczęścia u kobiet. Szczególnie, gdy my, swoimi ocenami wzmacniamy u kobiet chęć bycia akceptowanym, czy to przez „modnych i nowoczesnych” lub też przez „moralnych i właściwie wierzących”. Zostawmy każdemu wybór jego drogi a recenzujmy nasz własny. Nikt nie dał nam prawa do oceny! Dziewczyny, jestem szczęśliwy widząc jak walczycie z uporem o realizację Waszych decyzji.</p>



<p>Mam nieodparte wrażenie, że szczególnie my, mężczyźni za mało adorujemy nasze Królowe, niezależnie od drogi jaką wybrały w życiu. Kurczaczki, a miało być o przedsiębiorczych kobietach <img src="https://s.w.org/images/core/emoji/17.0.2/72x72/1f609.png" alt="😉" class="wp-smiley" style="height: 1em; max-height: 1em;" /></p>



<h4 class="wp-block-heading">Kawałek, a właściwie kawał historii.</h4>



<p>Tak więc, podczas planowania przyjemnego z pożytecznym, Dorotka natrafiła na pałac w Kopicach, a właściwie jego ruiny oraz na historię jego właścicielki, Joanny Gryzik von Schaffgotch Godula, czyli Śląskiego Kopciuszka. Opisze Wam po krótce jej historię. Warto wspomnieć, że ta przedsiębiorcza kobieta spełniała chyba wszystkie warianty „K”. Kobieta przedsiębiorcza, nawet rzekłbym bardzo, do tego kochająca i kochana żona, matka 4 dzieci, ochocza fundatorka domów dziecka i bardzo wielu kościołów. W telegraficznym skrócie, bo szczegóły są świetnie opisane w książkach.</p>



<p>Ślązaczka, trzylatka, z bardzo, ale to bardzo biednej rodziny zostaje zaadoptowana przez jednego z najbogatszych przemysłowców Europy tamtych czasów. Karol Godula to fundament całego przemysłu na Górnym Śląsku a jednocześnie bezdzietny i oszpecony w młodości samotnik. Zachwycony jest Joanną, a szczególnie tym, że nie zwraca uwagi na jego oszpeconą twarz i nawiązuje z Karolem iście dziecięco-rodzicielską relację. Ten zapisuje jej w testamencie cały majątek w wyniku czego sześciolatka staje się najbogatszym dzieckiem w połowie XIX wieku. Dalsza rodzina Karola nie otrzymawszy nic z jego majątku, postanawia wykorzystać paragraf testamentu. Testament w którym nieopatrznie zostawiono zapis, że po bezpotomnej śmierci Joanny, odziedziczony przez nią majątek przechodzi na dalszą rodzinę Karola. </p>



<p>Na całe szczęście dwie próby otrucia sześciolatki nie powiodły się i kurator prawny Joanny, przyjaciel Karola schował ją w klasztorze we Wrocławiu sowicie płacąc za dyskrecję i edukację. Co ciekawe, ten szlachetny człowiek zadbał też o niespotykaną na ówczesną epokę, edukację panny w dziedzinie rachunkowości i zarządzania majątkiem. Tak więc, szczęśliwie wydana za mąż (w wieku 16 lat) dorasta do wieku zezwalającego jej samodzielnie zarządzać majątkiem (w wieku 23 lat dopiero). Wyobraź sobie, że w ciągu swojego życia pomnaża ona OŚMIOKROTNIE odziedziczone aktywa. Cała historia Joanny została błyskotliwie opisana &nbsp;przez <a href="https://lubimyczytac.pl/autor/139869/gabriela-anna-kantor">Gabrielę</a><a href="https://lubimyczytac.pl/autor/139869/gabriela-anna-kantor" rel="nofollow"> Annę Kańtor</a> w dwóch pozycjach: „Śląski Kopciuszek” i „Pani na Kopicach”. Zachęcam do lektury. My z radością wysłuchaliśmy audiobooka, co w drodze do Kopic dało nam niesamowitego „kopa” i rozbudziło ciekawość.</p>


<div class="wp-block-image">
<figure class="aligncenter size-large"><img loading="lazy" decoding="async" width="405" height="616" src="https://kasjanski.pl/wp-content/uploads/2021/06/Kasjanski-blog-o-przedsiebiorczosci-kobietą-przedsiębiorczą-być-2.jpg" alt="Kasjanski.pl Blog o Przedsiębiorczości Kobieta przedsiębiorcza - Joanna Schaffgotch" class="wp-image-2547" srcset="https://kasjanski.pl/wp-content/uploads/2021/06/Kasjanski-blog-o-przedsiebiorczosci-kobietą-przedsiębiorczą-być-2.jpg 405w, https://kasjanski.pl/wp-content/uploads/2021/06/Kasjanski-blog-o-przedsiebiorczosci-kobietą-przedsiębiorczą-być-2-197x300.jpg 197w" sizes="(max-width: 405px) 100vw, 405px" /><figcaption class="wp-element-caption">Joanna von Schaffgotch Godula &#8211; foto by http://zycieipasje.net</figcaption></figure>
</div>


<p>  </p>



<h4 class="wp-block-heading">Aspekt 1 &#8211; Kobietą być.</h4>



<p>Połowa XIX wieku, tradycyjne społeczeństwo Śląskie, gdzie od wieków role społeczne są ściśle określone. 99,99% przedsiębiorców, dyrektorów i zarządców fabryk, kopalń, hut czy majątków ziemskich to mężczyźni. A tu niespodziewanie Karol Godula (na nasze obecne parametry multimiliarder), świadomie zapisuje w spadku całą fortunę kobiecie (do tego 6-letniej wtedy) i prosi swojego przyjaciela o dopilnowanie, aby tak się stało. </p>



<p>Przyjaciel, prawnik rodziny, wywiązuje się z powierzonego zadania znakomicie. Dba o należyte wykonanie spadku i tą młodą kobietę chroni przed chciwością spokrewnionych z przemysłowcem ewentualnych spadkobierców. Do czasu osiągnięcia pełni praw spadkowych przez Joannę, zarządza powierzonym majątkiem. Co istotne, nie idzie na łatwiznę i nie szuka szybkiego wybawienia od ciążących na nim obowiązków, np. przez scedowanie zadania zarządzania firmami na męża Joanny. Co ważne, przygotowuje dziewczynę do trudnej roli zarządcy całą gałęzią przemysłu Górnego Śląska. Zapewnienia jej odpowiednią edukację handlową, buchalteryjną oraz prawniczą. I nie zaniedbuje też edukacji w tej drugiej roli kobiety ówczesnego świata. Joanna otrzymuje edukację zarówno z zasad prowadzenia domu, macierzyństwa, dobrych manier, jak też języków obcych. W wyniku mądrości i ambicji, oba kierunki edukacji i wychowania, czyli zarządzania majątkiem i prowadzenia domu, nasz śląski kopciuszek nauczyła się wzorowo.</p>



<p>Warto zauważyć, że Joanna, jak to byśmy ją dzisiaj określili &#8211; lider przez wielkie L &#8211; nie tylko podołała obowiązkom przemysłowca, ale co jest równie ważne, miała ambicje być kobietą szczęśliwą i spełnioną jako wspaniała żona i matka czwórki dzieci. Tak opisują Joannę jej współcześni. Ja osobiście bardzo podziwiam w tej postaci ambicję realizacji swoich zamierzeń na wszystkich płaszczyznach. Joanna nie zrobiła drogi na skróty, czyli prostego wyboru, co ważniejsze: kariera, czy szczęście rodzinne. Ona zgarnęła wszystko co było w zasięgu. Tak, wiem, że miała finansowe zaplecze. Zadaj sobie tylko pytanie: ile kobiet pod koniec XIX wieku miało zaplecze, ale nie było ani wybitnymi przemysłowcami, ani wspaniałymi żonami, ani troskliwymi matkami.</p>



<p>Jak wcześniej napisałem, nie uważam siebie za sędziego co kto ma robić, co jest komu lepsze a co gorsze. Tym bardziej daleki jestem od uogólnień co do ról społecznych. Ja tylko podkreślam z lekkim przymrużeniem oka, że od zawsze jestem feministą, ale w moim pojęciu tego słowa. Bardzo podziwiam kobiety szczęśliwe, realizujące swoje ambicje, ale też i troskliwe, delikatne i empatyczne, po prostu kochające i kochane. Może też to ma związek z tym, że od ponad 25-ciu lat staram się dognać ideał: „happy wife, happy life” (szczęśliwa żona, szczęśliwe życie).</p>


<div class="wp-block-image">
<figure class="aligncenter size-large"><img loading="lazy" decoding="async" width="753" height="600" src="https://kasjanski.pl/wp-content/uploads/2021/06/Kasjanski-blog-o-przedsiebiorczosci-kobietą-przedsiębiorczą-być-3.jpg" alt="Kasjanski.pl Blog o Przedsiębiorczości Kobieta przedsiębiorcza - Kopice" class="wp-image-2548" srcset="https://kasjanski.pl/wp-content/uploads/2021/06/Kasjanski-blog-o-przedsiebiorczosci-kobietą-przedsiębiorczą-być-3.jpg 753w, https://kasjanski.pl/wp-content/uploads/2021/06/Kasjanski-blog-o-przedsiebiorczosci-kobietą-przedsiębiorczą-być-3-300x239.jpg 300w" sizes="(max-width: 753px) 100vw, 753px" /><figcaption class="wp-element-caption">Kopice &#8211; posiadłość Schaffgotchów &#8211; foto by http://pl.wikipedia.org</figcaption></figure>
</div>


<p>   </p>



<h4 class="wp-block-heading">Aspekt 2 – Profesjonalizm poprzez gruntowną, zawodową edukację.</h4>



<p>Nie wiem na ile Joanna w wieku sześciu lat zdawała sobie sprawę z ciążącej na niej odpowiedzialności. Biografowie wspominają jedynie, że będąc we Wrocławiu w zakonie, schowana przed krwiożerczymi spadkobiercami, uczyła się pilnie wszystkich „męskich” przedmiotów, których nie uczyła się żadna dziewczyna w jej wieku. To dało w przyszłości wspaniałe rezultaty. Joanna, kobieta przedsiębiorcza, potrafi unieść ciężar zarządzania koncernem przemysłowym po osiągnięciu wieku, w którym zapisy spadku zezwalały jej na samodzielne działanie w tej materii. </p>



<p>Szczerze podziwiam, że młoda osoba, otoczona w klasztorze kobietami skupionymi na zupełnie innej sferze życia, potrafi latami zgłębiać tajniki księgowości i handlu. Do tego, po zamążpójściu, zostaje przez prawnego opiekuna zapraszana do rozmów biznesowych oraz poznawania procesu podejmowania decyzji w firmach. Nie uchyla się, nie przerzuca tego na męża jak to było wtedy w zwyczaju. Cierpliwie się uczy i chce poznać tajniki przemysłu. Po prostu zdaje sobie sprawę, że w tym świecie zdominowanym przez mężczyzn, jej wiedza i zaangażowanie muszą przewyższać konkurentów. Jej płeć w tamtym czasie nie była atutem. Nie zadowala się prostymi sztuczkami przekupek handlujących warzywem na straganie. Takie role najczęściej mogły w tych czasach zajmować kobiety w handlu. Nasza bohaterka, kobieta przedsiębiorcza wie, że w świecie biznesu takie proste sztuczki nie wystarczą i potrzebna jest rzetelna wiedza i profesjonalizm. Zapraszam przy okazji do mojego <a href="https://kasjanski.pl/ksiazki_czytac_czy_nie_czytac/">wpisu o czytaniu książek</a>.</p>



<p>Widzę oczami wyobraźni te pobłażliwe spojrzenia męskich kontrahentów czy konkurentów przy pierwszym kontakcie z Joanną. Widzę też zdziwienie, gdy zauważają, że w ciągle zmieniającym się świecie biznesu to ona, kobieta nieoczekiwanie dla nich, wygrywa.</p>



<p>  </p>



<h4 class="wp-block-heading">Aspekt 3 – wizjonerstwo.</h4>



<p>Zastanawiam się, jak silnym trzeba być, aby w tym w pełni zmaskulinizowanym świecie fabrykantów, pokusić się o realizację nowatorskich wizji. Nie zadowalać się jedynie zaistnieniem i przetrwaniem, ale wyznaczać standardy nie oglądając się za siebie. Zupełnie bez kompleksów. To piękne. Na temat odwagi w ujęciu przedsiębiorcy piszę <a href="https://kasjanski.pl/odwaga-czy-strach/"><span class="has-inline-color has-vivid-red-color">TUTAJ</span></a>.</p>



<p>Próbuję oczami wyobraźni poczuć jak Joanna podziwiając nowatorskie spojrzenie i wyczucie biznesowe Karola Goduli, stawia sobie za cel równie ambitne posunięcia inwestycyjne, w stylu tych, jakie podejmował Karol Godula. Ma się wrażenie ciągłej komunikacji, wymiany idei pomiędzy nieżyjącym Karolem a jego spadkobierczynią. Miała taką chęć niezmarnowania tej jedynej w swoim rodzaju szansy jaką otrzymała. Nasza bohaterka, podążając niejako wzorem Karola, wprowadza w swoje firmy nowatorskie rozwiązania. Reaguje z wyprzedzeniem na nadchodzące czasy i nowe wyzwania. Pozawala swojej kobiecej intuicji podpowiadać i niejako wyprzedzić takie zimne, męskie, pragmatyczne myślenie.</p>



<p>Wbrew obowiązującym wtedy zasadom, wprowadza do swoich kopalni, jako pierwsza w regionie maszyny parowe. Zastępuje tym katorżniczą pracę koni a jednocześnie łamie ówczesne, skostniałe schematy. Nie tylko myśli przyszłościowo, niejako w duchu działań Goduli, ale ma odwagę zaryzykować. Zaryzykować i wygrać. Jej profesjonalne przygotowanie, wizjonerstwo, odwaga dają rezultaty. Pomnaża otrzymany majątek ośmiokrotnie i to w czasach bardzo burzliwych zmian i zawirowań w przemyśle.</p>


<div class="wp-block-image">
<figure class="aligncenter size-large"><img loading="lazy" decoding="async" width="800" height="600" src="https://kasjanski.pl/wp-content/uploads/2021/06/Kasjanski-blog-o-przedsiebiorczosci-kobietą-przedsiębiorczą-być-4.jpeg" alt="Kasjanski.pl Blog o Przedsiębiorczość. Kobieta przedsiębiorcza" class="wp-image-2549" srcset="https://kasjanski.pl/wp-content/uploads/2021/06/Kasjanski-blog-o-przedsiebiorczosci-kobietą-przedsiębiorczą-być-4.jpeg 800w, https://kasjanski.pl/wp-content/uploads/2021/06/Kasjanski-blog-o-przedsiebiorczosci-kobietą-przedsiębiorczą-być-4-300x225.jpeg 300w, https://kasjanski.pl/wp-content/uploads/2021/06/Kasjanski-blog-o-przedsiebiorczosci-kobietą-przedsiębiorczą-być-4-768x576.jpeg 768w" sizes="(max-width: 800px) 100vw, 800px" /><figcaption class="wp-element-caption">Czasem musisz dźwigać cały świat. Fragment zdobień pałacu w Kopicach. Fot. Tomasz Kasjański</figcaption></figure>
</div>


<p>  </p>



<h4 class="wp-block-heading">Aspekt 4 – Kobieta z zasadami. Dbająca o ludzi, wierząca, wrażliwa dusza. Realizatorka zasady „Compassionate Capitalism”.</h4>



<p>Bardzo ciekawie wyglądają opisy podejścia Joanny do ludzi. Nie tylko do tych z górnej półki, ale co ważniejsze do górników, robotników, czy służby pałacowej. Może ma na to wpływ fakt, że pochodziła z biednej rodziny, może przykład Karola Goduli? Wiadomo z całą pewnością, że przez całe życie nie zapomniała o swoim pochodzeniu. Wspierała ludzi, którzy mieli w życiu o wiele mniej szczęścia od niej. Nie wywyższała się, a była uważana za opiekunkę słabszych i wykluczonych.</p>



<p>Byli wraz z mężem fundatorami wielu domów dziecka, przytułków dla samotnych matek, zakładali przychodnie dla ludzi biednych. Ufundowali naście kościołów. I co ciekawe, Joanna stworzyła specjalny fundusz wypłacający posag dla niezamożnych panien umożliwiający zamążpójście w tamtych czasach. Nasza bohaterka, kobieta przedsiębiorcza – Joanna była niesłychanie szanowana przez swoje otoczenie. Było to szczególnie widoczne, gdy jej bardzo zdolny ogrodnik dostał propozycję objęcia posady głównego ogrodnika cesarskiego w pałacu Sanssouci w Poczdamie. To tak jakbyś został takim Lewandowskim ogrodnictwa w Cesartstwie Niemieckim. Taki ogrodnik z pozycją nr 1 w kraju. </p>



<p>Ten ogrodnik z przywiązania i wdzięczności do Joanny oraz całej rodziny odrzucił tą propozycję i pozostał ogrodnikiem Shaffgotchów do końca życia. To chyba dobry przykład na to jak był traktowany przez Joannę. Przypominam, że czasy nie były sprzyjające zbytniemu zatroskaniu o pracownika, czasy rewolucji przemysłowej. To były czasy, gdzie nie znano idei Kapitalizmu Współczującego, a takie ludzkie podejście do personelu jakie prezentowała Joanna było całkowicie dla niej naturalne. Pracownicy swój wielki szacunek i wdzięczność za to jaką była Joanna, zademonstrowali przybywając tłumnie na jej pogrzeb. Były delegacje z wszystkich kopalń i hut, cała służba i pracownicy pałacu. Wieść głosi, że nie trzeba było nikogo namawiać na oddanie jej hołdu.</p>



<p>Ileż znamy odwrotnych przykładów, gdy człowiek dokonawszy awansu społecznego zapomina o swoim starcie i patrzy na wszystkich z góry.</p>



<p>To musiała być „babka z klasą”. Nie zapomniała o swoich śląskich korzeniach, rozmawiała z pracownikami po śląsku i nauczyła męża tego języka. Jej mąż też był &#8222;gościem na poziomie&#8221;. W ramach protestu przeciw Bismarckowskiej polityce Kulturkampf-u, zrzekł się stanowiska i zmienił partię polityczną którą chciał reprezentować, na partię przeciwną Bismarckowi. Oboje z Joanna bojkotowali idee wynaradawiania Ślązaków.</p>



<p>  </p>



<h4 class="wp-block-heading">Co by nie pisać na koniec smętnie.</h4>



<p>Chce uniknąć dzielenia się smutnymi wnioskami co z pałacem w Kopicach, tą niegdysiejszą perłą posiadłości na Opolszczyźnie zrobili ludzie napływowi oraz system słusznie miniony. Kto tam zajedzie ten sam oceni.</p>


<div class="wp-block-image">
<figure class="aligncenter size-large"><img loading="lazy" decoding="async" width="768" height="1024" src="https://kasjanski.pl/wp-content/uploads/2021/06/Kasjanski-blog-o-przedsiebiorczosci-kobietą-przedsiębiorczą-być-5-768x1024.jpg" alt="Kasjanski.pl Blog o Przedsiębiorczości - Kobietą przedsiębiorczą być - Kopice" class="wp-image-2550" srcset="https://kasjanski.pl/wp-content/uploads/2021/06/Kasjanski-blog-o-przedsiebiorczosci-kobietą-przedsiębiorczą-być-5-768x1024.jpg 768w, https://kasjanski.pl/wp-content/uploads/2021/06/Kasjanski-blog-o-przedsiebiorczosci-kobietą-przedsiębiorczą-być-5-225x300.jpg 225w, https://kasjanski.pl/wp-content/uploads/2021/06/Kasjanski-blog-o-przedsiebiorczosci-kobietą-przedsiębiorczą-być-5.jpg 800w" sizes="(max-width: 768px) 100vw, 768px" /><figcaption class="wp-element-caption">Kopice dzisiaj. Fot. Tomasz Kasjański</figcaption></figure>
</div>


<p>Przykładem Śląskiego Kopciuszka chcę jedynie podkreślić mój zachwyt nad kobietami przedsiębiorczymi. Mam wrażenie, że dzisiaj nadal bycie przedsiębiorcą w spódnicy wymaga nie lada odwagi i hartu ducha. To połączenie walki na frontach: firmy i rodziny, łączenie interesów i jednocześnie zachowanie w sobie ciepła i empatii. Mamy w naszym kraju mnóstwo takich przykładów. Rozmawiam z wieloma kobietami startującymi ścieżkę kariery biznesowej, jak i kobietami sukcesu przez wielkie S. W obu przypadkach słyszę podobne idee.</p>



<p>Słyszę regularnie, że aby mieć sukces w życiu, wcale nie trzeba być Heterą, takim nieczułym, agresywnym, damskim odpowiednikiem samca Alfa. Wręcz odwrotnie, ta wrodzona kobietom delikatność i wyczucie, ta empatia i łatwość nawiązywania szczerych relacji jest główną przewagą konkurencyjną kobiet biznesu. I nie mam na myśli jakiejś miękkości charakteru, wręcz odwrotnie. Kobiety sukcesu które miałem przyjemność poznać są wspaniałym przykładem niesamowitej twardości i odporności biznesowej. Jednocześnie są przykładem mądrości życiowej i wczucia się w potrzeby drugiego człowieka.</p>



<p>Z ogromną radością obserwuję bardzo wyraźny trend zwiększania się liczby firm prowadzonych przez dziewczyny w internecie. Wydaje się, że szczególnie teraz, gdy praca poprzez sieci społecznościowe i ogólnie poprzez internet, praca z domu oraz elastyczność wyboru czasu pracy spowodował lawinowy wzrost świetnie prosperujących firm prowadzonych przez przedsiębiorcze kobiety.</p>



<p>Dziewczyny biznesu, dziękuję Wam, że jesteście i rozświetlacie świat biznesu swoimi nietuzinkowymi, kolorowymi osobowościami. Bez Was byłoby strasznie drętwo, szaro i nudno.</p>



<p><span style="background-color:rgba(0, 0, 0, 0)" class="has-inline-color has-vivid-red-color"><a href="https://kasjanski.pl/razem-czy-osobno-robic-cos-wspolnie-z-zona-mezem-a-moze-wspolna-firma-zebranie-zarzadu/">Tutaj</a></span> pisze o wartości wspólnego prowadzenia firmy. Razem, rodzinnie. </p>
<p>Artykuł <a href="https://kasjanski.pl/kobieta-przedsiebiorcza-byc/">Kobietą przedsiębiorczą być. I to na przełomie XIX i XX wieku? A jak jest dzisiaj?</a> pochodzi z serwisu <a href="https://kasjanski.pl">Kasjanski.pl</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://kasjanski.pl/kobieta-przedsiebiorcza-byc/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
		<post-id xmlns="com-wordpress:feed-additions:1">2543</post-id>	</item>
		<item>
		<title>Cepeliada, lata 90-te.</title>
		<link>https://kasjanski.pl/cepeliada-lata-90-te/</link>
					<comments>https://kasjanski.pl/cepeliada-lata-90-te/#comments</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Tomasz Kasjański]]></dc:creator>
		<pubDate>Thu, 29 Apr 2021 11:32:29 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Biznes]]></category>
		<category><![CDATA[Historia biznesu]]></category>
		<category><![CDATA[Osobiste]]></category>
		<category><![CDATA[Historia]]></category>
		<category><![CDATA[lata 90-te]]></category>
		<category><![CDATA[mentor]]></category>
		<category><![CDATA[moja historia]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://kasjanski.pl/?p=2506</guid>

					<description><![CDATA[<p>Co tak śmierdzi? Czyżby trąciło myszką? „Pamiętasz, była jesień, Mały hotel „Pod Różami” pokój numer 8…” Tak, pamiętam i postaram się młodemu pokoleniu (cóż to za ohydne porównania – młode/stare pokolenie) opowiedzieć jak to drzewiej bywało. Młoda osoba urodzona na początku 90-tych poprosiła mnie, abym przybliżył bóle porodowe polskiego kapitalizmu, co chętnie uczynię. Na zdjęciu powyżej młody ja, składam zamówienia w hurtowni. Czas królującej gotówki, starych komputerów i młodych przedsiębiorców 🙂 Lata 90-te. Legendarne lata 90-te, kiedy w naszych sklepach nie ma nic ciekawego, zaczynamy wyjeżdżać na zachód i tęsknimy za tym, aby u nas było tak dobrze jak co najmniej w Berlinie Zachodnim lub Wiedniu. Tam jest wszystko, wszyscy wszystko mają, a do tego jest kolorowo. U nas po 40 latach komuny nic nie ma, nikt nic nie ma i jest szaro, buro i byle jak. Jeżeli nie żyłeś w tych czasach, to warto pooglądać Kroniki Filmowe z tamtych lat. Są na YouTube.&#160; Ten specyficzny język, już nie socrealizm, ale na pewno jeszcze nie kapitalizm. Ja zachęcam swoje dzieci do obejrzenia tych Kronik, aby nie oceniać tamtych czasów bez zrozumienia kontekstu. Oczywiście nie mam zamiaru wspominać jakiejś traumy, ciut nie wojennej, ale też na pewno nie wychwalać, jak to kiedyś było dobrze. Proszę, nie odbierajcie tego jako narzekania na trudne początki, dla nas one nie były trudne. One były wtedy normalne, trudne wydają się z dzisiejszej perspektywy. Wtedy ludzie nie szukali szkół przetrwania, a codzienne życie, a na pewno prowadzenie własnej firmy to był swoisty bushcraft.&#160; Z pewnością nie było nudno. Po prostu zróbmy sobie podróż w czasie do lat 90-tych, gdy powstały polskie firmy, polskie fortuny i polscy miliarderzy. &#160;Nie będę zagłębiał się w tematy komunistycznej nomenklatury i uwłaszczania się na majątku narodowym, bo to nie blog historyczny, ani tym bardziej o polityce. Przeciętny Polak do 1989 roku na zachodzie nie był, a na pewno nie uczył się na zachodnich uniwersytetach. Za to każdy przeciętny Polak miał ochotę na romans z biznesem. Nasza ówczesna wiedza o biznesie i pieniądzach: Carringtonowie i Niewolnica Isaura jadący Trabantem. Na początku muszę przypomnieć, że wychowałem się w ciekawych czasach. Braki w sklepach, masło, cukier i mięso na kartki, każdy ma pracę, ale nie jest ona nikomu potrzebna. Ludzie mają czas i pieniądze, tyle tylko, że nic nie mogą za to kupić. Domy wycenia się w prawdziwych pieniądzach – czyli dolarach, ale zarabia się miesięcznie kwoty w złotówkach o wartości 2 śniadań na zachodzie Europy. Paszporty leżą na Milicji, a właściwie w UB i poza krajami socjalistycznymi, wszędzie indziej trzeba było mieć wizy. WOW I nagle po 4 czerwca 1989 wszytko się zmienia, skaczemy w wolnorynkowe warunki z głową pełną marzeń i całkowitym brakiem wiedzy jak to działa. Nie wiem, może tylko ja miałem taki mętlik w głowie. Z jednej strony, byłem szczęśliwcem i widziałem kraje Europy zachodniej i jak tam żyli ludzie, ale też widziałem nędzę i bylejakość krajów, (jak to się kiedyś mówiło), byłych Krajów Demokracji Ludowej. Krajów gdzie nie rządził lud i gdzie nie było demokracji. Przy tym, byliśmy wielopokoleniowo indoktrynowani i nawet nie zdawaliśmy sobie sprawy z tego. Pamiętam, jako „kaszojad” miałem książeczkę dla dzieci, taką kolorową i pełną rysunków. Była o zmaganiach dwóch samochodów: „dobrego” (bo socjalistycznego) białego i delikatnego Trabanta oraz „złego” (bo kapitalistycznego) czarnego i agresywnego Mercedesa. Taka socrealistyczna apoteoza walki Dawida z Goliatem. A na temat wspaniałości zachodu oglądaliśmy tasiemcowe telenowele opowiadające o życiu przebogatych Carringtonów w serialu Dynastia i identyfikowaliśmy się z biedą brazylijskich niewolników i Niewolnicy Isaury. To chyba taki standardowy zestaw wyobrażeń jak działa kapitalizm. Może niektórzy pamiętali jeszcze, że przed wojną, sklep najlepiej umieli prowadzić Żydzi, ale oni to mieli podobno w genach, a do tego całkowicie zniknęli z polskiego krajobrazu. I tak na początku lat 90-tych, w znakomitej większości byliśmy naiwni, zakompleksieni i bez znajomości mechanizmów wolnorynkowych. Zaczęły się czasy bezrobocia, brak prawnej ochrony w interesach (pobieżna implementacja przedwojennego jeszcze Kodeksu Handlowego), a co najgorsze brak doświadczenia. Dla tego też mam nietypowe skojarzenia ze zmianą ustroju polityczno-ekonomicznego w Polsce w końcówce lat 80-tych. Zmiana ta kojarzy mi się z Krystle Carrington i Niewolnicą Isaurą jadących białym, plastikowym i „dobrym” Trabantem 🙂 Co wybierasz, łóżko czy szczęki? A może stadion? Czyli czas faksów, budek telefonicznych i mocnych trampek. Jak wytłumaczyć młodemu pokoleniu, że można nie mieć dostępu do telefonu, a powszechna wtedy budka telefoniczna, o ile działa, to najlepsze narzędzie na start biznesu? Na przełomie tych dwóch światów, bardzo wielu ludzi zaczynało swoją przygodę z kapitalizmem dzwoniąc z budki telefonicznej. Wielu korzystało z telefonu w pracy, a faks w zasięgu ręki to było największe szczęście. Pamiętam kolegę, który chcąc umawiać spotkania z klientami stał w deszczu pod takim pół-daszkiem z budką telefoniczną i godzinę dzwonił moknąc. Miał za to świetne wyniki i wyprzedzał konkurencję pomimo braku telefonu w domu. Bo i z domu wielu ludzi zaczynało swoje firmy. Taki widok, jak może pamiętacie, Czaruś Pazura dzwoniący z budki w filmie „Nic śmiesznego” z 1995 roku. To były czasy takiej ogromnej kreatywności, takiego trochę klejenia na ślinę i plaster. Ale działało. Na przykład handel. System sklepów państwowych upada, hipermarketów jeszcze nie ma, a lud chce kupować. To pozwala na najprostszy biznes świata &#8211; można handlować. Więc każdy handluje czym tylko może i gdzie może. A robić to można najłatwiej na łóżku polowym rozkładanym na rogu ulicy, albo w przejściu podziemnym. A może na stadionie? Stadiony nie działają, bo sport dotowany przez państwo się skończył. Tak więc, lokalni włodarze zdecydowali o zamianie stadionów na ogromne targowiska. W ten sposób powstają te słynne stadiony-rynki w Warszawie czy też u nas handelek mydłem i powidłem na targu stadionowym w Białymstoku. Mieliśmy nawet dwa takie stadiony, na ul. Kawaleryjskiej i na ul. Jurowieckiej. Bardzo wielu ludzi w tamtym czasie odnalazło się w handlu, nic prostszego. To najstarszy biznes świata – kupił taniej a sprzedał drożej. Pamiętam czasy, gdy ci bardziej obrotni zamieniali swe łóżka polowe na tzw. szczęki (takie blaszane stargany rozkładane, wyglądające jak szczęki Godzilli). Pod koniec lat 90-tych szczęki przy dobrej alejce na rynku przy Kawaleryjskiej kosztowały tyle co mieszkanie. Bo tam też robiło się biznes. Z takich szczęk w dobrej lokalizacji można było naprawdę dobrze prosperować. Poza tym transport. Samochód był wskaźnikiem luksusu, a nie normalnym środkiem transportu. Wielu używało dobrego obuwia, sam pamiętam jak jednym z moich pierwszych zajęć jako wolny strzelec, było bieganie po mieście od firmy do firmy i zbieranie zamówień na reklamy w gazecie. Kurczę, kto dziś ogłasza się jeszcze w codziennej gazecie? Pamiętam lata, gdy nie miałem jeszcze samochodu, gdy niezbędne podróże na początku mojej firmy oparłem na podróżach pociągiem. Do tego stopnia się wyrobiłem, że miałem w głowie pełny rozkład pociągów dalekobieżnych stacji Białystok. A w tamtych czasach jeździło jeszcze dużo pociągów. Patrząc z perspektywy trzech dekad widać, że wielu nie zauważyło zmian na rynku oraz dynamicznego rozwoju Polski, a po nieuniknionym wejściu na Polski rynek sklepów wielkopowierzchniowych, ich stargany, szczęki i budki nie przerodziły się w dochodowe sklepy. Po prostu znikły z widoku. A już zupełnie niewielu tamtejszych przedsiębiorców poradziło sobie z kolejną wielką zmianą, przeniesieniu się handlu do „internetów” Kapitalizm bez kapitału. Czyli koło fortuny się toczy. Nie wszyscy w tych czasach rozumieli, że wyrażenie kapitalizm pochodzi od słowa kapitał, czyli inaczej mówiąc pieniądze. Każdy chciał zarabiać jako przedsiębiorca, ale prawie wszyscy mieli brak pieniędzy na start swojego biznesu. Często też ludziom którzy coś ciekawego uruchomili i zaczęli nawet nieźle zarabiać, zabrakło elementarnej wiedzy o finansach i zarządzaniu firma. Nagminne było mieszanie portfeli, wkładanie obrotu jak zysku do prywatnego portfela właściciela, przejadanie zysków i życie ponad stan. Taki polskie „zastaw się, a postaw się”. A firmy na tym, cierpiały i to bardzo. Wielu się zadłużało, nie płaciło podatków lub składek na ZUS. W następstwie tego pojawiał się komornik i stemplował szafę. Jeszcze gorzej było gdy kapitał pochodził z nieformalnych źródeł. Wtedy, w tamtych niebezpiecznych czasach przychodził łysy, barczysty pan bez szyi, ale za to z kijem bejsbolowym. Mieliśmy wtedy chyba największy współczynnik ilości sprzedanych kijów bejsbolowych na głowę zawodnika tej dyscypliny. Nie pamiętam, czy wtedy w Polsce były chociaż dwie drużyny grające w bejsbol. Dzisiaj w ekstralidze mamy ich zaledwie sześć. Nie wiedzieliśmy wtedy, że w każdym rodzaju biznesu są cykle rozwojowe i wahania rynkowe. Generalnie panowało wieczne niedoinwestowanie. Nagminne i tragiczne w skutkach było niepłacenie faktur. Pamiętam, że gdy na początku lat 2000-ych sprzedałem swoją mikro przetwórnię spożywczą, to dałem na mszę z wdzięczności, że udało mi się wyegzekwować płatności za wszystkie dostarczone przeze mnie towary i faktury. Temat kont bankowych, kredytów i leasingów wcale nie stał lepiej. Opowiem Wam o moim pierwszym biznesowym fochu. Świeżo po zarejestrowaniu działalności gospodarczej w urzędach, pobiegłem do banku założyć konto. Poszedłem do takiego najbardziej prozachodniego jak mi się wtedy wydawało. Tego co teraz ma logo z żubrem. W tamtych czasach był to bank dewizowy, to tam trzymało się prawdziwe pieniądze czyli dolary w czasach komuny.&#160; Z powodu takiego pokomunistycznego wizerunku, nadal uchodził on za nowoczesny i zachodni. Zachodzę, wyobraź sobie, taki studenciak pełen zachwytu nad faktem, że mam swoja firmę i wyłuszczam paniusi w okienku, że chcę założyć u nich konto. Kobieta pooglądała mój wpis do ewidencji gospodarczej, parsknęła, prychnęła, wydęła wargi w cynicznym uśmieszku i powiedziała: takich małych firm to my nie obsługujemy. Jak widać rozmiar ma znaczenie 😉 Nie wiem jak to się stało, ale do dzisiaj ani jedna moja złotówka nie powędrowała do tego banku. Jakoś się zaparłem i w późniejszych poszukiwaniach banku, konta czy innych produktów bankowych, nie brałem tego banku w ogóle pod uwagę. Taki mój bankowy foch. To były też czasy bardzo drogich telefonów komórkowych oraz pierwszych komputerów używanych w firmie. Ludzie tak bardzo chcieli posiadać taki walizkowy telefon, że brali taki sprzęt w leasingu. To nic, że nie było zasięgu sieci komórkowej i nie można było się nigdzie dodzwonić. Oni szli po mieście z telefonem-walizką w ręku. Wyglądali poważnie, bogato i profesjonalnie. W tym też czasie powstało bardzo dużo firm leasingowych zgodnie z hossą na rynku finansowania biznesowego. Ja sam, chcąc mieć komputer, dobrze pamiętam moją przygodę z leasingiem. Wyszukałem najbardziej wiarygodną firmę leasingową – Bank Gdański Leasing i dokonałem zakupu. Wiadomo jest, że sprzęt przez cały okres leasingu, aż do momentu wykupu należy do leasingodawcy. Rozumiemy też, zwykła firma leasingowa może upaść ale firma której właścicielem jest nie jakiś Jan Kowalski, ale sam Bank Gdański? Spłacałem solidnie raty leasingowe i na 1 czy 2 raty przed końcem czyli przed wykupem komputera, dostałem list o postawieniu BG Leasing w stan upadłości. Wezwano mnie do zwrotu „prawie” mojego sprzętu. No nie, „bankowy” leasing upada? To się nie zdarzyło do tej pory. To był mój Czarny Łabędź z książki Nassima. Okazało się, że byłem w 8 kategorii wierzycieli, więc szanse na wykup sprzętu miałem znikome. Ale jak to się często w życiu zdarza, kto jest wystarczająco uparty, a do tego grzeczny i lubiany – udało mi się jakoś ten komputer cało wykupić. A wzorce? Skąd mam wiedzieć co robić? Dzisiejsze społeczeństwo nie wyobraża sobie czasów bez ogromu dostępnych szkoleń, wszelkiej maści coachów, uczelni i szkół biznesu oraz YouTube z masą podpowiedzi. Skąd czerpać wzorce, kto może podpowiedzieć, doradzić? Przecież jeszcze wczoraj, cały otaczający nas świat kpił z badylarzy, cinkciarzy i wszelkiej maści prywaciarzy. Te określenia to była obelga. A tu nagle trzeba samemu prowadzić firmę i za wszystko być odpowiedzialnym. Przedwojenne pokolenie ludzi biznesu albo zginęło na wojnie, albo w Katyniu, zostało zamęczone w kazamatach UB jako element wrogi ustrojowo. W najlepszym razie zdążyli wyemigrować lub nie wrócić do kraju. Izraelici zaś, naród z którym współistnieliśmy na tych terenach od wielu wieków, a który znał się na robieniu biznesów niejako z wychowania. Naród ten został całkowicie wymordowany przez Niemców w czasie ostatniej wojny. Skąd czerpać wiedzę, wzorce? Osobiście uważam siebie za szczęściarza pod wieloma względami. Po pierwsze mogłem na wsi u dziadków widzieć tą podstawową, biznesową logikę małego gospodarstwa. Tą codzienną odpowiedzialność za wynik finansowy rolnika. Taka bazowa logika przyrody – aby zebrać trzeba posiać, trzeba zaryzykować, trafić w czas i do tego pracować od świtu do zmroku. Jeździłem z rodzicami po wielu krajach środkowej Europy na wakacyjne handle – takie połączenie przyjemnego z pożytecznym. Po tym widziałem mojego ojca który po...</p>
<p>Artykuł <a href="https://kasjanski.pl/cepeliada-lata-90-te/">Cepeliada, lata 90-te.</a> pochodzi z serwisu <a href="https://kasjanski.pl">Kasjanski.pl</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[
<h4 class="wp-block-heading">Co tak śmierdzi? Czyżby trąciło myszką?</h4>



<p>„Pamiętasz, była jesień, Mały hotel „Pod Różami” pokój numer 8…” Tak, pamiętam i postaram się młodemu pokoleniu (cóż to za ohydne porównania – młode/stare pokolenie) opowiedzieć jak to drzewiej bywało. Młoda osoba urodzona na początku 90-tych poprosiła mnie, abym przybliżył bóle porodowe polskiego kapitalizmu, co chętnie uczynię. </p>



<p>Na zdjęciu powyżej młody ja, składam zamówienia w hurtowni. Czas królującej gotówki, starych komputerów i młodych przedsiębiorców <img src="https://s.w.org/images/core/emoji/17.0.2/72x72/1f642.png" alt="🙂" class="wp-smiley" style="height: 1em; max-height: 1em;" /> Lata 90-te.</p>



<p>Legendarne lata 90-te, kiedy w naszych sklepach nie ma nic ciekawego, zaczynamy wyjeżdżać na zachód i tęsknimy za tym, aby u nas było tak dobrze jak co najmniej w Berlinie Zachodnim lub Wiedniu. Tam jest wszystko, wszyscy wszystko mają, a do tego jest kolorowo. U nas po 40 latach komuny nic nie ma, nikt nic nie ma i jest szaro, buro i byle jak. Jeżeli nie żyłeś w tych czasach, to warto pooglądać Kroniki Filmowe z tamtych lat. Są na YouTube.&nbsp; Ten specyficzny język, już nie socrealizm, ale na pewno jeszcze nie kapitalizm. Ja zachęcam swoje dzieci do obejrzenia tych Kronik, aby nie oceniać tamtych czasów bez zrozumienia kontekstu.</p>



<p>Oczywiście nie mam zamiaru wspominać jakiejś traumy, ciut nie wojennej, ale też na pewno nie wychwalać, jak to kiedyś było dobrze.</p>



<p>Proszę, nie odbierajcie tego jako narzekania na trudne początki, dla nas one nie były trudne. One były wtedy normalne, trudne wydają się z dzisiejszej perspektywy. Wtedy ludzie nie szukali szkół przetrwania, a codzienne życie, a na pewno prowadzenie własnej firmy to był swoisty bushcraft.&nbsp; Z pewnością nie było nudno.</p>



<p>Po prostu zróbmy sobie podróż w czasie do lat 90-tych, gdy powstały polskie firmy, polskie fortuny i polscy miliarderzy. &nbsp;Nie będę zagłębiał się w tematy komunistycznej nomenklatury i uwłaszczania się na majątku narodowym, bo to nie blog historyczny, ani tym bardziej o polityce. Przeciętny Polak do 1989 roku na zachodzie nie był, a na pewno nie uczył się na zachodnich uniwersytetach. Za to każdy przeciętny Polak miał ochotę na romans z biznesem.</p>



<p> </p>



<h4 class="wp-block-heading">Nasza ówczesna wiedza o biznesie i pieniądzach: Carringtonowie i Niewolnica Isaura jadący Trabantem.</h4>



<p>Na początku muszę przypomnieć, że wychowałem się w ciekawych czasach. Braki w sklepach, masło, cukier i mięso na kartki, każdy ma pracę, ale nie jest ona nikomu potrzebna. Ludzie mają czas i pieniądze, tyle tylko, że nic nie mogą za to kupić. Domy wycenia się w prawdziwych pieniądzach – czyli dolarach, ale zarabia się miesięcznie kwoty w złotówkach o wartości 2 śniadań na zachodzie Europy. Paszporty leżą na Milicji, a właściwie w UB i poza krajami socjalistycznymi, wszędzie indziej trzeba było mieć wizy. WOW</p>



<p>I nagle po 4 czerwca 1989 wszytko się zmienia, skaczemy w wolnorynkowe warunki z głową pełną marzeń i całkowitym brakiem wiedzy jak to działa. Nie wiem, może tylko ja miałem taki mętlik w głowie. Z jednej strony, byłem szczęśliwcem i widziałem kraje Europy zachodniej i jak tam żyli ludzie, ale też widziałem nędzę i bylejakość krajów, (jak to się kiedyś mówiło), byłych Krajów Demokracji Ludowej. Krajów gdzie nie rządził lud i gdzie nie było demokracji. Przy tym, byliśmy wielopokoleniowo indoktrynowani i nawet nie zdawaliśmy sobie sprawy z tego. </p>



<p>Pamiętam, jako „kaszojad” miałem książeczkę dla dzieci, taką kolorową i pełną rysunków. Była o zmaganiach dwóch samochodów: „dobrego” (bo socjalistycznego) białego i delikatnego Trabanta oraz „złego” (bo kapitalistycznego) czarnego i agresywnego Mercedesa. Taka socrealistyczna apoteoza walki Dawida z Goliatem.</p>



<div class="wp-block-image"><figure class="aligncenter size-large"><img loading="lazy" decoding="async" width="799" height="533" src="https://kasjanski.pl/wp-content/uploads/2021/04/Kasjanski-blog-o-przedsiebiorczosci-lata-90-te-2.jpg" alt="kasjanski.pl Blog o przedsiębiorczości cepeliada lata 90-te Trabant
" class="wp-image-2510" srcset="https://kasjanski.pl/wp-content/uploads/2021/04/Kasjanski-blog-o-przedsiebiorczosci-lata-90-te-2.jpg 799w, https://kasjanski.pl/wp-content/uploads/2021/04/Kasjanski-blog-o-przedsiebiorczosci-lata-90-te-2-300x200.jpg 300w, https://kasjanski.pl/wp-content/uploads/2021/04/Kasjanski-blog-o-przedsiebiorczosci-lata-90-te-2-768x512.jpg 768w" sizes="(max-width: 799px) 100vw, 799px" /><figcaption>Trabant inaczej zwany mydelniczką z powodu materiału z którego był zrobiony. &#8222;Dobry&#8221; bo nie rdzewiał i był biały <img src="https://s.w.org/images/core/emoji/17.0.2/72x72/1f609.png" alt="😉" class="wp-smiley" style="height: 1em; max-height: 1em;" /><br>Photo by&nbsp;<a href="https://foter.co/a6/7c90b7">Adrian Kot</a>&nbsp;on&nbsp;<a href="http://Foter.com">Foter.com</a></figcaption></figure></div>



<p>A na temat wspaniałości zachodu oglądaliśmy tasiemcowe telenowele opowiadające o życiu przebogatych Carringtonów w serialu Dynastia i identyfikowaliśmy się z biedą brazylijskich niewolników i Niewolnicy Isaury. To chyba taki standardowy zestaw wyobrażeń jak działa kapitalizm. Może niektórzy pamiętali jeszcze, że przed wojną, sklep najlepiej umieli prowadzić Żydzi, ale oni to mieli podobno w genach, a do tego całkowicie zniknęli z polskiego krajobrazu.</p>



<p>I tak na początku lat 90-tych, w znakomitej większości byliśmy naiwni, zakompleksieni i bez znajomości mechanizmów wolnorynkowych. Zaczęły się czasy bezrobocia, brak prawnej ochrony w interesach (pobieżna implementacja przedwojennego jeszcze Kodeksu Handlowego), a co najgorsze brak doświadczenia.</p>



<p>Dla tego też mam nietypowe skojarzenia ze zmianą ustroju polityczno-ekonomicznego w Polsce w końcówce lat 80-tych. Zmiana ta kojarzy mi się z Krystle Carrington i Niewolnicą Isaurą jadących białym, plastikowym i „dobrym” Trabantem <img src="https://s.w.org/images/core/emoji/17.0.2/72x72/1f642.png" alt="🙂" class="wp-smiley" style="height: 1em; max-height: 1em;" /></p>



<p> </p>



<h4 class="wp-block-heading">Co wybierasz, łóżko czy szczęki? A może stadion? Czyli czas faksów, budek telefonicznych i mocnych trampek.</h4>



<div class="wp-block-image"><figure class="aligncenter size-large"><img loading="lazy" decoding="async" width="798" height="600" src="https://kasjanski.pl/wp-content/uploads/2021/04/Kasjanski-blog-o-przedsiebiorczosci-lata-90-te-3.jpg" alt="Kasjański.pl Blog o przedsiębiorczości Cepeliada lata 90-te Ostatni dzień handlu stadion" class="wp-image-2511" srcset="https://kasjanski.pl/wp-content/uploads/2021/04/Kasjanski-blog-o-przedsiebiorczosci-lata-90-te-3.jpg 798w, https://kasjanski.pl/wp-content/uploads/2021/04/Kasjanski-blog-o-przedsiebiorczosci-lata-90-te-3-300x226.jpg 300w, https://kasjanski.pl/wp-content/uploads/2021/04/Kasjanski-blog-o-przedsiebiorczosci-lata-90-te-3-768x577.jpg 768w" sizes="(max-width: 798px) 100vw, 798px" /><figcaption>Ostatni dzień handlu na koronie Stadionu X-lecia, Warszawa &#8211; <a href="https://pl.wikipedia.org/wiki/Wikipedysta:Masti">https://pl.wikipedia.org/wiki/Wikipedysta:Masti</a></figcaption></figure></div>



<p>Jak wytłumaczyć młodemu pokoleniu, że można nie mieć dostępu do telefonu, a powszechna wtedy budka telefoniczna, o ile działa, to najlepsze narzędzie na start biznesu? Na przełomie tych dwóch światów, bardzo wielu ludzi zaczynało swoją przygodę z kapitalizmem dzwoniąc z budki telefonicznej. Wielu korzystało z telefonu w pracy, a faks w zasięgu ręki to było największe szczęście. Pamiętam kolegę, który chcąc umawiać spotkania z klientami stał w deszczu pod takim pół-daszkiem z budką telefoniczną i godzinę dzwonił moknąc. Miał za to świetne wyniki i wyprzedzał konkurencję pomimo braku telefonu w domu. Bo i z domu wielu ludzi zaczynało swoje firmy. Taki widok, jak może pamiętacie, Czaruś Pazura dzwoniący z budki w filmie „Nic śmiesznego” z 1995 roku. </p>



<p>To były czasy takiej ogromnej kreatywności, takiego trochę klejenia na ślinę i plaster. Ale działało. Na przykład handel. System sklepów państwowych upada, hipermarketów jeszcze nie ma, a lud chce kupować. To pozwala na najprostszy biznes świata &#8211; można handlować. Więc każdy handluje czym tylko może i gdzie może. A robić to można najłatwiej na łóżku polowym rozkładanym na rogu ulicy, albo w przejściu podziemnym. A może na stadionie? Stadiony nie działają, bo sport dotowany przez państwo się skończył. Tak więc, lokalni włodarze zdecydowali o zamianie stadionów na ogromne targowiska. W ten sposób powstają te słynne stadiony-rynki w Warszawie czy też u nas handelek mydłem i powidłem na targu stadionowym w Białymstoku. Mieliśmy nawet dwa takie stadiony, na ul. Kawaleryjskiej i na ul. Jurowieckiej. </p>



<p>Bardzo wielu ludzi w tamtym czasie odnalazło się w handlu, nic prostszego. To najstarszy biznes świata – kupił taniej a sprzedał drożej. Pamiętam czasy, gdy ci bardziej obrotni zamieniali swe łóżka polowe na tzw. szczęki (takie blaszane stargany rozkładane, wyglądające jak szczęki Godzilli). Pod koniec lat 90-tych szczęki przy dobrej alejce na rynku przy Kawaleryjskiej kosztowały tyle co mieszkanie. Bo tam też robiło się biznes. Z takich szczęk w dobrej lokalizacji można było naprawdę dobrze prosperować.</p>



<p>Poza tym transport. Samochód był wskaźnikiem luksusu, a nie normalnym środkiem transportu. Wielu używało dobrego obuwia, sam pamiętam jak jednym z moich pierwszych zajęć jako wolny strzelec, było bieganie po mieście od firmy do firmy i zbieranie zamówień na reklamy w gazecie. Kurczę, kto dziś ogłasza się jeszcze w codziennej gazecie?</p>



<p>Pamiętam lata, gdy nie miałem jeszcze samochodu, gdy niezbędne podróże na początku mojej firmy oparłem na podróżach pociągiem. Do tego stopnia się wyrobiłem, że miałem w głowie pełny rozkład pociągów dalekobieżnych stacji Białystok. A w tamtych czasach jeździło jeszcze dużo pociągów.</p>



<p>Patrząc z perspektywy trzech dekad widać, że wielu nie zauważyło zmian na rynku oraz dynamicznego rozwoju Polski, a po nieuniknionym wejściu na Polski rynek sklepów wielkopowierzchniowych, ich stargany, szczęki i budki nie przerodziły się w dochodowe sklepy. Po prostu znikły z widoku. A już zupełnie niewielu tamtejszych przedsiębiorców poradziło sobie z kolejną wielką zmianą, przeniesieniu się handlu do „internetów”</p>



<p> </p>



<h4 class="wp-block-heading">Kapitalizm bez kapitału. Czyli koło fortuny się toczy.</h4>



<div class="wp-block-image"><figure class="aligncenter size-large"><img loading="lazy" decoding="async" width="800" height="533" src="https://kasjanski.pl/wp-content/uploads/2021/04/Kasjanski-blog-o-przedsiebiorczosci-lata-90-te-4.jpeg" alt="Kasjanski.pl Blog o przedsiębiorczości Cepeliada lat 90-te Kapitał" class="wp-image-2512" srcset="https://kasjanski.pl/wp-content/uploads/2021/04/Kasjanski-blog-o-przedsiebiorczosci-lata-90-te-4.jpeg 800w, https://kasjanski.pl/wp-content/uploads/2021/04/Kasjanski-blog-o-przedsiebiorczosci-lata-90-te-4-300x200.jpeg 300w, https://kasjanski.pl/wp-content/uploads/2021/04/Kasjanski-blog-o-przedsiebiorczosci-lata-90-te-4-768x512.jpeg 768w" sizes="(max-width: 800px) 100vw, 800px" /><figcaption>Po prostu kapitał. Photo by&nbsp;<a href="https://foter.co/a6/7d9e9c">renata mascarello /</a>&nbsp;on&nbsp;<a href="https://foter.com/re8/36ec07">Foter.com</a></figcaption></figure></div>



<p>Nie wszyscy w tych czasach rozumieli, że wyrażenie kapitalizm pochodzi od słowa kapitał, czyli inaczej mówiąc pieniądze. Każdy chciał zarabiać jako przedsiębiorca, ale prawie wszyscy mieli brak pieniędzy na start swojego biznesu. Często też ludziom którzy coś ciekawego uruchomili i zaczęli nawet nieźle zarabiać, zabrakło elementarnej wiedzy o finansach i zarządzaniu firma. Nagminne było mieszanie portfeli, wkładanie obrotu jak zysku do prywatnego portfela właściciela, przejadanie zysków i życie ponad stan. Taki polskie „zastaw się, a postaw się”. A firmy na tym, cierpiały i to bardzo. Wielu się zadłużało, nie płaciło podatków lub składek na ZUS. W następstwie tego pojawiał się komornik i stemplował szafę. </p>



<p>Jeszcze gorzej było gdy kapitał pochodził z nieformalnych źródeł. Wtedy, w tamtych niebezpiecznych czasach przychodził łysy, barczysty pan bez szyi, ale za to z kijem bejsbolowym. Mieliśmy wtedy chyba największy współczynnik ilości sprzedanych kijów bejsbolowych na głowę zawodnika tej dyscypliny. Nie pamiętam, czy wtedy w Polsce były chociaż dwie drużyny grające w bejsbol. Dzisiaj w ekstralidze mamy ich zaledwie sześć.</p>



<p>Nie wiedzieliśmy wtedy, że w każdym rodzaju biznesu są cykle rozwojowe i wahania rynkowe. Generalnie panowało wieczne niedoinwestowanie.</p>



<p>Nagminne i tragiczne w skutkach było niepłacenie faktur. Pamiętam, że gdy na początku lat 2000-ych sprzedałem swoją mikro przetwórnię spożywczą, to dałem na mszę z wdzięczności, że udało mi się wyegzekwować płatności za wszystkie dostarczone przeze mnie towary i faktury.</p>



<p>Temat kont bankowych, kredytów i leasingów wcale nie stał lepiej. Opowiem Wam o moim pierwszym biznesowym fochu. Świeżo po zarejestrowaniu działalności gospodarczej w urzędach, pobiegłem do banku założyć konto. Poszedłem do takiego najbardziej prozachodniego jak mi się wtedy wydawało. Tego co teraz ma logo z żubrem. W tamtych czasach był to bank dewizowy, to tam trzymało się prawdziwe pieniądze czyli dolary w czasach komuny.&nbsp; Z powodu takiego pokomunistycznego wizerunku, nadal uchodził on za nowoczesny i zachodni.</p>



<p>Zachodzę, wyobraź sobie, taki studenciak pełen zachwytu nad faktem, że mam swoja firmę i wyłuszczam paniusi w okienku, że chcę założyć u nich konto. Kobieta pooglądała mój wpis do ewidencji gospodarczej, parsknęła, prychnęła, wydęła wargi w cynicznym uśmieszku i powiedziała: takich małych firm to my nie obsługujemy. Jak widać rozmiar ma znaczenie <img src="https://s.w.org/images/core/emoji/17.0.2/72x72/1f609.png" alt="😉" class="wp-smiley" style="height: 1em; max-height: 1em;" /> Nie wiem jak to się stało, ale do dzisiaj ani jedna moja złotówka nie powędrowała do tego banku. Jakoś się zaparłem i w późniejszych poszukiwaniach banku, konta czy innych produktów bankowych, nie brałem tego banku w ogóle pod uwagę. Taki mój bankowy foch. </p>



<p>To były też czasy bardzo drogich telefonów komórkowych oraz pierwszych komputerów używanych w firmie. Ludzie tak bardzo chcieli posiadać taki walizkowy telefon, że brali taki sprzęt w leasingu. To nic, że nie było zasięgu sieci komórkowej i nie można było się nigdzie dodzwonić. Oni szli po mieście z telefonem-walizką w ręku. Wyglądali poważnie, bogato i profesjonalnie. W tym też czasie powstało bardzo dużo firm leasingowych zgodnie z hossą na rynku finansowania biznesowego.</p>



<p>Ja sam, chcąc mieć komputer, dobrze pamiętam moją przygodę z leasingiem. Wyszukałem najbardziej wiarygodną firmę leasingową – Bank Gdański Leasing i dokonałem zakupu. Wiadomo jest, że sprzęt przez cały okres leasingu, aż do momentu wykupu należy do leasingodawcy. Rozumiemy też, zwykła firma leasingowa może upaść ale firma której właścicielem jest nie jakiś Jan Kowalski, ale sam Bank Gdański? Spłacałem solidnie raty leasingowe i na 1 czy 2 raty przed końcem czyli przed wykupem komputera, dostałem list o postawieniu BG Leasing w stan upadłości. Wezwano mnie do zwrotu „prawie” mojego sprzętu. No nie, „bankowy” leasing upada? To się nie zdarzyło do tej pory. To był mój Czarny Łabędź z książki Nassima.</p>



<p>Okazało się, że byłem w 8 kategorii wierzycieli, więc szanse na wykup sprzętu miałem znikome. Ale jak to się często w życiu zdarza, kto jest wystarczająco uparty, a do tego grzeczny i lubiany – udało mi się jakoś ten komputer cało wykupić.</p>



<p> </p>



<h4 class="wp-block-heading">A wzorce? Skąd mam wiedzieć co robić?</h4>



<p>Dzisiejsze społeczeństwo nie wyobraża sobie czasów bez ogromu dostępnych szkoleń, wszelkiej maści coachów, uczelni i szkół biznesu oraz YouTube z masą podpowiedzi. Skąd czerpać wzorce, kto może podpowiedzieć, doradzić? Przecież jeszcze wczoraj, cały otaczający nas świat kpił z badylarzy, cinkciarzy i wszelkiej maści prywaciarzy. Te określenia to była obelga. A tu nagle trzeba samemu prowadzić firmę i za wszystko być odpowiedzialnym. </p>



<p>Przedwojenne pokolenie ludzi biznesu albo zginęło na wojnie, albo w Katyniu, zostało zamęczone w kazamatach UB jako element wrogi ustrojowo. W najlepszym razie zdążyli wyemigrować lub nie wrócić do kraju. Izraelici zaś, naród z którym współistnieliśmy na tych terenach od wielu wieków, a który znał się na robieniu biznesów niejako z wychowania. Naród ten został całkowicie wymordowany przez Niemców w czasie ostatniej wojny. Skąd czerpać wiedzę, wzorce?</p>



<p>Osobiście uważam siebie za szczęściarza pod wieloma względami. Po pierwsze mogłem na wsi u dziadków widzieć tą podstawową, biznesową logikę małego gospodarstwa. Tą codzienną odpowiedzialność za wynik finansowy rolnika. Taka bazowa logika przyrody – aby zebrać trzeba posiać, trzeba zaryzykować, trafić w czas i do tego pracować od świtu do zmroku.</p>



<p>Jeździłem z rodzicami po wielu krajach środkowej Europy na wakacyjne handle – takie połączenie przyjemnego z pożytecznym. Po tym widziałem mojego ojca który po pracy, w piwnicy budował maszyny do swojej firmy, wtedy nazywanej dla niepoznaki rzemiosłem. I na koniec, a właściwie mój przedsiębiorczy początek, natrafiłem na prawdziwych „aniołów biznesu”, amerykańskich mentorów z USA i Polaków powracających z USA, którzy uczyli mnie na czym polega gra wolnorynkowa. Takie wręcz filmowe, amerykańskie nastawienie, że można spełniać swoje marzenia zakładając swoją firmę.</p>



<p>Z perspektywy czasu uważam, że te obserwacje, te podpowiedzi miały decydujący wpływ na moją karierę i moją przedsiębiorczość. Do dzisiaj uważam, że nie doceniamy roli szczerego, uczciwego mentora. Ponad wszelką cenę chcemy grać rolę Zosi Samosi. Na pewno wielu nie jest mentalnie gotowych do okazania wdzięczności za czyjąś pomoc, a wielu po prostu nie ma dostępu do mentorów, przy tym uczciwych i zaangażowanych w sukces mentorowanego.</p>



<h4 class="wp-block-heading">A może jakaś szkoła?</h4>



<p>Co do szkół to nie chcę uogólniać, opowiem tylko o moich przygodach ze szkolnictwem wyższym. Po ustabilizowaniu firmy i regularnym generowaniu finansowego spokoju rodzinie, zapragnąłem dokończyć rzeczy niedokończone, czyli osiągnąć wyższe wykształcenie. Jako, że od ponad 20-tu lat nie miałem kontaktu z ekologią (moim pierwszym wyborem studiów), a za to związałem się z biznesem, postanowiłem zmienić kierunek i pójść na studia biznesowe. Wybrałem najlepszą prywatną uczelnię zarządzania i marketingu w regionie. Wtedy to postanowiłem sprawdzić na własnej skórze moje wątpliwości co do jakości takiej edukacji. </p>



<p>Czy szkoły finansów, zarządzania i marketingu uczą biznesu, czy tylko szkolą pracowników do pracy w czyichś biznesach. Jakie mam obserwacje? Nie uwierzycie, co wam teraz napiszę. Studiowałem w prywatnej szkole wyższej. Z moich wszystkich wykładowców, chyba tylko 2 lub 3 miało jakikolwiek realny kontakt z prowadzeniem firmy. I do tego, często była to firma szkoleniowa lub jakaś forma konsultingu.</p>



<div class="wp-block-image"><figure class="aligncenter size-large"><img loading="lazy" decoding="async" width="601" height="768" src="https://kasjanski.pl/wp-content/uploads/2021/04/Kasjanski-blog-o-przedsiebiorczosci-lata-90-te-5.jpeg" alt="Kasjanski.pl Blog o przedsiębiorczości Cepeliada lat 90-te Plan 6-letni" class="wp-image-2514" srcset="https://kasjanski.pl/wp-content/uploads/2021/04/Kasjanski-blog-o-przedsiebiorczosci-lata-90-te-5.jpeg 601w, https://kasjanski.pl/wp-content/uploads/2021/04/Kasjanski-blog-o-przedsiebiorczosci-lata-90-te-5-235x300.jpeg 235w" sizes="(max-width: 601px) 100vw, 601px" /><figcaption>Plan 6-letni jako pierwowzór biznesplanu? Że niby jak?<br>Foto: Kazimierz Sayse-Tobiczyk, Public domain, via Wikimedia Commons</figcaption></figure></div>



<p>Rekordem wszechczasów były wykłady profesora belwederskiego który był tam wykładowcą chyba tylko ze względu na jego tytuł potrzebny uczelni do akredytacji. Bardzo, bardzo leciwy pan profesor prowadził przedmiot który nosił nazwę Biznesplan. I nie uwierzycie, na samym początku wykładów uprzedził, że będzie używał foliogramów (to taka archaiczna forma rzutnika obrazów na ekran) i uwaga, do tego foliogramów o socjalistycznym Planie 5-letnim. Argumentował to tym, że socjalistyczny plan 5-letni był taką formą biznesplanu. Przypominam, że było to po roku 2010.</p>



<p>Tak więc mądra, biznesowa nazwa uczelni nie gwarantuje praktycznej wiedzy do dzisiaj. Mamy w Polsce cały czas jeszcze problem z posocjalistyczną inflacją znaczenia niektórych pojęć.</p>



<p> </p>



<h4 class="wp-block-heading">Uprzedzenia, paradygmaty i biznesowe przekonania. Takie „każdy Polak to inżynier, polityk, lekarz i biznesmen w jednym”.</h4>



<div class="wp-block-image"><figure class="aligncenter size-large"><img loading="lazy" decoding="async" width="800" height="532" src="https://kasjanski.pl/wp-content/uploads/2021/04/Kasjanski-blog-o-przedsiebiorczosci-lata-90-te-6.jpeg" alt="Kasjanski.pl Blog o przedsiębiorczości Cepeliada lat 90-te Polak ekspert od wszystkiego" class="wp-image-2516" srcset="https://kasjanski.pl/wp-content/uploads/2021/04/Kasjanski-blog-o-przedsiebiorczosci-lata-90-te-6.jpeg 800w, https://kasjanski.pl/wp-content/uploads/2021/04/Kasjanski-blog-o-przedsiebiorczosci-lata-90-te-6-300x200.jpeg 300w, https://kasjanski.pl/wp-content/uploads/2021/04/Kasjanski-blog-o-przedsiebiorczosci-lata-90-te-6-768x511.jpeg 768w" sizes="(max-width: 800px) 100vw, 800px" /><figcaption>Polak to ekspert od wszystkiego. Czyli uczyć się nie musi, to dla mięczaków. <br>Photo by&nbsp;<a href="https://foter.co/a6/e3fef3">JD Hancock</a>&nbsp;on&nbsp;<a href="http://Foter.com">Foter.com</a></figcaption></figure></div>



<p>Nie bardzo chce teraz pisać o tych legendarnych przekonaniach, że „dobre bo niemieckie”, że ładne bo włoskie itp. Mam na myśli bardziej szkodliwe przekonania na temat biznesu. Jest ich kilka. Widziałem to w latach 90-tych i uważam, że pokutują do dziś. Do tego są szkodliwe i nie odpowiadają faktom.</p>



<p>Zapytajcie o powody porażki kogoś, kto miał firmę, ale już jej nie prowadzi. Prawie nigdy nie powie uczciwie, że sam czegoś nie wiedział, nie rozumiał czy nie chciał zrobić. Zawsze znajdzie się jakieś ładnie brzmiące usprawiedliwienie. Wiele jest takich biznesowych legend w które wielu ludzi cały czas wierzy. Patrząc od początku polskiej przedsiębiorczości, widzę pewne powtarzające się problemy. Do najczęstszych mentalnych min na drodze do sukcesu zaliczyłbym:</p>



<p>&#8211; Mentalność dobrych „dili”, czyli tak zwane biznesowe okazje i jednorazowe strzały. Nie do końca wiem z czego to wynika, ale podejrzewam, że z chciwości i chytrości. Co by tu robić, aby się nie narobić, ale za to dużo zarobić. Często słyszę wręcz nutkę zachwytu u osób opowiadających, jak to ktoś zrobił interes życia i do tego bez wysiłku. Nie wiemy, że często pozostawił za sobą kontrahenta, który w odróżnieniu od naszego bohatera, nie zrobił „interesu stulecia” i liczy swoje starty na tym „dilu”. Jak to się czasem słyszy, a szczególnie często było to słyszane na początku polskiej wersji eldorado, biznesmeni dzielą się na dwie grupy: robiących interesy i wrobionych w interesy. Czasy w których stawiało się domy za marżę ze sprzedania jednego TIR-a bananów minęły bezpowrotnie. Domy zdrożały a banany staniały <img src="https://s.w.org/images/core/emoji/17.0.2/72x72/1f642.png" alt="🙂" class="wp-smiley" style="height: 1em; max-height: 1em;" /></p>



<p>&#8211; Brak myślenia długofalowego i brak cierpliwości – powody podobne do powyższych. Taka mentalność kawy rozpuszczalnej i mikrofalówki – ma być szybko i bez wysiłku.</p>



<p>&#8211; Całkowity brak umiejętności miękkich, brak szacunku do klientów i pracowników.</p>



<p>&#8211; Brak elastyczności, polotu i kreatywności – temat rzeka, pewnie na osobny wpis.</p>



<p>&#8211; Niechęć do uczenia się.</p>



<p>&#8211; Paraliżujący strach i zachowawczość.</p>



<p>&#8211; Kompletny chaos i bałagan w finansach.</p>



<p>&#8211; Podwójne standardy jakościowe, np. cennik zmieniany w zależności od podejrzewanej zasobności portfela klienta.</p>



<p>&#8211; Kombinowanie przy unikaniu opodatkowania, kreatywna, często podwójna księgowość, handelek bez faktury, oszukiwanie pracowników i wiele innych.</p>



<p> </p>



<h4 class="wp-block-heading">I chyba najważniejszy problem transformacji – niegotowość na zmiany.</h4>



<div class="wp-block-image"><figure class="aligncenter size-large"><img loading="lazy" decoding="async" width="800" height="487" src="https://kasjanski.pl/wp-content/uploads/2021/04/Kasjanski-blog-o-przedsiebiorczosci-lata-90-te-7.jpeg" alt="Kasjanski.pl Blog o przedsiębiorczości Cepeliada  Zmiany" class="wp-image-2519" srcset="https://kasjanski.pl/wp-content/uploads/2021/04/Kasjanski-blog-o-przedsiebiorczosci-lata-90-te-7.jpeg 800w, https://kasjanski.pl/wp-content/uploads/2021/04/Kasjanski-blog-o-przedsiebiorczosci-lata-90-te-7-300x183.jpeg 300w, https://kasjanski.pl/wp-content/uploads/2021/04/Kasjanski-blog-o-przedsiebiorczosci-lata-90-te-7-768x468.jpeg 768w" sizes="(max-width: 800px) 100vw, 800px" /><figcaption>Jedyne co jest niezmienne to ciągłe zmiany. <br>Photo by&nbsp;<a href="https://foter.co/a6/f7c07c">SomeDriftwood</a>&nbsp;on&nbsp;<a href="https://foter.com/re8/36ec07">Foter.com</a></figcaption></figure></div>



<p>Jest to przyczyna która nie zniknęła wraz z okrzepnięciem polskiego kapitalizmu. Co więcej, czas COVID-u jeszcze bardziej uwypuklił ten problem. Jest to brak odporności na coraz szybsze zmiany. Zmiany zarówno technologiczne, jak i czysto psychologiczne.</p>



<p>Ludzie startujący swoje biznesy w czasach hossy nie są kompletnie przygotowani na zmiany rynkowe czy naturalne cykle w gospodarce. Lata 90-te to fala praktycznie ciągłej prosperity w każdym niemal biznesie. Wielkie braki na rynku, tania siła robocza, polska kreatywność i umiejętność logicznego łączenia faktów w okazje biznesowe, spowodowała, że nagle każdy chce i zaczyna być biznesmenem. Właściwie za co się nie weźmiesz, zamienia się to w złoto. Począwszy od fali bezinwestycyjnych pomysłów na start swojej firmy bycie agentem ubezpieczeniowym, sprzedaż bezpośrednia, network marketing, drobne sklepy czy usługi. Punkty gastronomiczne, czy nowe branże jak np. telefonia komórkowa, dały szansę na zaistnienie nowym pokoIeniom przedsiębiorców.</p>



<p>A tu, mijają lata 90-te,  następują rynkowe korekty, przychodzą jakieś zmiany przyzwyczajeń zakupowych lub zmiany w technologii. I człowiek przyzwyczajony do ciągłego pasma nieustających sukcesów, załamuje się gdy jego firma trafia na pierwsze poważniejsze przeszkody. Podobnie jak inwestor który wszedł na rynek w dobie hossy, nie spodziewa się zmian warunków rynkowych. Może i o nich słyszał, ale przecież jego to nie dotknie. &nbsp;A jak wiemy, fortuna kołem się toczy i regularnie warunki się zmieniają. Człowiek nieznający czasów dekoniunktury, nie potrafi się odnaleźć się w nowych (specjalnie nie pisze gorszych) warunkach. Tak to firmy upadają, a rynek przejmuje konkurencja. </p>



<p>Bardzo ciekawy przykład mamy w centrach miast. Na przykład ulica Lipowa w Białymstoku. Na tej samej ulicy: w lata 90-te dominują sklepy, lata 2000-ne to banki, a po 2010 same restauracje i ogródki piwne. Jedna ulica kilka całkowitych zwrotów akcji. I ci którzy przespali te zmiany lądują z pustym portfelem. Podobnie właściciele najróżniejszych sklepów którzy zignorowali masową i nieodwracalną migrację klienta do internetu. Ta nieelastyczność i sztywność w myśleniu to także jest pokłosie złotodajnych, ale przemijających czasów lat 90-tych.</p>



<p>Szerzej o moich przygodach na stronie <a href="https://kasjanski.pl/zaczynamy-przedsiebiorczosc/" target="_blank" rel="noreferrer noopener">https://kasjanski.pl/zaczynamy-przedsiebiorczosc/</a></p>



<h4 class="wp-block-heading">„To se ne vrati, pane Havranek” – I dobrze.</h4>



<p>Tytułowe zdanie z kultowego czechosłowackiego (tak, było kiedyś takie państwo) serialu „Nemocnice na kraji města” pasuje jak ulał do czasów startu polskiego kapitalizmu lat 90-tych. Nie ma co tak tęsknić do lat minionych bo już minęły i kropka. Było fajnie, było ciekawie, czasem strasznie, ale było. Było i minęło.</p>



<p>I marzy mi się, abyśmy umieli wyciągać wnioski z przeszłości. Aby nigdy samemu sobie nie powiedzieć zdania z cytowanego powyżej filmu. Zdania które wypowiedział doktor Strossmayer: „Gdyby głupota miała skrzydła, latałaby pani jak gołębica”. Uczmy się na historii, ale jej nie powtarzajmy.</p>



<div class="wp-block-image"><figure class="aligncenter size-large"><img loading="lazy" decoding="async" width="799" height="533" src="https://kasjanski.pl/wp-content/uploads/2021/04/Kasjanski-blog-o-przedsiebiorczosci-lata-90-te-8.jpeg" alt="Kasjanski.pl Blog o przedsiębiorczości Cepeliada  Gołębica" class="wp-image-2520" srcset="https://kasjanski.pl/wp-content/uploads/2021/04/Kasjanski-blog-o-przedsiebiorczosci-lata-90-te-8.jpeg 799w, https://kasjanski.pl/wp-content/uploads/2021/04/Kasjanski-blog-o-przedsiebiorczosci-lata-90-te-8-300x200.jpeg 300w, https://kasjanski.pl/wp-content/uploads/2021/04/Kasjanski-blog-o-przedsiebiorczosci-lata-90-te-8-768x512.jpeg 768w" sizes="(max-width: 799px) 100vw, 799px" /><figcaption>„Gdyby głupota miała skrzydła, latałaby pani jak gołębica” <br>Photo by&nbsp;<a href="https://foter.co/a6/9daf17">LB Photo.</a>&nbsp;on&nbsp;<a href="http://Foter.com">Foter.com</a></figcaption></figure></div>



<p>To co od tamtych czasów bardzo się poprawiło, to uznanie roli kobiety jako przedsiębiorcy. O roli wspaniałych kobiet przedsiębiorczych piszę <a href="https://kasjanski.pl/kobieta-przedsiebiorcza-byc/">tutaj</a>.</p>
<p>Artykuł <a href="https://kasjanski.pl/cepeliada-lata-90-te/">Cepeliada, lata 90-te.</a> pochodzi z serwisu <a href="https://kasjanski.pl">Kasjanski.pl</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://kasjanski.pl/cepeliada-lata-90-te/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>2</slash:comments>
		
		
		<post-id xmlns="com-wordpress:feed-additions:1">2506</post-id>	</item>
		<item>
		<title>Razem czy osobno? Robić coś wspólnie z żoną/mężem? A może wspólna firma? Mity wspólnotowe &#8211; czyli Singlom wstęp (nie)wzbroniony.</title>
		<link>https://kasjanski.pl/razem-czy-osobno-robic-cos-wspolnie-z-zona-mezem-a-moze-wspolna-firma-zebranie-zarzadu/</link>
					<comments>https://kasjanski.pl/razem-czy-osobno-robic-cos-wspolnie-z-zona-mezem-a-moze-wspolna-firma-zebranie-zarzadu/#comments</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Tomasz Kasjański]]></dc:creator>
		<pubDate>Thu, 08 Apr 2021 18:16:00 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Biznes]]></category>
		<category><![CDATA[Osobiste]]></category>
		<category><![CDATA[mentor]]></category>
		<category><![CDATA[praca nad sobą]]></category>
		<category><![CDATA[relacje]]></category>
		<category><![CDATA[rodzina]]></category>
		<category><![CDATA[rozwój osobisty]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://kasjanski.pl/?p=2447</guid>

					<description><![CDATA[<p>Zarzut 1: Tak już powinno być i kropka. „Chłopy na pole, a Baby do garów”. Wcale nie lepiej jest z innym schematem. „Kobiety na traktory, a faceci do przedszkoli” (bardzo proszę nie identyfikować autora z powyższymi stwierdzeniami). Chłopie, zwariowałeś? Pracujesz z żoną? I do tego własną? 😉 No tak, bardzo częsta reakcja gdy mówię że prowadzimy naszą firmę wspólnie, razem z żoną. Działamy ręka w rękę od ponad dwóch dekad i jakoś tak z każdym rokiem czujemy się w tym lepiej i lepiej. Mam na myśli naszą sytuację, a kto nas zna, ocenia to jako naturalny stan rzeczy w naszym domu. O wspaniałych, przedsiębiorczych kobietach piszę tutaj. Chcę się podzielić moim spojrzeniem na ten problem nie z punktu widzenia porad prawnych, czy podatkowych, ale czysto praktycznych i „okołożyciowych”. Przyznam jednak, że nie zawsze tak myślałem. Co więcej, gdy spotykam się z ostrą krytyką takiej małżeńskiej współpracy, zawsze staram się odgadnąć motywy takich wypowiedzi. Co więcej, pomyślmy ile takich obiegowych opinii i rad życiowych często powtarzamy bezwiednie na zasadzie: tak jest i kropka. Bo tak mówił dziadek, starszy kolega czy sąsiad. A kto Ciebie uczył szynkę na święta przyrządzać? Tutaj przypomina mi się słynna anegdota z szynką w garnku. Córka pierwszy raz zabiera się za przygotowanie szynki na święta. Pamięta, jak jej matka tłumaczyła, że zawsze trzeba obciąć brzegi szynki przed włożeniem do garnka. Córka posłusznie obcina te brzegi, ale nie daje jej spokoju ciekawość o powody takiego przygotowania mięsa. Pyta więc matkę i otrzymuje odpowiedź: &#8211; Bo tak trzeba – mówi rodzicielka. &#8211; No ale dlaczego? – docieka przyszła zwyciężczyni Master Chefa. &#8211; Bo tak trzeba i już. Babcia tak robiła. Na co córka dzwoni do babci i pyta o motywy okrajania brzegów szynki. Na co babcia z rozbrajającą szczerością: &#8211; Kochanieńka, moja brytfanna była za mała i szynka się w niej nie mieściła. I tak z ojca na syna, z dziada na dziada…. Mam wrażenie, że podobnie sprawy się mają w temacie relacji damsko-męskich. Synowie powielają błędy ojców, a ci swoich ojców i tak od bez końca. U nas na Podlasiu U nas na Podlasiu podejście mężczyzn do kobiet jest dużo bliższe wschodnim standardom niż zachodnim. Między innymi w tym upatruję genezę podejścia na Macho i Samca Alfa w temacie zarabiania pieniędzy oraz roli kobiety w domu. Zaradny facet to oczywiście wspaniała sprawa. Chyba nad tym nie ma dyskusji. Ale te nasze wzorce kulturowe relacji małżeńskich utrudniają podejmowanie racjonalnych decyzji w temacie wspólnego prowadzenia rodzinnej firmy. Żeby nie było tak jednostronnie, to mam też przykłady innego podejścia do tego tematu. Znam spółkę trzech kolegów, która działa bez większych zawirowań chyba ostatnie 35 lat. Wspólnicy, panowie, maja jedną żelazną zasadę: żonom do firmy wstęp zakazany. Ale to chyba przykład na inny problem. W tym przypadku zagrały też rolę wzorce tradycyjne, kulturowe. Żonom tak było wygodniej i one również prezentowały tradycyjny stosunek do roli kobiety w rodzinie. W dzisiejszych czasach, gdy zmieniają się granice pomiędzy rolami płciowymi, wielu ludzi będzie musiało zrewidować swoje poglądy na te tematy. Myślę, że jakiekolwiek schematy, czy: „Kobiety na traktory lub do hut” czy to „Kobiety do garów” są krzywdzące i po prostu prostackie. Pozwólmy swoim żonom i mężom wybrać swoje miejsce w życiu. Podsumowując ten wątek, chcę zadać Ci pytanie na temat genezy Twojego stosunku do Waszych ról w rodzinie. Czemu myślisz tak jak myślisz? Skąd wiesz to co wiesz? I skąd wzięły się Twoje poglądy w tej sprawie? Masz może jakieś osobiste doświadczenia w tym temacie? A może są to tylko obiegowe opinie? Zarzut nr 2: Mieć szefa w domu?&#160; A czy przypadkiem teraz to nie masz szefa w domu? Pewnie myślisz, że sam jesteś szefem 😉 Wiele razy słyszę, że nie będę prowadzić wspólnej firmy ze współmałżonkiem, bo nie chce mieć szefa w domu. I to szczególnie mnie śmieszy, gdy te słowa wypowiada facet. Proszę nie rzucać we mnie pomidorami, ale nie jestem ślepy. Nie spotkałem domu, w którym rządziłby facet. Co więcej, jak mawia Dorota (moja szefowa ;)), kobiety inteligentne sprawiają takie pozory, aby facet myślał że rządzi. I chyba każdy słyszał porzekadło o głowie domu i szyi, która tą głową kręci. U nas w domu podzieliliśmy się strefami za które jesteśmy odpowiedzialni. Ja bym tego szefowaniem nie nazwał. Ja nazywam to strefą odpowiedzialności, a nie rządzenia innymi. Myślenie kategoriami szef-podwładny wydaje mi się takim odpryskiem negatywnej strony mentalności pracownika. Taka trochę stara zasada rekruta w wojsku: Jak najdalej przełożonych, a jak najbliżej kuchni. Ponownie wyskakują z nas schematy bezwiednie powielane od pokoleń. Zarzut 3: Przecież się pozabijamy gdy będziemy całodobowo. Tu stoi pytanie, takie w formie papierka lakmusowego. Czy przypadkiem fakt takiego postawienia sprawy nie wynika z obawy o wypłynięcie na wierzch jakichś naszych problemów w relacjach? Oczywiście, nikt z nas nie jest automatem, mamy swoje emocje. Przyznam, że każdy potrzebuje swojej strefy wolności, swojego azylu. To nie jest tak, że zawsze będziemy jak papużki nierozłączki. W takich sytuacjach braku osobistej, mentalnej przestrzeni nasze relacje wcale się nie poprawiają.&#160; Z drugiej strony chyba jestem mało reprezentatywnym przykładem w tym temacie. Jako licealista przykleiłem się do koleżanki Doroty prawie całodobowo i przychodziłem często do niej przed lekcjami, razem szliśmy do szkoły, a po szkole razem spędzaliśmy czas przeznaczony na odrabianie lekcji. Następnie razem poszliśmy na ten sam kierunek studiów. W tamtym czasie ważniejsze było być razem niż to, jaki kierunek to będzie. Oczywiście są zwolennicy i przeciwnicy homogeniczności poglądów i pracy w tym samym zawodzie. My na pewno wyznajemy podobne zasady i mamy zbliżone poglądy, ale często myślimy inaczej. Nie jesteśmy klonami. Pamiętam, gdy lockdown w pandemii COVID-19 zmusił wiele małżeństw do całodobowego przebywania razem i niektórzy mieli z tym ogromny problem. W naszym wypadku nic się nie zmieniło. Od wielu lat razem pijamy poranną kawkę, jadamy śniadania, obiady i kolacje. Nam się nic nie zmieniło. I to stało się przy okazji wspólnego budowania firmy rodzinnej. Wypracowaliśmy bardzo dobrze samoregulujący się mechanizm. W naszej działalności sporo jest wyjazdów i po prostu raz na jakiś czas jedziemy oddzielnie. Czasami terminy konferencji się nakładają i wtedy jeździmy na nie oddzielnie. I to jest strefa naszego odreagowywania, zatęsknienia i czas na przemyślenia i wnioski. Do tego mieszkamy w wygodnym domu i możemy swoje biznesowe obowiązki wykonywać oddzielnie. Poza tym mamy swoje hobby i nie „wciągamy” w nie współmałżonka. Temat 4: Wasze relacje &#8211; czyli przy rozwodzie winne są zawsze dwie strony: 1. żona (wymiennie mąż) i 2. teściowa. Wszelkie obawy sprowadzają się do strachu i prostego: czy nasze relacje wytrzymają taką próbę. I to jest bardzo dobre pytanie. Mam przekonanie, że każdy w duchu marzy o wspaniałych relacjach i małżeństwach. I warto o to powalczyć. Może warto się czegoś nauczyć, może książki poczytać, a może czasem i do terapeuty warto trafić. Nie wiem. To trochę jak z nadwagą. Niekiedy metoda ŻP (żreć połowę) i trochę ćwiczeń wystarczy. A czasem trzeba pójść do specjalisty dietetyka i uzyskać wsparcie i poradę. Tą obawę o trwałość relacji warto przemyśleć. Nas spotkało ogromne szczęście. Na naszej drodze spotkaliśmy wspaniałe pary i rodziny. Nasi „Aniołowie Biznesu”, jak nazywam naszych mentorów, to są ludzie we wspaniałych, zdrowych wieloletnich związkach. Takich na całe życie. Od nich uczyliśmy się zarówno prowadzenia biznesu, jak i budowania silnego małżeństwa. Wartość zdrowej rodziny widzieliśmy jako jedną z nagród właściwie prowadzonej firmy. Pewnie dlatego tak promujemy biznesy rodzinne. Jeżeli Wam obojgu miałaby nie wyjść wspólna firma, to jakie masz szansę na szczęśliwą rodzinę? Dużo widziałem przykładów toksycznych relacji w domu. Czasami brak symetrii w relacjach aż kłuje w oczy. Czasem widzi się nawet domowego hegemona (niezależnie od płci). I takie pary wcześniej czy później musiały poprawić swoje relacje. W innym wypadku rozpadały się z powodu rozpuszczenia, wyparowania relacji. Podobają mi się symetryczne relacje w domu, gdzie ludzie mają ogromny szacunek do siebie, jasno określone strefy odpowiedzialności i prawdziwie przyjacielskie, partnerskie relacje. Co bardzo ważne, te strefy odpowiedzialności sami sobie ustalili, więc się tego pilnują. Wspólna firma może być katalizatorem zmian i to zmian na lepsze. Można tez zapytać czy wspólnik to przyjaciel? A współmałżonek nie powinien być przyjacielem? To czemu nie mógłby być wspólnikiem? Zachęcam do czytania książek. Kilka pozycji na dole wpisu. Temat albo sugestia nr 5.&#160; Randki – czyli zebranie zarządu. Dużo pracujemy z ludźmi i mamy ciekawe obserwacje. Najczęstszym problemem jest zła komunikacja między ludźmi. W rodzinach czy spółkach to widać bardzo wyraźnie. Takie „jechanie” na domysłach i powtarzanie tych samych błędów bez końca.&#160; Np.: „Przecież JA wiem co on/ona myśli”. Chyba każdy zna sytuacje par, którym z biegiem lat coś tam się wypaliło, coś tam wyblakło. Takie standardy, że on miał być wysportowany i mieć wytrenowany na siłowni „kaloryfer”. Zamiast tego ma „bojler”. A ona, często nieumalowana biega po domu cały dzień w dziurawych dresach lub nie daj Boże w pikowanej podomce. Wtedy najlepiej wprowadzić jakieś ożywcze zmiany. I tutaj wspólna firma może pomóc. Widzimy bardzo proste rozwiązania większości kłopotów pomiędzy wspólnikami-małżonkami. Zachęcam do wprowadzenia niezbędnego narzędzia w każdej firmie, czyli do zebrania zarządu. Mnóstwo ludzi uważa randki za atrybut czysto przedmałżeński. Coś na kształt marketingu przedwyborczego. Ona zawsze pięknie umalowana, on wysportowany i z czystymi paznokciami.&#160; A po ślubie – znów doganiają nas wzorce przodków, nasze kulturowe DNA &#8211; jak mawia mój mentor biznesowy. Nasze metody na zebranie zarządu My z Dorotą namawiamy każdą parę, aby nie kończyć ze zwyczajem chodzenia na randki po ślubie. Wręcz odwrotnie, zwiększyć ich nieodzowność. Może raz w miesiącu, może z inną częstotliwością, ale za to regularnie. Trzeba wyjść z domu i zrobić ZEBRANIE ZARZĄDU Waszej firmy, czyli rodziny.&#160; Gdy przy tym prowadzicie wspólną firmę to jeszcze lepiej, rozumiecie wagę takich wymian myśli, poglądów, marzeń, czy trosk. Czasem wymianę smutków lub potrzeb, ale zawsze „Ku Chwale Ojczyzny”. Z własnego doświadczenia podpowiem, że pierwsze kilka randek czy jak kto woli zebrań zarządu po dłuższej przerwie najlepiej zrobić w jakimś lokalu. Tam nie można rzucać talerzami. Jeżeli razi Cię słowo randka to zamień je na wyrażenie: zebranie zarządu. Ale nie bój się i rozmawiaj, komunikuj i walcz o lepszą firmę oraz związek. Temat 6: Jak to mówią w USA – Wuj Sam zawsze głodny. W USA personifikacją rządu jest mityczny Wuj Sam. Taki zawsze głodny Ciebie jako rekruta i Twoich pieniędzy jako podatków. Na tym blogu nie dowiesz się która forma prawno-podatkowa będzie najlepsza dla waszej firmy rodzinnej. Każdy ma inną sytuacje. Każda forma opodatkowania ma swoje zalety i wady. Czasami rodzaj działalności implikuje wybór formy opodatkowania. Znajdź mądrego doradcę podatkowego lub księgową i dopytaj co będzie najlepsze w twojej sytuacji. Polskie prawo przewiduje cały szereg form prowadzenia działalności gospodarczej. Po prostu, wybierz właściwie, płać podatki i śpij spokojnie. Podsumowując cały ten podniecający temat mogę żartobliwie zdradzić, że gdy nas spytają co robimy, my odpowiadamy, że prowadzimy ciekawe życie. Ja sypiam ze swoją sekretarka, a Dorota flirtuje ze swoim kierowcą. Zdecydowanie polecam robić takie zebranie zarządu we własnym małżeństwie prowadząc własną firmę. Firmę rodzinną. A do poprawy relacji w zarządzie polecam tytuły: &#8222;Osobowość Plus&#8221; Florence Littauer, &#8222;Pięć języków miłości&#8221; Gary Chapman, &#8222;Małżeństwo jakiego zawsze chcieliście&#8221; Gary Chapman, &#8222;Mężczyźni są z Marsa, kobiety z Wenus&#8221; John Gray, &#8222;Pozytywne profile osobowości&#8221; Robert Rohm</p>
<p>Artykuł <a href="https://kasjanski.pl/razem-czy-osobno-robic-cos-wspolnie-z-zona-mezem-a-moze-wspolna-firma-zebranie-zarzadu/">Razem czy osobno? Robić coś wspólnie z żoną/mężem? A może wspólna firma? Mity wspólnotowe &#8211; czyli Singlom wstęp (nie)wzbroniony.</a> pochodzi z serwisu <a href="https://kasjanski.pl">Kasjanski.pl</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[
<h4 class="has-text-align-left wp-block-heading">Zarzut 1: Tak już powinno być i kropka.</h4>



<p>„Chłopy na pole, a Baby do garów”. Wcale nie lepiej jest z innym schematem. „Kobiety na traktory, a faceci do przedszkoli” (bardzo proszę nie identyfikować autora z powyższymi stwierdzeniami).</p>



<div class="wp-block-image"><figure class="aligncenter size-large is-resized"><img loading="lazy" decoding="async" src="https://kasjanski.pl/wp-content/uploads/2021/04/Kasjanski-blog-o-przedsiebiorczosci-razem-czy-osobno-2.jpeg" alt="Kasjanski.pl Razem czy osobno Blog o przedsiębiorczości Kobiety na traktory. Zebranie zarządu" class="wp-image-2449" width="600" height="479" srcset="https://kasjanski.pl/wp-content/uploads/2021/04/Kasjanski-blog-o-przedsiebiorczosci-razem-czy-osobno-2.jpeg 800w, https://kasjanski.pl/wp-content/uploads/2021/04/Kasjanski-blog-o-przedsiebiorczosci-razem-czy-osobno-2-300x239.jpeg 300w, https://kasjanski.pl/wp-content/uploads/2021/04/Kasjanski-blog-o-przedsiebiorczosci-razem-czy-osobno-2-768x612.jpeg 768w" sizes="(max-width: 600px) 100vw, 600px" /><figcaption>&#8222;Kobiety na traktory, a faceci do przedszkoli&#8221; Photo by&nbsp;<a href="https://foter.co/a6/81564d">sycamoretrees</a>&nbsp;on&nbsp;<a href="http://Foter.com">Foter.com</a>&nbsp;</figcaption></figure></div>



<p>Chłopie, zwariowałeś? Pracujesz z żoną? I do tego własną? <img src="https://s.w.org/images/core/emoji/17.0.2/72x72/1f609.png" alt="😉" class="wp-smiley" style="height: 1em; max-height: 1em;" /> No tak, bardzo częsta reakcja gdy mówię że prowadzimy naszą firmę wspólnie, razem z żoną. Działamy ręka w rękę od ponad dwóch dekad i jakoś tak z każdym rokiem czujemy się w tym lepiej i lepiej. Mam na myśli naszą sytuację, a kto nas zna, ocenia to jako naturalny stan rzeczy w naszym domu. O wspaniałych, przedsiębiorczych kobietach piszę <a href="https://kasjanski.pl/kobieta-przedsiebiorcza-byc/">tutaj</a>.</p>



<p>Chcę się podzielić moim spojrzeniem na ten problem nie z punktu widzenia porad prawnych, czy podatkowych, ale czysto praktycznych i „okołożyciowych”.</p>



<p>Przyznam jednak, że nie zawsze tak myślałem. Co więcej, gdy spotykam się z ostrą krytyką takiej małżeńskiej współpracy, zawsze staram się odgadnąć motywy takich wypowiedzi. Co więcej, pomyślmy ile takich obiegowych opinii i rad życiowych często powtarzamy bezwiednie na zasadzie: tak jest i kropka. Bo tak mówił dziadek, starszy kolega czy sąsiad. </p>



<p>   </p>



<h4 class="wp-block-heading">A kto Ciebie uczył szynkę na święta przyrządzać?</h4>



<p>Tutaj przypomina mi się słynna anegdota z szynką w garnku. Córka pierwszy raz zabiera się za przygotowanie szynki na święta. Pamięta, jak jej matka tłumaczyła, że zawsze trzeba obciąć brzegi szynki przed włożeniem do garnka. Córka posłusznie obcina te brzegi, ale nie daje jej spokoju ciekawość o powody takiego przygotowania mięsa. Pyta więc matkę i otrzymuje odpowiedź:</p>



<p>&#8211; Bo tak trzeba – mówi rodzicielka.</p>



<p>&#8211; No ale dlaczego? – docieka przyszła zwyciężczyni Master Chefa.</p>



<p>&#8211; Bo tak trzeba i już. Babcia tak robiła.</p>



<p>Na co córka dzwoni do babci i pyta o motywy okrajania brzegów szynki. Na co babcia z rozbrajającą szczerością:</p>



<p>&#8211; Kochanieńka, moja brytfanna była za mała i szynka się w niej nie mieściła.</p>



<p>I tak z ojca na syna, z dziada na dziada….</p>



<p>Mam wrażenie, że podobnie sprawy się mają w temacie relacji damsko-męskich. Synowie powielają błędy ojców, a ci swoich ojców i tak od bez końca.</p>



<p>  </p>



<h4 class="wp-block-heading">U nas na Podlasiu</h4>



<p>U nas na Podlasiu podejście mężczyzn do kobiet jest dużo bliższe wschodnim standardom niż zachodnim. Między innymi w tym upatruję genezę podejścia na Macho i Samca Alfa w temacie zarabiania pieniędzy oraz roli kobiety w domu. Zaradny facet to oczywiście wspaniała sprawa. Chyba nad tym nie ma dyskusji. Ale te nasze wzorce kulturowe relacji małżeńskich utrudniają podejmowanie racjonalnych decyzji w temacie wspólnego prowadzenia rodzinnej firmy.</p>



<p>Żeby nie było tak jednostronnie, to mam też przykłady innego podejścia do tego tematu. Znam spółkę trzech kolegów, która działa bez większych zawirowań chyba ostatnie 35 lat. Wspólnicy, panowie, maja jedną żelazną zasadę: żonom do firmy wstęp zakazany. Ale to chyba przykład na inny problem. W tym przypadku zagrały też rolę wzorce tradycyjne, kulturowe. Żonom tak było wygodniej i one również prezentowały tradycyjny stosunek do roli kobiety w rodzinie.</p>



<p>W dzisiejszych czasach, gdy zmieniają się granice pomiędzy rolami płciowymi, wielu ludzi będzie musiało zrewidować swoje poglądy na te tematy. Myślę, że jakiekolwiek schematy, czy: „Kobiety na traktory lub do hut” czy to  „Kobiety do garów” są krzywdzące i po prostu prostackie. Pozwólmy swoim żonom i mężom wybrać swoje miejsce w życiu.</p>



<p>Podsumowując ten wątek, chcę zadać Ci pytanie na temat genezy Twojego stosunku do Waszych ról w rodzinie. Czemu myślisz tak jak myślisz? Skąd wiesz to co wiesz? I skąd wzięły się Twoje poglądy w tej sprawie? Masz może jakieś osobiste doświadczenia w tym temacie? A może są to tylko obiegowe opinie?</p>



<p> </p>



<h4 class="wp-block-heading">Zarzut nr 2: Mieć szefa w domu?&nbsp; A czy przypadkiem teraz to nie masz szefa w domu? Pewnie myślisz, że sam jesteś szefem <img src="https://s.w.org/images/core/emoji/17.0.2/72x72/1f609.png" alt="😉" class="wp-smiley" style="height: 1em; max-height: 1em;" /></h4>



<p>Wiele razy słyszę, że nie będę prowadzić wspólnej firmy ze współmałżonkiem, bo nie chce mieć szefa w domu. I to szczególnie mnie śmieszy, gdy te słowa wypowiada facet. Proszę nie rzucać we mnie pomidorami, ale nie jestem ślepy. Nie spotkałem domu, w którym rządziłby facet. Co więcej, jak mawia Dorota (moja szefowa ;)), kobiety inteligentne sprawiają takie pozory, aby facet myślał że rządzi. I chyba każdy słyszał porzekadło o głowie domu i szyi, która tą głową kręci.</p>



<p>U nas w domu podzieliliśmy się strefami za które jesteśmy odpowiedzialni. Ja bym tego szefowaniem nie nazwał. Ja nazywam to strefą odpowiedzialności, a nie rządzenia innymi. Myślenie kategoriami szef-podwładny wydaje mi się takim odpryskiem negatywnej strony mentalności pracownika. Taka trochę stara zasada rekruta w wojsku: Jak najdalej przełożonych, a jak najbliżej kuchni. Ponownie wyskakują z nas schematy bezwiednie powielane od pokoleń.</p>



<p>  </p>



<h4 class="wp-block-heading">Zarzut 3: Przecież się pozabijamy gdy będziemy całodobowo.</h4>



<p>  </p>



<div class="wp-block-image"><figure class="aligncenter size-large"><img loading="lazy" decoding="async" width="800" height="600" src="https://kasjanski.pl/wp-content/uploads/2021/04/Kasjanski-blog-o-przedsiebiorczosci-razem-czy-osobno-3.jpeg" alt="Kasjanski.pl Blog o przedsiębiorczości Razem czy osobno Wspólna firma ze współmałżonkiem Całodobowo? " class="wp-image-2450" srcset="https://kasjanski.pl/wp-content/uploads/2021/04/Kasjanski-blog-o-przedsiebiorczosci-razem-czy-osobno-3.jpeg 800w, https://kasjanski.pl/wp-content/uploads/2021/04/Kasjanski-blog-o-przedsiebiorczosci-razem-czy-osobno-3-300x225.jpeg 300w, https://kasjanski.pl/wp-content/uploads/2021/04/Kasjanski-blog-o-przedsiebiorczosci-razem-czy-osobno-3-768x576.jpeg 768w" sizes="(max-width: 800px) 100vw, 800px" /><figcaption>Całodobowo? Chyba się pozabijamy będąc razem bez przerwy. Photo by&nbsp;<a href="https://foter.co/a6/2f02a2">Infomastern</a>&nbsp;on&nbsp;<a href="http://Foter.com">Foter.com</a></figcaption></figure></div>



<p>Tu stoi pytanie, takie w formie papierka lakmusowego. Czy przypadkiem fakt takiego postawienia sprawy nie wynika z obawy o wypłynięcie na wierzch jakichś naszych problemów w relacjach?</p>



<p>Oczywiście, nikt z nas nie jest automatem, mamy swoje emocje. Przyznam, że każdy potrzebuje swojej strefy wolności, swojego azylu. To nie jest tak, że zawsze będziemy jak papużki nierozłączki. W takich sytuacjach braku osobistej, mentalnej przestrzeni nasze relacje wcale się nie poprawiają.&nbsp; </p>



<p>Z drugiej strony chyba jestem mało reprezentatywnym przykładem w tym temacie. Jako licealista przykleiłem się do koleżanki Doroty prawie całodobowo i przychodziłem często do niej przed lekcjami, razem szliśmy do szkoły, a po szkole razem spędzaliśmy czas przeznaczony na odrabianie lekcji. Następnie razem poszliśmy na ten sam kierunek studiów. W tamtym czasie ważniejsze było być razem niż to, jaki kierunek to będzie. Oczywiście są zwolennicy i przeciwnicy homogeniczności poglądów i pracy w tym samym zawodzie. My na pewno wyznajemy podobne zasady i mamy zbliżone poglądy, ale często myślimy inaczej. Nie jesteśmy klonami.</p>



<p>Pamiętam, gdy lockdown w pandemii COVID-19 zmusił wiele małżeństw do całodobowego przebywania razem i niektórzy mieli z tym ogromny problem. W naszym wypadku nic się nie zmieniło. Od wielu lat razem pijamy poranną kawkę, jadamy śniadania, obiady i kolacje. Nam się nic nie zmieniło. I to stało się przy okazji wspólnego budowania firmy rodzinnej. Wypracowaliśmy bardzo dobrze samoregulujący się mechanizm. W naszej działalności sporo jest wyjazdów i po prostu raz na jakiś czas jedziemy oddzielnie. Czasami terminy konferencji się nakładają i wtedy jeździmy na nie oddzielnie. I to jest strefa naszego odreagowywania, zatęsknienia i czas na przemyślenia i wnioski. Do tego mieszkamy w wygodnym domu i możemy swoje biznesowe obowiązki wykonywać oddzielnie. Poza tym mamy swoje hobby i nie „wciągamy” w nie współmałżonka.</p>



<p>   </p>



<h4 class="wp-block-heading">Temat 4: Wasze relacje &#8211; czyli przy rozwodzie winne są zawsze dwie strony: <br>1. żona (wymiennie mąż) i 2. teściowa.</h4>



<p>  </p>



<figure class="wp-block-image size-large"><img loading="lazy" decoding="async" width="1024" height="684" src="https://kasjanski.pl/wp-content/uploads/2021/04/Kasjanski-blog-o-przedsiebiorczosci-razem-czy-osobno-4-1024x684.png" alt="Kasjanski.pl Razem czy osobno Blog o przedsiębiorczości Wasze relacje zebranie zarządu" class="wp-image-2451" srcset="https://kasjanski.pl/wp-content/uploads/2021/04/Kasjanski-blog-o-przedsiebiorczosci-razem-czy-osobno-4-1024x684.png 1024w, https://kasjanski.pl/wp-content/uploads/2021/04/Kasjanski-blog-o-przedsiebiorczosci-razem-czy-osobno-4-300x200.png 300w, https://kasjanski.pl/wp-content/uploads/2021/04/Kasjanski-blog-o-przedsiebiorczosci-razem-czy-osobno-4-768x513.png 768w, https://kasjanski.pl/wp-content/uploads/2021/04/Kasjanski-blog-o-przedsiebiorczosci-razem-czy-osobno-4-1536x1025.png 1536w, https://kasjanski.pl/wp-content/uploads/2021/04/Kasjanski-blog-o-przedsiebiorczosci-razem-czy-osobno-4-1140x761.png 1140w, https://kasjanski.pl/wp-content/uploads/2021/04/Kasjanski-blog-o-przedsiebiorczosci-razem-czy-osobno-4.png 1618w" sizes="(max-width: 1024px) 100vw, 1024px" /><figcaption>Wasze relacje.</figcaption></figure>



<p>Wszelkie obawy sprowadzają się do strachu i prostego: czy nasze relacje wytrzymają taką próbę.</p>



<p>I to jest bardzo dobre pytanie. Mam przekonanie, że każdy w duchu marzy o wspaniałych relacjach i małżeństwach. I warto o to powalczyć. Może warto się czegoś nauczyć, może książki poczytać, a może czasem i do terapeuty warto trafić. Nie wiem. To trochę jak z nadwagą. Niekiedy metoda ŻP (żreć połowę) i trochę ćwiczeń wystarczy. A czasem trzeba pójść do specjalisty dietetyka i uzyskać wsparcie i poradę.</p>



<p>  </p>



<h4 class="wp-block-heading">Tą obawę o trwałość relacji warto przemyśleć.</h4>



<p>Nas spotkało ogromne szczęście. Na naszej drodze spotkaliśmy wspaniałe pary i rodziny. Nasi „Aniołowie Biznesu”, jak nazywam naszych mentorów, to są ludzie we wspaniałych, zdrowych wieloletnich związkach. Takich na całe życie. Od nich uczyliśmy się zarówno prowadzenia biznesu, jak i budowania silnego małżeństwa. Wartość zdrowej rodziny widzieliśmy jako jedną z nagród właściwie prowadzonej firmy. Pewnie dlatego tak promujemy biznesy rodzinne.</p>



<p>Jeżeli Wam obojgu miałaby nie wyjść wspólna firma, to jakie masz szansę na szczęśliwą rodzinę? Dużo widziałem przykładów toksycznych relacji w domu. Czasami brak symetrii w relacjach aż kłuje w oczy. Czasem widzi się nawet domowego hegemona (niezależnie od płci). I takie pary wcześniej czy później musiały poprawić swoje relacje. W innym wypadku rozpadały się z powodu rozpuszczenia, wyparowania relacji. Podobają mi się symetryczne relacje w domu, gdzie ludzie mają ogromny szacunek do siebie, jasno określone strefy odpowiedzialności i prawdziwie przyjacielskie, partnerskie relacje. Co bardzo ważne, te strefy odpowiedzialności sami sobie ustalili, więc się tego pilnują.</p>



<p>Wspólna firma może być katalizatorem zmian i to zmian na lepsze. Można tez zapytać czy wspólnik to przyjaciel? A współmałżonek nie powinien być przyjacielem? To czemu nie mógłby być wspólnikiem?</p>



<p>Zachęcam do czytania <a href="https://kasjanski.pl/ksiazki_czytac_czy_nie_czytac/" target="_blank" rel="noreferrer noopener">książek</a>. Kilka pozycji na dole wpisu.</p>



<p>   </p>



<h4 class="wp-block-heading">Temat albo sugestia nr 5.&nbsp; Randki – czyli zebranie zarządu.</h4>



<p>  </p>



<figure class="wp-block-image size-large"><img loading="lazy" decoding="async" width="1024" height="683" src="https://kasjanski.pl/wp-content/uploads/2021/04/Kasjanski-blog-o-przedsiebiorczosci-razem-czy-osobno-5-1024x683.png" alt="kasjanski.pl blog o przedsiębiorczości razem czy osobno zebranie zarządu" class="wp-image-2452" srcset="https://kasjanski.pl/wp-content/uploads/2021/04/Kasjanski-blog-o-przedsiebiorczosci-razem-czy-osobno-5-1024x683.png 1024w, https://kasjanski.pl/wp-content/uploads/2021/04/Kasjanski-blog-o-przedsiebiorczosci-razem-czy-osobno-5-300x200.png 300w, https://kasjanski.pl/wp-content/uploads/2021/04/Kasjanski-blog-o-przedsiebiorczosci-razem-czy-osobno-5-768x512.png 768w, https://kasjanski.pl/wp-content/uploads/2021/04/Kasjanski-blog-o-przedsiebiorczosci-razem-czy-osobno-5-1536x1024.png 1536w, https://kasjanski.pl/wp-content/uploads/2021/04/Kasjanski-blog-o-przedsiebiorczosci-razem-czy-osobno-5-1140x760.png 1140w, https://kasjanski.pl/wp-content/uploads/2021/04/Kasjanski-blog-o-przedsiebiorczosci-razem-czy-osobno-5.png 1618w" sizes="(max-width: 1024px) 100vw, 1024px" /><figcaption>Zebranie zarządu czy jak kto woli randka wspólników &#8211; małżonków.</figcaption></figure>



<p>Dużo pracujemy z ludźmi i mamy ciekawe obserwacje. Najczęstszym problemem jest zła komunikacja między ludźmi. W rodzinach czy spółkach to widać bardzo wyraźnie. Takie „jechanie” na domysłach i powtarzanie tych samych błędów bez końca.&nbsp; Np.: „Przecież JA wiem co on/ona myśli”.</p>



<p>Chyba każdy zna sytuacje par, którym z biegiem lat coś tam się wypaliło, coś tam wyblakło. Takie standardy, że on miał być wysportowany i mieć wytrenowany na siłowni „kaloryfer”. Zamiast tego ma „bojler”. A ona, często nieumalowana biega po domu cały dzień w dziurawych dresach lub nie daj Boże w pikowanej podomce.</p>



<p>Wtedy najlepiej wprowadzić jakieś ożywcze zmiany. I tutaj wspólna firma może pomóc. Widzimy bardzo proste rozwiązania większości kłopotów pomiędzy wspólnikami-małżonkami. Zachęcam do wprowadzenia niezbędnego narzędzia w każdej firmie, czyli do zebrania zarządu. Mnóstwo ludzi uważa randki za atrybut czysto przedmałżeński. Coś na kształt marketingu przedwyborczego. Ona zawsze pięknie umalowana, on wysportowany i z czystymi paznokciami.&nbsp; A po ślubie – znów doganiają nas wzorce przodków, nasze kulturowe DNA &#8211; jak mawia mój mentor biznesowy.</p>



<p> </p>



<h4 class="wp-block-heading">Nasze metody na zebranie zarządu</h4>



<p>My z Dorotą namawiamy każdą parę, aby nie kończyć ze zwyczajem chodzenia na randki po ślubie. Wręcz odwrotnie, zwiększyć ich nieodzowność. Może raz w miesiącu, może z inną częstotliwością, ale za to regularnie. Trzeba wyjść z domu i zrobić ZEBRANIE ZARZĄDU Waszej firmy, czyli rodziny.&nbsp; Gdy przy tym prowadzicie wspólną firmę to jeszcze lepiej, rozumiecie wagę takich wymian myśli, poglądów, marzeń, czy trosk. Czasem wymianę smutków lub potrzeb, ale zawsze „Ku Chwale Ojczyzny”. Z własnego doświadczenia podpowiem, że pierwsze kilka randek czy jak kto woli zebrań zarządu po dłuższej przerwie najlepiej zrobić w jakimś lokalu. Tam nie można rzucać talerzami. Jeżeli razi Cię słowo randka to zamień je na wyrażenie: zebranie zarządu. Ale nie bój się i rozmawiaj, komunikuj i walcz o lepszą firmę oraz związek.</p>



<p>  </p>



<h4 class="wp-block-heading">Temat 6: Jak to mówią w USA – Wuj Sam zawsze głodny.</h4>



<p>  </p>



<div class="wp-block-image"><figure class="aligncenter size-large is-resized"><img loading="lazy" decoding="async" src="https://kasjanski.pl/wp-content/uploads/2021/04/Kasjanski-blog-o-przedsiebiorczosci-razem-czy-osobno-6-1.png" alt="Kasjanski.pl Blog o Przedsiębiorczości Razem czy osobno Wuj Sam potrzebuje Ciebie " class="wp-image-2454" width="599" height="601" srcset="https://kasjanski.pl/wp-content/uploads/2021/04/Kasjanski-blog-o-przedsiebiorczosci-razem-czy-osobno-6-1.png 798w, https://kasjanski.pl/wp-content/uploads/2021/04/Kasjanski-blog-o-przedsiebiorczosci-razem-czy-osobno-6-1-300x300.png 300w, https://kasjanski.pl/wp-content/uploads/2021/04/Kasjanski-blog-o-przedsiebiorczosci-razem-czy-osobno-6-1-150x150.png 150w, https://kasjanski.pl/wp-content/uploads/2021/04/Kasjanski-blog-o-przedsiebiorczosci-razem-czy-osobno-6-1-768x771.png 768w, https://kasjanski.pl/wp-content/uploads/2021/04/Kasjanski-blog-o-przedsiebiorczosci-razem-czy-osobno-6-1-75x75.png 75w" sizes="(max-width: 599px) 100vw, 599px" /><figcaption>Wuj Sam potrzebuje Ciebie</figcaption></figure></div>



<p>W USA personifikacją rządu jest mityczny Wuj Sam. Taki zawsze głodny Ciebie jako rekruta i Twoich pieniędzy jako podatków. Na tym blogu nie dowiesz się która forma prawno-podatkowa będzie najlepsza dla waszej firmy rodzinnej. Każdy ma inną sytuacje. Każda forma opodatkowania ma swoje zalety i wady. Czasami rodzaj działalności implikuje wybór formy opodatkowania. Znajdź mądrego doradcę podatkowego lub księgową i dopytaj co będzie najlepsze w twojej sytuacji. Polskie prawo przewiduje cały szereg form prowadzenia działalności gospodarczej. Po prostu, wybierz właściwie, płać podatki i śpij spokojnie.</p>



<p>  </p>



<p>Podsumowując cały ten podniecający temat mogę żartobliwie zdradzić, że gdy nas spytają co robimy, my odpowiadamy, że prowadzimy ciekawe życie. Ja sypiam ze swoją sekretarka, a Dorota flirtuje ze swoim kierowcą. Zdecydowanie polecam robić takie zebranie zarządu we własnym małżeństwie prowadząc własną firmę. Firmę rodzinną. </p>



<p>  </p>



<p>A do poprawy relacji w zarządzie polecam tytuły:</p>



<p>&#8222;<a href="https://lubimyczytac.pl/ksiazka/18049/osobowosc-plus" target="_blank" rel="noreferrer noopener">Osobowość Plus</a>&#8221; Florence Littauer, &#8222;<a href="https://lubimyczytac.pl/ksiazka/219014/5-jezykow-milosci">Pięć </a><a href="https://lubimyczytac.pl/ksiazka/219014/5-jezykow-milosci" target="_blank" rel="noreferrer noopener">języków</a><a href="https://lubimyczytac.pl/ksiazka/219014/5-jezykow-milosci"> miłości</a>&#8221; Gary Chapman, &#8222;<a href="https://lubimyczytac.pl/ksiazka/3746003/malzenstwo-jakiego-zawsze-chcieliscie" target="_blank" rel="noreferrer noopener">Małżeństwo jakiego zawsze chcieliście</a>&#8221; Gary Chapman, &#8222;<a href="https://lubimyczytac.pl/ksiazka/4912715/mezczyzni-sa-z-marsa-kobiety-z-wenus" target="_blank" rel="noreferrer noopener">Mężczyźni są z Marsa, kobiety z Wenus</a>&#8221; John Gray, &#8222;<a href="https://lubimyczytac.pl/ksiazka/4911254/pozytywne-profile-osobowosci" target="_blank" rel="noreferrer noopener">Pozytywne profile osobowości</a>&#8221; Robert Rohm</p>



<div class="wp-block-kadence-spacer aligncenter kt-block-spacer-_e1c62a-96"><div class="kt-block-spacer kt-block-spacer-halign-center" style="height:60px"><hr class="kt-divider" style="border-top-color:#eee;border-top-width:1px;width:80%;border-top-style:solid"/></div></div>
<p>Artykuł <a href="https://kasjanski.pl/razem-czy-osobno-robic-cos-wspolnie-z-zona-mezem-a-moze-wspolna-firma-zebranie-zarzadu/">Razem czy osobno? Robić coś wspólnie z żoną/mężem? A może wspólna firma? Mity wspólnotowe &#8211; czyli Singlom wstęp (nie)wzbroniony.</a> pochodzi z serwisu <a href="https://kasjanski.pl">Kasjanski.pl</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://kasjanski.pl/razem-czy-osobno-robic-cos-wspolnie-z-zona-mezem-a-moze-wspolna-firma-zebranie-zarzadu/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>2</slash:comments>
		
		
		<post-id xmlns="com-wordpress:feed-additions:1">2447</post-id>	</item>
		<item>
		<title>Książki, czytać czy nie czytać?</title>
		<link>https://kasjanski.pl/ksiazki_czytac_czy_nie_czytac/</link>
					<comments>https://kasjanski.pl/ksiazki_czytac_czy_nie_czytac/#comments</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Tomasz Kasjański]]></dc:creator>
		<pubDate>Thu, 25 Mar 2021 08:45:00 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Biznes]]></category>
		<category><![CDATA[Książki]]></category>
		<category><![CDATA[biznes]]></category>
		<category><![CDATA[finanse]]></category>
		<category><![CDATA[książki]]></category>
		<category><![CDATA[mentor]]></category>
		<category><![CDATA[praca nad sobą]]></category>
		<category><![CDATA[rozwój osobisty]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://wordpress-486734-1610623.cloudwaysapps.com/index.php/2020/10/23/et-harum-quidem-rerum-facilis-est-et-expedita-distinctio/</guid>

					<description><![CDATA[<p>Czytać książki czy nie czytać? Oto jest pytanie. Oczywiście, że warto czytać książki. Tylko co czytać, jak wybrać autora i ze dwa tuziny innych, podobnych pytań. Wiele razy spotykam się z taką opinią, że czytanie książek typowo biznesowych lub branżowych to czyste teoretyzowanie. Poniekąd prawda, szczególnie gdy nie potrafimy czytać a zamiast tego poczytujemy. Ponadto, gdy nie potrafimy wybierać wartościowych autorów w odróżnieniu od całej masy kompilatorów. Pytanie drugie: Czyjego autorstwa czytać książki? Mam to szczęście, że zaczynałem czytanie na tematy zawodowe w latach 90-tych. Wtedy to właśnie, wydanie i wydrukowanie książki było relatywnie drogie. Wydawnictwa dość gruntownie sprawdzały każdy maszynopis czy uda im się to sprzedać i na tym zarobić. Wielu kusiło się nawet o badania marketingowe, pozostali wydawcy poprzestali na tłumaczeniach sprawdzonych książek z rynku najczęściej amerykańskiego. Ci mieli dużo łatwiej. Dzisiaj, każdy z klawiaturą w ręku staje się natychmiast pisarzem, promotorem i wydawcą w jednym. Ktoś kto ma duże zasięgi na Instagramie, YouTube czy Facebooku stara się od razu to zmonetyzować i wydać jakąś książkę a w najgorszym wypadku „ekspercki” poradnik. Z tego też powodu w dzisiejszych czasach aż roi się od najróżniejszych autorów małych i dużych. Mamy swoisty smog księgarski. Pełne regały poradników biznesowych, psychologicznych, setki innych pozycji w które to tytuły da się wpleść słowo biznes, firma czy rozwój osobisty. I to odmieniany przez wszystkie przypadki. A gdy dodamy tysiące książek wydawanych w formie jedynie elektronicznej to można dostać oczopląsu. Panie Premierze, jak żyć? Co wybrać? My z żoną zawsze zaczynamy zainteresowanie się książką od notki o autorze na wewnętrznej lub zewnętrznej części okładki. Czy istnieje jakaś szansa, że autor ma na myśli jakieś myśli 🙂 Tu, podobnie jak na drodze, powinniśmy pamiętać o zasadzie ograniczonego zaufania. Najprościej zadać sobie pytanie o tzw. OWOCE NA DRZEWIE autora. A może jakaś podpowiedź? Może mentor? Najprostszym wyjściem gdy nie masz pewności czy potrafisz wymienić uszczelkę w kranie (a w niedzielę nie chcesz wołać hydraulika) jest zapytać fachowca. Każdy ma jakiegoś Pana Maćka czy Pana Arka którzy podpowiedzą najważniejsze ruchy aby nie zalać mieszkania czy nie spalić komputera. Podobnie możesz postąpić w temacie wiedzy biznesowej zawartej w książkach. Może tak jak ja, masz wokół siebie „aniołów biznesu” lub mentorów lub oddanych przyjaciół którzy podpowiedzą od których książek zacząć. A może masz dostęp do jakiegoś zespołu, systemu szkoleniowego czy klastra biznesowego? Nie krępuj się, pytaj. Zwróć tylko uwagę na Wasze relacje, czy możesz być pewny szczerości odpowiedzi. &#160;I czy zapytany ma owoce na swoim drzewie oraz czy rzeczywiście wie co warto przeczytać. Znakomitą większość książek około-biznesowych którą przeczytałem w swoim życiu, stanowiły rekomendacje prawdziwych praktyków. Pytałem o książkę wartą przeczytania tylko kogoś, kto miał taki styl życia, jaki ja chciałbym osiągnąć. Dzisiaj po prawie 30-tu latach pracy z ludźmi chcącymi wystartować swoją przygodę z byciem swoim własnym szefem, sami już recenzujemy i wybieramy książki. Doradzamy też dla jednego z amerykańskich z systemów edukacji biznesowej w Polsce. I tu muszę przyznać, największą rolę i najważniejsze zdanie na tym polu ma moja wspaniała wspólniczka, czyli moja żona Dorota. Ona najszybciej i najwięcej czyta w naszym małżeństwie i ma niesłychane wyczucie co do książek i autorów. Ma też alergię na wodolejstwo oraz kompilacje innych autorów niepopartą życiowym doświadczeniem. Jedna idea i 15 pozycji wydawniczych Pragnę zwrócić Waszą uwagę na bardzo popularną modę polegającą na klonowaniu własnych książek zawierających jedną i tą samą ideę. To trochę tak jak z nawozami do kwiatów. Producent ma jeden dobry nawóz dla kwiatów. Ale żeby zarobić, klonuje ten sam lub bardzo nieznacznie zmieniony nawóz jako specjalny nawóz do paprotek, inny do pelargonii, jeszcze inny dla kwiatów cebulowych itd. Znam dziesiątki takich klonów jednej idei. Zawsze sprawdzajcie która pozycja danego autora jest najważniejsza w jego dorobku i zacznijcie od niej. Bardzo często nie warto czytać pozostałych. Ja najczęściej sprawdzam nowych dla mnie autorów i książki do czytania na lubimyczytac.pl i goodreads.com Jaka tematyka? Na temat wyboru tematyki książek to na moich wykładach zawsze powtarzam: różne ale z rekomendacji. Pieniądze dziś zarabiają nie technokraci, a osoby rozumiejące relacje międzyludzkie i nasze charaktery. Dlaczego? Ponieważ to ludzie przynoszą Ci pieniądze do firmy a nie maszyny. To żywi klienci kupują Twoje towary lub usługi. Tematów technicznych nauczysz się z wielu książek i filmów na YT oraz blogów. Ale tylko z przepracowanych przez Ciebie książek nauczysz się być atrakcyjną osobowością, wartościową osobą z którą warto pohandlować lub ubijać większe lub mniejsze interesy. Do dziś nie zapomnę, gdy dawno temu miałem świetnego mechanika z jedną wadą. Musiałem mu przywieść części niezbędne do naprawy. W związku z tym jeździłem do wielu sklepów i szukałem tychże. Wyobraź sobie, że miałem do wyboru dwa sklepy, w jednym był większy wybór i było taniej, za to był wyjątkowo chamski sprzedawca. Miał niesłychany dar cynicznego uśmiechu gdy klient miał kłopot z wyjaśnieniem szczegółów dotyczących jakiejś części. Zawsze wychodziłem z jego sklepu z uczuciem bycia „samochodowo niepełnosprytnym”. W drugim sklepie był bardzo pomocny personel gotowy za każdym razem podpowiedzieć, poszukać i doradzić. Szczególnie, że miałem wtedy Volvo z silnikiem Renault i było trudno dobrać właściwe jak to się na Podlasiu czasem mówi „zapczasci”. Ten drugi sklep był droższy, ale zawsze był sklepem mojego pierwszego wyboru. Wszytko z powodu braku tzw. miękkich umiejętności u właściciela pierwszego sklepu. Warto o tym sobie poczytać i czasem trzeba będzie się zmienić. No dobra, nie czasem a zawsze czeka nas praca nad sobą 🙂 Finanse Temat rzeka. Czy znacie kogoś komu własna firma „nie wyszła”? Chyba każdy kogoś takiego zna. Nie lubię generalizować, ale mam odczucie graniczące z pewnością, że znakomita większość takich firm padła z powodu finansowego analfabetyzmu właścicieli. Niezliczoną ilość razy widziałem młodych stażem biznesmenów nierozumiejących podstawowych zasad finansowania, nieznających pojęcia opóźnionej gratyfikacji i najczęściej mieszających portfele. Mam na myśli brak higieny i galwanicznej (jak to mówią elektronicy) separacji portfeli. Czym innym jest Twój osobisty portfel a czym innym są pieniądze firmy. Bierzesz z firmy ołówek – zapłać do kasy. Poznaj różnicę pomiędzy przychodem, dochodem a dochodem netto. Po prostu naucz się. A książek na ten temat jest mnóstwo. Youtube-owa wyrocznia Apollina Wcale nie chcę pisać źle o YT. Wręcz odwrotnie. Poza biznesowymi poradami mentorów oraz książkami i podcastami z branżowego systemu edukacyjnego, to właśnie YT nauczył mnie miliona rzeczy. Od prowadzenia zrównoważonego akwarium po prowadzenie bloga 😉 tak, tego bloga 🙂 Nie polecam po prostu, aby w 100% polegać na wiedzy z YT. Są branże, w tym branża skupiona wokół internetu i mediów społecznościowych, w których działa taka oto technika sprzedaży. Najpierw, musisz dawać dużo wartościowej i darmowej treści, masę podpowiedzi i skrótów. Jednak najważniejsze porady są tylko do kupienia, często w formie szkoleń. Nam najczęściej brakuje tych właśnie wisienek na torcie, których to nie ma w darmowym dostępie. I tu kłania się książka. Ja zachęcam do sprawdzenia w źródłach pisanych, często bywa że trzeba szukać w innych językach. To czego nie ma po polsku, najczęściej znajdę po angielsku i rosyjsku. Podejrzewam, że z niemieckim czy hiszpańskim jest podobnie. Na temat japońskiego się nie wypowiadam.&#160; W naszym domu to nasz średni „potomny” nim włada. Tak, zaczął od filmów i YouTube-ów ale w pewnym momencie nie dało się już bez książek. Z tego powodu zachęcam: szukaj, szperaj w tematyce głębiej i nie bój się innych języków. To świetna droga aby się danego języka nauczyć. Pierwszą książką w pełni przeczytaną przeze mnie po angielsku była pozycja wydana wyłącznie w tym języku. Potrzeba matką wynalazków. Nie podejmuj decyzji po przeczytaniu tylko jednej książki. Moje pokolenie doskonale pamięta niesłychany boom książek Roberta Kiyosaki na początku lat 2000-ch. Jestem fanem jego pisarstwa, co więcej korzystam z jego książek zawodowo wręcz mógłbym rzec, na bazie codziennej. Co więcej, gorąco polecam i zachęcam do przeczytania „Bogaty ojciec, biedny ojciec”, „Kwadrant przepływu pieniędzy” i wielu innych. Zachęcam dosłownie każdego. Wierzę, że każdy odniesie pożytek z tych lektur, niezależnie czy chce żyć jak przedsiębiorca czy nie. Są to bardzo pożyteczne lektury i Robert K. ma niesłychanie nowatorskie spojrzenie na obieg pieniądza w przyrodzie. Jedyne co chcę zasugerować, to aby nie sprzedawać wszystkiego i nie zacząć bawić się w inwestora jedynie po przeczytaniu jednej pozycji. Uwierzcie, myślenie i działanie w nieruchomościach wymaga sporo wiedzy. Zachęcam, szukaj głębiej i zapragnij zostać profesjonalistą. Znam kilka osób które za szybko uznały, że wiedzą kto to inwestor i uwierzyli że oni właśnie nim już się stali. W czasach zalewu informacji w internecie, jedynie zawodowcy zarobią wielkie worki dukatów i to stabilnie. Amatorzy będą tylko tymi, którzy dostarczą gotówkę na rynek. I chyba najważniejsze – studiuj dogłębnie. Bądź dociekliwy i konsekwentny. Chyba wszystko w biznesie (może poza produkcją) wymaga miękkich umiejętności. Co więcej, chcąc sprzedawać swoje wyroby też musisz wyzbyć się jaskiniowca i zacząć przyciągać właściwych ludzi. Mam na myśli zarówno klientów jak i kontrahentów. Tego typu nawyki wyrabia się konsekwentnie i codziennie. Właśnie z tego powodu warto nauczyć się studiować książkę i niejako przepuszczać ją przez siebie aby nastąpiły w nas pożądane i trwałe zmiany. Ja to robię przy pomocy notesu i zakreślacza. Pracuję z książką i nie przechodzę do następnego rozdziału zanim nie zrobię zadań z poprzedniego. Przy tym książki dotyczące charakteru, nawyków i relacji trzeba koniecznie sobie odświeżać co kilka lat, a niektóre nawet częściej. Zmieniamy się i z tego powodu wyciągamy inne wnioski za każdym razem gdy czytamy daną książkę. Papierowe czy elektroniczne? Ja bardzo lubię zapach druku i papieru oraz pięknie wydane książki. Ale z racji przepełnienia regałów i witrynek książkami, na co dzień używam czytnika Kindle i książek elektronicznych. Oczywiście jeżeli wersja elektroniczna jest dostępna. W czasach przed covid-em bardzo dużo latałem i przy dziesiątkach segmentów lotu rocznie, tylko Kindle wchodził w grę. Zajmuje mało miejsca, jest lekki i może zawierać setki książek. Ja mam wersję z podświetleniem i jest to bardzo wygodne. W naszej rodzinie mamy zasadę, że jeżeli jakaś książka jest wybitna to koniecznie musimy ją mieć również w formie papierowej. Na koniec słów kilka na temat pracy online. Bardzo żałuję, że dzisiaj bardzo modne stało się robienie wideo konferencji i nagrywanie filmów na tle półek przepełnionych książkami. Szkoda, że to się tak oklepało, bo ja osobiście mógłbym zamieszkać w bibliotece. Podobno istnieje zależność, że kto mniej przeczytał książek, ten ma większą biblioteczną „tapetę” Bardzo jestem ciekaw jakie masz podejście do czytania, do książki i przedsiębiorczości, zachęcam więc do komentowania. O autorze Moim domowym konkurentem do książek, na zasadzie współzawodnictwa jest moja wspaniała żona Dorota. O wartości budowania firmy rodzinnej piszę tutaj.</p>
<p>Artykuł <a href="https://kasjanski.pl/ksiazki_czytac_czy_nie_czytac/">Książki, czytać czy nie czytać?</a> pochodzi z serwisu <a href="https://kasjanski.pl">Kasjanski.pl</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[
<h4 class="kt-adv-heading218_c4cf28-b6 wp-block-kadence-advancedheading" data-kb-block="kb-adv-heading218_c4cf28-b6">Czytać książki czy nie czytać? Oto jest pytanie.</h4>



<p>Oczywiście, że warto czytać książki. Tylko co czytać, jak wybrać autora i ze dwa tuziny innych, podobnych pytań. Wiele razy spotykam się z taką opinią, że czytanie książek typowo biznesowych lub branżowych to czyste teoretyzowanie. Poniekąd prawda, szczególnie gdy nie potrafimy czytać a zamiast tego poczytujemy. Ponadto, gdy nie potrafimy wybierać wartościowych autorów w odróżnieniu od całej masy kompilatorów.</p>



<p></p>



<h4 class="kt-adv-heading218_12f5d9-ec wp-block-kadence-advancedheading" data-kb-block="kb-adv-heading218_12f5d9-ec">Pytanie drugie: Czyjego autorstwa czytać książki?</h4>



<p>Mam to szczęście, że zaczynałem czytanie na tematy zawodowe w latach 90-tych. Wtedy to właśnie, wydanie i wydrukowanie książki było relatywnie drogie. Wydawnictwa dość gruntownie sprawdzały każdy maszynopis czy uda im się to sprzedać i na tym zarobić. Wielu kusiło się nawet o badania marketingowe, pozostali wydawcy poprzestali na tłumaczeniach sprawdzonych książek z rynku najczęściej amerykańskiego. Ci mieli dużo łatwiej. Dzisiaj, każdy z klawiaturą w ręku staje się natychmiast pisarzem, promotorem i wydawcą w jednym. Ktoś kto ma duże zasięgi na Instagramie, YouTube czy Facebooku stara się od razu to zmonetyzować i wydać jakąś książkę a w najgorszym wypadku „ekspercki” poradnik.</p>



<p>Z tego też powodu w dzisiejszych czasach aż roi się od najróżniejszych autorów małych i dużych. Mamy swoisty smog księgarski. Pełne regały poradników biznesowych, psychologicznych, setki innych pozycji w które to tytuły da się wpleść słowo biznes, firma czy rozwój osobisty. I to odmieniany przez wszystkie przypadki. A gdy dodamy tysiące książek wydawanych w formie jedynie elektronicznej to można dostać oczopląsu. Panie Premierze, jak żyć? Co wybrać?</p>



<p>My z żoną zawsze zaczynamy zainteresowanie się książką od notki o autorze na wewnętrznej lub zewnętrznej części okładki. Czy istnieje jakaś szansa, że autor ma na myśli jakieś myśli <img src="https://s.w.org/images/core/emoji/17.0.2/72x72/1f642.png" alt="🙂" class="wp-smiley" style="height: 1em; max-height: 1em;" /></p>



<p>Tu, podobnie jak na drodze, powinniśmy pamiętać o zasadzie ograniczonego zaufania. Najprościej zadać sobie pytanie o tzw. OWOCE NA DRZEWIE autora.</p>



<p></p>



<h4 class="kt-adv-heading218_da57fe-83 wp-block-kadence-advancedheading" data-kb-block="kb-adv-heading218_da57fe-83">A może jakaś podpowiedź? Może mentor?</h4>



<p>Najprostszym wyjściem gdy nie masz pewności czy potrafisz wymienić uszczelkę w kranie (a w niedzielę nie chcesz wołać hydraulika) jest zapytać fachowca. Każdy ma jakiegoś Pana Maćka czy Pana Arka którzy podpowiedzą najważniejsze ruchy aby nie zalać mieszkania czy nie spalić komputera. Podobnie możesz postąpić w temacie wiedzy biznesowej zawartej w książkach. </p>



<p>Może tak jak ja, masz wokół siebie „aniołów biznesu” lub mentorów lub oddanych przyjaciół którzy podpowiedzą od których książek zacząć. A może masz dostęp do jakiegoś zespołu, systemu szkoleniowego czy klastra biznesowego? Nie krępuj się, pytaj. Zwróć tylko uwagę na Wasze relacje, czy możesz być pewny szczerości odpowiedzi. &nbsp;I czy zapytany ma owoce na swoim drzewie oraz czy rzeczywiście wie co warto przeczytać.</p>



<p>Znakomitą większość książek około-biznesowych którą przeczytałem w swoim życiu, stanowiły rekomendacje prawdziwych praktyków. Pytałem o książkę wartą przeczytania tylko kogoś, kto miał taki styl życia, jaki ja chciałbym osiągnąć. Dzisiaj po prawie 30-tu latach pracy z ludźmi chcącymi wystartować swoją przygodę z byciem swoim własnym szefem, sami już recenzujemy i wybieramy książki.</p>



<p>Doradzamy też dla jednego z amerykańskich z systemów edukacji biznesowej w Polsce. I tu muszę przyznać, największą rolę i najważniejsze zdanie na tym polu ma moja wspaniała wspólniczka, czyli moja żona Dorota. Ona najszybciej i najwięcej czyta w naszym małżeństwie i ma niesłychane wyczucie co do książek i autorów. Ma też alergię na wodolejstwo oraz kompilacje innych autorów niepopartą życiowym doświadczeniem.</p>



<p></p>



<h4 class="kt-adv-heading218_d45c75-a8 wp-block-kadence-advancedheading" data-kb-block="kb-adv-heading218_d45c75-a8">Jedna idea i 15 pozycji wydawniczych</h4>



<p>Pragnę zwrócić Waszą uwagę na bardzo popularną modę polegającą na klonowaniu własnych książek zawierających jedną i tą samą ideę. To trochę tak jak z nawozami do kwiatów. Producent ma jeden dobry nawóz dla kwiatów. Ale żeby zarobić, klonuje ten sam lub bardzo nieznacznie zmieniony nawóz jako specjalny nawóz do paprotek, inny do pelargonii, jeszcze inny dla kwiatów cebulowych itd. Znam dziesiątki takich klonów jednej idei. Zawsze sprawdzajcie która pozycja danego autora jest najważniejsza w jego dorobku i zacznijcie od niej. Bardzo często nie warto czytać pozostałych. Ja najczęściej sprawdzam nowych dla mnie autorów i książki do czytania na <a href="https://lubimyczytac.pl/" target="_blank" rel="noreferrer noopener">lubimyczytac.pl</a> i <a href="https://www.goodreads.com/" target="_blank" rel="noreferrer noopener">goodreads.com</a></p>


<div class="wp-block-image is-style-default">
<figure class="aligncenter size-large is-resized"><img loading="lazy" decoding="async" width="1024" height="682" src="https://kasjanski.pl/wp-content/uploads/2021/03/Kasjanski-blog-o-przedsiebiorczosci-czytac-czy-nie-czytac-2.jpg" alt="Kasjanski.p blog o przedsiebiorczosci czytac czy nie czytac. Biblioteka przydomowa, ,marzenie. Zamek Festetics w Heviz. Photo by Thomas Hackl on Foter.com" class="wp-image-2395" style="width:800px" srcset="https://kasjanski.pl/wp-content/uploads/2021/03/Kasjanski-blog-o-przedsiebiorczosci-czytac-czy-nie-czytac-2.jpg 1024w, https://kasjanski.pl/wp-content/uploads/2021/03/Kasjanski-blog-o-przedsiebiorczosci-czytac-czy-nie-czytac-2-300x200.jpg 300w, https://kasjanski.pl/wp-content/uploads/2021/03/Kasjanski-blog-o-przedsiebiorczosci-czytac-czy-nie-czytac-2-768x512.jpg 768w" sizes="(max-width: 1024px) 100vw, 1024px" /><figcaption class="wp-element-caption">Ta biblioteka przydomowa mnie zachwyciła, moje marzenie. Zamek Festetics w Heviz. Photo by&nbsp;<a href="https://foter.co/a6/1f8a07">Thomas Hackl</a>&nbsp;on&nbsp;<a href="https://foter.com/re8/ac5242">Foter.com</a></figcaption></figure>
</div>


<p></p>



<h4 class="kt-adv-heading218_33ce60-85 wp-block-kadence-advancedheading" data-kb-block="kb-adv-heading218_33ce60-85">Jaka tematyka?</h4>



<p>Na temat wyboru tematyki książek to na moich wykładach zawsze powtarzam: różne ale z rekomendacji. Pieniądze dziś zarabiają nie technokraci, a osoby rozumiejące relacje międzyludzkie i nasze charaktery. Dlaczego? Ponieważ to ludzie przynoszą Ci pieniądze do firmy a nie maszyny. To żywi klienci kupują Twoje towary lub usługi. Tematów technicznych nauczysz się z wielu książek i filmów na YT oraz blogów. </p>



<p>Ale tylko z przepracowanych przez Ciebie książek nauczysz się być atrakcyjną osobowością, wartościową osobą z którą warto pohandlować lub ubijać większe lub mniejsze interesy.</p>



<p>Do dziś nie zapomnę, gdy dawno temu miałem świetnego mechanika z jedną wadą. Musiałem mu przywieść części niezbędne do naprawy. W związku z tym jeździłem do wielu sklepów i szukałem tychże. Wyobraź sobie, że miałem do wyboru dwa sklepy, w jednym był większy wybór i było taniej, za to był wyjątkowo chamski sprzedawca. Miał niesłychany dar cynicznego uśmiechu gdy klient miał kłopot z wyjaśnieniem szczegółów dotyczących jakiejś części. Zawsze wychodziłem z jego sklepu z uczuciem bycia „samochodowo niepełnosprytnym”.</p>



<p>W drugim sklepie był bardzo pomocny personel gotowy za każdym razem podpowiedzieć, poszukać i doradzić. Szczególnie, że miałem wtedy Volvo z silnikiem Renault i było trudno dobrać właściwe jak to się na Podlasiu czasem mówi „zapczasci”. Ten drugi sklep był droższy, ale zawsze był sklepem mojego pierwszego wyboru. Wszytko z powodu braku tzw. miękkich umiejętności u właściciela pierwszego sklepu. Warto o tym sobie poczytać i czasem trzeba będzie się zmienić. No dobra, nie czasem a zawsze czeka nas praca nad sobą <img src="https://s.w.org/images/core/emoji/17.0.2/72x72/1f642.png" alt="🙂" class="wp-smiley" style="height: 1em; max-height: 1em;" /></p>



<p></p>



<h4 class="kt-adv-heading218_e7412f-be wp-block-kadence-advancedheading" data-kb-block="kb-adv-heading218_e7412f-be">Finanse</h4>



<p>Temat rzeka. Czy znacie kogoś komu własna firma „nie wyszła”? Chyba każdy kogoś takiego zna. Nie lubię generalizować, ale mam odczucie graniczące z pewnością, że znakomita większość takich firm padła z powodu finansowego analfabetyzmu właścicieli. Niezliczoną ilość razy widziałem młodych stażem biznesmenów nierozumiejących podstawowych zasad finansowania, nieznających pojęcia opóźnionej gratyfikacji i najczęściej mieszających portfele. Mam na myśli brak higieny i galwanicznej (jak to mówią elektronicy) separacji portfeli. Czym innym jest Twój osobisty portfel a czym innym są pieniądze firmy. Bierzesz z firmy ołówek – zapłać do kasy. Poznaj różnicę pomiędzy przychodem, dochodem a dochodem netto. Po prostu naucz się. A książek na ten temat jest mnóstwo.</p>



<p></p>



<h4 class="kt-adv-heading218_0d34f8-99 wp-block-kadence-advancedheading" data-kb-block="kb-adv-heading218_0d34f8-99">Youtube-owa wyrocznia Apollina</h4>



<p>Wcale nie chcę pisać źle o YT. Wręcz odwrotnie. Poza biznesowymi poradami mentorów oraz książkami i podcastami z branżowego systemu edukacyjnego, to właśnie YT nauczył mnie miliona rzeczy. Od prowadzenia zrównoważonego akwarium po prowadzenie bloga <img src="https://s.w.org/images/core/emoji/17.0.2/72x72/1f609.png" alt="😉" class="wp-smiley" style="height: 1em; max-height: 1em;" /> tak, tego bloga <img src="https://s.w.org/images/core/emoji/17.0.2/72x72/1f642.png" alt="🙂" class="wp-smiley" style="height: 1em; max-height: 1em;" /> </p>



<p>Nie polecam po prostu, aby w 100% polegać na wiedzy z YT. Są branże, w tym branża skupiona wokół internetu i mediów społecznościowych, w których działa taka oto technika sprzedaży. Najpierw, musisz dawać dużo wartościowej i darmowej treści, masę podpowiedzi i skrótów. Jednak najważniejsze porady są tylko do kupienia, często w formie szkoleń. Nam najczęściej brakuje tych właśnie wisienek na torcie, których to nie ma w darmowym dostępie.</p>



<p>I tu kłania się książka. Ja zachęcam do sprawdzenia w źródłach pisanych, często bywa że trzeba szukać w innych językach. To czego nie ma po polsku, najczęściej znajdę po angielsku i rosyjsku. Podejrzewam, że z niemieckim czy hiszpańskim jest podobnie. Na temat japońskiego się nie wypowiadam.&nbsp; W naszym domu to nasz średni „potomny” nim włada. Tak, zaczął od filmów i YouTube-ów ale w pewnym momencie nie dało się już bez książek. Z tego powodu zachęcam: szukaj, szperaj w tematyce głębiej i nie bój się innych języków. To świetna droga aby się danego języka nauczyć. Pierwszą książką w pełni przeczytaną przeze mnie po angielsku była pozycja wydana wyłącznie w tym języku. Potrzeba matką wynalazków.</p>



<p></p>



<h4 class="kt-adv-heading218_44ef07-d2 wp-block-kadence-advancedheading" data-kb-block="kb-adv-heading218_44ef07-d2">Nie podejmuj decyzji po przeczytaniu tylko jednej książki.</h4>



<p>Moje pokolenie doskonale pamięta niesłychany boom książek Roberta Kiyosaki na początku lat 2000-ch. Jestem fanem jego pisarstwa, co więcej korzystam z jego książek zawodowo wręcz mógłbym rzec, na bazie codziennej.</p>



<p>Co więcej, gorąco polecam i zachęcam do przeczytania „Bogaty ojciec, biedny ojciec”, „Kwadrant przepływu pieniędzy” i wielu innych. Zachęcam dosłownie każdego. Wierzę, że każdy odniesie pożytek z tych lektur, niezależnie czy chce żyć jak przedsiębiorca czy nie. Są to bardzo pożyteczne lektury i Robert K. ma niesłychanie nowatorskie spojrzenie na obieg pieniądza w przyrodzie.</p>



<p>Jedyne co chcę zasugerować, to aby nie sprzedawać wszystkiego i nie zacząć bawić się w inwestora jedynie po przeczytaniu jednej pozycji. Uwierzcie, myślenie i działanie w nieruchomościach wymaga sporo wiedzy. Zachęcam, szukaj głębiej i zapragnij zostać profesjonalistą. Znam kilka osób które za szybko uznały, że wiedzą kto to inwestor i uwierzyli że oni właśnie nim już się stali. W czasach zalewu informacji w internecie, jedynie zawodowcy zarobią wielkie worki dukatów i to stabilnie. Amatorzy będą tylko tymi, którzy dostarczą gotówkę na rynek.</p>



<p></p>



<h4 class="kt-adv-heading218_21e64d-ed wp-block-kadence-advancedheading" data-kb-block="kb-adv-heading218_21e64d-ed">I chyba najważniejsze – studiuj dogłębnie. Bądź dociekliwy i konsekwentny.</h4>



<p>Chyba wszystko w biznesie (może poza produkcją) wymaga miękkich umiejętności. Co więcej, chcąc sprzedawać swoje wyroby też musisz wyzbyć się jaskiniowca i zacząć przyciągać właściwych ludzi. Mam na myśli zarówno klientów jak i kontrahentów. Tego typu nawyki wyrabia się konsekwentnie i codziennie. Właśnie z tego powodu warto nauczyć się studiować książkę i niejako przepuszczać ją przez siebie aby nastąpiły w nas pożądane i trwałe zmiany. Ja to robię przy pomocy notesu i zakreślacza.</p>



<p>Pracuję z książką i nie przechodzę do następnego rozdziału zanim nie zrobię zadań z poprzedniego. Przy tym książki dotyczące charakteru, nawyków i relacji trzeba koniecznie sobie odświeżać co kilka lat, a niektóre nawet częściej. Zmieniamy się i z tego powodu wyciągamy inne wnioski za każdym razem gdy czytamy daną książkę.</p>


<div class="wp-block-image is-style-default">
<figure class="aligncenter size-large is-resized"><img loading="lazy" decoding="async" width="1024" height="802" src="https://kasjanski.pl/wp-content/uploads/2021/03/Kasjanski-blog-o-przedsiebiorczosci-czytac-czy-nie-czytac-3-1024x802.jpg" alt="Kasjanski.p blog o przedsiebiorczosci czytac czy nie czytac. Praca z książką" class="wp-image-2399" style="width:673px;height:auto" srcset="https://kasjanski.pl/wp-content/uploads/2021/03/Kasjanski-blog-o-przedsiebiorczosci-czytac-czy-nie-czytac-3-1024x802.jpg 1024w, https://kasjanski.pl/wp-content/uploads/2021/03/Kasjanski-blog-o-przedsiebiorczosci-czytac-czy-nie-czytac-3-300x235.jpg 300w, https://kasjanski.pl/wp-content/uploads/2021/03/Kasjanski-blog-o-przedsiebiorczosci-czytac-czy-nie-czytac-3-768x602.jpg 768w, https://kasjanski.pl/wp-content/uploads/2021/03/Kasjanski-blog-o-przedsiebiorczosci-czytac-czy-nie-czytac-3-1536x1204.jpg 1536w, https://kasjanski.pl/wp-content/uploads/2021/03/Kasjanski-blog-o-przedsiebiorczosci-czytac-czy-nie-czytac-3-2048x1605.jpg 2048w, https://kasjanski.pl/wp-content/uploads/2021/03/Kasjanski-blog-o-przedsiebiorczosci-czytac-czy-nie-czytac-3-1140x893.jpg 1140w, https://kasjanski.pl/wp-content/uploads/2021/03/Kasjanski-blog-o-przedsiebiorczosci-czytac-czy-nie-czytac-3-scaled.jpg 1600w" sizes="(max-width: 1024px) 100vw, 1024px" /><figcaption class="wp-element-caption">Praca z książką. Fot. Tomasz Kasjański</figcaption></figure>
</div>


<p></p>



<h4 class="kt-adv-heading218_a9ad50-97 wp-block-kadence-advancedheading" data-kb-block="kb-adv-heading218_a9ad50-97">Papierowe czy elektroniczne?</h4>



<p>Ja bardzo lubię zapach druku i papieru oraz pięknie wydane książki. Ale z racji przepełnienia regałów i witrynek książkami, na co dzień używam czytnika Kindle i książek elektronicznych. Oczywiście jeżeli wersja elektroniczna jest dostępna. W czasach przed covid-em bardzo dużo latałem i przy dziesiątkach segmentów lotu rocznie, tylko Kindle wchodził w grę. Zajmuje mało miejsca, jest lekki i może zawierać setki książek. Ja mam wersję z podświetleniem i jest to bardzo wygodne.</p>



<p>W naszej rodzinie mamy zasadę, że jeżeli jakaś książka jest wybitna to koniecznie musimy ją mieć również w formie papierowej.</p>



<p></p>



<p>Na koniec słów kilka na temat pracy online. Bardzo żałuję, że dzisiaj bardzo modne stało się robienie wideo konferencji i nagrywanie filmów na tle półek przepełnionych książkami. Szkoda, że to się tak oklepało, bo ja osobiście mógłbym zamieszkać w bibliotece. Podobno istnieje zależność, że kto mniej przeczytał książek, ten ma większą biblioteczną „tapetę” </p>



<p>Bardzo jestem ciekaw jakie masz podejście do czytania, do książki i przedsiębiorczości, zachęcam więc do komentowania.</p>



<p><a href="https://kasjanski.pl/o-mnie/" target="_blank" rel="noreferrer noopener">O autorze</a></p>



<p>Moim domowym konkurentem do książek, na zasadzie współzawodnictwa jest moja wspaniała żona Dorota. O wartości budowania firmy rodzinnej piszę <a href="https://kasjanski.pl/razem-czy-osobno-robic-cos-wspolnie-z-zona-mezem-a-moze-wspolna-firma-zebranie-zarzadu/">tutaj</a>. </p>
<p>Artykuł <a href="https://kasjanski.pl/ksiazki_czytac_czy_nie_czytac/">Książki, czytać czy nie czytać?</a> pochodzi z serwisu <a href="https://kasjanski.pl">Kasjanski.pl</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://kasjanski.pl/ksiazki_czytac_czy_nie_czytac/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>4</slash:comments>
		
		
		<post-id xmlns="com-wordpress:feed-additions:1">218</post-id>	</item>
		<item>
		<title>Odwaga czy strach? Co ma do tego przedsiębiorcze myślenie?</title>
		<link>https://kasjanski.pl/odwaga-czy-strach/</link>
					<comments>https://kasjanski.pl/odwaga-czy-strach/#comments</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Tomasz Kasjański]]></dc:creator>
		<pubDate>Tue, 23 Feb 2021 08:43:27 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Biznes]]></category>
		<category><![CDATA[Nastawienie]]></category>
		<category><![CDATA[ambicja]]></category>
		<category><![CDATA[biznes]]></category>
		<category><![CDATA[decyzyjność]]></category>
		<category><![CDATA[mentor]]></category>
		<category><![CDATA[odwaga]]></category>
		<category><![CDATA[przedsiębiorczość]]></category>
		<category><![CDATA[rozwój osobisty]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://wordpress-486734-1610623.cloudwaysapps.com/index.php/2020/10/23/nemo-enim-ipsam-voluptatem-quia-voluptas-sit-aspernatur-aut/</guid>

					<description><![CDATA[<p>Czy zastanawialiście się nad ideą prowadzenia własnej firmy? W przedsiębiorczym myśleniu (w odróżnieniu od myślenia w stylu pracownika lub myślenia w typie stypendysty ZUS-u), najbardziej istotną cechą jest odwaga. I to wcale nie oznacza braku strachu. Moim zdaniem odwaga to wcale nie brak strachu. Odwaga to działanie pomimo strachu. Jestem ciekaw Twoich doświadczeń z odwagą i strachem. Uważam siebie za osobę niesamowicie asekuracyjną a pomimo tego cały czas walczącą ze sobą. Przełamuję się i staram się działać pomimo lęków. Moja żona/wspólniczka/przyjaciółka bardzo często zwraca mi uwagę, abym wyłączył to swoje asekuranctwo. Istnieje spore ryzyko zarażenia tym wirusem (fuj, jakie brzydkie słowo) własne dzieci. Nie ma chyba nic straszniejszego niż dzieci siedzące na plecach rodziców ze strachu jednych i drugich o to, że sobie nie poradzą w życiu. Wracając do pytania z tytułu tego wpisu. Podjęcie tego ryzyka, włączenie guzika START WŁASNEJ FIRMY, uważam za drugą najlepszą decyzję w swoim życiu. Drugą po decyzji umówienia się z koleżanką Dorotą z mojej licealnej klasy na randkę. I ta randka, a potem radykalne przebranżowienie się z ekologa na samozatrudnionego a pózniej na przedsiębiorcę, zaważyło na tym jak teraz żyjemy. Żyjemy po prostu na własnych zasadach i oczywiście nie zawsze było różowo, ale kto to dzisiaj pamięta? Moje bitwy, moje wojny I tak wspominając moje różne strachy i obawy chcę się z Tobą podzielić moimi wewnętrznymi walkami na polu strach-odwaga. Nie wiem jak to bywa z Tobą, ale odkąd pamietam to inspirowali mnie ludzie oraz książki. Jeżeli chodzi o książki, to najważniejsze pozycje które wpłynęły na moje wychodzenie ze strefy komfortu, to były: &#8222;Kto zabrał mój ser&#8221; Spencera Johnsona oraz &#8222;Tak czy nie. Jak podejmować dobre decyzje&#8221; tego samego autora. Oczywiście, cała masa innych pozycji również dodawała mi pewności, że jakakolwiek decyzja jest lepsza niż brak decyzji. O wadze czytelnictwa w rozwoju przedsiębiorcy piszę tutaj. Największą siłą oddziaływania na mój sposób myślenia były osobiste spotkania z wybitnymi ludźmi. Nie wiem czy masz podobnie, ale gdy dużo pracujesz, to jedynie najbardziej przełomowe momenty zapadają w pamięć. Tak było w połowie lat 90-tych gdy budując swoją firmę potrafiłem najeździć 80000 km rocznie. W tamtych czasach, przy tamtym stanie dróg oraz samochodów, w pewnej chwili po kolejnym wypadku na jaki się natknąłem, zacząłem odczuwać przemożny starch przed prowadzeniem samochodu. Taki przepełniony strachem o swoje bezpieczeństwo spotkałem się z jednym z moich &#8222;aniołów biznesu&#8221; którzy wywarli na moje życie ogromny wpływ. Mam na myśli Hannah E. K. z USA. Zadałem jej pytanie o to jak przełamać w sobie ten paraliżujący strach gdy wjeżdżając na krajową &#8222;ósemkę&#8221; przed oczami wyświetlają mi się te powidoki wypadków o których chciałbym zapomnieć. Hannach, jak to ma w zwyczaju, spojrzała mi głęboko w oczy i powiedziała: &#8222;Wiesz Tomasz, statki najbezpieczniejsze są w porcie, ale nie dla stania w porcie zostały zbudowane&#8221; Takie proste zdanie całkowicie mnie odblokowało. Przestałem tak bardzo koncentrować się na sobie a przeniosłem uwagę na moich klientów i partnerów w interesach. Zadziałało. &#8222;Czołem tankisty&#8221; czyli moje obawy w marszu na wschód Podobne, niesłychanie jasne wspomnienie mam z przełamywaniem strachów gdy walczyłem ze sobą o to czy rozwinąć działania mojej firmy na rynku rosyjskim. Wychowałem się w czasach pewnej pogardy do dławiącego prymatu &#8222;Wiecznej przyjaźni polsko-radzieckiej&#8221;. Myślę, że podobne odczucia ma wielu z Was z podobnym do mojego PESEL-em. Na tą niechęć nałożył się strach medialnych doniesień o dzikości rosyjskiego rynku i wręcz kryminalnych &#8222;przygodach&#8221; obcokrajowców w interesach w tym kraju. Nie miałem żadnych problemów na zachodzie Europy, tam zawsze wszystko było przewidywalne i bezpieczne. Ale przemożne wizje czarnej wołgi porywającej dzieci, czy też ogolonych panów &#8222;bez szyi&#8221; wysiadających z czarnego BMW, brrrr Jakoś nie mogłem się zdobyć na odwagę. Myślałem, liczyłem zarobki po które nie sięgałem, ale jakoś siedziałem na miejscu. Byłem aktywny na Ukrainie, ale Lwów to jeszcze nie Moskwa. Po prostu strach. Pewnego dnia wpadłem nam pomysł, że może za dużo się naoglądałem telewizji, może nie taki diabeł straszny jak go malują? Zaplanowałem sobie metodę na oswajanie się z Rosją. Najpierw, myślę sobie, pojadę do Kaliningradu na lotnisko samochodem. Gdy tam nie zjedzą mnie wilki to z Kaliningradu polecę do Moskwy samolotem. I wiecie co się stało? Wylądowałem w Moskwie Domodiedovo, świeżo wybudowanym lotnisku i tak stoję tam i sobie myślę. Kurcze, to nasze Okęcie (wtedy), to taki trochę dworzec PKS-u w porównaniu z tym nowoczesnym lotniskiem. I po kilku dniach w Moskwie poczułem, że oswoiłem rosyjskiego niedźwiedzia. Wyobraź sobie, wcześniej latami odwlekałem kuszącą propozycję zawalczenia o ten duży rynek. A po oswojeniu się i takim etapowym zwalczaniu swojego strachu w przeciągu pól roku byłem na Syberii a wciągu następnych lat byłem chyba we wszystkich większych miastach Rosji aż po Chabarowsk na Dalekim Wschodzie przy granicy z Chinami. &#8222;Strach ma wielkie oczy ale najczęściej jest bezzębny&#8221; O wartości wspólnego budowania firmy rodzinnej wraz z żoną piszę tutaj.</p>
<p>Artykuł <a href="https://kasjanski.pl/odwaga-czy-strach/">Odwaga czy strach? Co ma do tego przedsiębiorcze myślenie?</a> pochodzi z serwisu <a href="https://kasjanski.pl">Kasjanski.pl</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[
<p>Czy zastanawialiście się nad ideą prowadzenia własnej firmy? W przedsiębiorczym myśleniu (w odróżnieniu od myślenia w stylu pracownika lub myślenia w typie stypendysty ZUS-u), najbardziej istotną cechą jest odwaga. I to wcale nie oznacza braku strachu. Moim zdaniem odwaga to wcale nie brak strachu.  Odwaga to działanie pomimo strachu. </p>



<p>Jestem ciekaw Twoich doświadczeń z odwagą i strachem. Uważam siebie za osobę niesamowicie asekuracyjną a pomimo tego cały czas walczącą ze sobą. Przełamuję się i staram się działać pomimo lęków. Moja żona/wspólniczka/przyjaciółka bardzo często zwraca mi uwagę, abym wyłączył to swoje asekuranctwo. Istnieje spore ryzyko zarażenia tym wirusem (fuj, jakie brzydkie słowo) własne dzieci. Nie ma chyba nic straszniejszego niż dzieci siedzące na plecach rodziców ze strachu jednych i drugich o to, że sobie nie poradzą w życiu. </p>



<p>Wracając do pytania z tytułu tego wpisu. Podjęcie tego ryzyka, włączenie guzika START WŁASNEJ FIRMY, uważam za drugą najlepszą decyzję w swoim życiu. Drugą po decyzji umówienia się z koleżanką Dorotą z  mojej licealnej klasy na randkę. I ta randka, a potem radykalne przebranżowienie się z ekologa na samozatrudnionego a pózniej na przedsiębiorcę, zaważyło na tym jak teraz żyjemy. Żyjemy po prostu na własnych zasadach i oczywiście nie zawsze było różowo, ale kto to dzisiaj pamięta?</p>



<p></p>



<h3 class="kt-adv-heading205_9ac8e0-20 wp-block-kadence-advancedheading" data-kb-block="kb-adv-heading205_9ac8e0-20">Moje bitwy, moje wojny</h3>



<p>I tak wspominając moje różne strachy i obawy chcę się z Tobą podzielić moimi wewnętrznymi walkami na polu strach-odwaga. Nie wiem jak to bywa z Tobą, ale odkąd pamietam to inspirowali mnie ludzie oraz książki. Jeżeli chodzi o <a href="https://kasjanski.pl/ksiazki_czytac_czy_nie_czytac/" target="_blank" rel="noreferrer noopener">książki</a>, to najważniejsze pozycje które wpłynęły na moje wychodzenie ze strefy komfortu, to były: &#8222;<a href="https://lubimyczytac.pl/ksiazka/58072/kto-zabral-moj-ser" target="_blank" rel="noreferrer noopener">Kto zabrał mój ser</a>&#8221; Spencera Johnsona oraz &#8222;<a href="https://lubimyczytac.pl/ksiazka/78470/tak-czy-nie-jak-podejmowac-dobre-decyzje" target="_blank" rel="noreferrer noopener">Tak czy nie. Jak podejmować dobre decyzje</a>&#8221; tego samego autora. Oczywiście, cała masa innych pozycji również dodawała mi  pewności, że jakakolwiek decyzja jest lepsza niż brak decyzji. O wadze czytelnictwa w rozwoju przedsiębiorcy piszę <a href="https://kasjanski.pl/ksiazki_czytac_czy_nie_czytac/">tutaj</a>. </p>



<p>Największą  siłą oddziaływania na mój sposób myślenia były osobiste spotkania z wybitnymi ludźmi. Nie wiem czy masz podobnie, ale gdy dużo pracujesz, to jedynie najbardziej przełomowe momenty zapadają w pamięć. Tak było w połowie lat 90-tych gdy budując swoją firmę potrafiłem najeździć 80000 km rocznie. W tamtych czasach, przy tamtym stanie dróg oraz samochodów, w pewnej chwili po kolejnym wypadku na jaki się natknąłem, zacząłem odczuwać przemożny starch przed prowadzeniem samochodu.</p>



<p>Taki przepełniony strachem o swoje bezpieczeństwo spotkałem się z jednym z moich &#8222;aniołów biznesu&#8221; którzy wywarli na moje życie ogromny wpływ. Mam na myśli Hannah E. K. z USA. Zadałem jej pytanie o to jak przełamać w sobie ten paraliżujący strach gdy wjeżdżając na krajową &#8222;ósemkę&#8221; przed oczami wyświetlają mi się te powidoki wypadków o których chciałbym zapomnieć. Hannach, jak to ma w zwyczaju, spojrzała mi głęboko w oczy i powiedziała: &#8222;Wiesz Tomasz, statki najbezpieczniejsze są w porcie, ale nie dla stania w porcie zostały zbudowane&#8221; Takie proste zdanie całkowicie mnie odblokowało. Przestałem tak bardzo koncentrować się na sobie a przeniosłem uwagę na moich klientów i partnerów w interesach. Zadziałało.</p>


<div class="wp-block-image is-style-default">
<figure class="aligncenter size-large is-resized"><img loading="lazy" decoding="async" width="1024" height="768" src="https://kasjanski.pl/wp-content/uploads/2021/03/Kasjanski-blog-o-przedsiebiorczosci-odwaga-czy-strach-2-1024x768.jpeg" alt="Kasjanski blog o przedsiebiorczosci odwaga czy strach jachty w porcie" class="wp-image-2378" style="width:736px;height:auto" title="Odwaga czy strach - jacht w porcie" srcset="https://kasjanski.pl/wp-content/uploads/2021/03/Kasjanski-blog-o-przedsiebiorczosci-odwaga-czy-strach-2-1024x768.jpeg 1024w, https://kasjanski.pl/wp-content/uploads/2021/03/Kasjanski-blog-o-przedsiebiorczosci-odwaga-czy-strach-2-300x225.jpeg 300w, https://kasjanski.pl/wp-content/uploads/2021/03/Kasjanski-blog-o-przedsiebiorczosci-odwaga-czy-strach-2-768x576.jpeg 768w, https://kasjanski.pl/wp-content/uploads/2021/03/Kasjanski-blog-o-przedsiebiorczosci-odwaga-czy-strach-2-1536x1152.jpeg 1536w, https://kasjanski.pl/wp-content/uploads/2021/03/Kasjanski-blog-o-przedsiebiorczosci-odwaga-czy-strach-2-2048x1536.jpeg 2048w, https://kasjanski.pl/wp-content/uploads/2021/03/Kasjanski-blog-o-przedsiebiorczosci-odwaga-czy-strach-2-1140x855.jpeg 1140w, https://kasjanski.pl/wp-content/uploads/2021/03/Kasjanski-blog-o-przedsiebiorczosci-odwaga-czy-strach-2-scaled.jpeg 1600w" sizes="(max-width: 1024px) 100vw, 1024px" /><figcaption class="wp-element-caption">Bezpieczne jachty w porcie Key West, Floryda. fot. Tomasz Kasjański</figcaption></figure>
</div>


<p></p>



<h3 class="kt-adv-heading205_abf0ed-6f wp-block-kadence-advancedheading" data-kb-block="kb-adv-heading205_abf0ed-6f">&#8222;Czołem tankisty&#8221; czyli moje obawy  w marszu na wschód</h3>



<p>Podobne, niesłychanie jasne wspomnienie mam z przełamywaniem strachów gdy walczyłem ze sobą o to czy  rozwinąć działania mojej firmy na rynku rosyjskim. Wychowałem się w czasach pewnej pogardy do dławiącego prymatu &#8222;Wiecznej przyjaźni polsko-radzieckiej&#8221;. Myślę, że podobne odczucia ma wielu z Was z podobnym do mojego PESEL-em. Na tą niechęć nałożył się strach medialnych doniesień o dzikości rosyjskiego rynku i wręcz kryminalnych &#8222;przygodach&#8221; obcokrajowców w interesach w tym kraju. Nie miałem żadnych problemów na zachodzie Europy, tam zawsze wszystko było przewidywalne i bezpieczne. Ale przemożne wizje czarnej wołgi porywającej dzieci, czy też ogolonych panów &#8222;bez szyi&#8221; wysiadających z czarnego BMW, brrrr</p>



<p>Jakoś nie mogłem się zdobyć na odwagę. Myślałem, liczyłem zarobki po które nie sięgałem, ale jakoś siedziałem na miejscu. Byłem aktywny na Ukrainie, ale Lwów to jeszcze nie Moskwa. Po prostu strach. Pewnego dnia wpadłem nam pomysł, że  może za dużo się naoglądałem telewizji, może nie taki diabeł straszny jak go malują? Zaplanowałem sobie metodę na oswajanie się z Rosją. Najpierw, myślę sobie, pojadę do Kaliningradu na lotnisko samochodem. Gdy tam nie zjedzą mnie wilki to z Kaliningradu polecę do Moskwy samolotem. </p>



<p>I wiecie co się stało? Wylądowałem w Moskwie Domodiedovo, świeżo wybudowanym lotnisku i tak stoję tam i sobie myślę. Kurcze, to nasze Okęcie (wtedy), to taki trochę dworzec PKS-u w porównaniu z tym nowoczesnym lotniskiem. I po kilku dniach w Moskwie poczułem, że oswoiłem rosyjskiego niedźwiedzia. Wyobraź sobie, wcześniej latami odwlekałem kuszącą propozycję zawalczenia o ten duży rynek. A po oswojeniu się i takim etapowym zwalczaniu swojego strachu w przeciągu pól roku byłem na Syberii a wciągu następnych lat byłem chyba we wszystkich większych miastach Rosji aż po Chabarowsk na Dalekim Wschodzie przy granicy z Chinami.</p>



<p>&#8222;Strach ma wielkie oczy ale najczęściej jest bezzębny&#8221;</p>


<div class="wp-block-image is-style-default">
<figure class="aligncenter size-large is-resized"><img loading="lazy" decoding="async" width="768" height="1024" src="https://kasjanski.pl/wp-content/uploads/2021/03/Kasjanski-blog-o-przedsiebiorczosci-odwaga-czy-strach-3-768x1024.jpg" alt="Kasjanski.pl blog o przedsiębiorczości odwaga czy strach? Sobór Przemienienia Pańskiego – prawosławny sobór w Chabarowsku" class="wp-image-2385" style="width:647px;height:auto" srcset="https://kasjanski.pl/wp-content/uploads/2021/03/Kasjanski-blog-o-przedsiebiorczosci-odwaga-czy-strach-3-768x1024.jpg 768w, https://kasjanski.pl/wp-content/uploads/2021/03/Kasjanski-blog-o-przedsiebiorczosci-odwaga-czy-strach-3-225x300.jpg 225w, https://kasjanski.pl/wp-content/uploads/2021/03/Kasjanski-blog-o-przedsiebiorczosci-odwaga-czy-strach-3-1152x1536.jpg 1152w, https://kasjanski.pl/wp-content/uploads/2021/03/Kasjanski-blog-o-przedsiebiorczosci-odwaga-czy-strach-3-1536x2048.jpg 1536w, https://kasjanski.pl/wp-content/uploads/2021/03/Kasjanski-blog-o-przedsiebiorczosci-odwaga-czy-strach-3-1140x1520.jpg 1140w, https://kasjanski.pl/wp-content/uploads/2021/03/Kasjanski-blog-o-przedsiebiorczosci-odwaga-czy-strach-3-scaled.jpg 1200w" sizes="(max-width: 768px) 100vw, 768px" /><figcaption class="wp-element-caption">Prawosławny Sobór Przemienienia Pańskiego w Chabarowsku na Dalekim Wschodzie, fot. T. Kasjański</figcaption></figure>
</div>


<p>O wartości wspólnego budowania firmy rodzinnej wraz z żoną piszę <a href="https://kasjanski.pl/razem-czy-osobno-robic-cos-wspolnie-z-zona-mezem-a-moze-wspolna-firma-zebranie-zarzadu/">tutaj</a>. </p>
<p>Artykuł <a href="https://kasjanski.pl/odwaga-czy-strach/">Odwaga czy strach? Co ma do tego przedsiębiorcze myślenie?</a> pochodzi z serwisu <a href="https://kasjanski.pl">Kasjanski.pl</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://kasjanski.pl/odwaga-czy-strach/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>4</slash:comments>
		
		
		<post-id xmlns="com-wordpress:feed-additions:1">205</post-id>	</item>
		<item>
		<title>Zaczynamy !</title>
		<link>https://kasjanski.pl/zaczynamy-przedsiebiorczosc/</link>
					<comments>https://kasjanski.pl/zaczynamy-przedsiebiorczosc/#comments</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Tomasz Kasjański]]></dc:creator>
		<pubDate>Fri, 12 Feb 2021 09:29:50 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Osobiste]]></category>
		<category><![CDATA[decyzyjność]]></category>
		<category><![CDATA[inicjatywa]]></category>
		<category><![CDATA[przedsiębiorczość]]></category>
		<category><![CDATA[rodzina]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://kasjanski.pl/?p=1</guid>

					<description><![CDATA[<p>O mnie&#8230; Miło mi Ciebie poznać, a właściwie powitać na moim blogu. Wypadałoby się przedstawić więc do dzieła. Nazywam się Tomasz Kasjański i od ponad 20-tu lat jestem przedsiębiorcą. No dobrze, zaraz pęknie trzydzieści tych latek, tak to szybko zasuwa. A żeby było tak bardziej po amerykańsku, to powiem, że zaczynałem jako student bez grosza przy duszy. Jak dobrze sobie policzyłeś, zacząłem w czasach Westernu a właściwie dzikiego wschodu polskiej transformacji ekonomicznej. To było w czasach, gdy nie było niczego i cokolwiek sprzedawałeś, zarobiłeś.   To tak trochę jak teraz (przynajmniej tak myślą niektórzy), cokolwiek wrzucisz na internety to zaraz sprzedasz. Jak wiemy nie zawsze. Co jest dla mnie bardzo ważne, pracujemy wspólnie, rodzinnie i moim największym wspólnikiem, wsparciem i motywacją jest moja żona Dorota. Całe nasze dorosłe życie to działanie na własny rachunek. Jakoś mój nieposkromiony charakter pozwolił mi tylko na 6 miesięcy słuchania się szefa. Miałem swoje zdanie, często odmienne. Prowadziłem różne formy działalności i działałem na różną skalę i w kilku krajach. Ale dość tych zachwytów nad własną osobą.   Inicjatywa Przedsiębiorczość, odkąd pamiętam była moją pasją. To trochę taka tęsknota za wolnością i kolorami w zniewoleniu czasów komuny. Wszyscy tak samo i tacy sami, jak u Orwella. Pierwowzorem przedsiębiorcy jest mój ojciec, który już w czasach Gierka przejawiał własną inicjatywę, gdy tylko można było dostać paszport i wizę. Jeździł po Europie i przy okazji przywoził różne niedostępne u nas cudeńka. Potem zaryzykował i przeszedł na bardzo pierwotną i jedyną dostępną formę własnej firmy w czasach PRL-u czyli rzemiosło.   Pamiętam, gdy po pracy, do 22:00 albo i później budował swoje maszyny u nas w piwnicy. Potem, na samym początku lat 90-tych spotkało mnie szczęście, takie wiecie, całkiem nieoczekiwane. Spotkałem na swej drodze Jarosława, prawdziwego „anioła biznesu” a dzisiaj mojego przyjaciela i przez ostatnie 28 lat mojego mentora w świecie biznesu. Wrócił on ze Stanów w 1992 roku w celu budowania swojej przyszłości w wolnej Polsce prowadząc swój biznes. Zaryzykował całą swoją stabilność w NY i od zera wprowadzał w życie nowatorskie, a u nas całkiem nieznane metody sprzedaży.   Ludzie Kolejną moją pasją są ludzie i to w całej swojej różnorodności. Uwielbiam pracę z ludźmi. W tym blogu chce się podzielić moimi spostrzeżeniami, pomysłami i wnioskami na temat szeroko rozumianego wolnego rynku i przedsiębiorczości. Poza przedsiębiorczością mam też całkiem sporo innych pasji co pewnie będzie się przebijać podczas mojej pisaniny. I dobrze 😉   A co do bloga, to wszystkiemu winna jest przyjaciółka naszej rodziny Kasia, polonistka, która zawsze mi mawiała: „Pisz Tomasz, pisz”. No i wykrakała. Piszę. I proszę, rozluźnij się, usiądź wygodnie i zdejmij rękę z portfela. Nic na tym blogu nie kupisz.   Mam jedynie nadzieję, że może uda mi się zaszczepić w kolejnej osobie ducha „Free Enterprise” i sterowania swoim życiem w pełni. Życia daleko od szefa oraz ciągłego marzenia o piątku, piąteczku, piątuniu… Tak więc parafrazując klasyka: &#8222;Przedsiębiorczość to nie fakt posiadania firmy, Przedsiębiorczość to STAN UMYSŁU&#8221; i o tym będzie ten blog.  </p>
<p>Artykuł <a href="https://kasjanski.pl/zaczynamy-przedsiebiorczosc/">Zaczynamy !</a> pochodzi z serwisu <a href="https://kasjanski.pl">Kasjanski.pl</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[
<hr class="wp-block-separator"/>


<h4>O mnie&#8230;</h4>
<p style="margin: 0cm; font-size: medium; font-family: Calibri, sans-serif; caret-color: #000000; color: #000000;">Miło mi Ciebie poznać, a właściwie powitać na moim <a href="https://kasjanski.pl">blogu</a>. Wypadałoby się przedstawić więc do dzieła.</p>
<p style="margin: 0cm; font-size: medium; font-family: Calibri, sans-serif; caret-color: #000000; color: #000000;">Nazywam się Tomasz Kasjański i od ponad 20-tu lat jestem przedsiębiorcą. No dobrze, zaraz pęknie trzydzieści tych latek, tak to szybko zasuwa. A żeby było tak bardziej po amerykańsku, to powiem, że zaczynałem jako student bez grosza przy duszy.</p>
<p style="margin: 0cm; font-size: medium; font-family: Calibri, sans-serif; caret-color: #000000; color: #000000;">Jak dobrze sobie policzyłeś, zacząłem w czasach Westernu a właściwie dzikiego wschodu polskiej transformacji ekonomicznej. To było w czasach, gdy nie było niczego i cokolwiek sprzedawałeś, zarobiłeś.</p>
<p style="margin: 0cm; font-size: medium; font-family: Calibri, sans-serif; caret-color: #000000; color: #000000;"> </p>
<p style="margin: 0cm; font-size: medium; font-family: Calibri, sans-serif; caret-color: #000000; color: #000000;">To tak trochę jak teraz (przynajmniej tak myślą niektórzy), cokolwiek wrzucisz na internety to zaraz sprzedasz. Jak wiemy nie zawsze.</p>
<p style="margin: 0cm; font-size: medium; font-family: Calibri, sans-serif; caret-color: #000000; color: #000000;">Co jest dla mnie bardzo ważne, pracujemy wspólnie, rodzinnie i moim największym wspólnikiem, wsparciem i motywacją jest moja żona Dorota. Całe nasze dorosłe życie to działanie na własny rachunek. Jakoś mój nieposkromiony charakter pozwolił mi tylko na 6 miesięcy słuchania się szefa. Miałem swoje zdanie, często odmienne.</p>
<p style="margin: 0cm; font-size: medium; font-family: Calibri, sans-serif; caret-color: #000000; color: #000000;">Prowadziłem różne formy działalności i działałem na różną skalę i w kilku krajach. Ale dość tych zachwytów nad własną osobą.</p>
<p> </p>
<h4>Inicjatywa</h4>
<p style="margin: 0cm; font-size: medium; font-family: Calibri, sans-serif; caret-color: #000000; color: #000000;">Przedsiębiorczość, odkąd pamiętam była moją pasją. To trochę taka tęsknota za wolnością i kolorami w zniewoleniu czasów komuny. Wszyscy tak samo i tacy sami, jak u Orwella.</p>
<p style="margin: 0cm; font-size: medium; font-family: Calibri, sans-serif; caret-color: #000000; color: #000000;">Pierwowzorem przedsiębiorcy jest mój ojciec, który już w czasach Gierka przejawiał własną inicjatywę, gdy tylko można było dostać paszport i wizę. Jeździł po Europie i przy okazji przywoził różne niedostępne u nas cudeńka. Potem zaryzykował i przeszedł na bardzo pierwotną i jedyną dostępną formę własnej firmy w czasach PRL-u czyli rzemiosło.</p>
<p style="margin: 0cm; font-size: medium; font-family: Calibri, sans-serif; caret-color: #000000; color: #000000;"> </p>
<p style="margin: 0cm; font-size: medium; font-family: Calibri, sans-serif; caret-color: #000000; color: #000000;">Pamiętam, gdy po pracy, do 22:00 albo i później budował swoje maszyny u nas w piwnicy.</p>
<p style="margin: 0cm; font-size: medium; font-family: Calibri, sans-serif; caret-color: #000000; color: #000000;">Potem, na samym początku lat 90-tych spotkało mnie szczęście, takie wiecie, całkiem nieoczekiwane. Spotkałem na swej drodze Jarosława, prawdziwego „anioła biznesu” a dzisiaj mojego przyjaciela i przez ostatnie 28 lat mojego mentora w świecie biznesu. Wrócił on ze Stanów w 1992 roku w celu budowania swojej przyszłości w wolnej Polsce prowadząc swój biznes. Zaryzykował całą swoją stabilność w NY i od zera wprowadzał w życie nowatorskie, a u nas całkiem nieznane metody sprzedaży.</p>
<p> </p>
<h4>Ludzie</h4>
<p style="margin: 0cm; font-size: medium; font-family: Calibri, sans-serif; caret-color: #000000; color: #000000;">Kolejną moją pasją są ludzie i to w całej swojej różnorodności. Uwielbiam pracę z ludźmi.</p>
<p style="margin: 0cm; font-size: medium; font-family: Calibri, sans-serif; caret-color: #000000; color: #000000;">W tym blogu chce się podzielić moimi spostrzeżeniami, pomysłami i wnioskami na temat szeroko rozumianego wolnego rynku i przedsiębiorczości.</p>
<p style="margin: 0cm; font-size: medium; font-family: Calibri, sans-serif; caret-color: #000000; color: #000000;">Poza przedsiębiorczością mam też całkiem sporo innych pasji co pewnie będzie się przebijać podczas mojej pisaniny. I dobrze <img src="https://s.w.org/images/core/emoji/17.0.2/72x72/1f609.png" alt="😉" class="wp-smiley" style="height: 1em; max-height: 1em;" /></p>
<p style="margin: 0cm; font-size: medium; font-family: Calibri, sans-serif; caret-color: #000000; color: #000000;"> </p>
<p style="margin: 0cm; font-size: medium; font-family: Calibri, sans-serif; caret-color: #000000; color: #000000;">A co do bloga, to wszystkiemu winna jest przyjaciółka naszej rodziny Kasia, polonistka, która zawsze mi mawiała: „Pisz Tomasz, pisz”. No i wykrakała. Piszę.</p>
<p style="margin: 0cm; font-size: medium; font-family: Calibri, sans-serif; caret-color: #000000; color: #000000;">I proszę, rozluźnij się, usiądź wygodnie i zdejmij rękę z portfela. Nic na tym blogu nie kupisz.</p>
<p style="margin: 0cm; font-size: medium; font-family: Calibri, sans-serif; caret-color: #000000; color: #000000;"> </p>
<p style="margin: 0cm; font-size: medium; font-family: Calibri, sans-serif; caret-color: #000000; color: #000000;">Mam jedynie nadzieję, że może uda mi się zaszczepić w kolejnej osobie ducha „<a href="https://pl.wikipedia.org/wiki/Wolny_rynek">Free Enterprise</a>” i sterowania swoim życiem w pełni. Życia daleko od szefa oraz ciągłego marzenia o piątku, piąteczku, piątuniu…</p>
<p style="margin: 0cm; font-size: medium; font-family: Calibri, sans-serif; caret-color: #000000; color: #000000;">Tak więc parafrazując klasyka:</p>
<p style="margin: 0cm; font-size: medium; font-family: Calibri, sans-serif; caret-color: #000000; color: #000000;">&#8222;Przedsiębiorczość to nie fakt posiadania firmy, Przedsiębiorczość to STAN UMYSŁU&#8221; i o tym będzie ten blog.</p>
<p> </p><p>Artykuł <a href="https://kasjanski.pl/zaczynamy-przedsiebiorczosc/">Zaczynamy !</a> pochodzi z serwisu <a href="https://kasjanski.pl">Kasjanski.pl</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://kasjanski.pl/zaczynamy-przedsiebiorczosc/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>4</slash:comments>
		
		
		<post-id xmlns="com-wordpress:feed-additions:1">1</post-id>	</item>
	</channel>
</rss>
